Jak zapowiedział prawicowy publicysta i reżyser Grzegorz Braun, będzie on ubiegał się o mandat na prezydenta Gdańska, na którego wybory odbędą się 3 marca. Przyszły kandydat musi zebrać 3 tys. podpisów poparcia wśród mieszkańców. O władzę nad miastem zawalczy także wnuk Anny Walentynowicz – Piotr, były radny Gdańska oraz Andrzej Kania z partii Alternatywa Społeczna.

 

– Jeśli komitet zostanie zarejestrowany, ruszymy ze zbiórką podpisów. Mamy 10 dni na zebranie głosów poparcia – mówi scenarzysta Grzegorz Braun.

 

Czy mieszkający na stałe w Toruniu i niezwiązany z Gdańskiem kandydat może ubiegać się o urząd miasta? – Nic nie stoi na przeszkodzie. Przepisy dotyczące meldunku w mieście dotyczą wyłącznie radnych, a nie prezydentów – mówi Grzegorz Gąsior z Państwowej Komisji Wyborczej w Warszawie.

 

Co trzeba zrobić, by Komisja Wyborcza zarejestrowała kandydata? – Z racji tego, że 3 marca odbędą się wybory przedterminowe, każdy kandydat musi złożyć listy z podpisami poparcia. W przypadku Gdańska trzeba zebrać 3 tys. podpisów spośród mieszkańców – informuje Gąsior.

 

Jeśli Grzegorzowi Braunowi uda się zebrać głosy, będzie musiał zmierzyć się jeszcze Aleksandrą Dulkiewicz, pełniącą obowiązki prezydenta Gdańska. Kobieta kilka dni temu ogłosiła swoją kandydaturę. Warto wspomnieć, że z wyborów wycofało się Prawo i Sprawiedliwość, a także Koalicja Obywatelska.

 

Źródło: m.trojmiasto.pl
Fot.: Facebook
EM

Wnuk zmarłej w wyniku katastrofy smoleńskiej Anny Walentynowicz, Piotr Walentynowicz wypowiedział się ws. swojej babci: – Nadzieja, że babcia żyje trwała bardzo długo, ponieważ dzwoniąc do niej, telefon działał. Telefon działał, ale nikt go nie odbierał, więc liczyliśmy, że może babcia źle się poczuła i nie pojechała. Ponadto zaznaczył, że nie jest zdziwiony faktem, że na ósmą rocznicę katastrofy nie będzie gotowy raport końcowy podkomisji sejmowej Antoniego Macierewicza – informuje onet.pl.

 

– Próbowaliśmy się skontaktować z kimkolwiek: z kancelarią premiera, prezydenta, gdziekolwiek się dało (…) Nadzieja trwała bardzo długo, ponieważ dzwoniliśmy do babci, a jej telefon działał. Telefon działał, ale nikt go nie odbierał, więc liczyliśmy, że może babcia źle się poczuła i nie pojechała. Zakładaliśmy, że jeśli by była w tym samolocie, to telefon uległby zniszczeniu

– mówił radny Gdańska Piotr Walentynowicz podczas rozmowy z Polsat News.

 

– Dodatkowo były jeszcze te niespójne informacje. Gdzieś podawano, że ktoś przeżył; że jakieś osoby przeżyły

– dodał.

 

Kiedy zapytano go o raport podkomisji byłego szefa MON Antoniego Macierewicza, przyznał, że nie zaskoczyło go to, że nie jest jeszcze gotowy.

 

– To, że wszyscy oczekiwali raportu całkowitego na rocznicę, jest raczej efektem nierzetelnego przekazu medialnego. Dla mnie było oczywiste, że na 8. rocznicę nie da rady zakończyć wszystkich badań. Jeśli będzie raport, to będzie on częściowy

– mówił Walentynowicz.

 

Radny Gdańska zabrał również głos w sprawie odsłonięcia pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej:

– Czekaliśmy osiem lat. Przez osiem lat nie udało się godnie upamiętnić śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ludzi, którzy mu towarzyszyli w tej misji do Katynia. To oczywiste, że było to efektem działań ówczesnego rządu, a obecnej opozycji. W ogóle nie biorę sobie do serca ich słów. Dla mnie jest istotne to, że w końcu możemy w godny sposób upamiętnić tych ludzi.