W ostatnich dniach cały świat żyje atakami terrorystycznymi do jakich dochodzi na świecie. Jednym z nich, był ten dokonany na terenie miejscowości Christchurch w Nowej Zelandii. Terrorysta zaatakował dwa meczety, w których modlili się tamtejsi muzułmanie. W wyniku ataku życie straciło aż 50 ludzi. Swój okrutny czyn, zamachowiec transmitował na żywo w internecie. Teraz pojawiają się nowe informacje na temat tej tragedii. O sprawie informuje portal rmf24.pl.

 

Zamach terrorystyczny w Christchurch został przeprowadzony przez pochodzącego z Australii Brentona Tarranta. To czego dokonał miało być w jego mniemaniu zemstą za zamach terrorystyczny przeprowadzony przez dżihadystów w Sztokholmie w dniu 7 kwietnia 2017 roku. Tarrant rozesłał niedługo przed przeprowadzeniem zamachu swój manifest do ważnych urzędników, w tym do premier Nowej Zelandii. Miał on inspirować się Andersem Breivikiem i uważać za osobę walczącą z inwazją islamu.

 

Manifest Brentona Tarranta liczyć ma 74 strony. Napisał w w nim m.in. o 11-letniej Ebbie- dziewczynce, która zginęła w Sztokholmie przy okazji zamachu dokonanego przez dżihadystę. W treści manifestu Australijczyka przewija się też temat Polski. Motywy związane z naszą ojczyzną, terrorysta zamieścił też na sprzęcie wykorzystanym do przeprowadzenia ataku. Na magazynkach broni maszynowej znajdować się miało bowiem nazwisko hetmana Feliksa Kazimierza Potockiego, który pod Wiedniem walczył z tureckimi najeźdźcami. Na karabinie widnieć miał zaś napis „Wiedeń 1683” upamiętniający tę właśnie słynną bitwę, w której polskie oddziały z królem Janem III Sobieskim odniosły sukces, który pomógł ocalić chrześcijańską Europę.

 

Reporterzy radia RMF FM mieli dodatkowo ustalić, że według nieoficjalnych informacji, Brenton Tarrant przebywał w grudniu na terenie Polski.

 

Portal rmf24.pl podaje, że służby podejmują działania mające pomóc w ustaleniu dokładniejszego przebiegu pobytu australijskiego terrorysty na terenie Rzeczpospolitej. Jak na razie, według informacji przekazanych przez rmf24.pl, miało zostać ustalone, że Tarrant przemierzył w naszej ojczyźnie ponad dwa tysiące kilometrów. Przemieszczać się miał na drogach lokalnych oraz autostradach. Takie ustalenia oparto na logowaniach telefonu terrorysty.

 

Służby badające sprawę zamachu w Christchurch sprawdzają także billingi w celu ustalenia z kim mężczyzna mógł kontaktować się na terytorium Polski. Sprawdzane są również nagrania pochodzące z kamer monitoringu. Portal rmf24.pl podał nieoficjalnie również, że z Polski przyszły zamachowiec pojechał dalej na Litwę.

 

W dniu wczorajszym informowaliśmy też o tym, co mówią po zamachu w Nowej Zelandii członkowie rodziny sprawcy ataku:

Szokujące wyznania rodziny zamachowca z Christchurch!

 

 

Źródło: rmf24.pl

 

MB

 

W piątek po południu w Nowej Zelandii doszło do tragicznego ataku, w wyniku którego zginęło 49 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. (Więcej: PILNE! Początek wojny z islamem?! W zamachach na meczety zginęło ponad 40 osób; Jest nagranie z zamachu w Nowej Zelandii! Morderca transmitował atak na Facebooku). Jak dowiedzieli się reporterzy RMF FM, służby specjalne badają polskie wątki tego zamachu.

 

Śledztwo zostało podjęte na skutek podejrzenia kontaktów napastnika z obywatelami naszego kraju. Trwają badania, czy zamachowiec kiedykolwiek przebywał w Polsce. Co jest powodem podjęcia takich kroków? Wszystko zaczęło się od kilkudziesięciostronicowego manifestu opublikowanego przez jednego z napastników przed atakiem. W dokumencie zamachowiec przytacza nazwę naszego kraju.

 

Drugim powodem okazał się fakt, iż na magazynkach broni maszynowej, której użyto tragicznego popołudnia, widnieje polskie nazwisko – Feliksa Kazimierza Potockiego – hetmana, który walczył z Turkami między innymi pod Wiedniem, za czasów Jana III Sobieskiego.

 

Informacje te potwierdził także rzecznik ministra koordynatora Stanisław Żaryn.

 

Źródło: rmf24.pl
Fot.: Agencja TVN/-x-news
EM

 

 

 

Kilka godzin temu pisaliśmy o zamachu na dwa meczety w Christchurch w Nowej Zelandii (więcej: tutaj). Morderca w chwili ataku prowadził transmisję ukazującą całą tragedię.

 

Pomimo próśb o nieudostępnianie nagrania w sieci, filmik wciąż wędruje do wszystkich zakątków Internetu. Wideo non stop usuwane jest z przeróżnych serwisów.

 

 

Źródło: nczas.com; Twitter – @sajidkhari
Fot.: Twitter – @sajidkhari
EM

To jedno z najstraszniejszych wydarzeń, jakie spotkały Nową Zelandię. Około godziny 13:40 czasu lokalnego (1:40 u nas) w dwóch meczetach w Christchurch doszło do strzelaniny. Jak podają świadkowie, do budynków wparował mężczyzna z bronią automatyczną. Zginęło co najmniej 40 osób, zaś 50 zostało rannych.

 

To jeden z najczarniejszych dni w historii Nowej Zelandii – powiedziała premier Jacinda Ardern na wieść o ataku, który miał miejsce kilka godzin temu.

 

Do pierwszego z nich doszło ok. 13:40 w meczecie Masdżid Al-Nur, a do drugiego przed godziną 16 (godz. 4 nad ranem w Polsce) w świątyni Masdżid Linwood. Według świadków strzelaniny, do meczetu wszedł mężczyzna ubrany „na wojskowo”, który miał broń automatyczną. Strzelał do przypadkowych osób. Kiedy wystrzelił cały magazynek, opuścił świątynię, wrócił do auta i wymienił broń, po czym kontynuował atak.

 

Warto zaznaczyć, że według spisu ludności z 2013 roku, Nową Zelandię zamieszkuje zaledwie 1% muzułmanów.

 

 

Jak podają media, jednym z sprawców jest 28-letni Brenton Tarrant. Mężczyzna przed zamachem spisał 37-stronicowy manifest, w którym tłumaczy motywy zbrodni. Co więcej, prowadził transmisję z ataku na swoim profilu na Facebooku! Informacje potwierdził rzecznik portalu społecznościowego z Nowej Zelandii, który oznajmił, że nagranie zostało już usunięte z serwisu. Poproszono również, by nie udostępniać nagrania w sieci.

 

Nie jest wykluczone, że do zamachu przyczyniło się kilka osób. Dotychczas udało się zatrzymać trzech mężczyzn i jedną kobietę. To jednak nie wszystko – służby informują, że wiele urządzeń zabezpieczono ładunkami wybuchowymi, które zostały zainstalowane do pojazdów.

 

Źródło: wiadomosci.wp.pl; cnn.it
EM

Jak informuje portal o2.pl, nieznani sprawcy ostrzelali z broni śrutowej tablicę, która informuje o znaczeniu pomnika polskich dzieci w Pahiatua. Zdjęcia opublikowała lokalna prasa. Głos w tej sprawie zabrała ambasada polska w Wellington.

 

– Policja prowadzi postępowanie wyjaśniające, Ambasada RP pozostaje w kontakcie z MSZ NZ i władzami lokalnymi

– poinformował na Twitterze administrator profilu placówki.

 

Polscy przedstawiciele dyplomatyczni mówią o pomniku jako jednym z najważniejszych miejsc dla Polaków mieszkających w Nowej Zelandii. Ponieważ w okolicy nie ma żadnych kamer, złapanie sprawcy może być kłopotliwe. Według portalu o2.pl, sprawa wyszła na jaw 29 marca.

 

– Z przerażeniem dowiedzieliśmy się o ataku z użyciem broni palnej na tablicę obok pomnika w Pahiatua. Mamy nadzieję, że policja znajdzie osobę (osoby) odpowiedzialną za ten haniebny czyn a wyrządzone szkody zostaną naprawione

– mówił ambasador Zbigniew Gniatkowski.

 

 

Według lokalnej prasy koszty naprawy wyniosą 2000$, co daje ok. 5 tys. zł.

 

– Sprawca dopuścił się bezsensownego ataku, który miał wymiar nie tylko fizyczny. To miejsce pamięci

– informuje „Bush Telegraph Tararua”.

 

Polskie dzieci uciekły wraz z armią Andersa z ZSRR po stalinowskiej amnestii. Nowa Zelandia była jednym z nielicznych krajów, które przyjęły wojenne sieroty. Co ważne, jako jedyna pomogła im bez stawiania żadnych warunków. W 1944 roku 733 polskich dzieci wraz z 105 opiekunami dotarło do Pahiatua, gdzie wybudowano dla nich specjalny kampus. Sieroty mieszkały w tym miejscu do 1949 roku. Większość z nich pozostała już w Nowej Zelandii, gdzie stworzyła polonię.