Dobromir Sośnierz postanowił sprawdzić wiedzę Polaków w zakresie Unii Europejskiej. To, co zaraz zobaczycie może was zwalić z nóg…

 

Europoseł partii Korwina wziął udział w projekcie znanego youtubera Wapniaka, w którym eurodeputowany przepytywał przypadkowo napotkane osoby z zakresu Unii Europejskiej. Padały pytania na temat polskich europosłów, stosunku prawa unijnego do krajowego czy funduszy europejskich.

Przechodnie najczęściej śmiali się ze swojej niewiedzy, a o rozpoznaniu polityka można było pomarzyć.

 

 

Źródło: nczas.com; YouTube – Wapniak
Fot.: YouTube – Wapniak
EM

Jakiś czas temu pisaliśmy o wielkiej demonstracji w Stanach Zjednoczonych, jaką zapowiadały środowiska polonijne (więcej: tutaj). Dnia 31 marca odbyła się wreszcie manifestacja przed placówkami dyplomatycznymi Izraela przeciw amerykańskiej ustawie S.447 o roszczeniach żydowskich.

 

Protesty miały miejsce w kilku amerykańskich miastach i zdecydowanie można traktować je jako największą demonstrację Polaków w USA od czasów wstąpienia do NATO.

 

 

 

 

Jak zauważa słusznie dziennikarz Tomasz Sommer, Polska Agencja Prasowa (PAP) nie podała żadnych informacji na temat wczorajszych wydarzeń.

 

 

 

Nie wiadomo dlaczego media milczą na temat demonstracji. Warto także wspomnieć, że w Nowym Jorku oprócz 400 polskich protestantów zjawili się także działacze Antify.

Źródło: nczas.com; Twitter – @p_zuchowski; @1972tomek; olo_mars; @LukaszNYC
Fot.: Twitter – @p_zuchowski
EM

Kwestia wiz stanowiła pewien zalążek nieporozumień między Unią Europejską, a Stanami Zjednoczonymi. Jakiś czas temu pisaliśmy o wprowadzeniu wiz dla Amerykanów (więcej: tutaj). Teraz, jak zapowiada Georgette Mosbacher, doprowadzi ona do wprowadzenia programu bezwizowego dla Polaków.

 

Jak mówi abasador USA w Polsce, bardzo zależy jej na rozwiązaniu problemu z wizami – Chciałabym prosić wszystkich Polaków, by skorzystali z szansy otrzymania wizy i odwiedzenia Stanów Zjednoczonych, żebyśmy mogli osiągnąć ruch bezwizowy, obniżając wskaźnik odmowy przyznania wiz do koniecznych trzech procent. Pomóżcie mi w tym! Dziękuję. Musiałam wykorzystać okazję – oświadcza w programie „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News.

 

Zdaniem polityk, zmiany zostaną najprawdopodobniej wprowadzone jeszcze w tym roku. Jeśli jednak nie uda się ich zrealizować, na pewno nadejdą one w roku 2020.

 

Mosbacher rozmawiała również na temat bazy wojsk amerykańskich w Polsce nazywanej „Fort Trump”. Jak twierdzi, na ten moment należy mówić o zwiększeniu obecności żołnierzy, a nie o stałej bazie.

 

Wolimy mówić o trwałej obecności. Jesteśmy bowiem w trakcie negocjacji. Chciałabym jednak jasno powiedzieć – nasza obecność w Polsce będzie większa i trwała. W tej chwili jest tu cztery i pół tysiąca amerykańskich żołnierzy, rotacyjnie wprawdzie, ale przez cały czas. A będziemy mieć więcej oddziałów. Pracujemy nad planem, który sformalizuje obecność Stanów Zjednoczonych w Polsce na bardzo długi czas – podkreślała ambasador.

 

Źródło: nczas.com
Fot.: Pixabay
EM

 

 

To, gdzie i jak pracujemy, związane jest z wieloma czynnikami – nasze pochodzenie, miejsce pracy, ale też wyznanie czy poglądy polityczne. Badania wskazują, że pracownicy z PRL-u mogą być bardziej wartościowi od tych urodzonych tuż przed XXI wiekiem.

 

Dzisiejszych pracowników według daty urodzenia dzieli się na trzy pokolenia: X, czyli osoby, które swoje pierwsze kroki w swojej karierze stawiały w czasie przełomu 1989-1990 roku, pokolenie Y, zwane millenialsami, osoby urodzone u schyłku PRL-u lub w latach 90-tych oraz generacja Z, czyli pracownicy urodzeni na przełomie XX i XXI wieku.

 

Zdaniem socjolog dr Justyny Sarnowskiej z Uniwersytetu SWPS, między przedstawicielami pokolenia X a Z jest przepaść, jeżeli chodzi o podejście do pracy.

 

„Generacja Z miała wszelkie dobra cywilizacyjne. Świat dla nich zawsze był kolorowy i wszystko było dostępne. To powoduje, że de facto trudno im do czegoś dążyć” – tłumaczy dr Sarnowska.

 

Jak wyjaśnia w swoim komunikacie Uniwersytet SWPS, osoby urodzone na przełomie XX i XXI wieku nie lubią tradycyjnej formy zatrudnienia. Najchętniej pracowaliby zdalnie, bez wychodzenia z domu. Pokolenie Z chce swobody, ale nie myśli o zakładaniu własnej działalności gospodarczej.

 

To zupełne przeciwieństwo pokolenia X. Ludzie, którzy u schyłku PRL-u lub na początku lat 90-tych rozpoczęli karierę, żyją w kulcie pracy. Ze względu na szalone lata 90-te, dbają o stabilność posady, niechętnie zmieniają miejsce pracy, godzą się na niższe stawki, a by dorobić często zostają po godzinach.

 

Jak wyjaśnia dr Justyna Sarnowska: „Bogdan Mach osoby, które w 1989 miały 18 lat określił pokoleniem wielkich nadziei i codziennego ryzyka. Lata 90. przynosiły nowe możliwości na rynku pracy i wizję szybkiego awansu społecznego, która dla wielu stała się rzeczywistością”.

 

Według badań Deloitte tzw. millenialsi chcą czuć się częścią firmy poprzez widoczny wpływ na jej działanie. Potrzebują bezpośredniego kontaktu z przełożonymi i jasnego formułowania wymagań. Jeżeli zaczną pracować w dużej korporacji, mają spore wymagania i przyjmują postawę roszczeniową – chcą się doszkalać na jego koszt, mieć dodatkowe benefity pracownicze, nienormowany czas pracy. Mogą zrezygnować z pewnego „własnego ja”, ale tylko wtedy, gdy szef sowicie ich wynagrodzi.

 

„Millenialsi dorastali już w świecie pełnym kolorów, a nawet przerysowanym i przekoloryzowanym, więc jeśli mogą, to szukają prawdy i autentyczności. Jeśli szef kogoś nie szanuje, to Igrek powie, że też nie będzie szanować szefa. Ten szacunek to coś, na co najbardziej zwracają uwagę migranci. Pokolenie Y przeszło inną socjalizację niż przedstawiciele starszych generacji. Mieli większą wolność w wyrażaniu siebie i więcej możliwości, by uciec od kontroli społecznej. To przekłada się w ich przypadku na pracę zgodną z wartościami i takiej pracy poszukują, choć nie jest łatwo ją znaleźć” – mówi socjolog Justyna Sarnowska.

 

Źródło: superbiz.se.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

Podczas spotkania z senator Anną Marią Anders we wtorek w Rzymie wicepremier Włoch Matteo Salvini potwierdził chęć wzięcia udziału w obchodach 75. rocznicy bitwy pod Monte Cassino 18 maja.

 

Polska placówka poinformowała PAP, że wtorkowe spotkanie sekretarz stanu i pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów do spraw dialogu międzynarodowego z szefem włoskiego MSW było „dobrą kontynuacją rozmów”, przeprowadzonych podczas jego wizyty w styczniu w Warszawie. To wtedy Salvini przyjął zaproszenie na uroczystości na Monte Cassino.

 

Jak powiedziała Anna Maria Anders po rozmowach w Rzymie: „Jest dużo wspólnych tematów, które chcemy razem rozwijać”.

 

Publikując na swoim profilu na Twitterze zdjęcie z włoskim politykiem, senator napisała, że było to „świetne spotkanie”.

 

 

Źródło: nczas.com, twitter.com
fot. Wikipedia Commons
LS

„Jerusalem Post” przyznał się do błędu i sprostował słowa o 200 tys. Żydach rzekomo zamordowanych przez Polaków. Do całej sytuacji ironicznie odniósł się Rafał Ziemkiewicz.

 

Redaktor naczelny dziennika „Jerusalem Post”, Yaakov Katz przyznał na łamach portalu internetowego gazety, że „w Haaretz cytowano opracowanie autorstwa znanego polsko-żydowskiego historyka Szymona Datnera, w którym stwierdzono, że 200 tys. Żydów zostało zamordowanych przez Polaków. Problem polegał na tym, że studium, opublikowane w 1970 r., oszacowało liczbę na 100 tys. osób i doszło do wniosku, że prawdopodobnie 100 tys. Żydów zostało uratowanych przez Polaków”

 

Ponadto, Katz po analizie szczytu bliskowschodniego w Warszawie doszedł do wniosku, że „ofiarowanie Netanjahu możliwości zasiadania wraz z ministrami spraw zagranicznych Jemenu, Kataru, Arabii Saudyjskiej i Bahrajnu powinno zostać docenione w bardziej przemyślany sposób, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Polska zorganizowała szczyt wbrew reszty Europy, zgadzając się na organizację konferencji”.

 

Do słów redaktora naczelnego „Jerusalem Post” odniósł się publicysta Rafał Ziemkiewicz.

„Nie 200 tysięcy Żydów, tylko 100 tysięcy, i nie «Polacy zamordowali», tylko «Polacy uratowali». «Jerusalem Post» sprostował? Naprawdę?” – pytał ironicznie.

 

 

Źródło: nczas.com

EM

Tragiczny finał poszukiwań w holenderskim Obdam. W niedzielne popołudnie odnaleziono samochód, którym podróżowali Polacy. Auto wpadło do kanału. Trzej mężczyźni oraz jedna kobieta zginęli na miejscu. Policjanci poszukiwali zaginionej czwórki od piątku.

 

O zaginięciu Polaków informowali ich bliscy. Jeden z zaginionych mężczyzn rozmawiał przez telefon ze swoją dziewczyną w piątek o godz. 22:48. Od tamtej pory rodziny zaginionych Polaków nie miały już z nimi kontaktu.

 

W niedzielę, po godz. 12 holenderscy policjanci wyłowili w Obdam samochód, którym podróżowali Polacy. W środku były ciała czterech osób. 48-letnia kobieta oraz trzech mężczyzn, dwóch 21- i jeden 20-letni zginęli na miejscu. Do tragedii doszło najprawdopodobniej, kiedy cała czwórka wracała z pracy.

 

Policja wyjaśnia szczegóły tego zdarzenia, ale najprawdopodobniej przyczyną tragedii był złe warunki pogodowe. Na zdjęciach z akcji ratunkowej widać, że auto, którym jechali Polacy uderzyło w barierkę ochronną.

 

 

Źródło: fakt.pl
fot. Twitter.com
LS

Do dramatycznego wypadku doszło niedaleko granicy niemiecko-holenderskiej. W wyniku tego zdarzenia, niestety życie straciło trzech młodych mężczyzn pochodzących z Polski.

 

Tragedia miała miejsce na drodze B67 na terenie niemieckiej miejscowości Bocholt. Młodzi Polacy poruszali się samochodem osobowym. Około godz. 7 rano w poniedziałek zderzyli się tam czołowo z jadącą z naprzeciwka ciężarówką. Nie ma póki co oficjalnych informacji na temat tego, dlaczego jej kierowca nagle skręcił w lewo wjeżdżając w auta na drugim pasie. Wiadomo jednak, że siła uderzenia była bardzo duża, a auto w którym znajdowali się Polacy zostało niemal całkowicie zmiażdżone.

 

Niestety pochodzący z Wielkopolski mężczyźni zginęli na miejscu. Do szpitala trafił 33-letni kierowca ciężarówki oraz kierowca pojazdu jadącego za samochodem Polaków.

 

 

Ciężarówka po zderzeniu przebiła znajdujące się przy drodze barierki i wylądowała w rowie na dachu. Pojazdem przewożonych było około 180 świń. Duża liczba tych zwierząt wybiegła na drogę i do pobliskiego lasu. Na miejsce udały się również służby, które zajęły się nimi.

 

 

 

Źródło: Twitter/TAG24BI ; Facebook/wdrlokalzeitmuensterland ; o2.pl

Fot.: Max Pixel

 

MB

 

Jak podaje Super Express za pośrednictwem swojego portalu niedaleko Pragi – Północ, przy Dworcu Wileńskim doszło do starcia grupy mężczyzn. W ruch poszły pięści, a następnie szklane butelki. Ludzie uciekali z pola walki i chowali się po przystankach, żeby uchronić się przed dostaniem butelką w głowę.

 

 

Na razie nie są znane przyczyny bójki. Świadkowie twierdzą, że brali w niej udział Polacy oraz Ukraińcy. Najpierw między mężczyznami doszło do kłótni. Awantura szybko przerodziła się w szarpaninę, a następnie w ostrą bójkę.

W ruch poszły butelki po piwie. Przechodnie uciekali z miejsca bójki i chowali się po przystankach. Zanim policja dotarła na miejsce awanturnicze towarzystwo zdążyło się rozejść.

 

Źródło: se.pl
fot. zdjęcie poglądowe/zrzut z youtube.com
LS