Minęło kilka tygodni od zabójstwa Pawła Adamowicza. Teraz do internetu wyciekło kolejne nagranie z tamtego tragicznego wieczoru. Film był już w mediach pokazywany wcześniej, jednak wówczas był on cenzurowany. OSTRZEGAMY! Nagranie jest drastyczne i nieodpowiednie dla osób poniżej 18 roku życia.

 

Paweł Adamowicz został zabity podczas finału WOŚP w Gdańsku. Jego oprawcą okazał się być Stefan W., przestępca niezrównoważony psychicznie, który pod koniec 2018 roku wyszedł z więzienia.

 

Po ataku na prezydenta Gdańska rozpoczęło się sporo dyskusji na temat błędów popełnionych przez ochronę i organizatorów. Bulwersujące dla wielu ludzi w Polsce było to jak Stefan W. po ataku przez prawie 40 sekund chodził po scenie, a nawet zdążył jeszcze wygłosić swoje krótkie przemówienie.

 

Na nagraniu, które wyciekło widać też jak ranny Paweł Adamowicz po ataku siedzi skulony na scenie. Z początku zszokowani wokół ludzie nawet nie ruszyli z pomocą. Co ciekawe, pomimo odniesionych ran, Paweł Adamowicz jeszcze rozmawiał z ludźmi w pierwszych chwilach po otrzymaniu ciosów nożem. Miał też nawoływać o pomoc.

 

 

W sieci dostępne jest również nagranie zarejestrowane po ataku w trakcie akcji ratunkowej.

 

Źródło: YouTube/TPSL ; YouTube/Kanał Miasta Gdańska

 

MB

 

Choć od tragedii jaka rozegrała się w centrum Gdańska minął już ponad tydzień, to jednak kolejne dni przynoszą nowe informacje dotyczące okoliczności zabójstwa prezydenta Pawła Adamowicza. Więcej wiemy też już o sprawcy zamachu- Stefanie W. Teraz wywiadu dla „Dużego Formatu” udzieliła pani Jolanta, jego matka. 

 

Wcześniej z kobietą spotkał się dotychczasowy wiceprezydent Gdańska, który wyznał później, iż bliscy Stefana W. zostali objęci opieką psychologiczną, ponieważ sami również mocno przeżywają to czego dopuścił się jeden z członków ich rodziny.

 

Matka Stefana W. w rozmowie z „Dużym Formatem” ponownie nie kryła żalu ze względu na to co się stało i przeprosiła za to, czego dokonał jej syn.

 

– Jeden z moich synów do mnie zadzwonił: „Mamo, Stefan dźgnął nożem prezydenta Adamowicza i teraz go reanimują”. A syn dowiedział się od kolegi, który oglądał relację z Orkiestry i zatelefonował, by mu powiedzieć. Włączyłam telewizor, już wszyscy o tym mówili, prezydent był właśnie przewożony do szpitala. Zaczęłam płakać, mąż również, mówiliśmy do siebie: „To niemożliwe” – wspomina w wywiadzie pani Jolanta.

 

Co ciekawe, prezydenta Pawła Adamowicza znała matka jego oprawcy. Pani Jolanta przyznaje, że mijając się niejednokrotnie mówili sobie „dzień dobry”.

 

– Pracuję w placówce oświatowej, pan prezydent był u nas kiedyś na rocznicy. Ciepły, dobry człowiek. Nieraz widywałam go na ulicy, w centrum miasta, pewnie szedł do pracy. Mówiliśmy sobie dzień dobry. Gdy pan prezydent był operowany, cały czas myślałam, że z tego wyjdzie. Następnego dnia, w poniedziałek, składałam na policji zeznania i byłam pewna, że okaże się, że już wszystko dobrze – opowiedziała w rozmowie z „Dużym Formatem”.

 

W rozmowie z „Dużym Formatem”, kobieta po raz kolejny podkreśliła, że w jej opinii Stefan nie powinien wychodzić na wolność lub przynajmniej powinien być pod stałą obserwacją. Dlatego też jesienią zaalarmowała policję w tej sprawie.

 

Ale usłyszałam, że nie ma podstaw, że zgłoszą tylko swoje wątpliwości zakładowi karnemu. Nikt się ze mną później nie kontaktował– podkreśliła. Skończyłam resocjalizację, rozumiałam, co się dzieje, ale skoro mój syn został wypuszczony, nie wińcie mnie, proszę, ani moich dzieci. Co mieliśmy zrobić? – Nie kryje rozżalenia całą dramatyczną sytuacją, matka sprawcy ataku w Gdańsku.

 

W wywiadzie nie pominięto też trudnego tematu na temat tego, jak teraz pani Jolanta patrzy na swoje dziecko, które dopuściło się morderstwa w obliczu kamer.

 

– To jest najtrudniejsze. Jako matka wciąż go kocham. Tylko rozpaczam, że zrobił coś strasznego. Tyle osób skrzywdził, prezydenta, jego rodzinę, nas… A ja nadal jestem matką – Wyjaśniła pani Jolanta.

 

To co mówi kobieta jest wyjątkowo poruszające, kiedy ma się świadomość, że starała się ona uniknąć wcześniej wyjścia na wolność syna po to, aby nie doszło do jakiejś tragedii.

 

– To najtrudniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić. Urodziłam syna, który zabił człowieka, i muszę z tym żyć. Ale nigdy się go nie wyrzeknę. Będę z tym cierpieniem już do końca życia, choć syna straciłam na zawsze. Na wolności najpewniej już go nie zobaczę – powiedziała we wzruszających słowach.

 

– Po zamachu na prezydenta w nocy wpadła policja, z bronią w ręku, zabrali synów na przesłuchanie – opowiada matka Stefana W. wspominając godziny po ataku na życie prezydenta Gdańska i to jak funkcjonariusze przyszli, aby zabrać na przesłuchanie jej pozostałych synów.

 

Rozmówczyni „Dużego Formatu” przekazała w wywiadzie przeprosiny dla bliskich zabitego prezydenta. Tłumaczyła też, że również jej rodzina cierpi przez to co się wydarzyło przed tygodniem.

 

– Niech nas ktoś zrozumie, on skrzywdził także nas. Tak bardzo bym chciała prosić żonę, dzieci, rodziców oraz brata pana prezydenta o wybaczenie, ale wiem, że proszę o dużo i być może będę musiała na to długo poczekać. Dlatego chciałam tego jedynego wywiadu – żeby dotarły do nich moje słowa: bardzo państwa przepraszam. Bardzo przepraszam za moje dziecko – wyznała.

 

W rozmowie poruszono też temat tego, w którym momencie szczególnie zaniepokoiła się ona zachowaniem swego syna i doszła do wniosku, że należy zaalarmować policję.

 

– W trakcie ostatniego, listopadowego widzenia znów mówił, że wydarzyła mu się krzywda. „Zdrowie mi zniszczyli” powtarzał, i że zrobi coś spektakularnego. Wystraszyłam się. Niektórzy z rodziny nie chcieli go już odwiedzać – wyjaśniła matka Stefana W.

 

W wywiadzie opublikowanym przez „Duży Format”, czytamy też o tym, że kobieta deklaruje iż „miała taką myśl”, aby udać się w poniedziałek i wziąć udział w wiecu poświęconym pamięci zabitego prezydenta Adamowicza lub w środę postawić znicz na placu Solidarności, jednak nie miała na to wystarczającej siły.

 

– Te tłumy ludzi… Nie byłam w stanie zrównać się z tą tragedią. O udziale w pogrzebie nie miałam odwagi nawet pomyśleć – mówiła w wywiadzie.

 

Niedawno w mediach pojawiły się informacje, że Papież Franciszek planuje przekazać różaniec matce Stefanie W., podobnie jak uczynił to wcześniej wobec członków rodziny zamordowanego Pawła Adamowicza. W internecie pojawiają się również niepotwierdzone informacje, że młodszy brat Stefana W. planował zostać duchownym.

 

O ostrzeżeniach, które kobieta kierowała ona jeszcze jesienią do policji pisaliśmy również tutaj:

Nowe informacje o sprawcy zamachu w Gdańsku! Służby wiedziały o planach Stefana W.?

 

Źródło: Gazeta Wyborcza ; „Duży Format” ; rmf24.pl

Fot.: Facebook / YouTube

 

MB

 

W ostatnich dniach doszło do wręcz obrzydliwej próby zrzucenia winy za tragiczną śmierć Pawła Adamowicza na przekaz prezentowany przez TVP Info. W dniu wczorajszym, w godzinach wieczornych zorganizowany nawet protest pod siedzibą TVP. Dziś Służba Więzienna zdementowała pogłoski, jakoby sprawca zamachu na życie prezydenta Gdańska, miał w czasie pobytu w więzieniu oglądać TVP Info.

 

Informacje na ten temat przekazał m.in. portal tvp.info. Obecnie jednak, o wyjaśnieniach Służby Więziennej piszą różne źródła. Wcześniej wnioski, że zabójca Pawła Adamowicza mógł zbyt wiele oglądać TVP Info, sugerowali np. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, a także Wojciech Czuchnowski będący dziennikarzem „Gazety Wyborczej”.

 

 Nie wiem, czy tak było. Jest to jedna z kwestii, którą należałoby w tej sprawie wyjaśnić: jakie mogą być konsekwencje braku możliwości dostępu do pluralizmu poglądów i czy to mogło mieć wpływ na zachowanie. Ja nie wykluczam takiej tezy – mówił na łamach Onetu Adam Bodnar.

 

Teorie tego typu zostały jedna dosyć szybko obalone.

 

– Skazani odbywający karę w Zakładzie Karnym w Malborku nie mogli oglądać stacji TVP Info – wyjaśnił mjr Bartłomiej Turbiarz z Centralnego Zarządu Służby Więziennej w rozmowie z portalem tvp.info.

 

Mjr Turbiarz został zapytany przez portal tvp.info o to czy prawdą jest, że skazany za napady na banki przyszły zabójca prezydenta Gdańska mógł podczas odbywania kary oglądać TVP Info.

 

– Skazani odbywający karę w Zakładzie Karnym w Malborku nie mogą oglądać stacji TVP Info. Operator telewizyjny, który dostarcza tam sygnał telewizyjny, akurat tego kanału nie dostarczył. Tam jest telewizja kablowa. Tam jest TVP1, TVP2, TVN24 i kilkanaście innych, ale nie ma TVP Info – powiedział mjr Bartłomiej Turbiarz.

 

Niestety wielu zwolenników tzw. totalnej opozycji, po raz kolejny dało się zmanipulować i włączyć w nagonkę na obóz rządzący oraz TVP. Teraz taka dyskusja traci sens, kiedy Służba Więzienna rzetelnie objaśnia jakie są fakty.

 

 Skazani mogą oglądać telewizję i mieć dostęp do informacji. My nie narzucamy osadzonym ani nie ograniczamy dostępu do informacji, co wynika z art. 102 Kodeku wykonawczego, gdzie zapisane jest, że skazani mają dostęp do radia, prasy i telewizji. My realizujemy te przepisy. (Ale) w zakładzie w Malborku TVP Info nie ma – tłumaczył mjr Turbiarz pytany przez tvp.info.

 

 

W internecie wiele osób nie pozostawia suchej nitki komentując całą sytuację. Osoby, które jeszcze przed pogrzebem Pawła Adamowicza publicznie protestowały przeciwko działaniom TVP, zarzucając telewizji publicznej nawoływanie do nienawiści i udział w tragedii, do której doszło w niedzielę, zdaniem wielu Polek i Polaków ośmieszyły się swoją postawą.

 

 

Źródło: tvp.info ; onet.pl ; Twitter/@SW_GOV_PL

Fot.: Facebook

 

MB

 

„Nie był agresywny, mógł pokaleczyć wszystkie osoby, których wokół było bardzo dużo. Śmiał się” – taką teorie prezentował dr Jerzy Pobocha, psychiatra sądowy, w sprawie zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Jak się okazuje, ekspert miał rację.

 

Jak potwierdziła rzeczniczka prasowa prokuratury okręgowej w Gdańsku, Stefan W. zabójca prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, w momencie ataku na scenie nie był pod wpływem alkoholu.

 

„Badanie krwi Stefana W. wykazało, że gdy zaatakował on nożem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, nie był pod wpływem alkoholu” – zapewniła Grażyna Wawryniuk.

 

Większość ekspertów zgodnie twierdziło, że gdyby napastnikiem „kierował alkohol” wówczas sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, między innymi nożownik mógłby próbować kolejnych ataków na osoby stojące w okół Pawła Adamowicza.

 

Co warto podkreślić, prokuratura nadal prowadzi szczegółowe badania próbek krwi, tym razem pod względem obecności substancji psychoaktywnych, które Stefan W. mógł zażyć przed atakiem.

 

Źródło: nczas.com
fot. youtube.com
LS

Jak podaje wp.pl, sąd Apelacyjny w Katowicach wydał prawomocny wyrok w sprawie Sebastiana K., podtrzymując tym samym decyzję poprzedniej instancji. Mężczyzna w nocy z 31 marca na 1 kwietnia 2017 roku oszpecił twarze dwóch dziewczyn.

 

27-latek złożył apelację od wyroku Sądu Okręgowego, który w lipcu skazał go na karę 8 lat więzienia. Mężczyzna o pseudonimie „Tulipan” był oskarżony o usiłowanie zabójstwa, trwałe zeszpecenie, spowodowanie obrażeń ciała oraz pobicie z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Sebastian K. spotkał na ulicy dwie kobiety i pijany zaczął szarpać jedną z nich. Nagle rozbił butelkę i pociął nią twarze 18 i 24-latki. Podczas procesu tłumaczył, że chciał je jedynie „nastraszyć”.

 

Został skazany na osiem lat więzienia, pomimo, że groziło mu dożywocie. Obie strony odwołały się od wyroku – informuje radio.katowice.pl. Prokuratura chciała podwyższenia kary do 12 lat, z kolei obrońca mężczyzny obniżenia do 5 lat, argumentując że decyzja jest „rażąco surowa”. Ostatecznie podtrzymany został wyrok poprzedniej instancji.

 

W piątek 27-latek po raz kolejny przeprosił poszkodowane. Tłumaczył, że nie będzie w stanie zapłacić kobietom 50 tys. zł zadośćuczynienia. Zadeklarował jednak chęć wpłaty innej, comiesięcznej, wcześniej ustalonej kwoty. Sebastian K. był już poprzednio wielokrotnie karany. Wcześniej uprawomocniły się wyroki dla jego dwóch kolegów, którzy zostali skazani na osiem miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa i trzy lata.

 

Źródło: wiadomosci.wp.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

Informowaliśmy dzisiaj o drastycznym ataku, w wyniku którego życie straciły dwie studentki pochodzące ze Skandynawii (Dunka i Norweżka). Ich ciała zostały znalezione w górach na terenie Maroka, gdzie młode kobiety wybrały się w celach turystycznych. Pojawiają się nowe informacje w tej sprawie. 

 

Pierwszy artykuł na ten temat znajduje się tutaj:

Krwawy atak! Młode kobiety nie żyją

 

Szybko pojawiły się spekulacje, wynikające nawet z wypowiedzi przedstawicieli marokańskich władz, że sprawa brutalnego morderstwa może mieć związek z terroryzmem, a sam ten czyn był motywowany radykalnym islamem. Doniesienia te znajdują kolejne potwierdzenia. Jedna ze studentek została ścięta, a drugiej podcięto gardło.

 

Z władzami Maroka stały kontakt utrzymuje ambasador Danii. Gazeta VG funkcjonująca w Norwegii dotarła natomiast do pochodzącej z Francji kobiety, która znalazła zwłoki należące do Maren Ueland oraz Louisy Vesterager Jespersen.

 

Francuzka miała natrafić na makabryczne odkrycie po około godzinnym marszu w paśmie górskim Atlasu Wysokiego. Tam znalazła rozerwany namiot, który jak się okazało rozbiły wcześniej zamordowane turystki. We wnętrzu dostrzegła ona ciała obydwu kobiet. Kiedy policja została zaalarmowana, okazało się wówczas iż na miejscu zbrodni, został dowód osobisty należący do głównego podejrzanego. To miało zdecydowanie ułatwić dalsze prowadzenie śledztwa.

 

Mówi się o nawet czterech zatrzymanych podejrzanych w tej sprawie. Wszystko wskazuje na to, że sprawcy motywowali się islamski ekstremizmem i byli powiązani z terrorystycznym ugrupowaniem. Choć nie ma podanych oficjalnych informacji dotyczących tego z jaką konkretnie organizacją współpracowali mordercy, to jak można domniemywać najprawdopodobniej było to Państwo Islamskie. Sugeruje to m.in. nagranie z egzekucji Skandynawek, którego autentyczność potwierdzili duńscy policjanci. Nagranie jest wstrząsające i ma być na nim widoczny moment ścięcia jednej z ofiar.

 

– To dla naszych braci w Hajin – padają słowa na nagranym przez sprawców morderstwa filmie. Mowa jest tu o jednym z ostatnich terenów, na których najdłużej bronią się dżihadyści w Syrii.

 

Dodatkowo warto mieć na uwadze, że Maroko to jeden z celów do jakiego przenoszą się bojownicy IS, po upadku ich samozwańczego kalifatu w Syrii. Fakt, że mieliśmy tu do czynienia z „aktem terrorystycznym” potwierdzić miał również marokański prokurator.

 

Lokalne władze uspokajają, że to zdarzenie było jednorazowym incydentem. Zastosowano jednak większe środki bezpieczeństwa w tym rejonie, ponieważ Atlas Wysoki jest bardzo popularny wśród turystów, a to tam właśnie doszło to tak okrutnej zbrodni.

 

 

Źródło: Twitter/@BtNewsOnline ; poinformowani.pl ; Facebook/@konfliktyPL

 

MB

 

17-letni Afgańczyk Saber Akhondzada opuścił swój kraj ze strachu przed atakami Talibów i ubiegał się o azyl w Austrii. Chłopak został zatrzymany na jednym z dworców w Wiedniu po tym, jak odnaleziono jego rok młodszą dziewczynę całą zakrwawioną, z wbitym w płuca nożem.

 

W niedzielę około 23, matka 16-latki postanowiła wejść do pokoju, w którym córka przesiadywała wraz z chłopakiem. Niestety nie dała rady otworzyć drzwi, ponieważ były zabarykadowane od wewnątrz szafką. Kiedy kobiecie udało się wreszcie dostać do pokoju, jej oczom ukazał się przerażający widok. Na łóżku leżała jej martwa, zakrwawiona córka. Napastnik, po zabójstwie dziewczyny uciekł przez okno. Jak wykazała sekcja zwłok, dziewczyna zmarła w skutek dwóch ran kłutych, a jeden z ciosów przebił jej płuco.
Za narzędzie zbrodni Afgańczykowi posłużył nóż kuchenny znaleziony obok ofiary.

 

Jak twierdzą rodzice nastolatki, para od dłuższego czasu kłóciła się, ponieważ Akhondzada zabraniał dziewczynie kontaktu z innymi mężczyznami.

 

Źródło: sioe.pl
Fot.: Facebook – rozproza
EM

Jak podaje portal fakt.pl, w sprawie skatowanego na komendzie we Wrocławiu Igora Stachowiaka pojawiają się nowe pytania, która mogą być rozstrzygające. Poddawane jest pod wątpliwość czy skatowany był wcześniej duszony, co mogło spowodować jego śmierć? Fakt dotarł do decyzji sądu, który nakazuje zbadać umarzane dotąd wątki. Wśród nich właśnie złamanie prawa przez policjantów podczas przyduszania i rażenia paralizatorem zatrzymanego. Chodzi przede wszystkim o zdarzenia, które działy się jeszcze na wrocławskim Rynku

Przed sądem we Wrocławiu od kilku miesięcy toczy się proces, w którym na ławie oskarżonych zasiada czterech policjantów. Odpowiadają za znęcanie się psychiczne i fizyczne nad Igorem Stachowiakiem. Zarzuty stróżom prawa postawiono dotąd jedynie za część interwencji, które zostały udokumentowane na kamerze z paralizatora.

Według najnowszych informacji, możemy się dowiedzieć, że prokuratura nie dopatrzyła się dotąd złamania prawa przez funkcjonariuszy, między innymi podczas duszenia Igora na wrocławskim rynku w chwili jego obezwładniania.

Warto wspomnieć, że rodzina Stachowiaka od początku sprawy przekonywała, że te zdarzenia również mogły doprowadzić do śmierci ich bliskiego.

Dopiero wczoraj sąd uwzględnił ich argumenty i nakazał ponowne zbadanie sprawy. Jak powiedział tata Igora „Sąd stwierdził również, że powinno się rozważyć, czy nie doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci. Dotąd mówiono jedynie o znęcaniu się nad Igorem. Nareszcie ktoś wysłuchał naszych argumentów”.

Zarówno za znęcanie się fizyczne, jak i za nieumyślne spowodowanie śmierci policjantom grozi 5 lat więzienia.

Źródło: fakt.pl
fot. Wikipedia Commons

LS

Zgodnie z decyzją sądu w Monachium, trójka mężczyzn pochodzących z Polski spędzi resztę swojego życia w więzieniu. Oprócz nich, skazana na osiem lat pozbawienia wolności została też 50-letnia Polka.

 

Sprawa dotyczy morderstwa, którego ofiarami padło dwoje małżonków. Byli to 76-letnia kobieta oraz jej 81-letni mąż. Przy okazji dokonanej wtedy napaści, ranna została też inna 77-letnia kobieta. Z ciężkim obrażeniami trafiła ona do szpitala po brutalnym pobiciu.

 

Wszystko zaczęło się od tego, że 50-letnia kobieta o imieniu Małgorzata, opiekująca się parą staruszków mieszkających w miejscowości Höfen na terenie Bawarii, postanowiła ich okraść i zamordować. Motywował ją fakt, że małżeństwo było dosyć zamożne.

 

50-letnia Polka sama jednak nie dokonał tej makabrycznej zbrodni. Do dokonania krwawego czynu namówiła swojego brata, syna, a także znajomego.

 

Mężczyźni dokonali morderstwa w lutym ubiegłego roku. Weszli oni w nocy do domu starszego małżeństwa, pozbawili ich życia. Ukradli wówczas z sejfu około 60 tysięcy euro oraz złoto. Dotkliwie pobili także 77-latkę.

 

Podczas rozprawy sędziowie zwracali uwagę na brutalność dokonanej przez Polaków zbrodni. Po upływie 15 lat, teoretycznie skazanym przysługuje możliwość ubiegania się o pozwolenie na wcześniejsze opuszczenie więzienia. Robert P., który jest jednym z morderców, był już wcześniej karany.

 

 

Źródło: dorzeczy.pl

Fot.: Pixabay

 

MB