Niedawno wystartowała w Polsce nowa partia polityczna – Wiosna Roberta Biedronia. Silnie promowana w mediach głównego nurtu od razu zaczęła notować stosunkowo wysokie, jak na nowy twór polityczny, wyniki w sondażach – w okolicach 10 procent poparcia. Warto jednak zastanowić się co daje Wiośnie tak dużą popularność.

 

Pozwolę sobie już na wstępie dać odpowiedź, którą w dalszej części artykułu uzasadnię. Brzmi ona: przewaga medialna. I nie chodzi tu nawet o przewagę medialną konkretnie samego Biedronia, co bardziej swoistego środowiska politycznego, które reprezentuje. Środowisko to mógłbym określić jako „lewacki antypis”. Jest to swoisty niepisany sojusz różnych partii politycznych i innych organizacji społecznych o mniej lub bardziej lewicowym charakterze, których aktualnie najważniejszym celem jest odsunięcie PiS od władzy.

 

Środowisko to niestety dysponuje zdecydowanie największym zasięgiem medialnym. Trafia ze swoim przekazem, w przeciwieństwie do mediów o charakterze prawicowym i konserwatywnym, nie tylko do osób o bardzo wyrazistych poglądach, ale także do tzw. „zwykłego Kowalskiego”. „Zwykły Kowalski” nie interesuje się polityką, nie bardzo ma chęć wnikać w szczegóły toczących się aktualnie spraw. Czasem tylko przeglądnie nagłówki w największych portalach internetowych, oglądnie któryś z popularniejszych telewizyjnych serwisów informacyjnych bądź posłucha którejś z bardziej znanych rozgłośni radiowych.

 

I siłą rzeczy zazwyczaj natrafi na przekaz „głównego nurtu”. Przekaz redagowany przez dziennikarzy Gazety Wyborczej, TVN, Polityki i tym podobnych mediów, o bardzo sprecyzowanych sympatiach politycznych. I dlatego „zwykłemu Kowalskiemu” może wydawać się, że Robert Biedroń to postać w polityce świeża, bardzo sprawny samorządowiec, osoba wręcz nieposzlakowana, w dodatku bardzo sympatyczna.

 

Prawda jest jednak zgoła inna. Robert Biedroń już w latach 90-tych zapisał się do Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej. Następnie działał w SLD, z którego ramienia w 2005 roku startował, bez powodzenia, w wyborach parlamentarnych. W latach 2011-2014 był posłem Ruchu Palikota (przemianowanego w 2013 roku na Twój Ruch) – partii która w kolejnych wyborach parlamentarnych nie zdobyła mandatów.

 

W 2014 roku został wybrany prezydentem Słupska i najprawdopodobniej dzięki temu uniknął popadnięcia w polityczny niebyt, jaki dosięgnął innych działaczy Twojego Ruchu po 2015 roku. W trakcie pełnienia tej funkcji nie zrealizował wielu przedwyborczych zapowiedzi. Nie obniżył cen komunikacji miejskiej, nie wprowadził Karty Słupszczanina, nie zbudował miejskiego aquaparku… nie będę przynudzał dalszym wymienianiem niespełnionych obietnic Biedronia, ale zainteresowanych zachęcam do „wygooglania” sobie jego „osiągnięć”.

 

I teraz ta osoba jest nam przedstawiana jako nowa jakość w polskiej polityce, uroczy gej, który kocha wszystkich i sprawny samorządowiec. Wyobraźmy sobie co te same media, które teraz promują partię Roberta Biedronia, mówiłyby gdyby podobne „sukcesy” miał na koncie któryś z liderów na prawicy. I jakie miałaby jego świeża inicjatywa poparcie w sondażach.

 

Widać jak potężną siłę mają wielkie media i jak wiele jeszcze jest do zrobienia, by dominujący w naszym kraju przekaz medialny był tworzony przez ludzi prawdziwie zatroskanych o dobro ojczyzny.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: YouTube/PRESS.WARSZAWA

 

Jak możemy przeczytać w piątkowej „Rzeczpospolitej”, obchody 30. rocznicy wyborów z 4 czerwca 1989 roku mają być dla opozycji punktem startowym do bitwy o Sejm. W sprawę zaangażowany jest bezpośrednio szef Rady Europejskiej.

 

„Jak wynika z informacji „Rzeczpospolitej” 4 czerwca może powstać też nowy projekt polityczny” – donosi gazeta. „Robocza nazwa to „Ruch 4 Czerwca”” – twierdzi rozmówca „Rz” z Trójmiasta, „polityk opozycji orientujący się dobrze w sytuacji”.

 

„Rz” podkreśla, że „obóz władzy też szykuje swoją strategię, a politycznym centrum sporu staje się nie tylko 4 czerwca, ale też Europejskie Centrum Solidarności”. „Otoczenie Tuska z coraz większym niepokojem przygląda się obecnej sytuacji opozycji” – wyjaśnia „Rz”.

 

Jak zaznacza gazeta „Konsternację wywołała prezentacja Koalicji Europejskiej w formacie bez szerokiej listy, a tylko z politykami Platformy oraz byłymi premierami związanymi z SLD. Rzucał się w oczy brak np. Waldemara Pawlaka, który według naszych informacji nie był nawet na wydarzenie zaproszony”.

 

„Projekt 4 Czerwca będzie potrzebny zarówno wtedy, gdy opozycja przegra wybory do PE, jak i wtedy, gdy je wygra. A porażka opozycji bez szerokiej listy jest prawdopodobna. Wtedy konieczny będzie restart” – twierdzi rozmówca „Rz” zaangażowany w sprawę w Gdańsku.

 

 

„Rozmowa z Donaldem Tuskiem jak zwykle ciekawa, jak zawsze o kwestiach najważniejszych – dla Europy, dla Polski, dla regionów i miast. Nie zabrakło też wątków historycznych – w związku z dzisiejszą rocznicą Okrągłego Stołu i nadchodzącymi obchodami 4 czerwca” – gazeta przytacza wpis Rafała Trzaskowskiego na Twitterze o spotkaniu z Tuskiem, które miało miejsce w środę.

 

 

 

Źródło: wiadomosci.radio.zet.pl, rp.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

W niedzielę na warszawskim Torwarze będzie miała miejsce konwencja założycielska nowej partii Roberta Biedronia, podczas której przedstawiona zostanie nazwa ugrupowania, zespół liderów oraz pakiet propozycji programowych. Jak donosi portal Polityka Insight, nowa partia ma mieć nazwę Wiosna. Potwierdził to w rozmowie z TOK FM jeden ze współpracowników polityka.

 

Krzysztof Gawkowski oraz Robert Biedroń w piątkowych wywiadach wypowiedzieli się na temat nazwy ich przyszłej partii. Pierwszy poinformował, że będzie zawierała nazwisko Roberta Biedronia. Były prezydent Słupska stwierdził natomiast, że nie będzie miała w sobie jego imienia i nazwiska.

Jak mówił Biedroń w radiowej Jedynce: „Nie, nie będzie miała. Nie będzie miała w sobie mojego imienia i nazwiska i da się ją policzyć na palcach dwóch rąk. Zaraz policzę, ile. Politycy teraz w ostatnich dniach całkiem nieźle liczą, a ja policzyłem, że będzie miała sześć liter”.

 

W piątek na Twitterze „Polityka Insight” opublikowała post w tej sprawie: „Wiosna – czy tak się będzie nazywała partia Roberta Biedronia? Została zarejestrowana domena wiosnabiedronia.pl”.

 

 

Bliski współpracownik polityka, który chce zachować anonimowość, potwierdza tę informację w rozmowie z TOK FM: „Wiosna to piękna pora. Zapowiada odrodzenie, odnowę, której nam potrzeba”.

 

Źródło: fakt.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

Nie ukrywam, że partia założona przez Ryszarda Petru, a obecnie kierowana przez Katarzynę Lubnauer nigdy nie budziła mojej sympatii. Jednak jej obecny rozkład jest dla mnie wspaniałą wiadomością nie tylko z tego powodu. Oznacza on bowiem fiasko pewnej koncepcji, jaka zrodziła się w 2015 roku w środowiskach bliskich, umownie mówiąc, „michnikowszczyznie”.

 

Gdy bowiem w 2015 roku Platforma Obywatelska traciła poparcie i widmo porażki z Prawem i Sprawiedliwością w jesiennych wyborach coraz silniej zaglądało w oczy działaczom partii Ewy Kopacz, w środowiskach im sojuszniczych pojawił się następujący koncept. Otóż należało stworzyć nową partię, oficjalnie niezależną od Platformy Obywatelskiej, ale o podobnym programie, która przyciągnie uciekający elektorat wizją lepszej jakości rządzenia. Stwierdzono, poniekąd słusznie, że osoby, które przestały popierać dotychczasową władzę nie tyle zapałały miłością do partii Jarosława Kaczyńskiego, co po prostu straciły zaufanie do włodarzy Platformy. Nowoczesna miała więc przechwycić ten odpływający elektorat i zmobilizować ludzi, którzy odwracali się od PO na skutek jej demoralizacji, do pójścia raz jeszcze na wybory i zagłosowania przeciwko PiS. Na ile ten pomysł wypalił w 2015 roku – nie wiem. Możliwe, że nawet w jakimś stopniu odniósł sukces. Niestety (a właściwie na szczęście) to, co potem wyrabiali politycy Nowoczesnej, z jej charyzmatycznym inaczej liderem, szybko zniweczyło szanse tej partii na powtórzenie choćby względnie dobrego wyniku wyborczego.

 

Obecnie Nowoczesna jest w rozsypce. Sondaże wskazują, że startując samodzielnie, nie miałaby szans na wejście do Sejmu. Jej posłowie dezerterują do PO, która na powrót staje się niekwestionowanym liderem liberalno-lewicowego anty-PiSu. Wszystko wskazuje na to, że na żaden sukces nie może liczyć również najnowsza partia byłego lidera Nowoczesnej – Teraz!

 

Ta sytuacja budzi moją nadzieję, że wyborcy ugrupowań, które weszły ostatnio w skład Koalicji Obywatelskiej, zrozumieli, że wszelkie nowe partie, próbujące udawać lepszą PO, są w istocie wydmuszkami, stworzonymi tylko po to, by przechwycić uciekający elektorat tego ugrupowania. Jest to sytuacja bardzo pozytywna, dlatego, że dowodzi słynnego twierdzenia Abrahama Lincolna, że „można oszukiwać wszystkich ludzi przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas”. A więc wszelkie wpadki, kompromitacje i grzeszki Platformy idą, mam nadzieję, już na konto całej „totalnej opozycji”. I żadne utworzenie nowej partii nie zwiększy już sumarycznego poparcia dla faworytów redakcji z ulicy Czerskiej.

Liczę, że zmiana ta jest trwała, i żadne „polityczne projekty”, jakie być może zostaną przez „totalnych” odpalone przed przyszłorocznymi wyborami nie przyciągną im zauważalnej ilości nowych wyborców. A ponadto mam nadzieję, że żadne potencjalne nowe partie lewicowo-liberalne, czy to Roberta Biedronia, czy to Władysława Frasyniuka, nie odbiorą Platformie Obywatelskiej palmy pierwszeństwa w szeregach „totalnej opozycji”. Lepszy bowiem wróg znany, niż nieznany.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Wikimedia Commons

 

Kampania samorządowa trwa, a w pomysłach i propozycjach na terenie wielu regionów, kandydaci oraz ich komitety ścigają się w najlepsze. Na dość oryginalny, a także dla wielu oburzający pomysł wpadli też politycy w Krakowie.

 

Jak można się domyślić, autorami takowej specyficznej propozycji są przedstawiciele lewicy. Dokładniej mówiąc to politycy Partii Razem. Krakowski oddział tego ugrupowania podczas konferencji prasowej ogłosił swój program wyborczy. Wśród zaprezentowanych postulatów znalazło się również wprowadzenie do instytucji publicznych darmowych prezerwatyw. Chodzi tu również o takie miejsca jak szkoły czy placówki ochrony zdrowia.

 

– Przy okazji Światowego Dnia Antykoncepcji przedstawiamy postulaty, które będziemy realizować na poziomie sejmiku wojewódzkiego. Pierwszy z nich to darmowe prezerwatywy w instytucjach publicznych. Sejmik wojewódzki powinien zapewnić finansowanie dla udostępniania prezerwatyw w instytucjach publicznych i samorządowych takich jak szkoły czy placówki ochrony zdrowia. Drugi postulat to tworzenie placówek konsultacyjnych, które mogłyby prowadzić dyżury dla osób zainteresowanych tematami związanymi z edukacją seksualną. I w końcu: kampanie społeczne dot. profilaktyki nastoletnich ciąż, chorób przenoszonych drogą płciową, antykoncepcji i zdrowia seksualnego – powiedziała w czasie konferencji Barbara Grobler, kandydująca w mieście Kraków (okręg III) do sejmiku wojewódzkiego z pierwszego miejsca na liście Partii Razem.

 

– Z okazji Światowego Dnia Antykoncepcji nie tylko prezentujemy nasze postulaty, ale też rozdajemy prezerwatywy. Prezerwatywa jest rozpoznawalnym przez wszystkich symbolem antykoncepcji – ogłosiła również Barbara Grobler.

 

Członkowie Razem zarzucają MEN, że w podstawie programowej do nauczania WDŻ, rzekomo zamiast „edukacji seksualnej” uczy się „katolickiej etyki seksualnej”.

 

– Z uwagi na brak edukacji seksualnej w Polsce wiedza o różnych metodach antykoncepcji oraz liczba osób je stosujących jest niska. Na pierwszy rzut oka na podstawę programową do nauczania WDŻ łatwo pozwala stwierdzić, że przedmiot ten ma bardzo niewiele wspólnego z edukacją seksualną, natomiast ma dużo wspólnego z katolicką etyką seksualną. Jedyny podręcznik dopuszczony przez MEN w nauczaniu WDŻ: „Wędrując ku dorosłości” prezentuje nienaukowy punkt widzenia: „Dziewczyna powinna zdawać sobie sprawę, że więcej niż chłopiec płaci za nietrafny wybór bo nie ma równości w naturze. On jest dawcą życia “siewcą”, natomiast jej ciało “glebą”, w której wzrastało nowe życie”. Płacimy za to jako społeczeństwo zwiększonym odsetkiem nastoletnich ciąż, niechcianymi ciążami i podziemiem aborcyjnym (…) W 2017 roku PiS zlikwidował dostęp do antykoncepcji awaryjnej bez recepty. Chcemy świata, w którym każda ciąża jest ciążą chcianą – mówiła Wiktoria Aleksandra Barańska, również kandydująca do Sejmiku Województwa Małopolskiego, z ramienia Partii Razem.

 

 

Źródło: krakow.eska.pl 

Fot.: Pixabay

 

 

Joanna Scheuring-Wielgus poinformowała za pośrednictwem mediów społecznościowych, że odchodzi z Nowoczesnej, ale wciąż będzie kontynuować działalność polityczną. Jak dowiedzieliśmy się z mediów, rozważany jest projekt wspólnego ugrupowania z Robertem Biedroniem oraz Barbarą Nowacką!

 

„Odchodzę z .N ale nie odchodzę z polityki. Dzień dobry” – napisała na Twitterze. „I do przodu” – napisała.

„Nie widzę się w żadnym klubie. Jestem w polityce przeciwko Platformie, ale na pewno będę wspierała kandydatów do wyborów samorządowych. Poprosiłam moje struktury, żeby nie odchodziły z Nowoczesnej” – mówiła jakiś czas temu.

 

„Muszę zastanowić się nad tym, czy Nowoczesna jest potrzebna nam, czy Nowoczesna jest potrzebna Polakom. Zapisywałam się do Nowoczesnej, a nie do średniowiecznej” – mówiła Scheuring-Wielgus tuż po głosowaniu nad ustawą o aborcji, kiedy pojawił się kolejny zgrzyt w szeregach ugrupowania.

 

Renata Grochal, dziennikarka „Newsweeka”, a wcześniej „Gazety Wyborczej”, poinformowała, że Joanna Scheuring-Wielgus, która ogłosiła, iż odchodzi z Nowoczesnej, dołączy do nowej partii, którą stworzyć zamierzają Barbara Nowacka oraz Robert Biedroń.

Twórca i przewodniczący belgijskiej partii „Islam”, o której pisaliśmy jakiś czas temu, Redouane Ahrouch, odmówił spojrzenia kobietom w oczy w trakcie debaty telewizyjnej. Ponadto, nie chciał podać im dłoni. Jak mówiła później jedna z kobiet, czuła się „poniżona i bezwartościowa” – poinformowała lokalna gazeta Gazet van Antwerpen.

 

Na początku głównym założeniem partii islamskiej w Belgii było promowanie lepszej integracji muzułmanów w tym kraju. Kiedy dokonano wyboru Ahroucha, partia ta zmieniła jednak postulat i twierdzi, że chce dążyć do stworzenia państwa islamskiego w Belgii.

 

W trakcie debaty telewizyjnej na antenie RTL-TVI w Belgii prezenter telewizyjny powiedział, że M. Ahrouch przywitał się w studio jedynie z mężczyznami, a obecne tam kobiety zignorował. Odmówił również, aby zajęła się nim obecna tam wizażystka, obawiając się, że go dotknie.

 

Zapytany o swoje antyspołeczne zachowanie, Ahrouch tłumaczył:

– Uścisk dłoni to zwyczajny nawyk. Nie ma żadnego prawa, które obligowałoby mnie do uściskania dłoni.

 

Debata stała się jeszcze bardziej niezręczna, kiedy dziennikarka Emmanuelle Praet zadała pytanie mężczyźnie, który nie chciał nawet na nią spojrzeć. Kiedy zapytano go o to, dlaczego nie patrzył na kobietę, odpowiedział, że „doskonale ją słyszy”.

 

Dziennikarka ujawniła później La Derniere Heure, że czuła się „zszokowana, upokorzona i bezwartościowa”.

W Belgii zbliżają się wybory lokalne, w których wystartuje partia islamska. Jej główny program to „stuprocentowe państwo islamskie”. Przedstawiciele partii chcą, aby zorganizowano osobny transport publiczny dla mężczyzn i dla kobiet, a do szkolnych stołówek zamierzają wprowadzić mięso halal. Theo Francken, belgijski sekretarz stanu ds. azylantów i migracji jest oburzony programem partii.

 

Partia islamska koncentruje się głównie na radykalnych muzułmanach. Jej przedstawiciele działają już w okręgach Anderlecht i Molenbeek. Na tę partię będzie można zagłosować w 28 gminach Walonii i Brukseli.

 

Według relacji polsatnews.pl, jednym z postulatów partii islamskiej jest reorganizacja transportu publicznego, a dokładniej podział na transport dla kobiet i osobny dla mężczyzn.

 

– Wniosek nie jest motywowany względami religijnymi

– mówi radny Anderlechtu, Ahrouch.

 

Jak twierdzi Ahrouch, pod adresem partii wpływa wiele skarg kobiet, które padły ofiarą molestowania w środkach komunikacji publicznej – informuje niezalezna.pl.

 

Ponadto, partia chce wprowadzić mięso halal (czyli pochodzące z uboju na przytomnym zwierzęciu) do szkolnych stołówek.

 

– Jestem zdegustowany Partią islamską

– napisał na Twitterze Sekretarz stanu ds. azylantów i migracji Theo Francken, który jest oburzony postulatami partii.

 

Jak dodał polityk, „w islamie zaczyna się na podziale mężczyzn i kobiet w transporcie publicznym, a kończy na szariacie”.

 

– To nie jest Europa. To plucie na Europę

– stwierdził.

 

Były szef Szwedzkiej Młodzieży Demokratycznej Gustav Kasselstrand utworzył nową partię polityczną, która będzie nosić nazwę Alternatywa dla Szwecji (AfS) – informuje Expressen.

 

Zdaniem założyciela, imigranci, którzy popełnili zbrodnie, oszukiwali system lub nie przyczyniają się do rozwoju społeczeństwa szwedzkiego, „nie mają tu miejsca”. Kasselstrand twierdzi, że powinni oni powrócić do swoich krajów – donosi serwis newsbook.pl.

 

9 września będą miały wybory parlamentarne w Szwecji.