Udało się udaremnić zamach bombowy, którego przeprowadzenie mogło pochłonąć wiele istnień ludzkich. Niestety w trakcie przeprowadzenia akcji przez służby, polegli funkcjonariusze miejscowej policji.

 

Do tragicznego zdarzenia doszło w Kairze, stolicy Egiptu. Terrorysta zdołał zdetonować ładunki wybuchowe w ramach przeprowadzenia samobójczego zamachu. Jak poinformowało egipskie ministerstwo spraw wewnętrznych, w wyniku wybuchu życie straciło dwóch policjantów.

 

Zamachowiec zaatakował nieopodal meczetu Al-Azhar, znajdującego się na terenie starej dzielnicy el-Darb el-Ahmar. Jak opowiadali świadkowie zajścia, terrorysta z ładunkiem wybuchowym próbował dostać się do wnętrza meczetu. Uniemożliwili mu to funkcjonariusze policji, dlatego w ostateczności do zamachu doszło poza świątynią. Bardzo prawdopodobne, że dzięki takiej postawie policjantów, nie doszło do ogromnej tragedii, przy okazji której zginęła by duża liczba cywilów.

 

Nie ma póki co szczegółowych informacji dotyczących tego, która organizacja odpowiada za zorganizowanie ataku. Sporo podejrzeń pada jednak na Bractwo Muzułmańskie, które zostało w Egipcie zdelegalizowane.

 

Przy meczecie Al-Azhar znajduje się jedna z najważniejszych teologicznych uczelni w islamskim świecie. Uniwersytet ten prowadzi nauczanie oparte na zasadach islamu sunnickiego. Sam meczet został oddany do użytku już w 972 roku.

 

Inny zamach terrorystyczny został udaremniony w Egipcie zaledwie kilka dni temu. Terroryści planowali atak we wchodzącej w skład aglomeracji Kairu Gizie. Zdaniem przedstawicieli egipskiego ministerstwa spraw wewnętrznych, terroryści związani z Bractwem Muzułmańskim, planowali wówczas zdetonować bombę domowej roboty. Celem ataku mieli stać się funkcjonariusze lojalni wobec rządzących. Na szczęście obyło się bez ofiar, a niegroźne obrażenia odniosło wtedy trzech cywilów, a także dwóch funkcjonariuszy policji.

 

Niestety tym razem już nie udało się uniknąć śmierci policjantów.

 

Źródło: tvp.info

Fot.: Max Pixel

 

MB

W wyniku kolejnego ataku terrorystycznego życie straciło ponad 40 ludzi, a ponad 23 osoby zostały ranne. Do zamachu doszło w poniedziałek 24 grudnia. Terroryści realizowali zwój krwawy plan aż przez około 8 godzin. Większość ofiar w tym przypadku stanowią urzędnicy.

 

Do ataku doszło w stolicy Afganistanu Kabulu. Informacje na ten temat przekazał rzecznik tamtejszego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

 

Dramat rozegrał się w poniedziałkowe popołudnie. Najpierw doszło do detonacji samochodu-pułapki przez terrorystę-samobójcę. Miało to miejsce obok budynku afgańskiego ministerstwa robót publicznych.

 

Na tej eksplozji jednak cały plan zamachowców nie zakończył się. Inni uzbrojeni w karabiny oraz ładunki wybuchowe napastnicy wdarli się bowiem do urzędu ds. osób niepełnosprawnych. Po wzięciu zakładników, sprawcy ataku starli się z funkcjonariuszami policji. Doszło do wymiany ognia.

 

Według informacji przekazanych przez Nadżiba Danisza, przedstawiciela afgańskiego MSW, w budynku przebywało wówczas kilkaset osób tam pracujących, w związku z czym służby przeprowadziły ewakuację około 300 ludzi.

 

Nadżib Danisz poinformował także, że trzej terroryści zostali zastrzeleni. Podczas strzelaniny doszło do pożaru na jednym z pięter zaatakowanego budynku. Zdaniem świadków w trakcie całego tego dramatu pięciokrotnie słychać było eksplozję.

 

Wśród ofiar zamachowców jest również policjant.

 

Póki co nie ma oficjalnych informacji na temat tego kto jest odpowiedzialny za poniedziałkowy atak. Na terenie Afganistanu w ostatnich miesiącach niejednokrotnie dochodziło do zamachów. W kraju tym swoje działania prowadzą zarówno talibowie, jak i też członkowie tzw. Państwa Islamskiego. Obydwie te ekstremistyczne grupy wzajemnie ze sobą rywalizują.

 

[AKTUALIZACJA]:

Niestety śmiertelny bilans, wzrósł. Nie żyją już 43 osoby.

 

 

 

Źródło: Interia.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

Służby strzegące bezpieczeństwa na terenie państw europejskich, wciąż mają dużo pracy w związku z aktywnością dżihadystów. W ostatnich dniach udaremniono kolejny atak terrorystyczny, którego organizacja miała być już na zaawansowanym etapie.

 

W związku z planowaniem zamachu terrorystycznego aresztowano w czwartek siedem osób motywowanych radykalnym islamem. Sytuacja ta miała miejsce w Arnhem, leżącym około 100 km od Amsterdamu, jak również w zlokalizowanym na południu Holandii Weert. Poinformowała o tym holenderska prokuratura. Atak, który udało się udaremnić miał być zamachem „na dużą skalę”.

 

Zatrzymani są w wieku 21-34 lat. Zdaniem przedstawicieli służb, terroryści planowali użycie broni automatycznej, a także założonych na siebie ładunków wybuchowych, jak również detonację bomb umieszczonych w samochodach w innym miejscu. Próbowali oni wejść w posiadanie broni ręcznej, karabinów AK-47, granatów ręcznych, oraz materiałów wybuchowych. Szukali też możliwości przećwiczenia używania broni. Prokuratura jest zdania, że realizacja planu dżihadystów była dość zaawansowana.

 

Zatrzymani mają zostać przesłuchani w dniu dzisiejszym. Trójka z nich, była już wcześniej zatrzymywana. Miało to związek z ich planami wyjazdu poza granice kraju, w celu wejścia w szeregi zbrojnej organizacji dżihadystycznej. Liderem tej terrorystycznej komórki miał być 34-latek pochodzący z Iraku. Został on skazany w zeszłym roku za próbę dołączenia do tzw. Państwa Islamskiego.

 

Warto w tym miejscu przypomnieć, że niespełna miesiąc temu, w Amsterdamie doszło do ataku nożownika. 19-latek pochodzący z Afganistanu, a mieszkający w Niemczech, zaatakował nożem dwóch turystów z Ameryki na terenie dworca.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

W środowym ataku, według dotychczasowych informacji życie straciło 20 osób, a 70 zostało rannych. Władze mówią jednak o tym, że bilans ten niestety może wzrosnąć. 

 

Do podwójnego zamachu terrorystycznego doszło w stolicy Afganistanu Kabulu. Atak został przeprowadzony w szyickiej dzielnicy miasta. Osoby wyznające szyizm (odłam islamu) są wśród wielu dżihadystów (zwłaszcza tych związanych z Państwem Islamskim) postrzegane jako apostaci, przez co niejednokrotnie stanowią cel terrorystów.

 

Jak przekazali w dniu wczorajszym przedstawiciele afgańskiego MSW, jeden z zamachowców przeprowadził samobójczy atak na terenie centrum sportowego do trenowania wrestlingu, gdzie wysadził się w powietrze. Niedaleko od tego budynku doszło także do wybuchu samochodu, który wyładowany był materiałami wybuchowymi. Przy okazji eksplozji pojazdu rany odnieść miało przynajmniej 7 funkcjonariuszy. Mówi się też, że w atakach życie stracili także dziennikarze.

 

Przeprowadzony w środę podwójny zamach miał miejsce w zachodniej części Kabulu. Daszt-e-Barczi to rejon zamieszkiwany przede wszystkim przez Hazarów. Jest to lud pochodzenia mongolskiego, który posługuje się językiem z irańskiej grupy językowej. Hazarowie są wyznania szyickiego i są uważani za najbiedniejszą grupę etniczną w Afganistanie. Skarżą się oni często na dyskryminację w tym kraju.

 

Choć nikt nie przyznał się jeszcze do przeprowadzenia podwójnego zamachu, to jednak jak wskazuje agencja Associated Press, schemat dokonania ataku sugeruje, że prawdopodobnie przeprowadzili go członkowie lokalnej filii IS (Państwa Islamskiego).

 

Afganistan jest w ostatnim czasie znów destabilizowany przez tamtejsze konflikty. Nadal działają tam Talibowie chcący obalić urzędujących rządzących, a dodatkowo swoje struktury rozwinęli tam po porażkach w Syrii i Iraku bojownicy Państwa Islamskiego, walczący zarówno z Talibami, jak i też afgańską stroną rządzącą.

 

 

Źródło: tvp.info ; Facebook

Fot.: Pixabay

Atak terrorystyczny próbowano przeprowadzić przy użyciu dronów. Niepotwierdzone informacje mówią o dwóch takich maszynach, które w założeniu miały zrzucić ładunki wybuchowe. Nie są znane jeszcze dokładnie okoliczności zdarzenia i nie wiadomo też kto stoi za zorganizowaniem ataku.

 

Do niebezpiecznego zdarzenia doszło w Caracas- stolicy Wenezueli. Na czas ataku zamachowcy wybrali przemówienie prezydenta Nicolása Maduro podczas oficjalnych uroczystości, które transmitowane były w telewizji. Obchodzono akurat 81. rocznicę utworzenia tamtejszej Gwardii Narodowej.

 

Jak widać na nagraniu, prezydent Maduro nagle przerywa przemówienie i wraz z małżonką Cilią Flores oraz stojącymi obok osobami zaniepokojony spogląda w górę. Kamera po zmianie ujęcia na szerszą perspektywę zarejestrowała następnie jak w panice rozbiegają się zgromadzeni żołnierze.

 

Transmisja ta została przerwana po uprzednim ucięciu przekazywanego dźwięku.

 

 

Informacje o wykorzystaniu przez sprawców dronów potwierdził wenezuelski minister Jorge Rodriguez. Nieoficjalne informacje mówią, że najprawdopodobniej dwie te latające maszyny miały zrzucić ładunki wybuchowe na podium, z którego przemawiał Maduro.

 

Pojawiają się doniesienia z różnych źródeł, że w mieście rzeczywiście miała miejsce eksplozja. Nie ma jednak oficjalnych informacji, czy do wybuchu doszło w miejscu, gdzie odbywały się oficjalne obchody.

 

 

Przy okazji przeprowadzenia przez nieznanych na ten moment napastników ataku, rannych zostało siedmiu żołnierzy. Wenezuelskiemu przywódcy nic się nie stało, pomimo faktu, że jak można wnioskować, to on był głównym celem zamachowców.

 

 

 

Źródło: Twitter/@NTN24ve ; rp.pl

 

 

Informowaliśmy już w dniu dzisiejszym o dramatycznych wydarzeniach w Toronto. Doszło tam do strzelaniny, w wyniku której zginęły dwie osoby, a kilkanaście zostało rannych. Wśród poszkodowanych jest również dziecko, którego stan określa się jako krytyczny. Nie tylko w Kanadzie jednak doszło do ataków w ciągu ostatnich godzin.

 

Jak określają lokalne władze w Toronto, atak do jakiego doszło tam w niedzielny wieczór (godz. 4 nad ranem wg. czasu polskiego) nie był dokonany na tle porachunków narkotykowych. Nie wyklucza się jednak aktu terrorystycznego lub tego, że sprawca był szaleńcem z zaburzeniami psychicznymi. Według świadków był on ubrany na czarno i strzelał seriami. Policja nie potwierdziła, czy napastnik popełnił samobójstwo czy zginął w wyniku wymiany ognia z funkcjonariuszami.

 

Do innego tragicznego ataku doszło wczoraj, w okolicach lotniska zlokalizowanego w Kabulu- stolicy Afganistanu. Cala sytuacja rozegrała się przy okazji powrotu do kraju wiceprezydenta Abdula Raszida Dostuma. Przebywał on w Turcji po tym jak był oskarżany o gwałt oraz stosowanie tortur wobec przeciwnika politycznego. Polityk stał się celem dżihadystów z Państwa Islamskiego.

 

Kiedy Dostum dotarł do swojej ojczyzny, witał go tłum zwolenników. Nieopodal lotniska jednak, kiedy ludzie ci się już rozchodzili. Terrorysta-samobójca wysadził ładunek wybuchowy. Sam wiceprezydent nie ucierpiał, jednak życie straciło 14 ludzi, a 50 zostało rannych.

 

Jak przekazała agencja Reutera, do zamachu terrorystycznego doszło również w Irbilu znajdującego się w północnej części Iraku. Celem w tym przypadku stali się kurdyjscy urzędnicy.

 

Napastnicy wtargnęli do budynku władz Kurdyjskiego Okręgu Autonomicznego. Jeden z terrorystów zdetonował wewnątrz ładunek wybuchowy, również przy tym samemu tracąc życie. Jest to więc kolejny atak terrorysty-samobójcy.

 

W środku budynku jednak wciąż mają przebywać pozostali z napastników. Reuter powołując się na źródła informacji w kurdyjskich siłach bezpieczeństwa oraz relacje świadków podał, że kurdyjscy snajperzy rozpoczęli ostrzeliwanie trzeciego piętra, na którym mają znajdować się terroryści, w celu wyeliminowania ich.  Nie ma jednak dokładnych informacji na temat ofiar przy okazji wybuchu oraz strzelaniny.

 

W stolicy Burkina Faso, Wagadugu doszło do ataku na placówkę dyplomatyczną. Jeden z przedstawicieli ambasady francuskiej mówi, że był to zamach terrorystyczny.

 

– Trwa atak na ambasadę Francji i Instytut Francuski. Proszę nie ruszać się z miejsca, w którym przebywacie

– opublikowano na portalu społecznościowym ambasady.

 

 

Również ambasada USA otrzymała informacje o zamachu. Apeluje o unikanie tego terenu i znalezienie schronienia – donosi serwis wiadomosci.onet.pl.

 

 

 

Według dotychczasowych informacji eksplodować miała bomba zdetonowana przez zamachowca samobójcę. Ze wzgledu na ilość oraz obrażenia rannych w zamachu, nie jest wykluczone, że liczba ofiar śmiertelnych jeszcze wzrośnie.

 

Wszyscy ludzie, którzy ponieśli śmierć to cywile. Do zamachu doszło wczoraj, we wschodniej części Afganistanu, w mieście Dżalalabad. Jak przekazał rzecznik władz prowincji Nangarhar, zginęło co najmniej 17 osób, a 14 zostało rannych. Według innych źródeł zginąć miało od 13 do 15 osób, a ok. 30 miała wynieść liczba rannych. Skala obrażeń niektórych z tych poszkodowanych, którzy przebywają w szpitalu w stanie krytycznym, jest jednak na tyle duża, iż liczba ofiar śmiertelnych może jeszcze wzrosnąć.

 

Atak został przeprowadzony, kiedy odbywał się pgorzeb jednego z lokalnych polityków. Zdetonowana bomba umieszczona była na zaparkowanym nieopodal cmentarza motorowerze.

 

Nikt jeszcze nie wziął odpowiedzialności za przeprowadzenie zamachu. Głównymi podejrzanymi są jednak talibowie lub Pańśtwo Islamskie.