Nowe doniesienia o znanej już wszystkim szafie Kiszczaka. Czy Maria Kiszczak została okradziona przez młodego mężczyznę, który podawał się za studenta filologii hebrajskiej oraz wielkiego wielbiciela generała?

 

Jak podaje wprost.pl, mężczyzna badał działalność generała Kiszczaka, nocował w pokoju na dole, prowadził badania, jednak ostatecznie miał okraść wdowę.

 

Jak opowiada Maria Kiszczak: „Powiedział, że studiuje filologię hebrajską w Poznaniu, że jest wielkim wielbicielem mojego męża, że chciałby porozmawiać. Został kilka dni, nocował w pokoju na dole. Powiedział, że bada życie i działalność mojego męża, chce zrobić badania. Pożyczył nawet mundur, rzekomo do jakiejś prezentacji. Później się dowiedziałam, że sprzedał go na jakiejś aukcji za 2,5 tys. zł! W dodatku twierdził, że sprzedaje to w moim imieniu”.

 

„W naszej piwnicy stał jakiś karton z wycinkami prasowymi, między nimi musiały być też archiwalia, o których nie wiedziałam. Nie miałam pojęcia, że to ważne dokumenty. Ten młody człowiek je ukradł, skorzystał z zamieszania, że akurat robiłam remont piwnicy. To on sprzedał je do USA” – dodaje wdowa po generale.

 

Z tych dokumentów, które rzekomo zostały ostatnio skradzione, skorzystali dziennikarze „Polskiego Radia” i „Rzeczpospolitej” w Hoover Institute w Stanford.

 

Źródło: nczas.com
fot. youtube.com
LS

Lech Wałęsa złożył w sądzie pozwy przeciwko byłym opozycjonistom. Wymierzone są one w Ryszarda Majdzik i Krzysztofa Wyszkowskiego. Były prezydent uważa, że jego dobra osobiste zostały naruszone, bo nazywali go agentem „Bolkiem”.

 

Pozwy dotyczą ochrony dóbr osobistych byłego prezydenta. Według Wałęsy Ryszard Majdzik dopuścił się ich naruszenia w listopadzie 2018, a Wyszkowski w marcu 2019 roku.

 

Kancelaria reprezentująca Wałęsę powołuje się na orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 2000 r., według którego orzeczenie lustracyjne Wałęsy miało być zgodne z prawdą.

 

Jak pisze nczas.com, Wałęsa domaga się od byłych opozycjonistów opublikowania przeprosin, zaprzestania naruszeń dóbr osobistych oraz wpłaty po 10 tysięcy złotych od każdego na Fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

 

W przypadku tego Wyszkowskiego nie jest to pierwszy proces z byłym prezydentem w podobnej sprawie. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z marca 2011 r., nakazał Wyszkowskiemu przeproszenie byłego prezydenta za wypowiedź w telewizji 16 listopada 2005 r., w której nazwał byłego przywódcę Solidarności tajnym współpracownikiem SB.

 

 

Źródło: nczas.com
fot. youtube.com
LS

Był prezydent Lech Wałęsa wciąż toczy wojnę ze środowiskiem uznającym go za jednego z tajnych agentów Służby Bezpieczeństwa PRL. Swoją krucjatę prowadzi z wykorzystaniem mediów społecznościowych a kolejne wpisy masowo komentują internauci.

 

Tym razem były prezydent kierowany intuicją stwierdza, że za stworzenie teczek, na których podstawie badacze Instytutu Pamięci Narodowej stwierdzili jego agenturalną przeszłość, zostały przygotowane przez… braci Kaczyńskich.

 

„Teczki Kiszczaka powstały na zlecenie Kaczyńskich wykonane pod patronatem Cenckiewicza,Wyszkowskiego, Gwiazdy. Do tego celu wykorzystano materiały wcześniej przygotowane dobrze zawodowo przez SB pod patronatem Kiszczaka. Kiszczak tym działaniem nie chciał robić mnie agentem. Chciał natomiast Was przekonać, że jestem agentem. Chciał tylko w Waszych oczach mnie zohydzić i zniszczyć zaufanie. Dlatego przechowywał do tej operacji kilka tego typu dobrze zrobionych podróbek w domu a nie w MSW” – pisze Lech Wałęsa na swoim profilu społecznościowym.

 

„Od początku zamysł Kaczyńskich był uzbierać coś podobnego i podrzucić komuś. Żle, że do tego wykorzystano Panią Kiszczak. Próbowano to uruchomić pomysłem ze odnaleziono dokumentacją w Sejmie a potem ze znaleziono w Niemczech, potem ze znaleziono w Czechach i na koniec, że znaleziono w domu Kiszczaka. Grafolodzy dokładniej podpiszą każdego z nas niż my sami” – puentuje były prezydent.