„Super Express” zapowiada publikację materiałów dowodzących znęcaniu się Roberta Biedronia nad swoją matką i jego młodszym bratem. Czy to koniec kariery lidera Wiosny?

 

Wszystko działo się 19 lat temu, kiedy to matka polityka, Helena pozwała swojego wówczas 24-letniego syna do sądu. Pogłoski na temat b. prezydenta Słupska krążą już od kilku dni i rzekomo inspirował je mecenas związany z Koalicją Europejską i PO.

 

Jak udało się ustalić „SE”, około 20 lat temu do sądu rejonowego w Krośnie wpłynął akt oskarżenia przeciwko Robertowi Biedroniowi – później politykowi postawiono zarzuty z art. 157 i art. 207 kodeksu karnego obejmujące spowodowanie uszczerbku na zdrowiu i znęcanie się. Warto wiedzieć, że są to przestępstwa, za które grozi kara nawet 10 lat pozbawienia wolności.

 

Jak donosi dziennik, teraz Helena Biedroń broni swojego syna tłumacząc, że zdarzenie miało miejsce dawno temu i nie chce wracać do przeszłości. – Nie chcę do tego wracać, to był straszny czas… nasz dom przypominał wtedy piekło. Robiłam wtedy co musiałam, żeby chronić siebie, Roberta i resztę naszej rodziny przed mężem – mówi mama polityka w rozmowie z gazetą.

 

Lider wiosny zaprzecza jednak wszystkim doniesieniom.
–  Zawsze kochałem i kocham moja mamę i nigdy bym jej nie skrzywdził. To najważniejsza osoba w moim życiu – wyznaje Biedroń. – Przykro mi, że razem z mamą musimy teraz publicznie rozgrzebywać najtrudniejsze wspomnienia, o tym kiedy żyliśmy w wiecznym strachu przed ojcem. – dodaje.

 

Warto zwrócić uwagę na fakt, że Wiosna ma duże szanse na zwycięstwo z KE w wyborach do PE. Czy to z tego powodu mecenas przyszykował specjalną, aby pozbyć się konkurencji?

 

Źródło: nczas.com
Fot.: YouTube – tvn24.pl
EM

To pierwszy taki przypadek na wyspach, w którym 22-letnia Jordan została skazana na karę pozbawienia wolności za bestialską przemoc domową, jaką przez lata dopuszczała się wobec swojego partnera. Teraz, jej ofiara stara się przerwać milczenie wokół przemocy wobec mężczyzn.

 

Alex Skeel, 22-latek z Bedfordshire opowiedział dziennikarzom BBC o swojej relacji z partnerką. Młodzi poznali się w wieku 16 lat. Cała magia trwała jednak tylko pół roku – później zaczęły pojawiać się niepokojące sygnały. Z czasem Jordan odcięła Alexa od rodziny i przejęła kontrolę nad jego prywatnymi kontami w sieci.

 

– Nie chciała dawać mi jedzenia, znacznie schudłem – wspomina mężczyzna – próbowałem zwrócić jej uwagę, ale zawsze odkręcała wszystko tak bym to ja był problemem. Kończy się na tym, że myślisz „co jest ze mną nie tak, co ja zrobiłem źle?” Następnie robisz coś innego i słyszysz narzekanie, że się zmieniłeś. To podkopuje pewność siebie, nie da się z tym wygrać i jest bardzo frustrujące – dodaje.

 

Mężczyzna przyznaje, że mimo wszystko w związku pojawiało się wiele dobrych momentów i wciąż kochał swoją partnerkę. Problem stanowiła także dwójka dzieci – jak mówi pokrzywdzony, bał się odejścia od kobiety, bo przemoc wobec niego mogłaby przenieść się na dzieci.

 

– Po pewnym czasie dotarłem do punktu, kiedy przestało mnie to boleć. Przyzwyczaiłem się do bólu – opowiada Skeel – Dlatego podniosła to o poziom wyżej, szukała sposobów na zadawanie mi większego bólu. Po butelce pojawił się młotek. Potem było to już cokolwiek, co mogła znaleźć.

 

W końcu kobieta posunęła się o krok za daleko i chwyciła nóż. Kilka razy zraniła męża tak, że obawiał się on o swoje życie. W szpitalu tłumaczył, że potknął się i uderzył po poparzeniu pod prysznicem. Kilka razy sąsiedzi szukali pomocy słysząc krzyki w domu, jednak Alex sam wymyślał wymówki i kłamstwa, aby uniknąć funkcjonariuszy.

 

Kobieta starała się ukrywać wszelkie obrażenia na twarzy mężczyzny za pomocą swoich kosmetyków. Wśród kolejnych tortur znalazło się również polewanie wrzątkiem.

 

Jak mówi Alex, w wyniku tych wydarzeń stracił około 30 kilogramów. Jak dowiedział się później od lekarzy, zabrakło mu 10 dni do śmierci z powodu wygłodzenia i obrażeń.

 

Horror zakończył się pod koniec 2018 roku, kiedy jeden z policjantów przyszedł na ponowną kontrolę i przesłuchał mężczyznę.

 

– Gdyby policja nie interweniowała dokładnie w tym momencie, byłbym już w ziemi – mówi Skeel – Nie ma wątpliwości. Miałem tyle szczęścia, że obrażenia i dowody były bardzo silne, więc wszystko składało się w jedną całość i zabrali ją – dodaje.

 

Jordan została skazana na siedem i pół roku pozbawienia wolności, począwszy od kwietnia 2018 roku. Nigdy nie wyraziła skruchy.

 

Źródło: focus.pl
Fot.: YouTube
EM

 

Funkcjonariusze policji w Ząbkach dokonali zatrzymania 41-latki. Kobieta od października 2018 roku miała psychicznie i fizycznie znęcać się nad swoim mężem. Wielokrotnie uderzyła go ręką w twarz, gryzła po rękach, szarpała za włosy i rzucała w niego różnymi przedmiotami.

 

Nie był to pierwszy, kiedy policjanci z komisariatu w Ząbkach otrzymali zgłoszenie w tej sprawie.

 

Mężczyzna, który zgłosił się do policjantów o interwencję, przekazał dodatkowo funkcjonariuszom informację, że jego żona będąc pod wpływem alkoholu zraniła go nożem w okolicę łydki prawej nogi.

 

Policjanci po przybyciu na miejsce potwierdzili ten fakt. Zastali również kobietę, która była pod silnym wpływem alkoholu. W pierwszej kolejności policjanci i służby medyczne udzielili pomocy rannemu mężczyźnie.

 

Policjanci zatrzymali 41-latkę i umieścili ją w policyjnej celi. Badanie stanu trzeźwości wykazało blisko 1,8 promila alkoholu w jej organizmie. W trakcie przesłuchania poszkodowanego mężczyzny, funkcjonariusze ustalili, że w miejscu zamieszkania małżonków często dochodziło do aktów przemocy psychicznej i fizycznej, której ofiarą był mężczyzna.

 

Kobieta nie szczędziła swojemu mężowi nie tylko słów obelżywych, lecz groziła mu też uszkodzeniem ciała. Wielokrotnie słowa przeradzały się w czyny, wówczas sprawczyni przemocy w rodzinie biła po twarzy mężczyznę, gryzła po rękach, szarpała za włosy i rzucała w niego różnymi przedmiotami.

 

Zebrany wobec kobiety materiał dowodowy funkcjonariusze złożyli w prokuraturze rejonowej. Prokurator zadecydował o zastosowaniu wobec niej policyjnego dozoru, nakazał natychmiastowe opuszczenie miejsca zamieszkania i zakazał zbliżania się do pokrzywdzonego. Teraz grozi jej kara do 5 lat pozbawienia wolności.

 

Źródło: warszawawpigulce.pl
fot.Wikipedia Commons
LS

Nagranie z jednej ze szkół znajdującej się w położonym na Dolnym Śląsku Głogowie wywołało sporo dyskusji. Niektórzy skrajnie określają zarejestrowaną sytuację jako skandal, coś przerażającego, a nawet nadają całemu tematowi rangę polityczną. Inni zaś, mimo użycia przemocy fizycznej przez nauczyciela stają w jego obronie. I tych drugich głosów jest właśnie mnóstwo wśród komentarzy internautów pod filmem na portalu YouTube.

 

Na filmie widać jak nauczyciel uderzył w twarz jednego z uczniów. Wcześniej słychać jak zwraca on im uwagę oraz ostrzega przed „zrobieniem im tresury”.

 

– Ja wam zrobię tresurę. Nie rozumiecie tego, co ja do was mówię? Nie rozumiecie jeden z drugim? – Mówi nauczyciel przechadzając się po klasie.

 

Zdaniem portalu DoRzeczy.pl uderzenie ucznia w policzek było konsekwencją tego, że ten odezwał się do kolegi w celu pożyczenia długopisu.

 

– Ci poprawię z drugiej, to ku**a spadniesz – mówi po uderzeniu ucznia mężczyzna.

 

Wszystko to rozegrało się w Zespole Szkół Samochodowych i Budowlanych w Głogowie. Wiele osób stających w obronie nauczyciela stwierdza w komentarzach do nagranego filmu, że w placówce tej istnieją poważne problemy z zachowaniem uczniów oraz okazywaniem szacunku nauczycielom. Zdaniem sporej części internautów nagrana sytuacja jest wyrwana z kontekstu i nie pokazuje tego, co spowodowało nerwy u nauczyciela.

 

Jak powiedział Bartłomiej Adamczak ze Starostwa Powiatowego w Głogowie, dyrekcja placówki będzie starała się wyjaśnić co wydarzyło się przed momentem, który został nagrany przez jednego z uczniów. Ma to na celu przynieść lepszy ogląd całej sytuacji.

 

Dyrekcja jednak dość szybko podjęła decyzję o zawieszeniu swojego pracownika i prawdopodobnie zostanie on też wydalony ze swojego stanowiska.

 

Choć nie jest to potwierdzona informacja, to w internecie szybko pojawiły się spekulacje, że nagranym nauczycielem jest Jan Rzepa pełniący funkcję szefa Klubu Gazety Polskiej w Głogowie.

 

Wśród wypowiedzi mających bronić nauczyciela w komentarzach na portalu YouTube, pojawiają się także słowa o tym, że ci co go znają uważają, iż jest on dobrym człowiekiem.

 

– W końcu jakiś nauczyciel z jajami. Budowlanka w Głogowie “słynie” z uczącej się tam “yntelygencji” robotniczo-chłopskiej. Ja bym dał medal za wyprowadzenie gówniaków z przekonania że wszystko im wolno – brzmi jeden z komentarzy.

 

– Szkoda mi nauczyciela :/ jeden z najlepszych w tej szkole. Niestety zbyt poważnie podchodzi do nauczania. Nikt nie jest zainteresowany takimi przedmiotami. Próbuje prowadzić lekcje, a uczniowie traktują ten przedmiot jak odpoczynek, gdzie można się przespać, pogadać, powygłupiać. On z kolei traktuje ich jak dorosłych, pomimo że oni mają zaledwie 18 lat i co niektórzy umysłowo jeszcze z gimbazy nie wyszli. Wyprowadzili go z równowagi ciągłym przeszkadzaniem i poniosło go niestety za bardzo, szkoda – skomentował inny internauta.

 

Podobnych opinii jest wśród wpisów internautów więcej.

 

Film opublikowany jest na kanale Radio Wrocław. [UWAGA! W filmie pojawiają się wulgarne słownictwo.]

 

 

 

Źródło: DoRzeczy.pl ; raportdnia.pl ; YouTube/Radio Wrocław

 

Sytuacja jaka miała miejsce w samym centrum miasta zbulwersowała wiele osób. Ofiarą pobicia padł w tym przypadku 6-letni chłopiec. Zaalarmował on strażników miejskich. Sprawa jest jeszcze bulwersująca, kiedy zwrócimy uwagę na to, kto jest dopuścił się agresji wobec dziecka.

 

Wszystko rozegrało się na skwerze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. 6-latek został pobity przez swojego własnego ojca. Mężczyzna miał być już wcześniej notowany za przestępstwa przeciwko rodzinie.

 

– We wtorek po południu strażnicy miejscy przebywali na ulicy Wesołej. Jeden z nich załatwiał sprawę w budynku administracji, a drugi czekał na niego w samochodzie. W pewnej chwili przez otwarte okno usłyszał dobiegający ze skweru krzyk dziecka – Zrelacjonował Wojciech Bafia, pełniący obowiązki zastępcy komendanta straży miejskiej w Kielcach, którego słowa przytacza „Gazeta Wyborcza”.

 

Kiedy funkcjonariusz dotarł na miejsce skąd dochodziły niepokojące krzyki zastał tam zapłakane dziecko oraz dwie młode kobiety. Jedna z nich przytulała chłopca. On jednak samemu zwrócił się do strażnika miejskiego z prośbą o pomoc w zaistniałej sytuacji.

 

– Sześciolatek przedstawił się i poprosił strażnika o pomoc. Na miejsce wezwano policję oraz pogotowie, bo chłopczyk uskarżał się na ból głowy – opowiedział Wojciech Bafia.

 

Jak się okazało przemoc w rodzinie była czymś zapewne częstym w rodzinie osób biorących udział w zdarzeniu. Na ciele chłopca, a także jego matki mają na swym ciele siniaki oraz inne ślady stosowania wobec nich przemocy.

 

Według słów kieleckich strażników miejskich, przy okazji podjętej interwencji, mężczyzna po pobiciu dziecka miał zachowywać się arogancko. Z jego strony miały paść słowa krytyczne wobec działań funkcjonariuszy. Jego zdaniem, strażnicy „robią z igły widły, a dziecku się należało”.