Lech Wałęsa złożył w sądzie pozwy przeciwko byłym opozycjonistom. Wymierzone są one w Ryszarda Majdzik i Krzysztofa Wyszkowskiego. Były prezydent uważa, że jego dobra osobiste zostały naruszone, bo nazywali go agentem „Bolkiem”.

 

Pozwy dotyczą ochrony dóbr osobistych byłego prezydenta. Według Wałęsy Ryszard Majdzik dopuścił się ich naruszenia w listopadzie 2018, a Wyszkowski w marcu 2019 roku.

 

Kancelaria reprezentująca Wałęsę powołuje się na orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 2000 r., według którego orzeczenie lustracyjne Wałęsy miało być zgodne z prawdą.

 

Jak pisze nczas.com, Wałęsa domaga się od byłych opozycjonistów opublikowania przeprosin, zaprzestania naruszeń dóbr osobistych oraz wpłaty po 10 tysięcy złotych od każdego na Fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

 

W przypadku tego Wyszkowskiego nie jest to pierwszy proces z byłym prezydentem w podobnej sprawie. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z marca 2011 r., nakazał Wyszkowskiemu przeproszenie byłego prezydenta za wypowiedź w telewizji 16 listopada 2005 r., w której nazwał byłego przywódcę Solidarności tajnym współpracownikiem SB.

 

 

Źródło: nczas.com
fot. youtube.com
LS

Niedawno wystartowała w Polsce nowa partia polityczna – Wiosna Roberta Biedronia. Silnie promowana w mediach głównego nurtu od razu zaczęła notować stosunkowo wysokie, jak na nowy twór polityczny, wyniki w sondażach – w okolicach 10 procent poparcia. Warto jednak zastanowić się co daje Wiośnie tak dużą popularność.

 

Pozwolę sobie już na wstępie dać odpowiedź, którą w dalszej części artykułu uzasadnię. Brzmi ona: przewaga medialna. I nie chodzi tu nawet o przewagę medialną konkretnie samego Biedronia, co bardziej swoistego środowiska politycznego, które reprezentuje. Środowisko to mógłbym określić jako „lewacki antypis”. Jest to swoisty niepisany sojusz różnych partii politycznych i innych organizacji społecznych o mniej lub bardziej lewicowym charakterze, których aktualnie najważniejszym celem jest odsunięcie PiS od władzy.

 

Środowisko to niestety dysponuje zdecydowanie największym zasięgiem medialnym. Trafia ze swoim przekazem, w przeciwieństwie do mediów o charakterze prawicowym i konserwatywnym, nie tylko do osób o bardzo wyrazistych poglądach, ale także do tzw. „zwykłego Kowalskiego”. „Zwykły Kowalski” nie interesuje się polityką, nie bardzo ma chęć wnikać w szczegóły toczących się aktualnie spraw. Czasem tylko przeglądnie nagłówki w największych portalach internetowych, oglądnie któryś z popularniejszych telewizyjnych serwisów informacyjnych bądź posłucha którejś z bardziej znanych rozgłośni radiowych.

 

I siłą rzeczy zazwyczaj natrafi na przekaz „głównego nurtu”. Przekaz redagowany przez dziennikarzy Gazety Wyborczej, TVN, Polityki i tym podobnych mediów, o bardzo sprecyzowanych sympatiach politycznych. I dlatego „zwykłemu Kowalskiemu” może wydawać się, że Robert Biedroń to postać w polityce świeża, bardzo sprawny samorządowiec, osoba wręcz nieposzlakowana, w dodatku bardzo sympatyczna.

 

Prawda jest jednak zgoła inna. Robert Biedroń już w latach 90-tych zapisał się do Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej. Następnie działał w SLD, z którego ramienia w 2005 roku startował, bez powodzenia, w wyborach parlamentarnych. W latach 2011-2014 był posłem Ruchu Palikota (przemianowanego w 2013 roku na Twój Ruch) – partii która w kolejnych wyborach parlamentarnych nie zdobyła mandatów.

 

W 2014 roku został wybrany prezydentem Słupska i najprawdopodobniej dzięki temu uniknął popadnięcia w polityczny niebyt, jaki dosięgnął innych działaczy Twojego Ruchu po 2015 roku. W trakcie pełnienia tej funkcji nie zrealizował wielu przedwyborczych zapowiedzi. Nie obniżył cen komunikacji miejskiej, nie wprowadził Karty Słupszczanina, nie zbudował miejskiego aquaparku… nie będę przynudzał dalszym wymienianiem niespełnionych obietnic Biedronia, ale zainteresowanych zachęcam do „wygooglania” sobie jego „osiągnięć”.

 

I teraz ta osoba jest nam przedstawiana jako nowa jakość w polskiej polityce, uroczy gej, który kocha wszystkich i sprawny samorządowiec. Wyobraźmy sobie co te same media, które teraz promują partię Roberta Biedronia, mówiłyby gdyby podobne „sukcesy” miał na koncie któryś z liderów na prawicy. I jakie miałaby jego świeża inicjatywa poparcie w sondażach.

 

Widać jak potężną siłę mają wielkie media i jak wiele jeszcze jest do zrobienia, by dominujący w naszym kraju przekaz medialny był tworzony przez ludzi prawdziwie zatroskanych o dobro ojczyzny.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: YouTube/PRESS.WARSZAWA

 

Wczoraj miała miejsce uroczystość pogrzebowa śp. Jana Olszewskiego. Byłego premiera godnie pożegnali najbliżsi wraz z przedstawicielami najwyższych władz państwowych. Internauci zwrócili jednak uwagę na to, że w tłumie żegnających polityka ciężko było ujrzeć przedstawicieli opozycji.

 

Uroczystości żałobne miały początek o godzwracaj Bazylice Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Wzięli w niej udział m.in. rodzina zmarłego b. premiera, prezydent Andrzej Duda oraz pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda, marszałkowie Sejmu i Senatu: Marek Kuchciński i Stanisław Karczewski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu: Beata Mazurek, Ryszard Terlecki, Małgorzata Kidawa-Błońska, Bogdan Borusewicz, a także premier Mateusz Morawiecki z ministrami, prezes PiS Jarosław Kaczyński oraz b. szef MON Antoni Macierewicz. W ostatnim pożegnaniu wzięły udział również Kluby „Gazety Polskiej”.

 

Internauci zwrócili również uwagę na tych, których na pogrzebie zabrakło. Przedstawicieli opozycji ciężko było odnaleźć w tłumie. Z całą pewnością z Platformy Obywatelskiej w uroczystościach uczestniczyła marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, a były prezydent Polski Lech Wałęsa oglądał uroczystość w telewizji. Przy okazji nie powstrzymał się od podzielenia się kontrowersyjnymi komentarzami w mediach społecznościowych.

 

Internauci przypominają, że na pogrzebie zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza byli obecni między innymi premier Mateusz Morawiecki, oraz prezydent Andrzej Duda.

 

 

 

Źródło: niezalezna.pl
Fot.: Twitter – @PremierRP
EM

 

W ostatnich dniach doszło do wręcz obrzydliwej próby zrzucenia winy za tragiczną śmierć Pawła Adamowicza na przekaz prezentowany przez TVP Info. W dniu wczorajszym, w godzinach wieczornych zorganizowany nawet protest pod siedzibą TVP. Dziś Służba Więzienna zdementowała pogłoski, jakoby sprawca zamachu na życie prezydenta Gdańska, miał w czasie pobytu w więzieniu oglądać TVP Info.

 

Informacje na ten temat przekazał m.in. portal tvp.info. Obecnie jednak, o wyjaśnieniach Służby Więziennej piszą różne źródła. Wcześniej wnioski, że zabójca Pawła Adamowicza mógł zbyt wiele oglądać TVP Info, sugerowali np. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, a także Wojciech Czuchnowski będący dziennikarzem „Gazety Wyborczej”.

 

 Nie wiem, czy tak było. Jest to jedna z kwestii, którą należałoby w tej sprawie wyjaśnić: jakie mogą być konsekwencje braku możliwości dostępu do pluralizmu poglądów i czy to mogło mieć wpływ na zachowanie. Ja nie wykluczam takiej tezy – mówił na łamach Onetu Adam Bodnar.

 

Teorie tego typu zostały jedna dosyć szybko obalone.

 

– Skazani odbywający karę w Zakładzie Karnym w Malborku nie mogli oglądać stacji TVP Info – wyjaśnił mjr Bartłomiej Turbiarz z Centralnego Zarządu Służby Więziennej w rozmowie z portalem tvp.info.

 

Mjr Turbiarz został zapytany przez portal tvp.info o to czy prawdą jest, że skazany za napady na banki przyszły zabójca prezydenta Gdańska mógł podczas odbywania kary oglądać TVP Info.

 

– Skazani odbywający karę w Zakładzie Karnym w Malborku nie mogą oglądać stacji TVP Info. Operator telewizyjny, który dostarcza tam sygnał telewizyjny, akurat tego kanału nie dostarczył. Tam jest telewizja kablowa. Tam jest TVP1, TVP2, TVN24 i kilkanaście innych, ale nie ma TVP Info – powiedział mjr Bartłomiej Turbiarz.

 

Niestety wielu zwolenników tzw. totalnej opozycji, po raz kolejny dało się zmanipulować i włączyć w nagonkę na obóz rządzący oraz TVP. Teraz taka dyskusja traci sens, kiedy Służba Więzienna rzetelnie objaśnia jakie są fakty.

 

 Skazani mogą oglądać telewizję i mieć dostęp do informacji. My nie narzucamy osadzonym ani nie ograniczamy dostępu do informacji, co wynika z art. 102 Kodeku wykonawczego, gdzie zapisane jest, że skazani mają dostęp do radia, prasy i telewizji. My realizujemy te przepisy. (Ale) w zakładzie w Malborku TVP Info nie ma – tłumaczył mjr Turbiarz pytany przez tvp.info.

 

 

W internecie wiele osób nie pozostawia suchej nitki komentując całą sytuację. Osoby, które jeszcze przed pogrzebem Pawła Adamowicza publicznie protestowały przeciwko działaniom TVP, zarzucając telewizji publicznej nawoływanie do nienawiści i udział w tragedii, do której doszło w niedzielę, zdaniem wielu Polek i Polaków ośmieszyły się swoją postawą.

 

 

Źródło: tvp.info ; onet.pl ; Twitter/@SW_GOV_PL

Fot.: Facebook

 

MB

 

Niestety jak się okazało, nawet świętego i wyjątkowo ważnego dla milionów Polaków oraz chrześcijan na świecie miejsca nie potrafi uszanować spora część zwolenników tzw. „totalnej opozycji”. Aktywiści „Obywateli RP” weszli ze swoją demonstracją do Kaplicy z Cudownym Obrazem na Jasnej Górze. Dla wiernych była to po prostu profanacja.

 

Do całego zajścia doszło w sobotę. Ciężko nie określić takiego zachowania inaczej jak pokazaniem wysokiego poziomu chamstwa i braka szacunku dla innych. Do Kaplicy grupa zwolenników totalnej opozycji wtargnęła z flagami (Unii Europejskiej i Polski) oraz egzemplarzami Konstytucji, które demonstracyjnie wznoszone były we wnętrzu Świątyni.

 

Jak podała częstochowska „Gazeta Wyborcza”, taka akcja „Obywateli RP” miała być odpowiedzią na fakt, że Paulini odmówili odprawienia Mszy Św. w intencji nawiązującej do rzekomego faszyzmu w naszej Ojczyźnie. Jedna z działaczek „Obywateli RP” uważa, że w zakrystii usłyszała iż w Polsce nie ma faszyzmu, więc nie ma potrzeby wpisywania takiej intencji.

 

Zakonnicy mieli odmówić działaczom tej opozycyjnej organizacji, ze względu na fakt, że była by to prowokacja i próba upolitycznienia Mszy.

 

– Było zresztą ogłoszone, że modlimy się za wyczytane i niewyczytane intencje, więc wszystko jest w porządku – cytuje jednego z Paulinów „Gazeta Wyborcza”.

 

 

Źródło: propublico24.pl ; czestochowska.wyborcza.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

 

Nie ukrywam, że partia założona przez Ryszarda Petru, a obecnie kierowana przez Katarzynę Lubnauer nigdy nie budziła mojej sympatii. Jednak jej obecny rozkład jest dla mnie wspaniałą wiadomością nie tylko z tego powodu. Oznacza on bowiem fiasko pewnej koncepcji, jaka zrodziła się w 2015 roku w środowiskach bliskich, umownie mówiąc, „michnikowszczyznie”.

 

Gdy bowiem w 2015 roku Platforma Obywatelska traciła poparcie i widmo porażki z Prawem i Sprawiedliwością w jesiennych wyborach coraz silniej zaglądało w oczy działaczom partii Ewy Kopacz, w środowiskach im sojuszniczych pojawił się następujący koncept. Otóż należało stworzyć nową partię, oficjalnie niezależną od Platformy Obywatelskiej, ale o podobnym programie, która przyciągnie uciekający elektorat wizją lepszej jakości rządzenia. Stwierdzono, poniekąd słusznie, że osoby, które przestały popierać dotychczasową władzę nie tyle zapałały miłością do partii Jarosława Kaczyńskiego, co po prostu straciły zaufanie do włodarzy Platformy. Nowoczesna miała więc przechwycić ten odpływający elektorat i zmobilizować ludzi, którzy odwracali się od PO na skutek jej demoralizacji, do pójścia raz jeszcze na wybory i zagłosowania przeciwko PiS. Na ile ten pomysł wypalił w 2015 roku – nie wiem. Możliwe, że nawet w jakimś stopniu odniósł sukces. Niestety (a właściwie na szczęście) to, co potem wyrabiali politycy Nowoczesnej, z jej charyzmatycznym inaczej liderem, szybko zniweczyło szanse tej partii na powtórzenie choćby względnie dobrego wyniku wyborczego.

 

Obecnie Nowoczesna jest w rozsypce. Sondaże wskazują, że startując samodzielnie, nie miałaby szans na wejście do Sejmu. Jej posłowie dezerterują do PO, która na powrót staje się niekwestionowanym liderem liberalno-lewicowego anty-PiSu. Wszystko wskazuje na to, że na żaden sukces nie może liczyć również najnowsza partia byłego lidera Nowoczesnej – Teraz!

 

Ta sytuacja budzi moją nadzieję, że wyborcy ugrupowań, które weszły ostatnio w skład Koalicji Obywatelskiej, zrozumieli, że wszelkie nowe partie, próbujące udawać lepszą PO, są w istocie wydmuszkami, stworzonymi tylko po to, by przechwycić uciekający elektorat tego ugrupowania. Jest to sytuacja bardzo pozytywna, dlatego, że dowodzi słynnego twierdzenia Abrahama Lincolna, że „można oszukiwać wszystkich ludzi przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas”. A więc wszelkie wpadki, kompromitacje i grzeszki Platformy idą, mam nadzieję, już na konto całej „totalnej opozycji”. I żadne utworzenie nowej partii nie zwiększy już sumarycznego poparcia dla faworytów redakcji z ulicy Czerskiej.

Liczę, że zmiana ta jest trwała, i żadne „polityczne projekty”, jakie być może zostaną przez „totalnych” odpalone przed przyszłorocznymi wyborami nie przyciągną im zauważalnej ilości nowych wyborców. A ponadto mam nadzieję, że żadne potencjalne nowe partie lewicowo-liberalne, czy to Roberta Biedronia, czy to Władysława Frasyniuka, nie odbiorą Platformie Obywatelskiej palmy pierwszeństwa w szeregach „totalnej opozycji”. Lepszy bowiem wróg znany, niż nieznany.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Wikimedia Commons

 

Poseł Michał Szczerba z Platformy Obywatelskiej najbardziej w swojej politycznej działalności zasłynął z zachować, których dopuszczanie się nie przystoi parlamentarzyście. Głośno było o nim przy okazji nieudanego sejmowego puczu w wykonaniu opozycji totalnej, który okrzyknięty został mianem „ciamajdanu”. Teraz Michał Szczerba po raz kolejny przypomniał o sobie w niezbyt mądry sposób.

 

Poseł Michał Szczerba gościł w programie na antenie Polskiego Radia 24. Wśród poruszanych tematów znalazły się kwestie związane z tym co dzieje się w ostatnich tygodniach w Paryżu i na terenie innych francuskich miast. Internet obiegły nagrania i zdjęcia prezentujące nie tylko skalę zniszczeń jakie mają miejsce przy okazji protestów „żółtych kamizelek”, ale również brutalność funkcjonariuszy francuskiej policji przy okazji pacyfikowania demonstracji.

 

Zdaniem posła PO, nie powinno porównywać się tych wydarzeń z… brutalnością polskiej policji. Michał Szczerba uważa, że to policjanci u nas działają zbyt agresywnie na „polityczne zamówienie”.

 

– Wiem o sprawie protestów Żółtych Kamizelek we Francji, ale nie porównuję ich z brutalnością polskiej policji, która bardzo często działa na polityczne zamówienie – stwierdził poseł.

 

Jak zwykle to bywa w rozmowach z politykami pokroju Michała Szczerby, starał się on kolejny raz skupiać na niechęci do Prawa i Sprawiedliwości oraz oskarżeniach wobec obozu rządzącego.

 

– Polityka to rzecz coraz bardziej niemiła, szczególnie w państwie PiS, gdzie Kaczyński kreuje nastroje słowami o mordach zdradzieckich, za które nigdy nie przeprosił – powiedział.

 

Padły pytania również o koalicję zawiązaną na tzw. „totalnej opozycji”, pomiędzy Platformą Obywatelską a Nowoczesną. Wiele osób uważa, że Nowoczesna kończy swoje istnienie poprzez bycie wchłoniętą przez większego gracza po tej stronie sceny politycznej.

 

– Wolałbym, żeby był jeden duży klub Koalicji Obywatelskiej w którym byłaby pełna PO i pełna Nowoczesna – odniósł się do tego tematu poseł Szczerba.

 

 

https://twitter.com/dominikacosic/status/1072016942989500419

 

Źródło: Polskie Radio 24 ; tysol.pl ; Twitter

Fot.: Flickr

 

MB

 

Jesteśmy już po II turze wyborów samorządowych AD 2018, a więc można pokusić się o przeanalizowanie ostatecznych wyników. To co mnie osobiście zaskoczyło, to: względnie słaby wyniku PiS w korelacji z również słabym wynikiem PSL oraz bardzo niski wynik Wolności. Uwidoczniła się też specyficzna charakterystyka wyborów samorządowych. Ale pomału…

 

Trzy lata rządów PiS w parlamencie, to też trzy lata niemalże permanentnej kompromitacji tak zwanej  totalnej opozycji, czyli ugrupowań, które weszły ostatecznie w skład Koalicji Obywatelskiej. Ciągła histeryczna narracja o „faszyzmie” i „nazizmie”, który rzekomo zapanował w Polsce, obrona skompromitowanych sędziów, organizacja żenujących akcji, jak na przykład wieszanie koszulek z napisem „Konstytucja” na pomnikach czy donoszenie na własny kraj na Zachodzie. Krótko mówiąc opozycja totalna robiła wszystko, by jak najbardziej obrzydzić się wyborcom.

 

W odniesieniu do tych faktów, uważam wyniki wyborów za niezwykle dla KO korzystne. 27% głosów w wyborach do sejmików wojewódzkich to tylko o 7 punktów procentowych mniej niż PiS, który – wydaje się – liczył na zdeklasowanie przeciwnika. Wystawiane lub popierane przez KO osoby wygrały bój o prezydenturę w większości dużych miast kraju. W Warszawie nie udało się kontrkandydatowi Rafała Trzaskowskiego wejść choćby do II tury. Nie mówiąc już o Łodzi. PiS praktycznie „poległ” w walce o duże miasta. Nawet tam gdzie nie wygrywały osoby związane z KO, wygrywali kandydaci niezależni, często o postkomunistycznej proweniencji.

 

Sytuację tę można wyjaśnić tym, że PiS, mimo słabości (czy wręcz idiotyzmu) opozycji, zrobiło całkiem sporo, by wynik tejże opozycji zbytnio niski nie był. Moim zdaniem partia Jarosława Kaczyńskiego popełniła w ciągu ostatnich trzech lat kilka „grzechów głównych”, które uniemożliwiły jej większy wzrost poparcia przy urnach.

 

Po pierwsze zejście z jasno konserwatywnej linii programowej na rzecz polityki opartej na zasadzie „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. PiS w swoich, skądinąd słusznych, staraniach o wyborcę centrowego, trochę się zapędził, sprawiając wrażenie, iż całkowicie zapomniał o konserwatywnej części społeczeństwa. Długo by tu wymieniać: zgoda na przyjmowanie do Polski rzesz imigrantów zarobkowych, całkowita niemalże kapitualcja w walce z postępującą w Polsce homo- i genderpropagandą (vide tzw. Tęczowe Piątki, brak wypowiedzenia Konwencji Stambulskiej czy tolerowanie tzw. Gender Studies na polskich uczelniach), uległość wobec Ukrainy w sprawach historycznych, dziwne zachowanie prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie Marszu Niepodległości 2018, i tak dalej. Takie postępowanie przypomina przysłowiowe próbowanie złapania dwóch srok za ogon i jest bardzo źle widziane przez wyborców przywiązanych do tradycyjnych wartości. Z dużym prawdopodobieństwem przez taką politykę, PiS utracił wielu ludzi, którzy w dniu wyborów, zniechęceni, pozostali w domach w przeświadczeniu, że „nie ma na kogo głosować”.

 

Po drugie PiS, mimo iż daleko mu w tym do opozycji totalnej, wykonał w ciągu ostatnich trzech lat wiele niepotrzebnych lub wręcz szkodliwych kroków. Przykładem choćby prace nad zakazem hodowli zwierząt futerkowych. Koniec końców zakaz nie wszedł w życie, ale dał pewien sygnał rolnikom, w jakim kierunku może w przyszłości iść partia rządząca. Drugim przykładem: ustawa o obrocie ziemią. Trzecim: nowelizacja prawa farmaceutycznego. Można tak długo. Niestety.

 

Po trzecie to, co zauważyło wielu prawicowych publicystów – nachalna propaganda TVP mogła odnieść odwrotny do zamierzonego skutek. Zniesmaczyła i zniechęciła część umiarkowanego elektoratu PiS, natomiast zmobilizowała jego przeciwników do pójścia na wybory. Efekt końcowy każdy widzi.

 

Dużym zaskaczeniem dla mnie osobiście był dość słaby wynik PSL. PiS, jak już pisałem, zrobił niestety wiele by zniechęcić do siebie rolników, i „przekazać” ich partii Władysława Kosiniaka-Kamysza. Ta jednak uzyskała wynik znacząco niższy nie tylko od tego sprzed 4 lat, gdy działy się”cuda nad urną”, ale nawet od tego, na jaki wskazywały przedwyborcze sondaże. Możliwym wytłumaczeniem tego faktu jest zagłosowanie części silnie antypisowskiego elektoratu PSL na KO, jako na najsilniejsze ugrupowanie opozycyjne. Tłumaczyłoby to zresztą zaskakująco dobry wynik Koalicji.

 

Kolejnym, i niestety smutnym dla mnie jako wolnościowca, zaskoczeniem był bardzo słaby wynik Wolności. Gdy trzy lata temu partia Janusza Korwin-Mikkego o mały włos nie dostała się do Sejmu, uzyskując jedankowoż finansowanie z budżetu, liczyłem że to początek silnego rozwoju tej formacji. Niestety, wynik na poziomie 1,5% nie wróży niczego dobrego, nawet jeśli uwzględnimy fakt, że wybory samorządowe mają swoją specyfikę i nie sprzyjają partiom antysystemowym. Widać też, niestety, jak sypie się formacja Pawła Kukiza, która była 3 lata temu nadzieją na zjednoczenie sił antysystemowych i rozbicie monopolu partii populistycznych. Mimo mocnego startu, obecnie klub posleski się rozpada, co pociąga za sobą zmiejszenie poparcia.

 

Przy ocenie wyników wyborów samorządowych trzeba jednak zaznaczyć, że mają one swoją specyfikę. Tu głosuje się, przynajmniej poza Warszawą, na konkretnych ludzi, a nie na szyldy partyjne. Dlatego dużo większe szanse na sukces mają ludzie już sprawdzeni (choćby jako mniejsze zło) i trudno jest się w tych wyborach wybić nowym kandydatom.

 

Podsumowując, mam nadzieję, że partia rządząca weźmie lekcję wynikającą z wyników tych wyborów i nie popełni podobnych błędów w 2019 roku. Liczę też na większą aktywność i lepszy wynik partii antysystemowych w przyszłorocznych wyborach.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Wikimedia Commons

 

Ta wypowiedź, która padła podczas jednego z programów na antenie TVN 24 to z pewnością kolejna „perełka” do odlotów przedstawicieli totalnej opozycji w temacie rzekomego zagrożenia demokracji oraz praworządności w Polsce. Zdaniem byłego ministra zdrowia w rządzie PO-PSL, sytuacją w naszym kraju martwią się… osoby mieszkające w gruzińskich wioskach.

 

Bartosz Arłukowicz stwierdził w programie „Tak jest”, że 11 listopada nie przyjadą do Polski ludzie z innych państw, aby świętować z nami setną rocznicę odzyskania przez naszą Ojczyznę niepodległości, ponieważ „nie chcą”. Powiedział też, że będąc w Gruzji, słyszał od ludzi stamtąd pytania o to co się dzieje w naszym kraju.

 

– Dzisiaj nad ranem wróciłem z obserwacji wyborów prezydenckich w Gruzji. (…) I w tej Gruzji zwykli ludzie, w wioskach Kaukazu, chyba ze trzy razy zapytali mnie, co się u was w Polsce dzieje, co wy robicie ze swoją demokracją – mówił na antenie TVN 24 poseł Platformy Obywatelskiej.

 

Do tej opowieści o doświadczeniach w podróży byłego ministra, odniósł się Karol Rabenda z partii Porozumienie.

 

– A ja byłem ostatnio na wakacjach i mnie pytali, dlaczego te rządy Platformy Obywatelskiej są takie słabe i dlaczego dopuszczają do okradania państwa. Takie historie możemy sobie tworzyć, ale to już jest naprawdę program rozrywkowy – stwierdził Karol Rabenda odpowiadając Bartoszowi Arłukowiczowi. Powiedział też, że nikt nie uwierzy w taką historię.

 

Wycinek programu, który został opublikowany w sieci jest komentowany przez sporą część internautów zainteresowanych polską sceną polityczną.

 

https://twitter.com/batmar14/status/1057347576368893952

 

Źródlo: TVN 24 ; Twitter/@batmar14

 

MB