Jak poinformował szef włoskiego MSW Matteo Salvini, Turecki tankowiec El Hiblu 1 pływający pod banderą Palau uratował grupę około 120 migrantów, którzy dryfowali na pontonie niedaleko libijskiego wybrzeża. Ocaleni postanowili jednak porwać statek, pomimo udzielonej im wcześniej pomocy. Była to ich reakcja na informację, iż zostaną przetransportowani do Trypolisu.

 

Załoga została zmuszona do skierowania statku w stronę Malty i Włoch. Niedługo po tym incydencie, władze Malty poinformowały, iż nie zamierzają przyjmować piratów. W podobnym tonie na konferencji prasowej wypowiedział się Matteo Salvini informując, że Włochy przyglądają się z uwagą rozwojowi wypadków, jednak uznają to co się wydarzyło za akt piractwa na pełnym morzu i nie przyjmą statku.

 

Zgodnie z relacją ministra Salviniego, załoga miała zostać zmuszona do zmiany kursu, kiedy statek znajdował się w odległości ok. 6 mil od brzegów Libii. Informacje te zostały potwierdzone też przez władze maltańskie, które zdecydowały się wysłać jednostki marynarki wojennej na granicę swoich wód terytorialnych.

 

W czwartek rano, strona maltańska poinformowała o przejęciu kontroli przez wojsko nad tankowcem i skierowaniem się do jednego z maltańskich portów.

 

Tankowiec, jego załoga i wszyscy migranci są obecnie eskortowani przez marynarkę wojenną (…), która ma przekazać migrantów policji w celu przeprowadzenia dochodzenia – zakomunikowała maltańska marynarka wojenna.

 

 

Źródło: interia.pl ; tvp.info

Fot.:Pixabay

 

 

MB

 

W południowokoreańskim Pusanie, największym mieście portowym w kraju, rosyjski statek uderzył w most. Kapitan statku „Seagrand” był pijany!

Jak się okazało, kapitan miał prawie 1 promil alkoholu we krwi.

Na razie nie są znane fakty, czy podczas manewrów sam dowodził statkiem czy przekazał dowództwo któremuś z oficerów.

Na szczęście, w wyniku staranowania mostu, nikt nie odniósł obrażeń. Zarówno most jak i statek są uszkodzone.

„Seagrand” został natychmiast odholowany, żeby nie blokować ruchu innych statków.


Źródło: rmf24.pl, instagram.com
fot. instagram.com
LS

Niestety to kolejne dramatyczne, a wręcz tragiczne doniesienia ze świata. W wyniku ognia na dwóch statkach przemieszczających się po wodach w rejonie Cieśniny Karczeńskiej, życie straciło co najmniej dziesięciu ludzi.

 

O sytuacji poinformowało rosyjskie ministerstwo transportu. Płonące statki pływały pod banderą Tanzanii. Na jednym z nich miał mieć miejsce wybuch. W sieci pojawiają się nagrania pokazujące dramaturgię tego zdarzenia.

 

– Prawdopodobnie doszło do wybuchu (na jednym ze statków), a następnie ogień rozprzestrzenił się – przekazało źródło agencji TASS.

 

„Kerch.FM” poinformowało natomiast, że jednym ze statków transportowany był gaz. Prawdopodobnie eksplozja nastąpił przy okazji przeładunku.

 

Osoby znajdujące się na statkach to głównie Turcy oraz Hindusi. Łącznie ma być to 31 ludzi (17 na jednym statku, a 14 na drugim). Przeprowadzana jest akcja ratunkowa, podczas której uratowano co najmniej czternaście osób. Wyłowiono jednak też już dziesięć ciał ofiar tej tragedii i nie jest wykluczone, że tragiczny bilans zwiększy się. Niektórzy z płynących na statku postanowili wyskoczyć za burtę.

 

Katastrofa miała miejsce ok. 15 mil morskich od przylądka Takil, na naturalnych wodach.

 

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; Kerch.FM ; YouTube/Заур Бикчураев

 

MB

 

O tej sytuacji informacje przekazała jako jedno z pierwszych źródeł agencja TV Rossija24, aktualnie informują o tym media w różnych zakątkach. Podczas startu załogowego statku kosmicznego Sojuz MS-10 doszło do awarii.

 

Jak poinformowała rosyjska stacja, statek lądował awaryjnie na terytorium Kazachstanu. Dokładniej miejsce to zlokalizowane jest w odległości około 20-25 kilometrów od miejscowości Żezkazgan.

 

Skład załogi statku stanowili Rosjanin i Amerykanin. Statek miał planowo zabrać astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Zaistniała awaria jednak skomplikowała tą operację.

 

Na szczęściem według pojawiających się informacji, została zachowana łączność z astronautami. Żaden z nich podczas awaryjnego lądowania miał nie odnieść obrażeń.

 

Jak przekazuje AP, awaria dotyczyła w tym przypadku silnika rakietowego.

 

 

Źródło: YouTube/SciNews ; rmf24.pl

 

MB

Nie tak dawno całą Europę obiegły informacje o decyzji nowych włoskich władz, aby nie przyjąć statku z 629 imigrantami na pokładzie. Wielu ludzi na naszym kontynencie potraktowało ten krok jako zrobiony wreszcie w stronę normalności. Niektórzy europejscy politycy natomiast krytykowali takie postępowanie Włochów, a nawet deklarowali sami przyjęcie przybyszów w swoich państwach. Niedawno wybrany włoski rząd okazał się jednak nieugięty w tej kwestii.

 

Jak się okazuje takie postępowanie ze strony Włoch to nie był incydentalny przypadek. Retoryka tamtejszych władz oraz przetasowanie na tamtejszej scenie politycznej ukazuje, że to zdecydowana zmiana kierunku w polityce migracyjnej rządu w Rzymie. Ogłoszono dzisiaj, że nie wpuszczony na terytorium Włoch został kolejny statek z setkami imigrantów na pokładzie.

 

O takiej decyzji poinformował Matteo Salvini, pełniący obowiązki szefa włoskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Chodzi o statek, na który w ostatnich godzinach zabrano około 400 migrantów na wodach Morza Śródziemnego. Należy on do pozarządowej organizacji o nazwie Lifeline. Włoskie władze odmówiły wpuszczenia go do swojego portu, a Matteo Salvini wezwał jednostkę będącą w tym przypadku pod holenderską banderą, aby „płynęła do Holandii”.

 

Dodatkowo Salvini, będący także wicepremierem, oświadczył w związku z działaniami organizacji Lifeline, iż narusza ona zasady obowiązujące na morzu. Chodzi tu o sam fakt zabrania z pontonów dryfujących na wodach libijskich migrantów, a także wyłączenie wszystkich znajdujących się na statku pokładowych urządzeń.

 

– Teraz to koniec z tym – stwierdził stanowczo szef włoskiego MSW.

 

Matteo Salvini zrelacjonował też, że libijska straż napisała „nie ruszajcie się my tym się zajmiemy”. Zważywszy na to, strona włoska zaleciła załodze statku Lifeline oczekiwać na służby z Libii. Członkowie załogi jednak mieli nie podporządkować się temu poleceniu.

 

– Zadziałaliście siłowo, nie słuchając włoskiej i libijskiej straży przybrzeżnej. Dobrze, to w takim razie ten transport istot ludzkich przewieźcie do Holandii albo do innego kraju – przekazał wicepremier Salvini za pośrednictwem jednego z portali społecznościowych. jego słowa skierowane były właśnie do załogi statku pod holenderską banderą. Zakomunikował on także, że statki określane jako należące do „pseudoorganizacji pozarządowych” nie przybiją już do włoskiego brzegu. Szef MSW określił też członków załogi „pseudowolontariuszami”.

 

– Gdyby byli tacy dobrzy, wobec obecności libijskich łodzi patrolowych w pobliżu nie interweniowaliby – stwierdził Salvini, oceniając działania Lifeline jako realizowane dla własnego interesu tej organizacji.

 

Z kwestią działania załogi tego statku, wicepremier zwrócił się też do ambasady Holandii we Włoszech. Salvini zwrócił przy tej okazji uwagę, że reguły trzeba szanować, a życia ludzkiego na ryzyko się nie wystawia.