Zapadła decyzja sądu dotycząca jednego z najpopularniejszych bojówkarzy z grup pseudokibiców w polskim półświatku. Chodzi o Pawła M. ps. „Misiek”, będącego szefem gangu znanego jako „Wisła Sharks”.

 

Paweł M. miał być pierwotnie zatrzymany w maju 2018 roku, kiedy policja przeprowadziła dużą akcję mającą na celu rozbicie gangów stworzonych przez pseudokibiców Wisły Kraków oraz chorzowskiego Ruchu. Lider bojówkarzy utożsamiających się z „Białą Gwiazdą” opuścił jednak kraj dzień przed wejściem antyterrorystów do domów poszukiwanych gangsterów. Pojawiły się opinie, że mogło w tym przypadku dojść do przecieku, przez co szef „Wisła Sharks” wiedział co planuje CBŚ.

 

„Misiek” poszukiwany był na podstawie Europejskiego nakazu aresztowania. Ostatecznie udało się go zatrzymać w leżącej na południe od Rzymu miejscowości Cassino, co stało się we wrześniu ubiegłego roku. Jak się okazało, posługiwał się on fałszywym dowodem tożsamości. Bardzo możliwe, że w ukrywaniu się na terenie Włoch, Pawłowi M. pomagali miejscowi pseudokibice utożsamiający się z klubem Lazio Rzym.

 

Poszukiwany M. został wytropiony we Włoszech przez tzw. „łowców cieni” z polskiej policji. Jego zatrzymanie trzeba rozpatrywać jednak jako udaną kilkumiesięczną międzynarodową współpracę policji.

 

Decyzją włoskiego sądu, „Misiek” został wypuszczony na wolność kilkanaście dni po zatrzymaniu, a jako powód takiego postanowienia podawano wątpliwości co do przestrzegania zasad praworządności w Polsce. Takie podjęte przez włoski wymiar sprawiedliwości kroki wywołały wówczas sporo oburzenia i kontrowersji, jednak ostatecznie gangster został przetransportowany do Polski w dniu 18 października 2018 roku.

 

W Polsce sprawy, w które zamieszany miał być Paweł M. bada zarówno małopolska, jak i śląska prokuratura. Usłyszał on zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, przestępstw narkotykowych, dokonania rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia w postaci pałki i maczet, a także dwóch pobić z ciężkim uszkodzeniem ciała, których miał się dopuścić na terenie Katowic oraz Bytomia. Liderowi „Wisła Sharks” grozi do 15 lat więzienia, jednak nie przyznaje się on do zarzucanych mu czynów.

 

12 kwietnia decyzją krakowskiego Sądu Okręgowego przedłużono „Miśkowi” areszt do 15 lipca. O jego uchylenie wnosiła wcześniej obrona.

 

Postępowanie trwa na tyle długo, że prokuratura powinna zabezpieczyć już wszystkie dowody i zakończyć całe postępowanie. Według mnie ten środek jest stosowany zbyt długo, podejrzany przebywa w warunkach izolacji tak długo, że to powinno wystarczyć – mówił w rozmowie z dziennikarzami mecenas Robert Kubicki, obrońca Pawła M.

 

Sąd jednak nie zdecydował się przychylić do złożonego przez obronę wniosku i przedłużył areszt. Decyzja taka została podjęta przez wzgląd na wysoką karę, jaka grozi za zarzucane przestępstwa podejrzanemu, jak również obawę matactwa.

 

 

 

Źródło: onet.pl

Fot.: YouTube/Superwizjer TVN

 

MB

Pedofil z Wielkiej Brytanii, który filmował, jak gwałcił dwuletnią dziewczynkę, po czym opublikował to online, został skazany na więzienie na resztę życia. Terry Coneyworth, 31-latek, wykorzystał dziecko kilka razy. Do tego wszystko nagrywał i robił zdjęcia. Przyznał się do aż 19 przestępstw seksualnych wobec dzieci!

 

Skazujący go sędzia Mark Bury skomentował: „Twoje przestępstwo sięgnęło dna deprawacji”.

 

Coneyworth napadł na dziecko w październiku i listopadzie, dzieląc się jednocześnie zdjęciami swojego przerażającego czynu przez komunikator internetowy.

 

W jego domu znaleziono 965 zdjęć wykorzystywanych dzieci.

 

Sędzie Bury stwierdził: „Te zbrodnie są niezwykle brutalne. Wykorzystywałeś ją seksualnie, nawet gdy była chora”.  I dodał: „Chwaliłeś się nadużyciem. Te zdjęcia będą dostępne dla ludzi o podobnych zboczeniach na całym świecie”.

 

Sąd usłyszał, że Terry Coneyworth robił pedofilskie zdjęcia małych dzieci już za czasów nastoletnich.

 

Coneyworth otrzymał również nakaz wpisania się do rejestru przestępców seksualnych.

 

Źródło: fakt.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

Morderstwo w Kutnie. Pewna kobieta najpierw upiekła pieczeń i pokroiła ją nożem by potem, użyć go do zadźgania swojego kochanka. Kobieta miała wpaść w furię i dźgać mężczyznę aż 8 razy! Za zabójstwo grozi jej dożywocie.

 

Pani Renata myślała, że to był ten jedyny.  Z przyjaciół pomału stawali się parą.

 

W ten tragiczny dla mężczyzny dzień wybrali się na spacer, usiedli na ławkach obok kutnowskiego teatru, później poszli do niej. Na stole pojawiła się pieczeń i kobieta sięgnęła po sztućce, po czym pokroiła ją na kawałki.

 

Właśnie wtedy między kochankami doszło do poważnej awantury. Kobieta w pewnym momencie kłótni, zaatakowała swojego partnera ostrym nożem.

 

Jak mówiła przed sądem: „Wyznałam mu, że padłam ofiarą gwałtu, on miał o to pretensje”.

 

I dodała: „Uderzył mnie. Ja się broniłam, nie chciałam go zabić, a jedynie nastraszyć. Wymachiwałam tym nożem, pewnie go zraniłam. Nie pamiętam, co było dalej. Byłam w szoku”.

 

Kobieta dźgnęła Mariusza S. aż osiem razy. Trafiła w żebra, klatkę piersiową, bark, rękę. Ostrze przebiło tętnicę płucną, co było bezpośrednią przyczyną zgonu.

 

Gdy Renata W. uświadomiła sobie, że jej kochanek nie żyje, pobiegła do mieszkającej w pobliżu jego matki.

 

„Zabiłam Mariusza” – wyznała. „Nie miałam zamiaru go zamordować”. Przed sądem do winy się jednak nie przyznała.

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Magda Gessler się wzbogaca, tym razem wygrała proces sądowy, który wytoczyła właścicielowi „Łebskiej Chaty”. Uczestnik programu „Kuchenne Rewolucje” musi przeprosić gwiazdę TVN za niesławny baner z jej wizerunkiem oraz… słono zapłacić.

 

Właściciel restauracji Łebska Chata w Łebie reklamował bez zgody Magdy Gessler swój lokal jej nazwiskiem oraz wizerunkiem. Gwiazda TVNu skierowała sprawę do sądu. Restauratorka domagała się 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia.

 

Jak ustalił „Dziennik Gazeta Prawna”, sąd zdecydował, że właściciel Łebskiej Chaty musi przeprosić Magdę Gessler za pośrednictwem banera przed lokalem oraz Facebooka. Musi również zapłacić zadośćuczynienie. Kwota nie została podana do publicznej wiadomości. Wiadomo jedynie, że jest znacznie niższa, niż żądana przez Gessler w pozwie.

 

Łebska Chata pojawiła się w „Kuchennych Rewolucjach” w 2013 roku. Restauratorka wtedy wystawiła lokalowi pozytywną ocenę i zachęciła do odwiedzania restauracji. Po paru latach opinia Magdy Gessler o Łebskiej Chacie była zgoła inna.

 

Restauratorka oficjalnie na swoim Facebooku przyznała, że nie chce już podpisywać się pod rewolucją Łebskiej Chaty. Już wtedy ostrzegła, że sprawa może trafić do sądu.

 

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Zbigniew S. to znany biznesmen, a zarazem jedna z kontrowersyjnych postaci angażujących się swego czasu w polską politykę. Sporą popularność zyskał on przez publikację w internecie akt afery podsłuchowej, a także dzięki publikowanym w sieci filmikom, w których nie stronił od wulgarnego słownictwa. Teraz po raz kolejny został oskarżony. O sprawie poinformował portal Onet.pl.

 

W tym przypadku sprawa dotyczy m.in. wyprowadzenia ze spółki Viamot 42 milionów złotych. Oprócz Zbigniewa S., zarzuty usłyszało też osiem innych osób.

 

Postępowanie zainicjowane zostało zawiadomieniem z dnia 14 sierpnia 2014 r. złożonym przez syndyka masy upadłości spółki „Viamot” SA, z treści którego wynikało, że w przedziale czasowym pomiędzy grudniem 2013 r. a marcem 2014 r. podjęte zostały decyzje o charakterze gospodarczym, skrajnie niekorzystne dla interesów finansowych spółki „Viamot” SA – powiedział w styczniu rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie Janusz Hnatko w rozmowie z portalem Onet.

 

Taka sytuacja oznacza, że związana z motoryzacją firma miała stracić cały swój majątek w okresie zaledwie kilku miesięcy. Łącznie straty te wyceniono na 42 miliony złotych. Chodzić miało o np. wyposażenie nieruchomości i salonów samochodowych.

 

Siedmiu podejrzanych, którym postawiono zarzuty to: Paweł C., Mariusz R., Michał K., Iwona S., Sebastian W., Bartłomiej K., Przemysław S., Filip U. i Zbigniew S. Środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego został zastosowany wobec siedmiu z tych osób.

 

Sprawą zajmuje się w dniu dzisiejszym krakowski sąd. Nikt z podejrzanych nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych mu czynów.

 

 

Źródło: onet.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

 

MB

 

 

Sąd w Poznaniu skazał sklepikarza, który złapał złodzieja na gorącym uczynku. Zrobił to mimo braku dowodów, opierając się wyłącznie na zeznaniach samego oskarżonego.

 

Do zdarzenia doszło w lutym 2018 roku. 54-letni Wiesław R. przyszedł do sklepu Łukasza G. po dwa piwa – jedno postanowił schować do torby, a z jednym podejść do kasy. Właściciel sklepu zauważył to.

 

Złodziej jednak przedstawił zmyśloną wersję zdarzeń służbom, dzięki któremu to sklepikarz stanął przed sądem. R. zeznał, że Łukasz G. przykuł go do krat, bił pałką i polewał wodą niczym jakieś więźnia w niemieckim obozie Auschwitz. Dopiero po godzinie złodziej miał zostać wypuszczony.

 

Po tych wydarzeniach Wiesław R. poszedł na policję i złożył zeznania. Sklepikarz Łukasz G.został oskarżony o rozbój, pozbawienie wolności i kierowanie gróźb karalnych. G. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, zaś dowodów żadnych nie było. Jedynie zeznania złodzieja. Żaden świadek nie potwierdził też jego wersji, zaś oskarżony podkreślił, że rzekomych krat, na które powoływał się złodziejski poznaniak w pomieszczeniu nie ma!

 

Nie przeszkodziło to sądowi skazać Łukasza G. na 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok oraz zapłaty grzywny na rzecz Wiesława R. w wysokości tysiąca złotych. Oprócz tego sklepikarz został wysłany na terapię psychologiczną.

 

„Głos Wielkopolski” informuje, że planowana jest w tej sprawie apelacja.

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

W Walentynki, 14 lutego, Sąd Apelacyjny w Gdańsku ogłosi swój wyrok odwoławczy        w procesie o ochronę dóbr osobistych z powództwa byłego pracownika Stoczni Gdańskiej Henryka Jagielskiego przeciwko Lechowi Wałęsie. Były prezydent nazwał go agentem SB    i zarzucił pobicie kolegi w stoczni.

 

W sądzie stawił się powód Henryk Jagielski wraz ze swoim adwokatem. Byłego prezydenta RP reprezentuje pełnomocnik.

 

Rok temu, Sąd Okręgowy rozpatrując pozew Jagielskiego orzekł, że Wałęsa ma przeprosić Jagielskiego „za bezpodstawne oskarżenie” Jagielskiego na Twitterze, na portalach gazeta.pl i dziennik.pl oraz listownie. Były prezydent został też zobowiązany do zapłacenia 15 tysięcy zł zadośćuczynienia powodowi. Jednak były prezydent złożył apelację od tego wyroku.

 

W toku procesu powód zarzucił pozwanemu mówienie nieprawdy o jego przynależności do „jakiegoś dziwnego stowarzyszenia o zbrodniczym charakterze” oraz, że „pobił kolegę w stoczni w latach 70”.

 

Rejestrację Jagielskiego potwierdził podczas procesu przed sądem niższej instancji dyrektor Wojskowego Biura Historycznego Sławomir Cenckiewicz. Przyznał wówczas, że pracując wraz z Piotrem Gontarczykiem nad książką „SB a Lech Wałęsa” (wydana w 2008 r. przez IPN) odkrył, że SB zarejestrowała Jagielskiego w latach 60. jako swojego tajnego współpracownika o pseudonimie „Rak”.

 

Źródło: tvp.info
fot. youtube.com
LS

Jerzy Owsiak wpadł w spore tarapaty. Naczelny Sąd Administracyjny oddalił wniosek o kasację wyroku, który nakazywał władzom WOŚP  udostępnienie danych dotyczących roli, którą pełnił w ugrupowaniu zięć szefa Fundacji.

 

 

W orzeczeniu sąd przyznaje rację blogerowi, który żądał ujawnienia dokumentów finansowych:

 

„W sytuacji, gdy wniosek dotyczy informacji będącej informacją publiczną organ (podmiot obowiązany) ma obowiązek:

 

1. udostępnić tę informację w formie czynności materialno-technicznej, co winno nastąpić bez zbędnej zwłoki, nie później niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku oraz w sposób i w formie zgodnej z wnioskiem,

 

2. wydać, na podstawie art. 16 ust. 1 u.d.i.p., decyzję o odmowie jej udostępnienia w razie uznania, że zachodzą podstawy do takiej odmowy,

 

3. udzielić informacji, o których mowa w art. 13 ust. 2 i art. 14 ust. 2 u.d.i.p., wyjaśniając przyczyny braku możliwości udostępnienia informacji w terminie bądź zgodnie z wnioskiem, przy jednoczesnym wskazaniu, w jakim terminie, w jaki sposób lub w jakiej formie informacja może być udostępniona niezwłocznie lub

 

4. poinformować pisemnie wnioskodawcę, że nie posiada żądanej informacji.”

 

Jak na razie przedstawiciele władz statutowych fundacji nie odnoszą się do postanowienia sądu.

 

Źródło: nczas.com
Fot.: Wikimedia Commons
EM

Ronaldinho ścigany przez brazylijską prokuraturę! Piłkarska legenda dorobiła się niemałych problemów z prawem. – Kpi ze sprawiedliwości – mówi prokurator Pereira dos Santos. Unieważniono już paszport mężczyzny.

 

O kłopotach byłej gwiazdy futbolu pisaliśmy już wcześniej.  Jego problemy zaczęły się, kiedy sąd skazał go za nielegalną budowę platformy rybackiej w strefie ochronnej nad brzegiem rzeki Guaiba (Brazylia). Władze zastosowały wobec byłego piłkarza karę grzywny w wysokości dwóch milionów euro. Jak się okazało, 38-latek nie był w stanie jej zapłacić ponieważ jego konto było puste.

 

W związku z niemal zerowym stanem konta bankowego mężczyzny, po interwencji urzędu skarbowego, służba policji w Porto Alegre złożyli wizytę Ronaldinho, konfiskując m.in. trzy samochody (Mercedes Benz i dwa BMW), a także dzieła sztuki malarza Andre Berardo.

 

Jak się okazało, jego stan konta nie odpowiada jednak rzeczywistości. W ostatnich miesiącach były piłkarz w celach marketingowych podróżował po takich krajach jak Chiny i Japonia. Wizytę złożył także Europie i Afryce, gdzie promował nową linię butów R10.

 

Brazylijski sąd wydał decyzję o unieważnienie paszportu byłego reprezentanta kraju. Ucierpiał także jego brat, któremu również odebrano dokument. – Wydaje się, że borykamy się z sytuacją, w której oskarżony w oczywisty sposób kpi ze sprawiedliwości sądowej przed brazylijskim i światowym społeczeństwem – mówi prokurator Pereira dos Santos, który oznajmił także, że nie ma szans na cofnięcie unieważnienia paszportu.

 

Źródło: sport.pl
Fot.: Wikimedia Commons
EM