Natalia Filewa, właścicielka linii lotniczych zginęła w lotniczej katastrofie. To była współwłaścicielka drugiej co do wielkości rosyjskiej linii lotniczej i jednocześnie jedna z najbogatszych Rosjanek.

 

Katastrofa miała miejsce w pobliżu Frankfurtu nad Menem, na południowym zachodzie Niemiec. Maszyna podczas schodzenia do lądowania runęła na pole pod miejscowością Erzhausen, po czym stanęła w płomieniach.

 

Filewa podróżowała niewielkim sześciomiejscowym samolotem typu Epic LT, lecącym z francuskiego Cannes. Na jego pokładzie znajdowały się trzy osoby, pilot i dwoje pasażerów. Wszyscy zginęli na miejscu. Drugim pasażerem miał być ojciec Filewej.

 

Filewa była współwłaścicielką rosyjskich linii lotniczych S7.

 

Linie potwierdziły jej śmierć, wyrażając współczucie: „To niepowetowana strata. Filewa była świetną menedżerką i wspaniałą kobietą”.

 

Majątek Filewej szacowano na 600 milionów dolarów.

 

 

Źródło: nczas.com, twitter,com
fot. twitter.com
LS

Do tej kuriozalnej sytuacji doszło na jednym z rosyjskich lotnisk, Moskwa-Domodiedowo. Służby aresztowały mężczyznę, który odprawę na lotnisku postanowił przeczekać nago.

 

Zatrzymany mężczyzna to 30-letni Rosjanin. Przebywający obok pasażerowie byli wyraźnie zawstydzeni i zaniepokojeni. Nie zabrakło oczywiście osób, które postanowiły wykorzystać okazję i nagrać całą sytuację.

 

Mężczyzna nie był agresywny i czekał cierpliwie w kolejce na swoją kolej. Miał ze sobą duży bagaż.

 

Na razie nie udało się ustalić, co było powodem takiego zachowania mężczyzny.

 

 

Źródło: nczas.com; YouTube – Вести Севастополь
Fot.: YouTube – Вести Севастополь
EM

180 godzin prac społecznych oraz 250 funtów kosztów sądowych – taki wyrok usłyszała 40-letnia Edyta S., która podczas lotu samolotem z Poznania do Bristolu wszczęła awanturę.

Do awantury doszło w grudniu zeszłego roku na pokładzie samolotu linii Ryanair relacji Poznań-Bristol. „Doncaster Free Press” informował, że po godzinie od startu samolotu załoga usłyszała krzyki pasażerów. Powodem była 40-letnia Polka, która zapaliła papierosa. Była również pijana.

Stewardessy próbowały powstrzymać kobietę. Po 10 minutach pasażerowie znowu zaczęli krzyczeć. Polka znowu zapaliła, pijąc przy tym zakupiony na lotnisku alkohol. Personel zabrał jej papierosy i poprosił o karty pokładowe jej partnera. Wtedy Edyta S. powiedziała, by „spier***ali”.

„Edyta S. była tak pijana, że potrzebowała pomocy w dotarciu do toalety” – informuje DFP.

Na lotnisku w Bristolu już czekali na nią policjanci. Proces w tej sprawie zakończył się wczoraj.

Obrońca Polki, Ruper Russell przekonywał, że oskarżona „nie zamierzała powodować zagrożenia w trakcie lotu”. „Była po prostu zbyt pijana, aby słuchać instrukcji lub rozpoznać niebezpieczeństwo, które powodowała” – powiedział Russel. Z kolei kurator sądowa podkreśliła, że Polka wzięła na siebie pełną odpowiedzialność i jest „zmartwiona swoim zachowaniem”.

Podkreśliła też, że Polka „była w Polsce na pogrzebie swojej ciotki, która jako dziecko była jej głównym opiekunem”.

Sędzia ocenił, że „niewłaściwym byłoby wysłanie Edyty S. do więzienia”. „Nie miała pani wcześniej żadnych wyroków, stwarza pani bardzo niewielkie zagrożenie dla innych” – powiedział do Edyty S. na sali rozpraw.

Edyta S. została skazana na 180 godzin nieodpłatnych prac społecznych oraz zapłatę w sumie 250 funtów kosztów sądowych.

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Kolejny pasażer przed startem samolotu wrzucił do silnika kilka monet, aby maszyna szczęśliwie doleciała na miejsce. Tym razem przewoźnik chce od pasażera odszkodowania w postaci 140 tysięcy juanów, czyli prawie 80 tysięcy złotych.

 

To już czwarty przypadek w Chinach, gdy pasażer wrzuca monety do silnika samolotu. I tłumaczy tym, że zrobił to na szczęście. Jednocześnie jest to już drugi przypadek dotyczący linii lotniczej Lucky Air – poprzedni miał miejsce jesienią 2017 roku.

 

Ostatnim winowajcą jest 28-letni mężczyzna o imieniu Lu. Pasażer wrzucił monety do silnika. Sytuacja wyszła na jaw dopiero po zakończeniu boardingu lotu z Anquing do Kunmingu, gdy jeden z pracowników obsługi zauważył kilka monet leżących na ziemi, tuż obok silnika.

 

Przewoźnik nie chciał ryzykować – lot został odwołany, samolot trafił do przeglądu, a 162 pasażerów poleciało w podróż na tej trasie następnego dnia.

 

Pan Lu, który tłumaczył, że wrzucił monety na szczęście, będzie miał spore kłopoty finansowe i prawne z powodu swojego gestu – linia lotnicza wyliczyła swoje straty na 140 tys. juanów, czyli prawie 80 tys. PLN. Już ogłosiła, że pozwie mężczyznę do sądu, w którym będzie domagała się zwrotu całej kwoty.

 

Źródło: fly4free.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

W rejonie morza bałtyckiego, incydenty związane z manewrami Rosji w przestrzeni powietrznej są dość częste w ostatnich latach. Do kolejnego takiego zdarzenia doszło we wtorek, w związku z czym szwedzkie ministerstwo spraw zagranicznych postanowiło wezwać Wiktora Tatarincewa, będącego tamtejszym ambasadorem Federacji Rosyjskiej.

 

We wtorek, nad Bałtykiem doszło do sytuacji, w której rosyjski myśliwiec Su-27 zbliżył się niebezpiecznie blisko do szwedzkiego samolotu. Odległość jaka dzieliła obydwie maszyny, miała być mniejsza niż dwadzieścia metrów. Za bezpieczną odległość pomiędzy samolotami w przestrzeni powietrznej uważa się natomiast nie mniej niż sto metrów.

 

Samolot należący do Szwedów wykonywał w tamtym czasie rutynowy lot zwiadowczy, który nie narusza obowiązującego prawa. Maszyna poruszała się między krajami bałtyckimi a Gotlandią, nad międzynarodowymi wodami Morza Bałtyckiego.

 

– Nasze ministerstwo traktuje ten incydent poważnie. Rosyjski samolot działał w sposób bezwzględny i nieprofesjonalny, zagrażając bezpieczeństwu lotu – poinformowała Diana Qudhaib z biura prasowego szwedzkiego MSZ.

 

Szwedzkie siły zbrojne zdecydowały się na opublikowanie w internecie fotografii wykonanych przy okazji tego zajścia. Szwecja traktuje ten incydent jako prowokację ze strony Rosji.

 

– To są niedopuszczalne akty dominacji – stwierdził Peter Hultqvist, szwedzki minister obrony.

 

Nie jest to pierwsza taka sytuacja, kiedy strona szwedzka w ramach reakcji na tego typu incydent wzywa przedstawiciela Rosji do swojego MSZ. W zeszłym miesiącu trzy samoloty należące do Rosjan, również miały naruszyć szwedzką przestrzeń powietrzną nad Bałtykiem.

 

 

Źródło: Rmf24.pl

Fot.: Max Pixel

 

MB

 

Jak podaje onet.pl, stewardessy z Pakistan International Airlines mają czas do początku lipca tego roku, aby przejść na dietę. Linie lotnicze uważają, że niektóre z ich stewardes mają nadwagę. Te, które ważą ponad 68 kg przy wzroście 1,65 metra, nie będą mogły pracować. Pracownice są oburzone.
„The Journal Post” donosi, że biorąc pod uwagę, że niektóre stewardesy mają nadwagę, będą miały sześć miesięcy, aby stracić 6 kilogramów.

Stewardessy zostaną przeszkolone przez zespół medyczny, aby osiągnąć wymaganą wagę. Pracownice, zaszokowane okólnikiem, ogłosiły, że chcą wnieść pozew przeciwko firmie, informuje pakistański portal internetowy.

W latach sześćdziesiątych obowiązujące zasady pod względem wzrostu, wagi i wieku stewardess były prawdziwie restrykcyjne.

Nawet dziś praca stewardes jest wciąż poddawana kryteriom fizycznym. W lutym 2017 rosyjskie linie lotnicze Aeroflot, nie chciały zatrudniać stewardes w wieku ponad 40 lat lub noszące rozmiar większy niż 42. Dwie pracownice miały przez to obniżone pensje i złożyły skargę z powodu dyskryminacji. Rok temu wietnamskie linie lotnicze stworzyły kolejne kontrowersje. VietJet przewoził piłkarzy, a stewardesy obsługiwały ich, ubrane tylko w bikini.

Źródło: podroze.onet.pl,
fot. facebook.com
LS

Marynarze Belgijskiego okrętu BNS Godetia zarejestrowali dwa rosyjskie bombowce Su-24 z podwieszonymi pociskami rakietowymi, które przeleciały w pobliżu formacji okrętów NATO na Morzu Bałtyckim.

 

Jak donoszą belgijskie media, zdarzenie miało miejsce 22 listopada – w pobliżu sześciu okrętów stałej północnej grupy przeciwminowej NATO SNMCMG1 ukazały się dwa rosyjskie naddźwiękowe bombowce Su-24M będące własnością Floty Bałtyckiej.

 

Ku zdziwieniu zespołu marynarzy z 6 krajów, pod skrzydłami maszyn znajdowały się nie tylko dodatkowe zbiorniki paliwa, ale również po dwa bojowe pociski o zasięgu około 10 km. Samoloty przeleciały nisko w pobliżu dowodzącego zespołem okrętu logistyczno-dowódczego BNS Godetia (A960), po czym oddaliły się w stronę Kaliningradu.

 

Dzień wcześniej przy Godetii wynurzył się rosyjski okręt podwodny klasy Kilo, którego załoga robiła zdjęcia belgijskiej jednostce. Warto dodać, że okręty podwodne zwykle starają się uniknąć wykrycia.

 

Tego samego dnia, 21 listopada piloci pełniący misje Baltic Air Policing czterokrotnie usiłowali przechwycić rosyjskie maszyny operujące w pobliżu granic Litwy, Łotwy i Estonii, które miały wyłączone transpondery i nie komunikowały się z kontrolą lotów. Były to samoloty typu MiG-29, Ił-76 oraz An-26. W każdym przypadki, ich przechwycenia dokonywały niemieckie myśliwce Eurofighter.

 

Źródło: defence24.pl
Fot.: NATO/HQMARCOM
EM

Prawdopodobnie nikt nie przeżył kolejnej katastrofy lotniczej do jakiej poszło w dniu dzisiejszym. Maszyna typu Boeing 737 MAX 8 należąca do linii Lion Air runęła do wód Morza Jawajskiego. Na pokładzie znajdować miało się 189 osób.

 

Samolot wystartował z lotniska w Dżakarcie, a swój lot zakończyć miała w mieście Pangkal Pinang na wyspie Bangka, niedaleko od Sumatry. Maszyna zniknęła z radarów około 13 minut po starcie w stolicy Indonezji. Z załogą utracono kontakt.

 

– Możemy potwierdzić, że utracono kontakt z maszyną – potwierdził rzecznik linii Lion Air.

 

 

Zdaniem rzecznika indonezyjskich służb żeglugi, załoga Boeinga zwróciła się z prośbą o możliwość powrotu na lotnisko. Jak poinformowano, kontrola ruchu lotniczego zgodziła się na to, jednak zaraz utracono z maszyną kontakt.

 

Na miejsce dotarły służby ratunkowe, a prezydent oraz i szef indonezyjskiego rządu zlecili komisji ds. bezpieczeństwa transportu rozpocząć śledztwo w sprawie katastrofy.

 

Wrak samolotu znajdować ma się na głębokości około 35 metrów.

 

– Znaleźliśmy już kamizelki ratunkowe, telefony komórkowe, książki i fragmenty maszyny – przekazał przedstawiciel Narodowej Agencji Poszukiwań i Ratownictwa.

 

Jak oświadczyły linie Lion Air, pilot oraz drugi pilot mieli wylatane łącznie 11 tysięcy godzin. Edward Sirati, szef linii stwierdził natomiast, że podczas poprzedniego lotu, maszyna miała problemy techniczne, ale według jego informacji kłopoty zostały wówczas zażegnane zgodnie z procedurami.

 

Nie ma jak na razie informacji na temat tego, czy na pokładzie Boeinga znajdowali się obcokrajowcy. Lion Air to linie obsługujące głównie loty krajowe w Indonezji.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; Twitter

 

MB

 

Podczas piątkowego spotkania Rady Europy, jednomyślnie zagłosowano za wezwaniem Rosji do oddania Polsce wraku samolotu Tu-154, który 10 kwietnia 2010 roku tragicznie rozbił się pod Smoleńskiem.

 

Za przyjęciem rezolucji głos oddało 46 państw i nikt nie głosował przeciw.

 

Projekt rezolucji zakłada, że według załącznika 13. Konwencji Chicagowskiej, od kraju, w którym doszło do katastrofy wymaga się zwrotu wraku i innych materiałów dowodowych państwu, w którym dokonano rejestracji samolotu. Powinno to nastąpić jak najszybciej od zakończenia badań technicznych czynników mających wpływ na katastrofę, a miało to miejsce w czasie publikacji raportu MAK w 2011 roku.

 

Przegłosowana ustawa wzywa Federację Rosyjską do zwrotu wraku tupolewa Polsce.
Niemożność jego oddania Rosja tłumaczyła koniecznością ukończenia własnego śledztwa.

 

Źródło: pch24.pl
Fot.: Wikipedia
EM