29-latek, Grzegorz G., chciał zgwałcić 2-letnią Natalkę, gdy dziewczynka spała. Swoimi wyczynami chwalił się w internecie. Trafił już do więzienia.

 

Mieszkał w domu dziewczynki przez kilka miesięcy pod jednym dachem.

 

Jak powiedziała „Super Expressowi” matka Natalki: „Ufałam mu, bo znam go wiele lat”.               I dodaje „Dlatego też, gdy szłam do pracy, zostawiałam córeczkę pod jego opieką. Gdybym tylko wiedziała, że to zboczeniec”.

 

Kobieta przypadkiem natknęła się na telefon Grzegorza: „Włos zjeżył mi się na głowie. Tam było pełno zboczonych zdjęć, w tym film z moją Natalką!”.

 

Widziała zdjęcia, na których nagi Grzegorz G. owija się śpioszkami dziecka albo pozuje w damskiej bieliźnie. Przeczytała też wiadomości z komunikatora, w których chwalił się innym pedofilom o doznaniach z Natalką.

 

Jak czytamy w SE: „Wyrażał żal, że nie udało mu się zgwałcić dziewczynki, bo „była za mała”. Chwalił się za to, że zrobił jej inne okropne rzeczy, które są tak obrzydliwe, że nie możemy o nich pisać”.

 

Bestii z Jeleniej Góry grozi 15 lat więzienia. Służby sprawdzają, czy nie skrzywdził też innych dzieci.

 

Rodzina Natalki ma rówinież zamiar domagać się odszkodowania: „15 lat, które mu grozi, to za mało. Niech też słono zapłaci za krzywdę, którą wyrządził córeczce”.

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Wczoraj Krzysztof Śmiszek został liderem listy Wiosny w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Jak informuje portal sejmlog.pl powołując się na „Gazetę Wyborczą”, wieloletni partner Biedronia domaga się kary więzienia dla każdej osoby stosującej działania homofobiczne.

 

– Wprowadzimy takie przepisy, że każdy homofob, który żeruje na najniższych instynktach i zagraża bezpieczeństwu osób LGBT, zostanie ukarany, z więzieniem włącznie. Niezależny sąd i niezależna prokuratura będą mogły wszczynać postępowania karne przeciwko homofobom -grzmi Śmiszek.

 

Jak czytamy w wywiadzie, polityk proponuje także małżeństwa homoseksualne i adopcję przez nich dzieci, a także koło posłów LGBT. Śmiszek podkreślał także, że wraz z Robertem Biedroniem nie chcieli pobierać się za granicą, ponieważ nie uznają się za „obywateli gorszej kategorii” i liczą, że będą mogli wziąć ślub w Polsce. Zapewniał, że kwestia wprowadzenia równości małżeńskiej wraz z możliwością adopcji dzieci przez pary homoseksualne to kwestia maksymalnie pięciu lat.

 

Źródło: nczas.com; sejmolog.pl
Fot.: YouTube – Kongres Świeckości
EM

W piątek rano, na posesję Krzysztofa Kononowicza w Białymstoku wtargnęli policjanci wraz ze strażą miejską oraz pracownikami schroniska. Byłemu kandydatowi na prezydenta miasta, a także nieoficjalnemu kandydatowi na prezydenta RP funkcjonariusze odebrali psa o imieniu Nero. Jak donosi rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku nadinsp. Tomasz Krupa, zwierzę żyło w koszmarnych warunkach.

 

– Było wychudzone, pokryte własnymi odchodami oraz przywiązane do łańcucha – informuje Krupa. Czworonóg trafił do schroniska w Białymstoku. Jak informuje miejscowe Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, w karcie informacyjnej z wizyty psa w lecznicy zamieszczono informację, że stan kliniczny zwierzęcia świadczy o silnym zaniedbaniu. Stwierdzono także obecność odchodów pchlich i obfite wypływy ropy z oczu psa. Zwierzę cierpiało także na zapalenie uszu, a badanie RTG wykazało stare złamanie obydwu kości przedramienia.

 

 

Krzysztof Kononowicz został zatrzymany pod zarzutem znęcania się nad zwierzętami. Teraz grożą mu 3 lata pozbawienia wolności.

 

Źródło: fakt.pl; Facebook – Toz Białystok
Fot.: YouTube
EM

Współwięzień Stefana W. mówił na antenie Radia Gdańsk o swoich wspomnieniach z celi: „Zapytałem go, co ma zamiar zrobić, gdy wyjdzie na wolność. Myślałem, że może pójdzie na jakąś imprezę, a on powiedział, że zrobi coś dużego, by tu wrócić, bo nie da sobie rady na wolności. Mówił, że wszyscy o tym usłyszą”.

 

W szczerej rozmowie, chcąc pozostać anonimowym, mężczyzna przyznał, że od początku bał się kontaktu z zabójcą prezydenta Adamowicza. W dwuosobowej celi spędzili razem blisko 5 lat.

 

Jak relacjonował mężczyzna: „Czasami się mnie pytał, czy nie chcę się z nim siłować. Ja mówiłem, że nie, bo po co. Jak dowiedziałem się od wychowawcy z mojego oddziału, że będę z nim w celi dwuosobowej, czułem strach przed tym człowiekiem. Był szeroki w barkach, dobrze zbudowany, chyba każdy by się trochę przestraszył. Kiedy przebywałem ze Stefanem w celi, miałem wrażenie, że jest z nim coś nie tak, że ma inny pogląd na świat”.

 

Współwięzień twierdzi, że Stefan W. od początku wydawał mu się człowiekiem chorym, jednak nie spodziewał się, że może to być, aż tak silne schorzenie.

 

„Chwalił się też tym, że psychiatra stwierdził u niego schizofrenię paranoidalną. Jak siedzieliśmy razem w celi dwuosobowej, było widać, że coś z nim jest nie tak, ale nie do tego stopnia, że ma schizofrenię. Nie brał żadnych leków. Jak pielęgniarka je przynosiła, to odkładał albo wyrzucał do toalety” – ujawnił.

 

Źródło: nczas.com
fot. youtube.com
LS

Kilka tygodni wstecz pisaliśmy o znanym biznesmenie z „Nowej Soli”, Marku W. „Kobra”, bo takie nosił przezwisko, przez wiele lat poszukiwany był listem gończym. Na swoim koncie ma takie przestępstwa jak sadystyczne traktowanie pracowników (zmuszanie ich do biegania nago, grożenie gwałtem na ich córkach czy śmiercią – więcej: tutaj). W końcu przestępca trafił tam, gdzie jego miejsce!

 

Trudno sobie wyobrazić jakie piekło zostało wyrządzone niewinnym ludziom, kiedy nawet po trafieniu przestępcy za kratki, Ci boją się pokazać twarz przed kamerami. W rozmowie z dziennikarzami programu „Alarm!” TVP, pracownicy z trudem wspominają czasy, w których każdy dzień pracy był koszmarem. Każdy dzień zostawiał za sobą głębokie głębokie rany zarówno fizyczne, jak i psychiczne.

 

Pierwsza kara dla Marka W. to 15 miesięcy pozbawienia wolności za znęcanie się nad pracownikami. Sąd na poczet kary zaliczył wcześniejszy areszt i… podjął decyzję o warunkowym przedterminowym zwolnieniu. We wrześniu 2016 r. mężczyzna usłyszał wyrok 8 lat pozbawienia wolności i 750 tys. zł zadośćuczynienia dla każdej z gnębionych kobiet. Jak mówi jeden z pracowników, biznesmen „znęcał się nad dziewczynami, które przynosiły mu kawę, koło niego biegały, doszło do gwałtu na którejś, a Jurek był ośmieszany, ganiany po placu na golasa”.

 

– To dręczenie trwało latami i wszyscy o tym mówili. Nie to, że nikt nie wiedział, co się tam dzieje, bo pracownicy się zmieniali, ale on miał kontakty. Ja cały czas się go boję – dodaje inna pokrzywdzona.

 

Prawnicy „Kobry” złożyli apelację, a sprawa stanęła w miejscu. Minęło 2,5 roku od ogłoszenia wyroku, który wciąż jest nieprawomocny. – Jak zetknąłem się z tą sprawą to wszyscy mówili, że on jest osobą, która ma jakieś specjalne wpływy, jest osobą nietykalną – wyznaje w programie „Alarm!” mecenas ipełnomocnik zgwałconych przez Marka W. kobiet, Michał Sienkiewicz,

 

Po wyroku za gwałty „Kobra” przepadł, wydawać by się mogło, że bez śladu. W końcu jednak udało się go zatrzymać i w lutym złapano go w Górze pod Lesznem. Mężczyzna trafił do aresztu.

 

Źródło: se.pl
Fot.: Twitter – @poznan_wyborcza
EM

Oto jak restrykcyjne potrafią być zasady w islamie. Irańska mecenas otrzymała karę 150 batów za obronę kobiet, które w czasie protestu zdjęły chusty z głów. Wyrok ten jest na tyle poważny, że szansa iż kobieta przeżyje biczowanie, jest bardzo niewielka. Nawet jeśli uda jej się przeżyć, czeka ją wieloletnia odsiadka w więzieniu.

 

Mąż irańskiej obrończyni praw człowieka, Reza Chandan, mówi, że kobieta za swoje postępowanie została skazana na karę 148 batów i 33 lat pozbawienia wolności. Zaznacza jednak, że wcześniej Nasrin Sotoudeh otrzymała karę 5 lat więzienia, co łącznie daje 38 lat za kratkami.

 

Jak informuje adwokat skazanej, irańską obrończyni aresztowano w czerwcu ubiegłego roku i oskarżono o szpiegostwo, rozpowszechnianie informacji na niekorzyść państwa i obrazę władzy Iranu. Działaczce zostało mniej niż 20 dni na złożenie apelacji.

 

W 2012 roku Nasrin została nagrodzona Nagrodą Sacharowa za „wolność ducha”, przyznaną przez Parlament Europejski. Prawniczka stawała m.in. w obronie małoletnich skazanych na karę śmierci. Była także szefową Centrum Obrony Praw Człowieka, które zostało utworzone przez Szirin Ebadi – laureatkę Pokojowej Nagrody Nobla w 2003 roku.

 

Źródło: dailymail.co.uk
Fot.: Wikipedia
EM

 

 

Niestety doszło po raz kolejny do ataku terrorystów w Europie i znów zamach ten miał miejsce we Francji. Atak został przeprowadzony przez mężczyznę, który miał zradykalizować się podczas pobytu w więzieniu oraz jego partnerkę, która jest w ciąży.

 

Terroryści zaatakowali niedaleko miasta Alencon, na terenie więzienia w gminie Conde-sur-Sarthe. Jest to północno-zachodnia część Francji. Odsiadujący tam wyrok za morderstwo Michael Chiolo zaatakował przy użyciu noża dwóch strażników więziennych. Prawdopodobnie wykorzystał on okazję do tego, przy okazji odwiedzin. W dokonanie krwawej zbrodni włączyła się również 27-letnia partnerka zamachowca, która przy użyciu ostrego narzędzia miała zaatakować również przebywających tam więźniów. W mediach pojawiają się informacje o masakrycznym widoku na miejscu zdarzenia, ze względu na dużą ilość krwi. Nie wiadomo ile dokładnie osób zostało poszkodowanych, nie ma jednak informacji o ewentualnych ofiarach śmiertelnych. Jeden z rannych strażników jest w stanie krytycznym.

 

Po dokonaniu nożowniczego ataku, para ukryła się w jednym z pomieszczeń. Jak podała stacja telewizyjna BMFTV, funkcjonariusze musieli zastosować „specjalne środki techniczne”, takich jak np. granaty hukowe, aby dostać się do pomieszczenia, w którym skrył się napastnik. Parę terrorystów udało się ostatecznie zatrzymać.

 

Na miejsce zamachu udała się francuska minister sprawiedliwości Nicole Belloubet. W rozmowie z mediami stwierdziła, że zdarzenie traktowane jest jako atak terrorystyczny, a odpowiedzialny za niego Michael Chiolo uległ radykalizacji podczas odbywania kary w więzieniu.

 

Telewizja BMFTV powołując się na opinię ekspertów podała, iż oddział RAID zdecydował się na atak przy użyciu „specjalnych środków technicznych”, gdyż Chiolo wyglądał na osobę wyjątkowo zdeterminowaną i gotową walczyć do końca.

 

 

 

Źródło: BMFTV ; rmf24.pl ; Twitter/@LeGlobe_info

 

MB

 

Spójrz mi w oczy!!! – tak krzyczał Sebastian Dyliński do oprawcy swojej siostry. Dawid P. (33 l.) nie wyraził jednak żadnej skruchy. Wtedy Sebastian postanowił zareagować, nim funkcjonariusze policji zdążyli się zorientować, potężnym ciosem powalił Dawida na ziemię.

Na schodach toruńskiego sądu na Dawida P., oskarżonego o zamordowanie Tatiany Wesołowskiej, czekali jej bracia Sebastian i Ireneusz, siostra Milena i rodzice. Chcieli, żeby okazał żal.

Jednak Dawid W. miał dla nich tylko obelgi. Kiedy zaczął wyzywać Milenę, Sebastian nie wytrzymał i uderzył go pięścią w twarz. Ojca Tatiany powstrzymała żona i nie dopadł już Dawida, ponieważ odciągnęli go policjanci z konwoju.

Na sali sądowej Dawida P. i dwoje pozostałych oskarżonych w tej sprawie od rodziny ich ofiary oddzielała szklana klatka. Dramat, którego ostatni akt właśnie się rozgrywa, zaczął się dwa lata temu. Cukiernik Arkadiusz K. wynajmował pokój w mieszkaniu Tatiany. W grudniu 2017 roku pobił tam swoją narzeczoną. Tatiana zawiadomiła policję i pozbyła się lokatora.

Arkadiusz postanowił ją za to ukarać. Do pomocy wziął kolegę – piekarza Dawida P. Wyważyli drzwi do mieszkania Tatiany, związali ją kablem, pobili kijem bejsbolowym, dźgali nożem, wyrwali kolczyki, obcięli palce u rąk, a na koniec próbowali odrąbać jej głowę tępą siekierą!

Wysłuchanie aktu oskarżenia było dla rodziny Tatiany udręką. Za to Arkadiusz K. przysłuchiwał się opisowi swojej zbrodni z wyraźnym zadowoleniem – z uśmiechem na twarzy przyznał się do winy. Równie radosny Dawid P. oświadczył, że jest niewinny. Magdalena K., kosmetyczka, która pomagała kompanom tuszować zbrodnię, odmówiła składania zeznań.

Jak komentowała siostra zamordowanej Milena Miller: „Dożywocie to dla nich za mało”. „Sam chętnie wymierzyłbym im sprawiedliwość” – mówił Janusz Dyliński, ojciec Tatiany.

Źródło: fakt.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

Z kontrowersyjnego raportu sporządzonego przez australijskich ekspertów wynika, że anglojęzyczne pisma medyczne na ogromną skalę czerpały zyski z praktyk niezgodnych      z międzynarodowymi standardami etycznymi.

 

Pierwszy taki raport został opublikowany na łamach pisma „BMJ Open”. Autorzy żądają w nim natychmiastowego wycofania ponad czterystu prac naukowych poświęconych transplantacji. W tle pojawiają się oskarżenia o pozyskiwanie organów w sposób nieetyczny od chińskich więźniów.

 

Główna autorka raportu prof. Wendy Rogers z Macquarie University w Sydney jest zdania, że tym samym zarówno kierownictwo czasopism, jak i naukowcy, którzy korzystali z badań, są współwinni barbarzyńskich procederów, które mocno uderzają w standardy etyczne.

 

Jak podkreśla prof. Rogers: „Po raz pierwszy opublikowano wyniki śledztwa, które odsłoniło masową skalę publikacji przygotowanych w oparciu o nieetycznie pobrane narządy. Redaktorzy, recenzenci i wydawcy mieli świadomość, że międzynarodowe wytyczne w zakresie etyki stanowczo zakazują pobierania organów od więźniów, których stracono”.

 

W 2017 roku Parlament Europejski potępił pozyskiwanie organów od więźniów sumienia           i wezwał Chiny do zaprzestania tego typu praktyk.

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS