Oto dramat, z jakim od wielu lat zmagała się 12-osobowa rodzina z Izdebki na Podkarpaciu. Molestowanie córek przez ojca, włóczenie się po lasach i jadanie z psich misek było czymś na porządku dziennym.

 

Trwający od lat horror dziesięciorga rodzeństwa przerwała ucieczka jednego z chłopców do lasu. Kiedy po dwóch dniach poszukiwań go odnaleziono, przerażeni funkcjonariusze dokonali szokującego odkrycia – znaleźli ubrudzoną krwią bieliznę jednej z małych dziewczynek.

 

– Nie muszę pracować – mam fabrykę w spodniach – mówił ojciec dzieci. Jak opowiada krewna rodziny w rozmowie z reporterami programu „Uwaga” TVN,  pieniędzy im nie brakowało – korzystali z 500+ i innych świadczeń z pomocy społecznej, z czego suma pieniędzy wynosiła ok. 10 tys. zł miesięcznie. Oczywiście dziecięce potrzeby były brane pod uwagę na samym końcu – w domu królował alkohol, ogromną ilość pieniędzy wydawano także na zabawę. a „matka taczką jeździła na zakupy”.

 

Jak twierdzi, 43-letnia kobieta ciężarną była jeszcze sześć razy, jednak doszło do poronienia. Ojciec każdego dnia bił swoje dzieci. Z zeznań matki wynika, że „spał razem z dziewczynkami”.

 

Ojciec – 37-letni Krzysztof S. – został zatrzymany przez policję i oskarżony o molestowanie osoby małoletniej do lat 15., a dzieci zaś zostały odebrane matce.

 

– Pies wychował te dzieci. Jak pies się najadł to dzieci szły i dojadały. Niektóre przecież warczą albo szczekają, bo wychowały się z tym psem. Wafelki z papierkiem jadły, żeby szybciej było i nikt im nie zabrał. W podartych spodniach chodziły i brudne. Inne buty miały – co dopadły to nakładały i wychodziły z domu – mówi krewna rodziny.

 

– Ojciec nadużywał alkoholu. – Krzyk, krzyk i jeszcze raz krzyk. Wieczorami niosło się po okolicy. Każde dziecko było chore, bo jako niemowlęta były tam nawet bite po głowie. Starsze, kilkuletnie kijem bił. Kiedy próbowaliśmy interweniować to tłumaczył, że chłopiec się przewrócił czy dziewczynka obiła o meble. Baliśmy się go – kontynuuje.

 

– Zdjęcia z wnętrza przerażają: wszędzie pleśń i brud. – Nawet dla psa to nie były warunki. Z matką był utrudniony kontakt, bo była zamknięta w sobie, zamyślona. Z biegiem lat tak się zmieniła i widać było, że jest bezsilna. Dzieci uciekały co jakiś czas do lasu, ale nie skarżyły się – były zastraszone – mówi rozmówczyni dziennikarzy TVN.

 

Kobieta twierdzi, że informowała gminnych urzędników o makabrycznych wydarzeniach w rodzinie – Wydaje mi się jednak, że oni też się go bali – odpowiada na pytanie o reakcję.

 

Tymczasem Anna Jarema, kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nozdrzcu tłumaczyła wcześniej Wirtualnej Polsce, że rodzina od kilku lat była pod okiem pomocy społecznej.

 

– Otrzymywała wiele form pomocy z naszej strony. Była objęta pomocą kuratora, asystenta rodzinnego – mówiła urzędniczka, jednak nie chciała udzielić odpowiedzi na pytanie, dlaczego wcześniej nikt nie zauważył dopuszczania się niedozwolonych czynności seksualnych w rodzinie.

 

37-letniego Krzysztofa S. aresztowano tymczasowo na okres trzech miesięcy i grozi mu kara nawet 12 lat pozbawienia wolności. Przed sądem stanie prawdopodobnie także jego 43-letnia żona.

 

Źródło, fot.: wiadomosci.wp.pl
EM

Zatrzymania przybyszów z innej części świata dokonał Bieszczadzki Oddział Straży Granicznej (BiOSG). Nie jest to pierwsza w bieżącym roku grupa nielegalnych imigrantów zatrzymana na terenie Podkarpacia. Wśród 144 imigrantów zatrzymanych na znajdującej się na Podkarpaciu na zielonej granicy znalazło się od początku 2018 roku 15 ludzi z Afryki.

 

Jak poinformowała mjr Elżbieta Pikor, rzeczniczka BiOSG, tym razem schwytano mężczyznę oraz dwie kobiety w wieku 22-27 lat. Pochodzą oni z Konga. Ich zatrzymania funkcjonariusze Straży Granicznej z placówki w Lubaczowie dokonali w nocy z piątku na sobotę.

 

Tych troje osób pieszo przekroczyła granicę polsko-ukraińską.

 

– Strażnicy graniczni pełniący służbę z wykorzystaniem pojazdu obserwacyjnego wyposażonego w kamerę do wizji nocnej zauważyli po ukraińskiej stronie trzy osoby, które zbliżyły się do granicy, a następnie ją przekroczyły. Po polskiej stronie czekał na nich patrol Straży Granicznej, który ujął sprawców – wyjaśniła mjr Elżbieta Pikor.

 

Kongijskie kobiety nie miały przy sobie dokumentów potwierdzających ich tożsamość. Jedynie zatrzymany mężczyzna posiadał wydany przez władze Ukrainy dokument pobytowy.

 

– Według zeznań cudzoziemców kongijskie dokumenty zostały im skradzione w trakcie pobytu na Ukrainie. Najprawdopodobniej organizatorem przerzutu był obywatel Maroka, który podwiózł imigrantów do granicy – powiedziała rzeczniczka BiOSG

 

Nielegalni imigranci w tym przypadku dobrowolnie poddali się karze, po uprzednim przyznaniu się do zarzucanego im czynu nielegalnego przekroczenia granicy. Otrzymali oni karę w wysokości czterech miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata.

 

Celem przybyłej z Konga trójki imigrantów była Europa zachodnia. W poniedziałek, w ramach readmisji przekazano te osoby służbom granicznym Ukrainy.

 

 

Źródło: tvp.info

Fot.: Wikimedia Commons

 

Pseudokibice byli zamaskowani, a także ubrani w podobne białe koszulki. Zdołali zablokować na pewien czas ruch na autostradzie. Do zdarzenia doszło na terenie województwa podkarpackiego. 

 

Jak informuje portal nowiny24.pl, do zdarzenia doszło w związku z sobotnim wyjazdem kibiców Polonii Przemyśl do Krakowa, gdzie wesprzeć chcieli oni zaprzyjaźnioną Wisłę Kraków podczas meczu z gdyńską Arką. Jednak między Przemyślem a Jarosławiem, autokar został zaatakowany przez grupę ok. 100 chuliganów, którzy zablokowali ruch na autostradzie A4.

 

– Mężczyźni uszkodzili ogrodzenie i wtargnęli na drogę – powiedziała Marta Tabasz-Rygiel, rzecznik KWP w Rzeszowie.

 

Nie jest potwierdzone z którym klubem sympatyzują sprawcy ataku na autostradzie. Policji udało się zatrzymać 12 osób, które okazały się zamieszkiwać powiat rzeszowski oraz sanocki.