W angielskim hrabstwie Hampshire miało miejsce makabryczne odkrycie. Z rzeki Itchen wyłowiono ciało 22-latka zakutego w kajdanki. Bardzo szybko ustalono jego tożsamość – to Reece Hillier, młody tata, który dwa miesiące temu został aresztowany przez policję. Wyrwał się z rąk stróżów prawa, rzucając się do ucieczki. Najprawdopodobniej to wtedy wpadł do rzeki…

 

Funkcjonariusze nie ujawniają powodu oraz okoliczności zatrzymania Reece’a. Wiadomo, że 12 stycznia zakuli go w kajdanki, po czym 22-latek miał im uciec. Kilka dni temu jego ciało wypłynęło na powierzchnię lokalnej rzeki. Mężczyzna osierocił roczne dziecko.

 

Jego rodzina ma za złe policji, że przez ten cały czas nie wszczęto żadnych poszukiwań w rzece: „Matka błagała, aby go szukać nad rzeką. Każdego dnia czekała na syna, była przerażona, bo wiedziała, że on może tam leżeć” – powiedział 50-letni członek rodziny Reece’a. Jego bliskim trudno uwierzyć, że nikt nie dostrzegł topiącego się, skutego kajdankami młodego mężczyzny.

 

Dokładne zbadanie przebiegu zdarzeń tamtego wieczora będzie jednak trudne ze względu na stan zwłok. W sprawie już ruszyło śledztwo.

 

 

Źródło: fakt.pl, Twitter.com
fot. Twitter.com
LS

 

Cała sprawa dotyczy młodej kobiety. Shamima Begum to 19-latka pochodząca z Wielkiej Brytanii. Część swojego życia spędziła ona w Państwie Islamskim, po tym jak w wieku zaledwie 15 lat zafascynowała się ideologią dżihadystów. 

 

Kiedy 15-letnia Shamima zainspirowała się tym co głosiło ISIS, postanowiła wraz z dwiema przyjaciółkami udać się na tereny opanowane przez tą terrorystyczną organizację, aby wspierać jej bojowników. Miało to polegać na zajmowaniu się domem, gotowaniu czy też rodzeniu dzieci.

 

Wychowaną na wyspach brytyjskich dziewczynę nie zniechęciły egzekucję przeprowadzane przez członków Państwa Islamskiego czy też radykalne zasady panujące w samowzwańczym kalifacie.

 

Obecnie dziewczyna przebywa w ośrodku dla uchodźców na terytorium Syrii, gdzie w sobotę urodziła dziecko. Pragnie ona teraz wrócić do Londynu, a w udzielonym niedawno wywiadzie dla brytyjskiej telewizji Sky News stwierdziła, że ludzie powinni odnosić się do niej ze współczuciem. Powrotu 19-latki do domu w Anglii domaga się również jej rodzina. Wiele osób ma jednak spore wątpliwości co do umożliwienia młodej kobiecie powrotu do normalnego życia w brytyjskim społeczeństwie.

 

Głównym problemem jest tutaj fakt, że Shamima zachowuje się w sposób postrzegany jako dosyć roszczeniowy i nie wyraża skruchy. Kobieta ma utrzymywać stanowisko, że skoro urodziła się na wyspach brytyjskich to przysługuje jej prawo powrotu do Londynu. Argumentuje to w dużej mierze tym, że chodzi tutaj o dobro dziecka, które mogłoby liczyć na lepszą opiekę medyczną w Wielkiej Brytanii niż w obozie dla uchodźców w Syrii. Kobieta powiedziała również w trakcie wywiadu, że oczekuje zrozumienia ze strony innych.

 

Podczas rozmowy z Shamimą dziennikarz zapytał ją o brutalność bojowników tzw. Państwa Islamskiego. Stwierdziła ona, że wiedziała o aktach, których dopuszczają się dżihadyści, ale specjalnie jej one nie przeszkadzały, kiedy postanowiła przyłączyć się do ISIS. Jak wyznała, była przekonana, że islam dopuszcza takie czyny. Na te słowa postanowili zareagować muzułmańscy imamowie w Wielkiej Brytanii, którzy zwrócili uwagę, że Koran nie akceptuje tego typu bestialstwa, jakiego dopuszczają się ludzie z tzw. Państwa Islamskiego.

 

 

Wywiad udzielony dla stacji Sky News, nie był raczej czymś co przysporzyło współczucia nastolatce, którego jak mówi oczekuje od ludzi. Co ważne podkreślenia, nawet jeżeli wróci ona do Wielkiej Brytanii, zostanie pociągnięta do odpowiedzialności karnej za swoje czyny. Shamima odniosła się do tej kwestii w wywiadzie stwierdzając arogancko: „Nic nie możecie mi udowodnić„.

 

Co warte uwagi, po rozbiciu ISIS w Syrii i Iraku, takich przypadków osób chcących powracać do europejskich państw może być wyjątkowo duża ilość.

 

 

Źródło: Sky News ; rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

Niestety kolejny polski obywatel stracił życie w tragicznych okoliczność poza granicami kraju. 42-letni Polak został zaatakowany, kiedy znajdował się on przy jednym z przystanków autobusowych.  Niestety mimo starań i walki lekarzy o życie rannego mężczyzny, nie udało się uratować jego życia.

 

Do zdarzenia doszło w brytyjskim Bracknell. Dramat rozegrał się 10 kwietnia, w godzinach nocnych, pomiędzy godziną 2 a 3.50 pochodzący z Polski mężczyzna został napadnięty i otrzymał silny cios zadany przez napastnika, przez który stracił przytomność.

 

Nie są znane szczegóły całego zdarzenia oraz to jakimi motywami kierował się sprawca napaści. Lokalna policja nadal poszukuje i apeluje o pomoc ewentualnych świadków tego tragicznego zdarzenia, których zeznania mogłyby pomóc w śledztwie.

 

Ofiara została poważnie raniona w głowę.  42-latka przewieziono w stanie krytycznym do szpitala. Lekarze przez dwa dni starali się uratować życie Polakowi, niestety jednak zmarł on w czwartek, w wyniku odniesionych obrażeń.

 

Policja dokonała zatrzymania 28-letniego mieszkańca Reading, podejrzewanego o zaatakowanie pochodzącego z Polski mężczyzny. Nie podano jak na razie jednak dokładniejszych informacji na temat tożsamości zatrzymanego.

 

Mieszkających na co dzień w Wielkiej Brytanii polskich emigrantów niejednokrotnie spotykały różne nieprzyjemności związane z ich pochodzeniem oraz atakami na tle rasowym. To co spotkało jednego z polskich wędkarzy również jest dla wielu bulwersujące.

 

Do zdarzenia doszło w kwietniu. Polski wędkarz Radosław Papiewski udał się na jedno z ławisk, a tam zastał pewną tablicę informacyjną. Umieszczone na niej hasło zawierało następujące słowa: „Zabrania się wstępu wędkarzom polskim, wschodnio-europejskim, dzieciom i psom!”

 

Ze względu na fakt, że mężczyzna nie mógł skutecznie wpłynąć na właściciela stawu i wyjaśnić mu dlaczego umieszczona tablica zawiera niestosowną treść, pan Papiewski podjął inne stanowcze kroki.

 

Polski wędkarz zwrócił się z prośbą o pomoc do Angling Trust. Jest to jedna z najpopularniejszych wędkarskich organizacji na Wyspach. Prawnicza część struktur tej organizacji – Fish Legal zasugerowała, że w zaistniałej sytuacji najlepiej byłoby skierować sprawę do sądu.

 

Jednakże koszty procesowe, jakie należy ponieść w Wielkiej Brytanii są na tyle duże, iż Polak postanowił zorganizować zbiórkę publiczną.

 

– Chcemy usunąć znak i pokazać, że takie dyskryminujące znaki nie mają miejsca w społeczności wędkarskiej Wielkiej Brytanii – stwierdził polski wędkarz.

 

W związku z prowadozną przez niego zbiórką, organizacja Angling Trust wysasygnowała 2 000 funtów na ten właśnie cel.

 

– Mój prawnik szacuje, że może to kosztować ponad 11 000 funtów. Sam nie jestem w stanie sobie na to pozwolić. Na początek muszę zebrać 5000 funtów do 9 stycznia. Będę walczył do końca, ale muszę poprosić was wszystkich o wsparcie finansowe. Wszystkie zebrane pieniądze trafią bezpośrednio na konto adwokatów, aby pokryć koszty ich pracy w tej sprawie. Wszystkie pieniądze otrzymane z odszkodowania trafią bezpośrednio do organizacji charytatywnych – wyjaśnił Radosław Papiewski.