Jak poinformowało w nocy z niedzieli na poniedziałek fińskie ministerstwo sprawiedliwości – Partia socjaldemokratyczna (SDP) wygrała wybory parlamentarne w Finlandii. Według nieoficjalnych wyników ze wszystkich lokali wyborczych ugrupowanie to zdobyło 17,7 procent głosów. Drugie miejsce zajęła Partia Finowie (PS) z 17,5 procentami poparcia.

 

Zwycięstwo opozycyjnej Socjaldemokratycznej Partii Finlandii oznacza, że jej lider Antti Rinne może zostać pierwszym od 20 lat lewicowym premierem tego kraju! „Po raz pierwszy od 1999 roku socjaldemokraci są największą partią” – powiedział dziennikarzom 56-letni Rinne.

 

Drugie miejsce zajęła eurosceptyczna Partia Finów z wynikiem 17,5%! Partia wykorzystała w kampanii bardzo mocny spot, którego emisji odmówiła największa siec fińskich kin – Finnkino.

 

„Chcemy przywrócić zaufanie narodu fińskiego, zrobimy to wraz z innymi ugrupowaniami” – zapowiedział w telewizji kandydat na premiera. Wyjaśnił, że nie wyklucza współpracy z Partią Finów, ale o konkretach nie chciał na razie rozmawiać: „Nie chcę teraz spekulować na ten temat”.

 

Wyniki wyborów oznaczają, że w 200-osobowym parlamencie SDP będzie miała 40 mandatów, natomiast PS otrzyma 39 mandatów.

 

 

 

Źródło: nczas.com, youtube.com
fot. youtube.com
LS

Jednym z gości ostatniej audycji „Studio Dziki Zachód” radia Wnet FM był Wojciech Cejrowski, który ostro skomentował postawę rządu wobec ustawy 447 o roszczeniach żydowskich.

 

W rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim, znany podróżnik zarzucił władzom brak reakcji w sprawie wejścia w życie ustawy 447. Jak mówi dziennikarz, takie zachowanie jest wręcz oburzające.

 

– Mnie od początku wkurzało to, że polskie instytucje nic nie zrobiły. Nie zatrzymały tego przed uchwaleniem, nie kontestują tego przed ratyfikacją, po prostu nic nie robią na żadnym etapie – zarzucał Cejrowski.

 

Jak mówi dziennikarz, są jeszcze szanse, by powstrzymać tę ustawę, ale wymaga to sporego zaangażowania politycznego i sprytu.

 

– Teraz to jest bardzo trudno cofnąć, jak już jest uchwalone, bo musielibyśmy wylobbować kolejną ustawę, przeciwko największemu sojusznikowi Stanów Zjednoczonych. Karkołomne… – kontynuował.

 

Jako rozwiązanie problemu Cejrowski proponuje zmuszenie przykładowo w roku wyborczym parlament amerykański do „przegłosowania kolejnej ustawy 448, która nie dotknie tamtej, ale zabezpieczy sprawy polskie. Jakaś ustawę następna, która w pewny sposób podważy, bądź uściśli poprzednią ustawę”.

 

Źródło: nczas.com

EM

Portal niezalezna.pl ujawnia – Rada Ministrów przyjęła dziś przygotowane w Ministerstwie Sprawiedliwości zmiany w prawie, które pozwolą ukrócić oszukańczy proceder „przekręcania” liczników w używanych autach, które mają być sprzedane.

Samochodowi kanciarze w Polsce są praktycznie bezkarni. Ofiarą oszustów padają nieświadomi nabywcy, którzy na zakup samochodów wydają często ostatnie oszczędności. Jak podkreślał Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro, konsekwencje bezradności państwa wobec takiego procederu ponoszą uczciwi obywatele przepłacający za pojazd, który nie nadaje się do jazdy albo samochód „po przejściach”.

W myśl przyjętego przez rząd projektu nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym i ustawy Kodeks karny, za każde „przekręcenie” licznika będzie grozić kara więzienia od 3 miesięcy do 5 lat – zarówno dla zlecającego oszustwo, jak i wykonawcy, np. mechanika w warsztacie. Dziś niektóre warsztaty wręcz oferują taką „usługę”.

Kara grzywny do 3.000 zł będzie grozić także wtedy, gdy właściciel samochodu nie zgłosi w stacji kontroli pojazdów faktu wymiany całego licznika na nowy (np. z powodu awarii).

Stacje kontroli pojazdów już teraz muszą przekazywać do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców stan licznika odczytany podczas obowiązkowych przeglądów technicznych pojazdów. Po zmianie przepisów stacje będą przekazywać do centralnej ewidencji także informację o wymianie licznika i jego przebiegu w chwili odczytu przez diagnostę.

Projekt ustawy przewiduje ponadto, że przy każdej kontroli policja, Straż Graniczna, Inspekcja Transportu Drogowego, Żandarmeria Wojskowa i służby celne będą miały obowiązek spisywania aktualnego stanu licznika kontrolowanego samochodu. Te dane będą też trafiać do centralnej ewidencji pojazdów.

W ten złożony sposób kontroli można będzie porównywać kolejne odczyty i efektywniej wykrywać oszustwa.

Podobne rozwiązania funkcjonują od dawna w państwach Europy Zachodniej. Przykładem jest najbliższy zachodni sąsiad, Niemcy, gdzieza fałszowanie wskazań licznika przebiegu kilometrów w samochodzie można dostać 5 lat więzienia.

Źródło: niezalezna.pl
fot. Wikipedia Commons

Niektórzy określają wprowadzane zmiany wręcz rewolucja emerytalna przeprowadzana przez obóz Zjednoczonej Prawicy. Rząd przyjął dziś projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych. Dodatkowo od przyszłego roku obniżony ma zostać również podatek CIT.

 

PPK stanowić mają rewolucję w oszczędzaniu. Według projektu, Polacy przez okres kilkudziesięciu lat otrzymywać mają ciut niższe wynagrodzenie „na rękę”, jednakże w związku z tym mają na okres starości zachować dodatkowo zaoszczędzone pieniądze.

 

Według założeń projektu, Polacy mają dobrowolnie odłożyć pieniądze, aby móc je wykorzystać w późniejszych latach. Jak podkreśla rząd, Pracownicze Plany Kapitałowe nie są związane z systemem emerytalnym, ale jednak ich celem jest doprowadzenie do sytuacji, kiedy Polacy na starość mają zachowane więcej pieniędzy. Oczywiście stanie się tak tylko wtedy, kiedy sami zdecydują się zaoszczędzić. PPK stanowią w zasadzie długoterminowy program oszczędnościowy. Zapis do nich będzie automatyczny, jednakże możliwa jest rezygnacja z uczestnictwa w tym programie po złożeniu odpowiednich dokumentów w miejscu zatrudnienia. To pozwolić ma pracownikom na podjęcie samodzielnej decyzji. Aby nie zostać automatycznie zapisanym, deklarację składać należy co cztery lata.

 

Według projektu, do PPK zapisani zostaną wszystkie pracujące Polki i Polacy, w wieku 19-55 lat. Podłączeni zostaną do programu wszyscy, za których odprowadzane są składki na ubezpieczenie emerytalne, bez względu na formę zatrudnienia. Co warte podkreślenia, zasada ta nie dotyczy jednak samozatrudnionych.

 

Od chwili zapisu, od pensji pracownika pobierany będzie niewielki procent. Dla osób, które zarabiają powyżej pensji minimalnej (2,1 tys. zł), będzie to min. 2% z pensji brutto, jednakże pobierane już od pensji netto. Dla przykładu pracownik zarabiający 2100 zł brutto, przeznaczy na PPK 42 zł/miesiąc.

 

To jednak nie wszystko. Do miesięcznej składki dorzucić ma się także państwo w postaci kwoty 240 zł (20 zł miesięcznie), jak również pracodawca, który w podstawowej wersji dokładał będzie od siebie 1,5 % liczone również od pensji brutto (31,5 zł). W tym przypadku stawka ta będzie jego dodatkowym kosztem zatrudnienia. Obie te wartości można podnieść dobrowolnie do 4 % (łącznie 8 %) wynagrodzenia trafiającego do Pracowniczych Planów Kapitałowych. Wówczas jednak zgodę na to wyrazić musiał będzie zarówno pracownik, jak i pracodawca.

 

Warto to porównać do tego co zrobiła koalicja PO- PSL. Zabrano środki z OFE i one zostały skonsumowane. My przekażemy z budżetu 35-40 mld zł jako zachęta do oszczędzania – powiedział w dniu dzisiejszym premier Mateusz Morawiecki, przy okazji zaakceptowania przez rząd projektu o PPK.

 

Zdaniem szefa polskiego rządu program jest ważnym krokiem wśród realizowanych zmian i stanowi swoisty przełom.

 

– Kończymy erę, kiedy pracownik był tylko kosztem. To inwestycja dla pracodawców, ale i dla państwa polskiego, to kluczowa sprawa żeby ten pracownik był szanowany i miał lepsze zabezpieczenie emerytalne – ocenił premier Morawiecki, podkreślając przy tym, że gromadzone środki będą całkowicie prywatne i w każdej chwili będzie można wycofać się z PPK.

 

Te zmiany jednak nie są wszystkimi, które postanowił zrealizować rząd Mateusza Morawieckiego. Zaplanowano też kolejne ułatwienia dla małych firm. W przyszłym roku czeka je bowiem zapowiedziana obniżka podatku CIT z 15 do 9 %. Dodatkowo wprowadzona zostanie nowa ulga dla przedsiębiorców uzyskujących dochody z komercjalizacji wyników prac badawczo-rozwojowych.

 

 

Źródło: money.pl ; ksiegowosc.infor.pl

Fot.: Flickr

 

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego postuluje wprowadzenie nowej ulgi podatkowej. Ma to związek z dostrzeganym przez resort potencjałem gier wideo, które mają wielu odbiorców na całym świecie, przez co mogą przyczynić się do promowania Polski oraz naszego patriotyzmu.

 

Postulowana przez ministerstwo ulga podatkowa dotyczyć ma producentów gier „o charakterze kulturowym”. Chodzi o to, aby fabuła i przekaz gry mógł nieść ze sobą treści promujące polski patriotyzm. Pozwoliłoby to też uświadamiać na temat naszej historii i kultury osoby w różnych częściach świata.

 

Projekt ustawy o zasadach wspierania produkcji kulturowych gier wideo zakłada, że ulga dawałaby możliwość dodatkowego odliczenia od podstawy opodatkowania w podatku dochodowym CIT/PIT 100% określonych ustawowo kosztów kwalifikowanych.

 

Ministerstwo jest zdania, że taka zmiana przełoży się na realną korzyść dla podatnika, a stanowiło by ją 19% kosztów kwalifikowanych.

 

Resort zwraca uwagę na to jak kluczowym przy swoim wyjątkowo szybkim rozwoju staje się sektor gier wideo wśród sektorów kultury i kreatywnych na świecie. Już na ten moment, stały się porównywalne z budżetami najdroższych produkcji filmowych, budżety promocyjne i produkcyjne popularnych gier, które odnoszą sukcesy w skali świata. W roku 2017 oszacowano wartość światowego rynku gier wideo na blisko 110 miliardów USD. Prognozy wskazują, że do 2030 roku, jej poziom zbliży się do 130 mld USD.

 

Jeśli chodzi o polski rynek gier wideo to w 2016 roku jego wartość wyniosła 1,85 mld zł. Na 2019 r. natomiast prognozuje się wartość o wysokości 2,23 mld zł. W 2017 roku, polski rynek gier wideo zajmował 23. na świecie, a 7. miejsce w Europie pod względem wartości. Ta branża rozwija się u nas bardzo dynamicznie. Według szacunków, działa w Polsce ok. 330 firm tworzących gry, z czego 18 jest notowanych na giełdzie. Zatrudniają one ponad 4000 pracowników, ale liczba ta stale rośnie.

 

Jak uważa resort, planowane zmiany są krokiem koniecznym. W wyjaśnieniach zamieszczonych na stronie internetowej Kancelarii Premiera przypomniano, że „podobne mechanizmy od lat funkcjonują w innych krajach, przede wszystkim w tych, których rynki gier wideo znajdują się w ścisłej światowej czołówce- np. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Francji i Finlandii.”

 

Planowane w projekcie rozwiązania oraz ich wprowadzenie mieści się w ramach realizowania Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju do roku 2020 (z perspektywą do 2030 roku) przyjętej uchwałą nr 8 Rady Ministrów z dnia 14.02.2017 w sprawie przyjęcia Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju do roku 2020 (z perspektywą do 2030 r.) (M.P. poz. 260).

 

Rozpatrywanie tego czy dana gra będzie mogła zostać objęta ulgą, będzie odbywać się indywidualnie. Ta procedura oparta zostanie o tzw. test kulturowy. W trakcie przygotowywania takiego testu, brane są pod uwagę rozwiązania funkcjonujące w innych unijnych krajach. Kryteria dotyczyłyby miejsca akcji rozgrywki, głównych bohaterów, jak również obecność elementów dziedzictwa kulturowego, bądź też historycznego.

 

– Do kluczowych oczekiwanych efektów wprowadzenia rozwiązań planowanych w projekcie należy zaliczyć zwiększenie zatrudnienia oraz wzrost wynagrodzeń w sektorze gier wideo, co przełoży się na większe wpływy do budżetu państwa z tytułu PIT – twierdzi Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

 

Jak podaje Polska Agencja Prasowa, na konferencji po posiedzeniu rządowym premier Mateusz Morawiecki poinformował, że we wtorek rząd przyjął projekt tzw. małego ZUS-u dla drobnych przedsiębiorstw osiągających niewielkie przychody. Prezes dodał, że zmiany nie zastąpią tzw. ulgi na start.

Morawiecki informował: „To jest nasze zobowiązanie z 14 kwietnia, konwencji Prawa i Sprawiedliwości, kiedy mówiłem o pięciu nowych rozwiązaniach, w tym dwóch dla przedsiębiorców, które chcemy wdrożyć. Idziemy z tymi rozwiązaniami do przodu. One zostały przyjęte właściwie w kształcie, jaki anonsowałem, jaki wcześniej sygnalizowałem”.

Dodał, że w przypadku przedsiębiorców otrzymujących przychody o wysokości  do 2,5-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę, opłaty za ZUS będą obliczane proporcjonalnie. Morawiecki podkreślił, że zmiany nie zastąpią dotychczasowych preferencji, które polegają na tym, że przez pół roku od wystawienia pierwszej faktury w ogóle można nie płacić składek na ZUS.

„A więc dla małych przedsiębiorców, dla polskich firm, które budują z mozołem swój kapitał, mamy naprawdę dobre wiadomości, którymi warto się pochwalić po dzisiejszej Radzie Ministrów. Mam nadzieję, że Sejm przyjmie te propozycje i one wejdą w życie, zgodnie z naszymi obietnicami, od 1 stycznia przyszłego roku”- poinformował premier.

Tzw. mały ZUS ma zacząć obowiązywać od nowego roku, dokładnie od 1 stycznia 2019 roku i dotyczyć będzie osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, których przeciętne miesięczne przychody nie przekraczają 2,5-krotności minimalnego wynagrodzenia, w obecnym roku to jest 5250 zł, będą mogły płacić obniżone, proporcjonalne do przychodu składki na ubezpieczenie społeczne.

Nowy projekt jest uzasadniany przez ministerstwo: „Liczymy, że dzięki mniejszemu ZUS-owi ludzie zamiast szukać pracy daleko od domu, będą zakładać nowe firmy u siebie na miejscu. To jest rozwiązanie także dla tych, którzy chcą łączyć swoją aktywność życiową – np. zajmowanie się dziećmi w domu z prowadzeniem działalności gospodarczej”.

Przewodnicząca frakcji parlamentarnej AfD Alice Weidel wywołała burzę w Bundestagu. – Jej wystąpienie było rasistowskie i doczekało się upomnienia – podało Deutsche Welle.

 

Weidel w trakcie generalnej debaty w niemieckim Bundestagu oskarżyła rządowi Angeli Merkel, że „nieokiełznaną imigracją zagraża wzrostowi gospodarczemu i dobrobytowi społeczeństwa”.

– Na pewno nie zapewnią tego dobrobytu burki, chuściane dziewczyny, żyjący z zasiłków muzułmańscy nożownicy i inni ladaco

– mówiła.

 

Szefowa AfD powiedziała także, że Niemcy są „krajem imigracyjnym dla niewykwalifikowanych i emigracyjnym dla wykwalifikowanych”. Polityk zaapelowała do jednego z posłów Zielonych, zadając pytanie „kto płaci w Niemczech pensje”.

– Może pańscy wspaniali imigranci? Chyba nie myśli pan tego poważnie?

– mówiła Weidel.

 

Jak poinformowało Deutsche Welle, reprezentanci wszystkich innych partii, które zasiadają w Bundestagu, sprzeciwili się takim słowom kobiety. Weidel nie poddawała się jednak, a swoją wypowiedź zakończyła cytatem prezydenta Czech, Milosza Zemana.

– Jeżeli ktoś żyje w kraju, w którym jest karany za wędkowanie bez karty wędkarskiej, ale nie za nielegalne przekroczenie granicy bez ważnego paszportu, ma pełne prawo powiedzieć, że krajem tym rządzą idioci

– powiedziała Weidel.

 

Te słowa skrytykował lider Bundestagu Wolfgang Schaeuble z CDU.

– Użyła pani między innymi sformułowania „chuściane dziewczyny i inni ladaco”, dyskryminując tym samym wszystkie kobiety noszące chusty. Przywołuję panią do porządku

– mówił.

 

W dniu wczorajszym Jarosław Kaczyński ogłosił, że zgodnie z jego wnioskiem, trafi pod laskę marszałkowską projekt obniżający pensję poselską o 20%. Dotychczasowe pozyskane nagrody, ministrowie i wiceministrowie mają natomiast przekazać na działalność charytatywną Caritasu, a ma do tego dojść do połowy przyszłego miesiąca, zgodnie z zapowiedzią prezesa Prawa i Sprawiedliwości.

 

– Powiedziałem, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Stąd reakcja na nagrody. Społeczeństwo oczekuje daleko idącej skromności. Celem polityków nie jest bogacenie się – mówił wczoraj Jarosław Kaczyński, uzasadniając swoją decyzję na zwołanej nagle konferencji.

 

Jak jednak informuje Wirtualna Polska, jeden z ministrów miał udzielić wypowiedzi, w której przyznał iż nie odda przyznanej mu jeszcze przez premier Beatę Szydło premii, gdyż w ten sposób uzyskane pieniądze zdążył już wydać.

 

Jak twierdzi Wirtualna Polska, polityk ten miałby na tyle duży problem z wpłacaniem takiej sumy na Caritas, że musiałby zaciągnąć w tym celu kredyt. Dodatkowo, w udzielonym przez siebie anonimowo komentarzu do całej sprawy, miał ocenić bardzo kiepsko komunikację wewnątrz partii rządzącej. Według niego nie wszyscy w Prawie i Sprawiedliwości popierają wczorajszą decyzję Jarosława Kaczyńskiego.

 

– Komunikacyjnie leżeliśmy. Obawiam się, że w dłuższej perspektywie decyzja prezesa może nam nawet zaszkodzić – stwierdzić miał w rozmowie z WP jeden z działaczy PiS-u.

 

 

Według rządu w Wielkiej Brytanii, ludzie o prawicowych poglądach są większym zagrożeniem dla kraju, niż zwolennicy Państwa Islamskiego.

 

Jak zauważa Hope Not Hate w swoim rocznym raporcie, terroryzm ze strony prawicy jest najbardziej niebezpieczny dla Wielkiej Brytanii – donosi serwis newsbook.pl.

– Wielka Brytania powinna być przygotowana na więcej terrorystycznych spisków i stosowanie ekstremalnej przemocy ze strony prawicowych ekstremistów

– napisano.

 

Mark Rowley, przewodniczący antyterroryzmu brytyjskiego, uważa, ze zagrożenie ze strony terrorystów pochodzących ze skrajnej prawicy jest możliwe i realne.

– Zagrożenie ze strony prawicowych terrorystów jest bardziej realne niż zdaje się opinii publicznej. Prawicowy terroryzm był tutaj obecny już wcześniej. Najbardziej niepokojące jest to, jak prawicowi i islamscy terroryści urośli w siłę, co obu stronom pozwala potwierdzać swoją krzywdę i usprawiedliwiać swoje działania

– powiedział Rowley.