Nowe doniesienia o znanej już wszystkim szafie Kiszczaka. Czy Maria Kiszczak została okradziona przez młodego mężczyznę, który podawał się za studenta filologii hebrajskiej oraz wielkiego wielbiciela generała?

 

Jak podaje wprost.pl, mężczyzna badał działalność generała Kiszczaka, nocował w pokoju na dole, prowadził badania, jednak ostatecznie miał okraść wdowę.

 

Jak opowiada Maria Kiszczak: „Powiedział, że studiuje filologię hebrajską w Poznaniu, że jest wielkim wielbicielem mojego męża, że chciałby porozmawiać. Został kilka dni, nocował w pokoju na dole. Powiedział, że bada życie i działalność mojego męża, chce zrobić badania. Pożyczył nawet mundur, rzekomo do jakiejś prezentacji. Później się dowiedziałam, że sprzedał go na jakiejś aukcji za 2,5 tys. zł! W dodatku twierdził, że sprzedaje to w moim imieniu”.

 

„W naszej piwnicy stał jakiś karton z wycinkami prasowymi, między nimi musiały być też archiwalia, o których nie wiedziałam. Nie miałam pojęcia, że to ważne dokumenty. Ten młody człowiek je ukradł, skorzystał z zamieszania, że akurat robiłam remont piwnicy. To on sprzedał je do USA” – dodaje wdowa po generale.

 

Z tych dokumentów, które rzekomo zostały ostatnio skradzione, skorzystali dziennikarze „Polskiego Radia” i „Rzeczpospolitej” w Hoover Institute w Stanford.

 

Źródło: nczas.com
fot. youtube.com
LS

Jak informuje „Super Express”, władze polskie rozważają nad ograniczeniem dodatkowych świadczeń finansowych osobom powiązanym ze Służbą Bezpieczeństwa w czasach PRL.

 

Emeryci i renciści już w maju mają otrzymać tzw. „trzynastkę” w wysokości 888 zł. na rękę.
Jak się okazuje, nie wszyscy mogą cieszyć się dodatkowym zastrzykiem gotówki. Oprócz emerytowanych sędziów i prokuratorów, do odbioru świadczeń mogą nie zostać upoważnieni również funkcjonariusze objęci ustawą dezubekizacyjną.

 

Jak mówi w rozmowie z dziennikarzami „Super Express” wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed, osoby te działały na niekorzyść naszemu kraju. Jak mówią dziennikarze „SE”, rząd mocno zastanawia się nad nieprzyznaniem byłym działaczom SB emerytury.

 

Ustawa dezubekizacyjna obniżyła byłym esbekom świadczenia. Według niej, wysokość emerytury byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL nie może przekraczać kwoty przeciętnego świadczenia otrzymywanego od ZUS, czyli 2,1 tys. zł. brutto, renta 1,5 tys. zł., a renta rodzinna -1,7 tys.

 

Źródło: dorzeczy.pl
Fot.: Zrzut ekranu z YouTube – Niezależny Serwis Wiadomości 2
EM

W Walentynki, 14 lutego, Sąd Apelacyjny w Gdańsku ogłosi swój wyrok odwoławczy        w procesie o ochronę dóbr osobistych z powództwa byłego pracownika Stoczni Gdańskiej Henryka Jagielskiego przeciwko Lechowi Wałęsie. Były prezydent nazwał go agentem SB    i zarzucił pobicie kolegi w stoczni.

 

W sądzie stawił się powód Henryk Jagielski wraz ze swoim adwokatem. Byłego prezydenta RP reprezentuje pełnomocnik.

 

Rok temu, Sąd Okręgowy rozpatrując pozew Jagielskiego orzekł, że Wałęsa ma przeprosić Jagielskiego „za bezpodstawne oskarżenie” Jagielskiego na Twitterze, na portalach gazeta.pl i dziennik.pl oraz listownie. Były prezydent został też zobowiązany do zapłacenia 15 tysięcy zł zadośćuczynienia powodowi. Jednak były prezydent złożył apelację od tego wyroku.

 

W toku procesu powód zarzucił pozwanemu mówienie nieprawdy o jego przynależności do „jakiegoś dziwnego stowarzyszenia o zbrodniczym charakterze” oraz, że „pobił kolegę w stoczni w latach 70”.

 

Rejestrację Jagielskiego potwierdził podczas procesu przed sądem niższej instancji dyrektor Wojskowego Biura Historycznego Sławomir Cenckiewicz. Przyznał wówczas, że pracując wraz z Piotrem Gontarczykiem nad książką „SB a Lech Wałęsa” (wydana w 2008 r. przez IPN) odkrył, że SB zarejestrowała Jagielskiego w latach 60. jako swojego tajnego współpracownika o pseudonimie „Rak”.

 

Źródło: tvp.info
fot. youtube.com
LS

Perypetii wokół teczek Wałęsy ciąg dalszy. Były prezydent ujawnił, że otrzymał ciekawą propozycję od środowiska otoczenia gen. Kiszczaka. Sprawa dotyczy materiałów dotyczących współpracy TW „Bolka” ze Służbą Bezpieczeństwa. Lech Wałęsa zapowiedział, że skieruje zawiadomienie do Prokuratury.

 

Zgłaszam do Prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Kiszczak nie mógł mieć przygotowanych takich teczek i nie mógł napisać osobiście tego listu przewodniego. Był przesłuchiwany pod przysięgą w IPN. Protokoły istnieją w IPN- napisał były prezydent Lech Wałęsa na Twitterze. W kolejnym wpisie dodał: Więc „któremu” Kiszczakowi wierzymy? Należy porządnie jeszcze raz przesłuchać panią Kiszczakową i grafologicznie sprawdzić, kto napisał list przewodni i przygotował tę prowokację. Ja już wiem, kto to wykonał i na czyje zlecenie. Zbieram dowody i kompletuję świadków

– pisze były prezydent.

Z obecnego otoczenia Kiszczaków zgłoszono się do mnie z ciekawą propozycją. Jeśli Pani Kiszczakowa nie ujawni prawdy, jak powstały teczki i kto ją w nie wrobił, to ja to ujawnię. Sprawa jest sfingowana. To prowokacja przygotowana w wolnej Polsce

– dodał Wałęsa.