Wicepremier Włoch Matteo Salvini oświadczył, że będzie gospodarzem dużego wiecu skupiającego prawicowe partie z całego kontynentu w celu promowania wspólnej wizji politycznej!
Salvini wspominał już kilka razy, że ma nadzieję na utworzenie dużego bloku o antyimigracyjnym charakterze w Parlamencie Europejskim.
Kampania przed unijnymi wyborami w maju ruszy w już przyszłym tygodniu. Odbędzie się w Mediolanie. Uczestniczyć w niej będą przedstawiciele trzech skrajnie prawicowych partii europejskich.
Po rozmowach z sojuszniczką z Francji, Marine Le Pen, Salvini zapowiedział ambitniejszy wiec wyborczy.
„Po raz pierwszy we Włoszech odbędzie się wydarzenie, w którym uczestniczyć będzie co najmniej 15 lub 20 krajów europejskich” –  zapowiedział dziennikarzom w Paryżu.
Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Do skandalicznego wydarzenia doszło w Bremie. Brutalnie zaatakowano tam i dotkliwie pobito lidera AfD w tym mieście. Tylko ogromnemu szczęściu i interwencji dwóch przypadkowych robotników, Frank Magnitz bo o nim mowa zawdzięcza, że na skończyło się „jedynie” na poważnych obrażeniach.

 

Do zdarzenia doszło w przejściu podziemnym w centrum Bremy. Polityk został dotkliwie pobity drewnianym drągiem, był też kopali po głowie przez trzech napastników. Od prawdziwego nieszczęścia, a być może nawet śmierci uratowali go dwaj robotnicy budowlani, którzy pracując nieopodal zareagowali na krzyki i spłoszyli agresorów. Po całym zajściu Magnitz nieprzytomny trafił do szpitala.

Jak skomentowała Alice Weidel, współprzewodnicząca frakcji AfD w Bundestagu:

To był zamach na życie (…) Mogę tylko skonstatować, że nagonka na AfD i medialne wybryki przeciwko demokratycznie wybranej partii przynoszą owoce.

Całe zajście potępili politycy wszystkich formacji, wiele wskazuje na to, ze miało ono podłoże polityczne, a jego sprawcami mogli być przedstawiciele „wojującej” lewicy. Wszystkie tropy w tej sprawie bada niemiecka policja.

 

/red./

Za: nczas.com/wpolityce.pl

Foto: twitter.com

Znany prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz wyraził w jednym ze swoich felietonów nadzieję, że uda się kiedyś zjednoczyć siły polityczne „na prawo od PiS” i to one przejmą władzę, lub chociaż staną się ważnym graczem na polskiej scenie politycznej. Niestety z czasem, mam wrażenie, oddalamy się od urzeczywistnienia tej wizji, zamiast do niego przybliżać.

 

Oczywistą bezpośrednią przyczyną tego stanu rzeczy jest brak jedności omawianych środowisk prawicowych. Jednak warto się zastanowić co się za nią kryje, jakie cechy działaczy, a przede wszystkim liderów, powodują organiczną wręcz niemożność stworzenia porozumienia tzw. „Piwonii” (prawicowcy, wolnościowcy, narodowcy, antysystemowcy). Problem na pewno jest złożony, ale skupię się w tym artykule na opisie, moim zdaniem, najistotniejszej cechy, która ową niemożność powoduje.

 

Jest nią tzw. „mentalność sekciarska”. Na czym ona polega? W największym uproszczeniu sprowadza się ona do przekoniania, że tylko ściśle określona („najmojsza”) linia programowa danego ugrupowania czy osoby jest jedynie słuszną i jakiekolwiek, najmniejsze nawet, od niej odstępstwo jest „zdradą interesów narodowych” „zdradą Polski” itp. Prowadzi to nieuchronnie do ciągłych podziałów, które rozsadzają niemal każdą inicjatywę prawicową. Tak było z Konwentem Świętej Katarzyny, kolejnymi tworami Janusza Korwin-Mikkego, tak było z Ruchem Narodowym, teraz widzimy to w Kukiz’15. Towarzyszy temu istny „wysyp liderów”, z których każdy wie najlepiej jak naprawić Polskę i nie dopuszcza żadnych ustępstw na rzecz potencjalnych środowisk sojuszniczych. By nie być gołosłownym podam chociażby przykład Janusza Korwin-Mikkego, który przed wyborami prezydenckimi w 2015 roku pokłócił się z Pawłem Kukizem w temacie JOW-ów, co uniemożliwiło koalicję ugrupowań przez nich reprezentowanych.

 

Warto też zastanowić się na ile owe podziały wynikają tylko z owej sekciarskiej mentalności liderów, a na ile z tejże mentalności u ich potencjalnych wyborców. Niestety, jako osoba obracająca się już od około pięciu lat w środowiskach tradycyjnych, wolnościowych i patriotycznych, muszę stwierdzić, że po części winni całej sytuacji są również ich zwolennicy. I to pomimo faktu, że prawie wszyscy zgadzają się co do tego, że zjednoczenie jest potrzebne. Niejednokroć widziałem jak niewielka, nawet mało znacząca zmiana retoryki u jakiegoś polityka, lub chociażby wypowiedź w temacie, w którym dotąd się on nie wypowiadał, skutkowała natychmiastowym posądzaniem go o agenturalność, złą wolę itp. Ciężko w takich warunkach budować koalicje, gdy jakakolwiek chęć ustępstwa, nawet niewielkiego i nie zmieniającego istoty programu, grozi natychmiastowym uznaniem za „obcego agenta” przez dużą część dotychczasowych zwolenników.

 

W tym miejscu pozostaje mi jedynie apelować o rozsądek. O ocenianie polityków po tym, czego realnie dokonują, a nie po pojedyńczych wypowiedziach. I o zrozumienie, że nie da się zbudować koalicji bez pewnych ustępstw. Niestety. Dopóki przedstawiciele prawicy, tej „na prawo od PiS”, tego nie zrozumieją, sami skazują się na polityczny niebyt. Na tworzenie „planktonu” partyjek mających poparcie na poziomie dziesiątych procenta, w porywach może kilku procent. A naszym krajem wciąż rządzić będą populiści, którzy w walce o dostęp do koryta utracili już wierność jakimkolwiek wyższym wartościom.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Flickr

 

 

Jeden z bardziej cenionych przeze mnie publicystów ukuł kiedyś bardzo ciekawe sformułowanie „porozumienia pod podziałami”. Idea jest prosta. Chodzi o to, że są pewne sprawy, w których mimo ogromnych podziałów jakie występują w naszym społeczeństwie, zgadza się ogromna większość ludzi. Z jakichś jednak powodów aktualny stan prawny w naszym państwie jest w tych kwestiach często niezgodny z wolą tej większości. Przykłady można mnożyć. Nie tak dawno chociażby głośno było o próbach umożliwienia czasowego wyrejestrowania nieużywanego pojazdu. Oczywiście sprawa póki co nie znalazła szczęśliwego finału.

 

Do innych przykładów można zaliczyć: uproszczenie systemu podatkowego, zmniejszenie biurokracji i likwidację wielu bezsensownych przepisów. Z jakichś przyczyn takie zmiany, choć pożądane są przez większość społeczeństwa, nie następują. Dlaczego? Moim zdaniem przyczyn jest kilka.

 

Po pierwsze alienacja i demoralizacja klasy politycznej. Niestety do polityki idą często osoby o, łagodnie mówiąc, niezbyt twardym kręgosłupie moralnym. Gdy obejmą władzę, szybko alienują się względem wyborców i przyjmują myślenie w stylu „no wiadomo, że fajnie by było coś ludziom uprościć, ale budżet się musi dopiąć, biurokraci wyżywić, itd.”.  Łatwo ulegają lobbingowi oraz naciskowi różnych, czasem niewielkich grup, których interesy są sprzeczne z interesem większości Polaków.

 

Po drugie niska świadomość polityczna samych wyborców. Ludzie, nie znając mechanizmów sprawowania władzy, łatwo dają sobie wmówić, że czegoś „się nie da zrobić”, lub zwyczajnie nie zastanawiają się nad tym jak wiele rzeczy w ich życiu można by uprościć, gdyby była tylko ku temu dobra wola polityków. Zamiast tego często dają się „kupić” pustymi obietnicami wyborczymi lub obietnicami tego, co będzie finansowane za jeszcze większe pieniądze z ich własnych kieszeni.

 

Po trzecie wreszcie, stan debaty politycznej, który w Polsce przyjął formę istnej walki plemiennej. Dwie największe polskie partie polityczne (wraz ze swoimi przybudówkami) zwarły się w bezsensownej wojnie, która uniemożliwia jakąkolwiek rzeczową debatę o naprawie naszego państwa. Obie te partie, wytworzyły w swoim elektoracie grupy fanatycznych wyznawców, które – mimo iż nie stanowią łącznie ani połowy społeczeństwa – skutecznie zawłaszczyły sobie główny dyskurs polskiej „debaty”. Nie liczą się w niej konstruktywne propozycje, tylko „kto komu mocniej przywali”.

 

I tym sposobem, mimo niemal powszechnej zgody w narodzie w pewnych kwestiach, przeprowadzanie często bardzo korzystnych uproszczeń w polskim prawie, staje się syzyfową pracą. I tu też jedno z ważnych zadań dla nas – endeków – jest właśnie takie, by ten stan rzeczy zmieniać.

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.:Pixabay

 

Słownik języka polskiego podaje następujące definicje. Prawica – partia polityczna lub organizacja o zachowawczym programie, opierająca się na takich wartościach jak wspólnota narodowa, rodzina i własność prywatna. Lewica – kierunek polityczno-społeczny głoszący hasła sprawiedliwości społecznej, egalitaryzmu i konieczności postępu. Jednak uważny obserwator polskiej czy europejskiej polityki dostrzeże, iż definicje te nie tylko nie wyczerpują istoty współczesnego podziału, ale nawet w pewien sposób go zaciemniają.

 

Pojęcia prawicy i lewicy pochodzą z okresu Rewolucji francuskiej, kiedy to przedstawiciele arystokracji i duchowieństwa, czyli stanów dążących do zablokowania zmian społeczno-politycznych, zasiadali po prawej stronie Zgromadzenia Narodowego, natomiast zwolennicy zmian – głównie sekularyzacji – po lewej. Jednak od tamtych wydarzeń minęło już prawie dwa i pół stulecia, i współczesny podział polityczny nie przebiega już tymi samymi granicami.

 

Spoglądając na polską scenę polityczną i przede wszystkim na to, jak jest ona postrzegana przez większość społeczeństwa, z dwóch wymienionych słownikowych definicji, bliższa prawdzie jest ta dotycząca prawicy. Nie można jednak powiedzieć, że prawica jako ruch społeczny jest przeciwna postępowi. Bynajmniej, prawicowcy argumentują swój program polityczny między innymi (jest tak zwłaszcza w przypadku frakcji wolnorykowej) chęcią zwiększenia dynamizmu rozwoju gospodarczego i naukowego. W tej sytuacji to, co wyróżnia lewicę w jej „postępowości”, to dążenie do „postępu” w dziedzinie obyczajowości. Spowodowało to wykształcenie się tzw. lewicy rozporkowej, czyli frakcji politycznej, której właściwie jedynym obszarem zainteresowania są kwestie obyczajowe i promowanie lewicowej tychże obyczajów wersji. Jej program polityczny ograniczony jest (przynajmniej w przekazie medialnym) do promocji aborcji, związków partnerskich, refundowanej antykoncepcji, nieograniczonego przyjmowania imigrantów itd. Skutkiem tego dziś zdecydowanie to właśnie taki zestaw postulatów kojarzony jest w Polsce ze słowem „lewica”.

 

Jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, to niestety przestały być one w naszym kraju ważną osią podziału i punktem dyskusji politycznej. Jeśli jednak sięgniemy do skojarzeń i programów politycznych szczególnie partii pozaparlamentarnych, należy stwierdzić, że prawica oznacza raczej dążenie do niższych podatków, ograniczania świadczeń socjalnych i tworzenie tzw. państwa minimalnego, natomiast lewica to wyższe podatki, większa tzw. pomoc socjalna i bardziej rozbudowany aparat państwowy. Oczywiście od tej zasady istnieją wyjątki. Dla przykładu: największa polska partia nazywająca siebie prawicową jest w kwestiach gospodarczych w istocie socjalistyczna (choć nazywa ów socjalizm „solidarnością”).

 

Uważam niniejszym, że nastał najwyższy czas, aby zrewidować słownikowe objaśnienia omawianych w tym artykule słów, a przynajmniej rozszerzyć owe definicje, dodając uwagi odnoszące się do współczesnej polskiej i europejskiej sceny politycznej.

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

Fot.: Wikimedia Commons

 

Ze wspólnym apelem o weto do prezydenta Andrzeja Dudy zwróciło się kilka ugrupowań politycznych. Oprócz liderów ruchu Kukiz’15 oraz partii Razem podpisy pod pismem do głowy państwa złożyli również przedstawiciele Prawicy Rzeczypospolitej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, a także Klubu Jagiellońskiego.

 

Sygnatariusze wyrażają w ten sposób sprzeciw wobec zmian w Kodeksie wyborczym do Parlamentu Europejskiego jakie ustawowo. Ich zdaniem planowane zmienianie ordynacji wyborczej uczyni uprzywilejowanymi dwie partie polityczne, a utrudni zadanie mniejszym ugrupowaniom przy okazji eurowyborów.

 

Nowelizacja kodeksu wyborczego została bez poprawek przyjęta przez Senat. Jedną z głównych zmian ma być odejście od systemu proporcjonalnego. Do tej pory głosy z całej Polski przeliczane były przez stosowanie metody d’Hondta. Mandaty wówczas rozdzielano na poszczególne liczby wyborcze. Teraz nie będzie już obowiązywał tzw. głos wędrowny, który w praktyce powodował pewnego rodzaju rywalizację o liczbę mandatów pomiędzy 13 okręgami. Dla przykładu na Śląsku było ich 7., a na Lubelszczyźnie tylko 2.

 

W związku z wprowadzanymi zmianami, każdy okręg ma mieć teraz określoną liczbę wybieranych stamtąd europosłów, która nie może być mniejsza niż 3.

 

– Upraszczamy ordynację, co jak myślę, może się przełożyć na lepszą frekwencję. System będzie mniej skomplikowany – stwierdził w temacie zmian szef klubu PiS marszałek Ryszard Terlecki.

 

Zdaniem opozycji jednak, przez wzmocnienie dużych bloków w wyborach do europarlamentu, dojdzie do „zabetonowania” przy ich okazji sceny politycznej, co uderzy w małe partie. Dlatego też niektóre organizacje polityczne zdecydowały się na wystosowanie wspólnego apelu do prezydenta.

 

– Szanowny Panie Prezydencie! Klub Jagielloński, Kukiz’15, Polskie Stronnictwo Ludowe, Prawica Rzeczypospolitej i Partia Razem zwracają się do Pana wspólnie z prośbą o zawetowanie Ustawy z dnia 20 lipca o zmianie ustawy – Kodeks Wyborczy – zapisano w skierowanym do PAD piśmie.

 

– Pomimo dzielących nas różnic wspólnie uznajemy, że realna możliwość wyboru oraz pluralizm sceny politycznej są fundamentami demokracji, a obowiązkiem ustawodawcy jest tworzyć takie przepisy wyborcze, które będą służyć Obywatelom oraz skłaniać ich do udziału w wyborach. Tymczasem przyjęta przez parlament zmiana ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego w praktyce ograniczy możliwość wyboru milionom Polaków doprowadzając do sytuacji, w której zostaną oni pozbawienia możliwości oddania głosu zgodnie z własnymi preferencjami. W efekcie reprezentacja Polski w Parlamencie Europejskim ograniczy się zapewne zaledwie do dwóch największych partii, co uważamy za radykalne naruszenie zasady proporcjonalności  – czytamy w wystosowanym apelu.

 

Poniżej prezentujemy całość treści apelu z prośbą o zawetowanie przez prezydenta Andrzeja Dudę zmian w ordynacji do Parlamentu Europejskiego. Został on opublikowany na twitterowym profilu Klubu Jagiellońskiego.

 

 

 

Źródła: Twitter/@KlubJagiellonsk ; wprost.pl ; radiomaryja.pl ; polskatimes.pl ; rp.pl

Fot.: Wikimedia Commons