Jak podaje portal publiszer.pl, Ukraińcy w Polsce zaczynają prężnie działać na rzecz podniesienia swoich komfortów w pracy. Prowadzą dyskusję w grupach na facebooku, śledzą ogłoszenia, sondują rynek. Obraz zagubionych imigrantów mieszkających po 20 osób w jednym pokoju jest już przeszłością.

 

Jak opowiada Dariusz, założyciel niewielkiej firmy remontowej: „Ukraińscy robotnicy powiedzieli, że za 15 zł/h nie będą pracować bo to mało. Ale ja nie zamierzałem im dawać więcej. Zamieściłem ogłoszenie w internecie i zgłosiło się kilku Polaków, którzy zaakceptowali tę stawkę. Wtedy moi pracownicy zarządali wypłatę za bieżący miesiąc i oznajmili, że mają już ustalona prace gdzie indziej za 15,5 zł/h. Oczywiście nic im nie zapłaciłem, ponieważ był początek miesiąca”.

 

Jak podają media,  Ukraińcy przestali chodzić ze spuszczonymi głowami i prosić o zatrudnienie. Coraz częściej stawiają warunki i domagają się wyższej płacy. Zgadują się na facebookowych grupach, radzą gdzie i ile można wyciągnąć od pracodawcy. Ich interesami zajmuje się również Międzyzakładowy Związek Zawodowy Pracowników Ukraińskich w Polsce. Ukraińcy dopuszczają się coraz śmielszych wymagań, bo wiedzą, że polskie firmy są na nich skazane. Dane GUS-u wskazują, że na rynku brakuje 170 tys. osób. A będzie jeszcze gorzej, bo nasi rodacy nie zamierzają wracać z emigracji, a popyt na pracowników rośnie w tempie 17 proc. rocznie.

 

Według Związku Przedsiębiorców i Pracodawców aby utrzymać tempo wzrostu gospodarczego, Polska w ciągu kolejnych 10 lat będzie potrzebowała ok. 5 milionów pracowników.

 

„Kiedyś moi rodacy spali w pokojach po 20-30 osób, godzili się na stawkę 6-7 złotych. Dzisiaj za 15 złotych nie każdy zdecyduje się przyjść do pracy. Chyba, że w pakiecie dostanie wyżywienie i porządne zakwaterowanie. Może zmądrzeli?” – mówi Andriej Zilenko, imigrant z Ukrainy, mieszkający w Polsce od 4 lat. Szacuje się, że w Polsce stale przebywa ok. 6 milionów Ukraińców i tylko 1,24 procent z nich nie pracuje.

 

Źródło: publiszer.pl
fot. youtube.com
LS

Jak podaje gazeta telewizjarepublika.pl, jutro Rada Ministrów podejmie decyzję o wysokości minimalnego wynagrodzenia w 2019 roku.

Tuż przed nadzwyczajnym posiedzeniem plenarnym Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w Gdańsku odbył się briefing prasowy, w którym uczestniczyła obecna minister odziny, pracy i polityki społecznej  Elżbieta Rafalska. Minister zapytano między innymi o spór NSZZ „Solidarność” z rządem w sprawie wysokości płacy minimalnej w 2019 roku.

„15 września mija ustawowy termin, w którym Rada Ministrów musi przyjąć ostateczną wysokość minimalnego wynagrodzenia. Jutro jest Rada Ministrów, więc od decyzji premiera i całej Rady Ministrów zależy wysokość minimalnego wynagrodzenia. Propozycja, która będzie jutro przedstawiana na radzie Ministrów, to jest wspólne stanowisko wcześniejsze, tj. 2220 zł, a minimalna stawka godzinowa – 14,50 zł. Ale ostateczna decyzja premiera i Rady Ministrów – jutro” – mówiła minister.

30 sierpnia 2018 roku w Gdańsku, Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” obradowała propozycje rządu przedstawione przez minister Rafalską, z upoważnienia premiera Mateusza Morawieckiego. Minister podkreśliła wówczas, że ostatnia propozycja nie jest finalna. Zadeklarowała jednocześnie, że „rząd jest otwarty na propozycje związkowe”.

Po obrasach, związkowcy NSZZ „Solidarność” zaznaczyli, że oczekują minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2019 roku nie mniejszego niż 2255 zł (wcześniej postulowali o 2278 zł). Związkowcy chcieliby też „ustalenia jako podstawy do wyliczeń odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej na poziomie co najmniej drugiego półrocza 2014 r.”.

Związkowcy podtrzymują, że propozycja rządu dot. wzrostu wynagrodzeń „wymaga dalszych ustaleń”.

źródło: telewizjarepublika.pl
fot. Wikipedia Commons