Nie milkną echa szczytu bliskowschodniego, który w ostatnich dniach odbywał się w Warszawie. Spore zamieszanie wywołała relacja izraelskich mediów ze spotkania Benjamina Netanjahu z dziennikarzami.

 

Jak podały media, premier Izraela miał stwierdzić w czwartek, że Polacy kolaborowali z nazistami. Takie słowa paść miały podczas odpowiedzi na pytanie dotyczące ustawy o IPN, które padło podczas spotkania z dziennikarzami w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

 

Zdaniem dziennikarzy z Izraela, Netanjahu powiedzieć miał: Polacy kolaborowali z nazistami i nie znam nikogo, kto kiedykolwiek był sądzony za powiedzenie tego.

 

W tej sytuacji zareagować postanowił prezydent Andrzej Duda.

 

– Jeśli wypowiedź premiera Netanjahu brzmiała tak, jak podają media, gotów jestem udostępnić Rezydencję Prezydenta RP „Zameczek” w Wiśle na spotkanie premierów Grupy Wyszehradzkiej. Izrael nie jest w tej sytuacji dobrym miejscem by się spotykać, mimo wcześniejszych ustaleń – odniósł się do zaistniałej sytuacji prezydent Duda w jednym ze swoich wpisów na Twitterze.

 

18 i 19 lutego w Jerozolimie zaplanowany jest Szczyt Grupy Wyszechradzkiej. Premierzy Polski, Węgier, Czech oraz Słowacji poza uczestnictwem w obradach, mieli odwiedzić też takie miejsca jak Muzeum Historii Holokaustu Yad Vashem oraz Ścianę Płaczu.

 

 

Teraz pojawiły się natomiast informacje, że wypowiedź Benjamina Netanjahu została zmanipulowana przez „Jerusalem Post”, które podało iż izraelski premier mówił o „narodzie polskim”.

 

– Otrzymaliśmy oficjalne wyjaśnienia strony izraelskiej dotyczące rzekomego cytatu słów premiera Izraela. Wygląda na to, że artykuł w „Jerusalem Post” to przykład szkodliwej manipulacji dziennikarskiej. Dobrze, że zostało to wyjaśnione po naszych interwencjach – poinformował Krzysztof Szczerski.

 

 

Do wpisu szefa gabinetu prezydenta odniosła się na Twitterze m.in. posłanka Anna Maria Siarkowska, zwracając uwagę na fakt, że w takiej sytuacji tego typu niuanse nie mają większego znaczenia.

 

 

Wcześniej informacje podane przez „Jerusalem Post” zdementowała Anna Azari, ambasador Izraela w Polsce, odnosząc się do tego w liście skierowanym do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

 

Informacje podane przez „Jerusalem Post” na temat wypowiedzi premiera Netanjahu są nieprawdziwe. Byłam obecna przy briefingu premiera i nie mówił on, że polski naród kolaborował z nazistami, a jedynie że żadna osoba nie została pozwana do sądu za wspominanie o tych Polakach, którzy z nimi współpracowali – napisała Anna Azari.

 

 

Źródło: Twitter ; rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

Jak zapowiedział prawicowy publicysta i reżyser Grzegorz Braun, będzie on ubiegał się o mandat na prezydenta Gdańska, na którego wybory odbędą się 3 marca. Przyszły kandydat musi zebrać 3 tys. podpisów poparcia wśród mieszkańców. O władzę nad miastem zawalczy także wnuk Anny Walentynowicz – Piotr, były radny Gdańska oraz Andrzej Kania z partii Alternatywa Społeczna.

 

– Jeśli komitet zostanie zarejestrowany, ruszymy ze zbiórką podpisów. Mamy 10 dni na zebranie głosów poparcia – mówi scenarzysta Grzegorz Braun.

 

Czy mieszkający na stałe w Toruniu i niezwiązany z Gdańskiem kandydat może ubiegać się o urząd miasta? – Nic nie stoi na przeszkodzie. Przepisy dotyczące meldunku w mieście dotyczą wyłącznie radnych, a nie prezydentów – mówi Grzegorz Gąsior z Państwowej Komisji Wyborczej w Warszawie.

 

Co trzeba zrobić, by Komisja Wyborcza zarejestrowała kandydata? – Z racji tego, że 3 marca odbędą się wybory przedterminowe, każdy kandydat musi złożyć listy z podpisami poparcia. W przypadku Gdańska trzeba zebrać 3 tys. podpisów spośród mieszkańców – informuje Gąsior.

 

Jeśli Grzegorzowi Braunowi uda się zebrać głosy, będzie musiał zmierzyć się jeszcze Aleksandrą Dulkiewicz, pełniącą obowiązki prezydenta Gdańska. Kobieta kilka dni temu ogłosiła swoją kandydaturę. Warto wspomnieć, że z wyborów wycofało się Prawo i Sprawiedliwość, a także Koalicja Obywatelska.

 

Źródło: m.trojmiasto.pl
Fot.: Facebook
EM

Informowaliśmy dzisiaj o niebezpiecznym zdarzeniu przed Pałacem Prezydenckim. Z kolejnymi minutami wiadomo więcej o okolicznościach tego zdarzenia.

 

Początkowo Służba Ochrony Państwa poinformowała, że zatrzymano mężczyznę, który kierując samochodem osobowym próbował sforsować bramę Pałacu Prezydenckiego. Teraz według medialnych doniesień mających źródło w ustaleniach policji, sytuacja rozpoczęła się w okolicach Placu Piłsudskiego i nie miała nic wspólnego z Pałacem Prezydenckim.

 

Policja przekazała, że kierowca samochodu potrącił funkcjonariusza, kiedy ten chciał go zatrzymać ze względu na jazdę pod prąd.

 

Po potrąceniu policjanta, mężczyzna zaczął uciekać. Kiedy był w okolicy Pałacu Prezydenckiego uszkodził znajdujący się tam pomnik oraz najprawdopodobniej fragment ogrodzenia lub bramy, przed którą został zatrzymany przez funkcjonariuszy SOP. Sprawcą tego incydentu okazał się być 36-latek. Z mężczyzną nie ma logicznego kontaktu. Sprawdzane jest czy nie jest on pod wpływem środków odurzających. Jest on badany w szpitalu.

 

Pojazd, którym poruszał się 36-latek poddany został przeszukaniu. Na nagraniach pokazywanych przez stacje telewizyjne widać załadowane w nim kartony. Nie ma jednak dokładnych informacji na temat tego co w nich się znajdowało.

 

Prezydent Andrzej Duda przebywa obecnie w Davos. Odniósł się on jednak do zaistniałej dzisiaj sytuacji.

 

– To zdumiewająca sytuacja; chcę podkreślić, że pałac jest bezpieczny, dobrze strzeżony; funkcjonariusze SOP dobrze wykonują swoją pracę – zapewnił prezydent.

 

Bardzo prawdopodobne więc, że do incydentu przed bramą Pałacu Prezydenckiego doszło w wyniku utraty panowania nad kierownicą przez mężczyznę uciekającego przed policją po potrąceniu funkcjonariusza. Wciąż jednak ustalane jest czy 36-latek celowo kierował się w stronę Pałacu Prezydenckiego.

 

Potracony policjant doznał stłuczeń. Mówi się, że głównie ucierpiała okolice jego biodra. Jego życie nie jest na szczęście zagrożone.

 

 

Źródło: TVP Info

Fot.: Twitter/@TVPParlament

 

MB

 

Niestety ponad tydzień po śmiertelnym w skutkach zamachu na prezydenta Gdańska Pawła Admowicza oraz serii zatrzymać w związku z pogróżkami kierowanymi do polityków doszło do niebezpiecznego incydentu w stolicy Polski.

 

Nieznany jak na razie sprawca usiłował sforsować bramę Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. Napastnik wykorzystał do tego samochód osobowy. Takie informacje podają w ostatnich minutach polskie media powołując się na doniesienia ze źródeł z Pałacu Prezydenckiego.

 

Warto mieć na uwadze, że podczas przesłuchania, zabójca prezydenta Gdańska Stefan W. stwierdził, że po wyjściu z więzienia udał się w okolice Pałacu Prezydenckiego rozważając wtargnięcie na jego teren w ramach dokonania zamachu.

 

Będziemy informować o kolejnych doniesieniach w sprawie dzisiejszego incydentu.

 

AKTUALIZACJA:

NOWE INFORMACJE na temat incydentu przed Pałacem Prezydenckim!

 

 

Źródła: tvp.info ; wprost.pl

 

 

MB

 

Choć od tragedii jaka rozegrała się w centrum Gdańska minął już ponad tydzień, to jednak kolejne dni przynoszą nowe informacje dotyczące okoliczności zabójstwa prezydenta Pawła Adamowicza. Więcej wiemy też już o sprawcy zamachu- Stefanie W. Teraz wywiadu dla „Dużego Formatu” udzieliła pani Jolanta, jego matka. 

 

Wcześniej z kobietą spotkał się dotychczasowy wiceprezydent Gdańska, który wyznał później, iż bliscy Stefana W. zostali objęci opieką psychologiczną, ponieważ sami również mocno przeżywają to czego dopuścił się jeden z członków ich rodziny.

 

Matka Stefana W. w rozmowie z „Dużym Formatem” ponownie nie kryła żalu ze względu na to co się stało i przeprosiła za to, czego dokonał jej syn.

 

– Jeden z moich synów do mnie zadzwonił: „Mamo, Stefan dźgnął nożem prezydenta Adamowicza i teraz go reanimują”. A syn dowiedział się od kolegi, który oglądał relację z Orkiestry i zatelefonował, by mu powiedzieć. Włączyłam telewizor, już wszyscy o tym mówili, prezydent był właśnie przewożony do szpitala. Zaczęłam płakać, mąż również, mówiliśmy do siebie: „To niemożliwe” – wspomina w wywiadzie pani Jolanta.

 

Co ciekawe, prezydenta Pawła Adamowicza znała matka jego oprawcy. Pani Jolanta przyznaje, że mijając się niejednokrotnie mówili sobie „dzień dobry”.

 

– Pracuję w placówce oświatowej, pan prezydent był u nas kiedyś na rocznicy. Ciepły, dobry człowiek. Nieraz widywałam go na ulicy, w centrum miasta, pewnie szedł do pracy. Mówiliśmy sobie dzień dobry. Gdy pan prezydent był operowany, cały czas myślałam, że z tego wyjdzie. Następnego dnia, w poniedziałek, składałam na policji zeznania i byłam pewna, że okaże się, że już wszystko dobrze – opowiedziała w rozmowie z „Dużym Formatem”.

 

W rozmowie z „Dużym Formatem”, kobieta po raz kolejny podkreśliła, że w jej opinii Stefan nie powinien wychodzić na wolność lub przynajmniej powinien być pod stałą obserwacją. Dlatego też jesienią zaalarmowała policję w tej sprawie.

 

Ale usłyszałam, że nie ma podstaw, że zgłoszą tylko swoje wątpliwości zakładowi karnemu. Nikt się ze mną później nie kontaktował– podkreśliła. Skończyłam resocjalizację, rozumiałam, co się dzieje, ale skoro mój syn został wypuszczony, nie wińcie mnie, proszę, ani moich dzieci. Co mieliśmy zrobić? – Nie kryje rozżalenia całą dramatyczną sytuacją, matka sprawcy ataku w Gdańsku.

 

W wywiadzie nie pominięto też trudnego tematu na temat tego, jak teraz pani Jolanta patrzy na swoje dziecko, które dopuściło się morderstwa w obliczu kamer.

 

– To jest najtrudniejsze. Jako matka wciąż go kocham. Tylko rozpaczam, że zrobił coś strasznego. Tyle osób skrzywdził, prezydenta, jego rodzinę, nas… A ja nadal jestem matką – Wyjaśniła pani Jolanta.

 

To co mówi kobieta jest wyjątkowo poruszające, kiedy ma się świadomość, że starała się ona uniknąć wcześniej wyjścia na wolność syna po to, aby nie doszło do jakiejś tragedii.

 

– To najtrudniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić. Urodziłam syna, który zabił człowieka, i muszę z tym żyć. Ale nigdy się go nie wyrzeknę. Będę z tym cierpieniem już do końca życia, choć syna straciłam na zawsze. Na wolności najpewniej już go nie zobaczę – powiedziała we wzruszających słowach.

 

– Po zamachu na prezydenta w nocy wpadła policja, z bronią w ręku, zabrali synów na przesłuchanie – opowiada matka Stefana W. wspominając godziny po ataku na życie prezydenta Gdańska i to jak funkcjonariusze przyszli, aby zabrać na przesłuchanie jej pozostałych synów.

 

Rozmówczyni „Dużego Formatu” przekazała w wywiadzie przeprosiny dla bliskich zabitego prezydenta. Tłumaczyła też, że również jej rodzina cierpi przez to co się wydarzyło przed tygodniem.

 

– Niech nas ktoś zrozumie, on skrzywdził także nas. Tak bardzo bym chciała prosić żonę, dzieci, rodziców oraz brata pana prezydenta o wybaczenie, ale wiem, że proszę o dużo i być może będę musiała na to długo poczekać. Dlatego chciałam tego jedynego wywiadu – żeby dotarły do nich moje słowa: bardzo państwa przepraszam. Bardzo przepraszam za moje dziecko – wyznała.

 

W rozmowie poruszono też temat tego, w którym momencie szczególnie zaniepokoiła się ona zachowaniem swego syna i doszła do wniosku, że należy zaalarmować policję.

 

– W trakcie ostatniego, listopadowego widzenia znów mówił, że wydarzyła mu się krzywda. „Zdrowie mi zniszczyli” powtarzał, i że zrobi coś spektakularnego. Wystraszyłam się. Niektórzy z rodziny nie chcieli go już odwiedzać – wyjaśniła matka Stefana W.

 

W wywiadzie opublikowanym przez „Duży Format”, czytamy też o tym, że kobieta deklaruje iż „miała taką myśl”, aby udać się w poniedziałek i wziąć udział w wiecu poświęconym pamięci zabitego prezydenta Adamowicza lub w środę postawić znicz na placu Solidarności, jednak nie miała na to wystarczającej siły.

 

– Te tłumy ludzi… Nie byłam w stanie zrównać się z tą tragedią. O udziale w pogrzebie nie miałam odwagi nawet pomyśleć – mówiła w wywiadzie.

 

Niedawno w mediach pojawiły się informacje, że Papież Franciszek planuje przekazać różaniec matce Stefanie W., podobnie jak uczynił to wcześniej wobec członków rodziny zamordowanego Pawła Adamowicza. W internecie pojawiają się również niepotwierdzone informacje, że młodszy brat Stefana W. planował zostać duchownym.

 

O ostrzeżeniach, które kobieta kierowała ona jeszcze jesienią do policji pisaliśmy również tutaj:

Nowe informacje o sprawcy zamachu w Gdańsku! Służby wiedziały o planach Stefana W.?

 

Źródło: Gazeta Wyborcza ; „Duży Format” ; rmf24.pl

Fot.: Facebook / YouTube

 

MB

 

W sobotę odbyły się uroczystości pogrzebowe, podczas których pochowano tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza w gdańskiej Bazylice Mariackiej. Kilka dni po pogrzebie, na światło dzienne wychodzą kolejne kontrowersje związane z tym wydarzeniem. 

 

Sporo dyskusji wywołał fakt, że prezydent Andrzej Duda zasiadł podczas uroczystości pogrzebowych dopiero w piątej ławce, choć takie osoby jak Donald Tusk czy byli prezydenci zasiedli w pierwszych rzędach. Miejsca na przodzie zabrakło również dla premiera Mateusza Morawieckiego.

 

Taka kolej rzeczy, zgodnie z doniesieniami portalu naTemat.pl i „Gazety Wyborczej” wynikać miała z faktu, że rodzina zmarłego prezydenta Gdańska nie zapraszała na pogrzeb prezydenta Andrzeja Dudy. Zdaniem dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, abp Leszek Sławoj Głódź nie dostosował się też do prośby bliskich śp. Pawła Admowicza, którzy mieli chcieć, aby homilię podczas pogrzebu wygłosił inny kapłan. Jak podaje GW, miał to być ks. Krzysztof Niedałtowski albo dominikanin o. Ludwik Wiśniewski.

 

Według tych rewelacji, brak zaproszenia dla głowy państwa, miał wynikać z faktu, iż rodzina nie chciała by pogrzeb miał charakter państwowy. Prezydent Andrzej Duda pomimo tego przyjechał, chociaż siedział dopiero w piątym rzędzie.

 

– To był prezydent Gdańska i to Gdańsk powinien był go godnie pożegnać. Chcieliśmy mieć wpływ na przebieg uroczystości, nie mogliśmy pozwolić, aby wojewoda i jego ugrupowanie zorganizowali to na swój sposób – mówił w rozmowie z GW jeden ze współpracowników śp. Pawła Adamowicza.

 

Do dyskusji na temat umiejscowienia prezydenta Dudy w Bazylice Mariackiej odniósł się również prezydencki minister Krzysztof Szczerski.

 

– Komunikat w naszą stronę ze strony organizatorów był taki, że to nie jest przypadkowe, to jest bardzo istotne, żeby goście byli rozsadzeni w Bazylice w taki a nie inny sposób – wyjaśnił Szczerski w rozmowie z PAP. Podkreślił, iż prezydent Duda zdecydował, że „dla niego istotny jest sam udział w pogrzebie i jeśli organizatorzy przywiązują tak wielką wagę do tego, żeby w tym a nie innym miejscu był posadzony, to nie będziemy tej sprawy dyskutować – przekazał w niedzielę przedstawiciel prezydenta.

 

 

Źródło: naTemat.pl ; Gazeta Wyborcza

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

Nagła, szokująca śmierć prezydenta Gdańska na oczach tysięcy polskich obywateli pogrążyła w smutku wielu rodaków. Czy przyśpieszy ona także ważne decyzje w dziedzinie polityki? Jak mówi tygodnikowi „Do Rzeczy” dziennikarz Andrzej Stankiewicz, tragiczne wydarzenia z woj. pomorskiego dały wiele do myślenia przewodniczącemu Rady Europejskiej, Donaldowi Tuskowi.

 

Jak twierdzi dziennikarz, tragiczna śmierć Pawła Adamowicza na scenie gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy może mieć wpływ na decyzję Donalda Tuska o powrocie do polskiej polityki.

 

– Widzimy, kto jest dziś prawdziwym liderem opozycji. I nie jest nim Grzegorz Schetyna, ale były premier, szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Przed tragedią rozważał on powrót do polskiej polityki, ale się wahał. Były poważne argumenty przeciw, głównie rodzinne. Teraz wahał się nie będzie – powiedział Stankiewicz w rozmowie z „Do Rzeczy”. Wspomniał również, że śmierć Adamowicza dotknęła polityka osobiście. Obaj mężczyźni znali się, pochodzili z tego samego miasta, mieli wspólnych znajomych i podobny sposób patrzenia na politykę.

 

Stankiewicz stwierdził również, że to Tusk, a nie Grzegorz Schetyna będzie prawdziwym liderem opozycji.

 

– Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Platforma będzie miała na sztandarach Pawła Adamowicza. A Donald Tusk zaangażuje się w polską politykę. I to nie w wyborach prezydenckich, ale znacznie wcześniej – już w wyborach parlamentarnych – przekonywał w rozmowie z tygodnikiem. Nie zgadzał się jednak porównaniem śmierci polityka z katastrofą w Smoleńsku.

 

Źródło: fakt.pl
Fot.: flickr.com
EM

Do wielu osób nadal nie dociera to co wydarzyło się w Polsce 13 stycznia, kiedy w trakcie transmitowanej w telewizji imprezy (finału WOŚP), w obliczu kamer i zebranego na tym wydarzeniu tłumu osób, recydywista Stefan W. zamordował na scenie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Teraz pojawiają się nowe informacje dotyczące sprawcy ataku.

 

Prezydent Gdańska zginął od kilku ciosów zadanych nożem. Sposób w jaki mord ten został dokonany wskazuje na to, że najprawdopodobniej dokonania tej zbrodni zamachowiec dobrze się przygotował. Wcześniej odsiadywał on karę więzienia za dokonywanie napadów na banki.

 

Na jaw wychodzą fakty dotyczące tego co przekazywała policji matka Stefana W. Jesienią kobieta miała zawiadomić policję o niepokojącym zachowaniu i słowach jej syna. Informacje te przekazała ona wówczas syna komendanta komisariatu znajdującego się przy ul. Białej w Gdańsku.

 

Kobieta poinformowała wtedy policję, że jej syn ma niebezpieczne objawy. Stefan W. miał słyszeć głosy. Jest to coś, określane przez specjalistów od psychiatrii jako objaw schizofrenii paranoidalnej, z której w przeszłości zabójca Pawła Adamowicza miał być leczony. Zaniepokojona matka, miała przekazać też, że jej syn wspomina o swoich planach. Miał on czuć się bardzo skrzywdzony czasem spędzonym w zakładzie karnym, a przy tym obwiniać za to co go spotkało ludzi polityki. Jej ostrzeżenia niestety na niewiele się zdały, gdyż po około tygodniu, jej syn opuścił więzienie. Miał też przestać się leczyć, co jak informują niektóre media wiązało się z decyzją lekarza o zezwoleniu na odłożenie leków.

 

Cytowana przez „Gazetę Wyborczą” Karina Kamińska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku przekazała, że komendant po informacjach otrzymanych od matki Stefana W., miał poprosić zakład karny o „podjęcie możliwych działań” w tej kwestii.

 

Takiej wersji wydarzeń zaprzecza jednak za pośrednictwem Twittera Służba Więzienna.

 

 

Po dokonaniu ataku przy użyciu ponad 14 centymetrowego noża, Stefan W. chodził po scenie wznosząc ręce w geście tryumfu. Kiedy po ok. 37 sekundach został obezwładniany nie stawiał oporu. Niektórzy przypuszczają nawet, że zamachowiec sam położył się ułatwiając pracę zatrzymującym go mężczyznom.

 

Wstępne wyniki badania krwi napastnika wskazują, iż nie był on pod wpływem alkoholu. Nieco dłużej należy poczekać jednak na wyniki badań pod kątem ewentualnej obecności we krwi środków psychoaktywnych.

 

Jak przekazał mediom adwokat (przydzielony Stefanowi W. z urzędu), podczas przesłuchania miał on opowiadać głównie o swoim życiu i czasie spędzonym w więzieniu. Poruszyć miał też jednak temat niektórych polityków, których obwinia za swój los. Niewiele jednak komentował samo zabójstwo prezydenta Gdańska. Dodatkowo nie przyznaje on się do winy. Pojawiły się także informacje, że wkrótce ma dojść do zmiany adwokata na „obrońcę z wyboru”.

 

Z matką napastnika spotkał się w ostatnich dniach dotychczasowy wiceprezydent Gdańska. Zdjęciem z tego spotkania podzielił się on za pośrednictwem portalu społecznościowych. Przekazał też, że matka zabójcy potwierdza informacje na temat tego, że ostrzegała policję przed dziwnym zachowaniem jej syna.

 

Matka Stefana W. przekazała też kondolencje bliskim Pawła Adamowicza. Członkowie rodziny zabójcy z Gdańska mają być otoczeni opieką psychologiczną, ponieważ sami również bardzo mocno przeżywają to co wydarzyło się w niedzielny wieczór.

 

 

Źródło: Gazeta Wyborcza ; wp.pl ; Twitter/@SW_GOV_PL

Fot.: YouTube/The Star Online

 

MB

 

  • Po śmierci Pawła Adamowicza, do czasu wyborów w Gdańsku zostanie powołany komisarz. Premier Mateusz Morawiecki widzi na tym stanowisku Aleksandrę Dulkiewicz.

 

Po otrzymaniu aktu zgonu, Komisarz Wyborczy w ciągu 14 dni wydaje postanowienie o wygaśnięciu mandatu prezydenta. Ze stanowiska ustępują też wszyscy jego współpracownicy, a w ciągu kolejnych trzech miesięcy muszą się odbyć przedterminowe wybory. Do tego czasu w mieście zostaje powołany komisarz, który będzie pełnił obowiązki prezydenta.

 

Premier Mateusz Morawiecki chce powołać na to stanowisko Aleksandrę Dulkiewicz. Do tej pory była ona wiceprezydentem Gdańska.

 

Źródło: Radio Gdańsk

AKTUALIZACJA: Aleksandra Dulkiewicz przyjęła nominację i została komisarzem Gdańska.