Jak podaje tvp.info, nowoczesny most w Wenecji ze stopniami ze szkła okazał się być niebezpiecznym miejscem dla turystów. Ludzie przewracają się, doznają kontuzji, czasem nawet groźnych. Władze miasta mają już dość wniosków o odszkodowania i postanowiły, że tańsza będzie wymiana nawierzchni mostu.

Po 10 latach dyskusji na temat Mostu Konstytucji nad Canal Grande, zaprojektowanego przez hiszpańskiego architekta Santiago Calatravę, władze miejskie w końcu zdecydowały o usunięciu płyt ze szła, które uznano za przyczynę upadków, złamań i potłuczeń.

Lokalna prasa zauważa, że Zarówno wenecjanie, jak i turyści mówią, że przejście przez kładkę przypomina taniec na lodzie.

Urząd burmistrza oszacował, że 40 tysięcy euro jest potrzebne, by niebezpieczne elementy konstrukcji zastąpić płytami z naturalnego kamienia, trachitu. Na razie wymienionych zostanie 16 pierwszych płyt.

Prace na moście w pobliżu stacji kolejowej Santa Lucia, przez który przewija się dziennie średnio 22 tysiące osób, mają rozpocząć się jeszcze w październiku, by zdążyć przed zimą. Wtedy szklane stopnie, pokryte wodą lub warstwą lodu, stają się jeszcze bardziej niebezpieczne.

Na weneckim moście doszło już do wielu, również poważniejszych wypadków, po których zarząd miasta otrzymał kilkaset wniosków o odszkodowanie. Gdy przed rokiem turystka z Rzymu złamała bark w wyniku upadku, wypłacono jej 80 tysięcy euro.

Wypadkom nie zapobiegły tablice z ostrzeżeniami i apelami o ostrożność. W ostatnich miesiącach ekipy techniczne podjęły, niestety bez powodzenia, kilka prób pokrycia szkła specjalną warstwą różnych substancji antypoślizgowych.

Źródło: tvp.info
fot. Wikipedia Commons

LS

Adam i Corinne to pochodząca z Anglii para, która w jednej ze swoich ostatnich podróży udała się do Polski. Na podstawie relacji brytyjskich mediów, spodziewali się oni raczej biedy oraz przejawów ksenfobii w naszym kraju. Po powrocie nie kryją jednak zachwytu oraz tego jak podobało im się w Polsce.

 

O swoich wrażeniach i osobistej weryfikacji tego jak przedstawiana jest Polska w zagranicznych mediach, para opowiedziała w filmie opublikowanym na ich kanale na portalu YouTube.

 

– Bieda, zacofanie, rasizm, niebezpieczeństwo – nic z tych rzeczy, chyba byliśmy w innym kraju, a spędziliśmy tam trochę czasu. Jestem zachwycona Polską, jej kulturą i ludźmi, którzy tu żyją – stwierdziła Corinne zachwalając Polskę i Polaków.

 

Z ich nagrania oraz relacji można jasno wywnioskować, że to czego doświadczyli przy okazji podróży do nas, zdecydowanie odbiega od wizerunku jaki wyrabia nam wiele mediów w Europie.

 

– Polska to ukryty klejnot, o tyle wspanialszy, że tu naprawdę nie trzeba mieć ze sobą wypchanego portfela żeby się dobrze bawić i odpocząć. Poza tym zachwyca połączenie nowoczesności i historii. I jeszcze jedno, wszystkie zarzuty o rasizm Polaków można włożyć między bajki. Pod tym względem nie różnią się oni od innych nacji. To normalny, spokojny i tolerancyjny naród, a Polska to kraj, który warto odwiedzić – ocenili Corinne i Adam.

 

Para dostrzegła, że Polska jest pomyślnie rozwijającym się krajem, a miasta tutaj tętnią życiem. Określają oni nasz naród jako naprawdę szczęśliwych ludzi.

 

– Wszystko zweryfikowaliśmy na miejscu. Czuliśmy się jak w Disneylandzie, widzieliśmy bogate społeczeństwo, piękne zadbane miasta, szczęśliwych ludzi. Państwo tętni życiem – tu są wspaniałe restauracje, sklepy i jest w nich mnóstwo ludzi, co chyba jest najlepszym dowodem na to, że Polacy nie są biedni – powiedzieli w swoim filmie.

 

Ze zdecydowaną pochwałą angielskiej pary spotkała się również polska kuchnia oraz tutejsze alkohole. Do gustu szczególnie przypadły im nasze polskie pierogi.

 

Poniżej prezentujemy film umieszczony na podróżniczym kanale Corinne i Adama, w którym opowiadają o swoich wrażeniach po podróży do naszej ojczyzny.

 

 

Źródło: YouTube/Jamesyboy Experiment – Travel Channel ; wMeritum.pl

Grecja zmaga się z ogromem pożarów jaki ma tam miejsce, w związku z upałami, które zapanowały tego lata. Są setki rannych oraz setki zaginionych w związku z tą tragiczną sytuacją. Około 50 osób straciło już życie, a jak podaje radio RMF FM, wśród nich są także obywatele polscy.

 

W Grecji ogłoszono stan wyjątkowy, a władze tego kraju zwracają się o pomoc do innych państwa członkowskich Unii Europejskiej.Płomień rozprzestrzenił się i trawi okolice stolicy kraju- Aten. Ponad 700 osób zostało uratowanych przez rybaków, kiedy kryło się na skalistych odcinkach wybrzeża czy też plażach.

 

Ofiary śmiertelne to głównie ludzie, którzy zginęli w wyniku płomieni, uwięzieni w swoich domach lub samochodach. Część osób jednak utonęła też, próbując uciekać drogą morską. Sytuacja jest wyjątkowo niebezpieczna, a bilans ofiar rośnie z godziny na godzinę.

 

Obecnie w Polsce, na terenie Grecji przebywa kilka tysięcy Polek i Polaków. Wczoraj podjęto ewakuację turystów polskich zamieszkujących w jednym z tamtejszych hoteli- Ramada. Jak przekazuje RMF FM, to właśnie w tej ewakuowanej grupie byli też prawdopodobnie matka i syn pochodzący z małopolskich Wadowic, którzy stracili życie. Wcześniej byli oni przez kilka godzin poszukiwani. Ich zwłoki zostały wyłowiony z wody.  Sprawą zajmuje się grecka policja.

 

Byli na łodzi wśród ewakuowanych. Potem ich ciała wyłowiono z wody. Okoliczności tragedii wyjaśnia na miejscu policja – stwierdził Adam Górczewski, przedstawiciel biura podróży Grecos w rozmowie z dziennikarzem z radia RMF FM.

 

Mężczyzna, który w ten sposób stracił członków swej najbliższej rodziny ma zapewnioną opiekę ze strony Grecos. Przedstawiciel biura zaznacza, że rezydenci hotelu są w stałym kontakcie z nimi. Pozostali turyści stamtąd mają być już bezpieczni.

 

Walka z ogniem w Grecji nadal trwa i można niestety spodziewać się kolejnych zaginionych oraz poszkodowanych, Służby apelują do mieszkańców terenów zagrożonych o jak najszybszą ewakuację.

 

 

 

 

Chociaż zima już minęła, to problemy w górach nadal mogą być dość łatwo napotkane podczas organizowanych wypraw. W poważnych tarapatach znaleźli się turyści w Alpach przy okazji próby zdobycia szczytu Pigne d’Arolla, sięgającego wysokości na poziomie 3790 m n.p.m.

 

Grupa liczyła łącznie 14 osób. Turyści ci pochodzą z Francji, Niemiec oraz Włoch. Utknęli oni na wysokości ponad 3200 m n.p.m. Tam zmuszeni byli spędzić noc z niedzieli na poniedziałek. O sprawie poinformowali przedstawiciele władz kantonu Valais.

 

Przeżyć noc w trudnych górskich warunkach turyści musieli, ponieważ nadeszła gwałtowna burza. Przez trudne warunki pogodowe, ekipa została w górach.

 

W poniedziałkowy poranek lokalne służby ratownicze otrzymały zgłoszenie  z wezwaniem o pomoc. Do akcji ratunkowej skierowano wówczas w sumie siedem śmigłowców, na których pokładzie obecnych było także kilku lekarzy.

 

Po przybyciu na miejsce ratowników, okazało się iż jedna z osób już nie żyje. Mogła ona stracić życie w związku z upadkiem z wysokości. Część z członków grupy była w stanie hipotermii. Uczestników pechowej wyprawy przetransportowano do szpitali zlokalizowanych w Valais. Niestety troje innych ludzi również zmarło. O życie walczy kolejne pięć osób, będących w bardzo ciężkim stanie. Życie pozostałych turystów nie jest już zagrożone.

 

Wybierając się w góry, również na terenie Polski należy zachować zasady ostrożności i uważać na zmiany pogody.

 

 

Rejon Babiej Góry od lat wielu ludziom kojarzy się z wypadkami, często do końca niewyjaśnionymi. Sam szczyt góry nazywany jest „diablakiem”. Niestety wczoraj konieczne było podjęcie akcji ratunkowej w tej właśnie części Beskidów.

 

O sprawie powiadomiło RMF FM, po otrzymaniu informacji na Gorącą Linię. W paśmie Babiej Góry, a dokładniej między Główniakiem a Kępą dwaj turyści zgubili się, w związku z czym konieczne było zorganizowanie akcji ratunkowej.

 

Dwie osoby nie były w stanie zejść samodzielnie, ponieważ utraciły orientację w terenie. Przyczynić się do tego mogły trudne, panujące obecnie warunki. Przed ryzykiem jakie niesie mający tam silny wiatr oraz ograniczona widoczność przestrzegł Łukasz Twardowski pełniący funkcję ratownika dyżurnego w Grupie Beskidzkiej GOPR.

 

W lutym również doszło do niebezpiecznego zdarzenia, kiedy dwójka turystów utknęła na Babiej Górze. Wówczas akcja ratunkowa trwała aż ok. 5 godzin.