Debatę, która pojawiła się w związku ze strajkiem nauczycieli, zaogniło nagranie z manifestacji wspierającej postulaty nauczycieli…Zobaczcie VIDEO.

 

Strajk, który rozpoczął się 8 kwietnia, jest on wynikiem braku porozumienia między rządem a centralami związkowymi ZNP i FZZ. Związki domagają się podwyżek dla nauczycieli. Tymczasem rząd zasłania się brakiem pieniędzy. „Zakładnikami” stali się uczniowie, którzy trzymani są w niepewności – czy matury się odbędą.

 

Obecnie w całej Polsce odbywają się demonstracje. W trakcie jednego z wieców z ust uczestniczki padły kontrowersyjne słowa. Tłumaczyła ona zebranym, że tydzień po świętach Wielkiej Nocy będzie kluczowym momentem, ponieważ to właśnie wtedy odbywa się klasyfikacja uczniów przystępujących do egzaminu dojrzałości. Zagroziła ona, że protestujący „zablokują kraj” oraz „zablokują gospodarkę”.

 

Jak mówiła do zebranych: „Jeżeli PiS sobie myśli, że ktokolwiek z nas odpuści, to nie ma takiej możliwości. Trwajmy w tym strajku i uwierzcie mi, że jeżeli jeszcze ten tydzień po świętach wytrzymamy, to zablokujemy gospodarkę tego kraju”.

 

 

Źródło: nczas.com, Twitter.com
fot. Twitter.com
LS

Obecnie Polska żyje protestami nauczycieli, których działania niosą za sobą bardzo poważne skutki. Jako że ów grupa pracownicza domaga się podwyżki płac, dlaczego inni nie mogą dostawać wyższej pensji? Tak właśnie myślą pracownicy socjalni, którzy… podejmują już odpowiednie kroki w stronę bardziej satysfakcjonującego wynagrodzenia.

 

Do zadań pracowników socjalnych należy m.in. wypłata świadczeń 500+ i 300+. Grupa już wcześniej prowadziła tzw. nieinwazyjny protest, ale teraz podejmują konkretniejsze działania. Rozpoczął się zbiór deklaracji dotyczących udziału związków zawodowych oraz osób niezrzeszonych  w ogólnopolskim strajku pomocy społecznej.

 

– (…) ważne jest zwrócenie uwagi rządzącym, że jest coś w tym wszystkim nie tak, skoro pracownik socjalny kwalifikujący do otrzymania świadczenia sam mógłby z takiej pomocy skorzystać – pisał w liście do resortu minister Elżbiety Rafalskiej Paweł Maczyński, wiceprzewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej oraz członek Rady Pomocy Społecznej.

 

Potajemna i nieinwazyjna forma protestu nie przyniosła jednak wyczekiwanych skutków. Nie jest jeszcze wiadomo, w jaki sposób PFZPSiPS zamierza walczyć o podwyżkę płac. Istnieje jednak spore zagrożenie w postaci zaprzestania wypłat świadczeń 500+ i 300+.

 

– Przykład strajkujących nauczycieli pokazał, że ok. 400 tys. pracowników oświaty nie należących do żadnego związku zawodowego, ale z pomocą związków zawodowych może doprowadzić do największego strajku tej grupy zawodowej. Nasz sprawdzian przed nami. Teraz albo nigdy – poinformowano w specjalnym komunikacie.

 

Obecnie do związków należy jedynie 14% pracowników pomocy społecznej, a bez osób spoza związków demonstracje w tym sektorze nie mają szans na powodzenie. Warto przypomnieć także, że w celu przeprowadzenia demonstracji, należy przeprowadzić określoną w ustawie procedurę rozwiązywania sporów zbiorowych.

 

Źródło: nczas.com
Fot.: pixabay.com
EM

Czego to nauczyciele nie wymyślą, aby osiągnąć swój cel? Jak można się przekonać po tym wpisie, bardzo wiele – od śpiewania piosenek na melodię znanych polskich utworów, po przebieranie się za krowę i muczenie, czy puszczanie odgłosów trzody chlewnej pod oknami szkół. Przekonajcie się sami!

 

Do sieci wypłynęło mnóstwo zdjęć i nagrań ukazujących protest nauczycieli. Ostatnio wielki skandal wywołał występ KOD-owców, którzy w trakcie egzaminów gimnazjalnych puszczali pod oknami szkół odgłosy krów i trzody chlewnej. A co na to nauczyciele? Wyszli i zaczęli bić brawo…

 

 

Można było się zastanawiać, kto w tym czasie pilnował zdających egzamin uczniów. Znamy już na to odpowiedź…

 

 

Nie zabrakło także utworów śpiewanych na melodię „Dziwny jest ten świat”, „Mniej niż zero”, czy „Nic do stracenia”

 

 

 

Ale prawdziwą furorę zrobiła przeróbka „Morskich opowieści” i nauczyciel paradujący w przebraniu krowy…

 

 

A co na to publicyści? Jeden z nich, Stanisław Michalkiewicz ostro zjechał prezesa ZNP, Sławomira Broniarza. – Chcesz strajkować, to strajkuj cymbale. I proszę, niech dzieci i młodzież szkolna nie zostanie dopuszczona do egzaminów. Zobaczymy, czy cię ktoś po łbie pogłaszcze za to. Czy dostaniesz w łeb. Niech robi. Czasami durniom trzeba pozwolić – mówił publicysta.

 

 

Pozostaje nam jedynie czekać na kolejne występy demonstrantów, których bez wątpienia będzie jeszcze wiele.

 

Źródło, fot.: Twitter – @waldemarkowal; Facebook – Jacek Gniadek SVD; YouTube – Polskie Sprawy
EM

Od uruchomienia przez ZNP funduszu strajkowego minęła zaledwie doba i już teraz udało się zebrać pokaźną sumę…

 

Rzeczniczka ZNP Magdalena Kaszulanis w rozmowie z money.pl poinformowała, że do piątkowego wieczoru na konto wpłynęło ponad dwa miliony złotych. W ciągu zaledwie 5 godzin kwota urosła o milion.

 

Kaszulanis oznajmiła, że największą kwotę, czyli 108 tysięcy złotych wpłaciło małżeństwo państwa Bruszewskich.

 

Portal Money.pl dotarł do pana Marcina Bruszewskiego, który stwierdził, że wpłaty 108 tysięcy dokonał ponieważ uważa, że nauczyciele powinni czuć wsparcie społeczeństwa.

 

Jak mówił najbardziej hojny sponsor funduszu w rozmowie z money.pl: „Nie będę stał obok i milczał. W ten sposób jako obywatel chcę pokazać nauczycielom swoją solidarność. Strajk musi zakończyć się tym, że nauczyciele muszą czuć wsparcie obywateli. Za 2 lata do szkoły idzie nasza starsza córka i chcemy, by poszła do szkoły, w której nauczyciel jest uskrzydlony, pełny pomysłów i chęci”.

 

Źródło: nczas.com
fot. youtube.com
LS

Popularny, lubiany przez wielu zakonnik oraz autor książek o. Leon Knabit postanowił skomentować ostatnie zamieszanie wywołane strajkiem nauczycieli, za którego organizacje odpowiedzialne są ZNP, a także FZZ. W komentarzu o. Knabita padły zdecydowane sformułowania, jasno pokazujące jak patrzy on na takie potraktowanie uczniów w czasie egzaminów.

 

Otrzymuję sms-y i maile od nauczycieli, którzy strajkują i którzy nie strajkują. Obie strony absolutnie przekonane o słuszności swoich postaw. Więc cóż? Modlę się za nich. Jezu, Ty wiesz. Wmieszaj się wreszcie w to wszystko. Współczuję szczerze tym, którzy znajdują się w prawdziwie trudnej sytuacji materialnej – skomentował zaistniałą sytuację Benedyktyn w opublikowanym na Facebooku wpisie.

 

Jego mocne słowa i sprzeciw wynikają z próby utrudniania młodym ludziom normalnego podejścia i zdawania egzaminów. Takie postępowanie zdaniem zakonnika, stanowi działalność „antypaństwową”, którą powinien zająć się prokurator.

 

Uniemożliwienie zdania egzaminów w określonym czasie jest odebraniem młodocianemu obywatelowi konstytucyjnego prawa do wykształcenia. To działalność antypaństwowa, którą z urzędu winien się zająć prokurator generalny – zauważa o. Leon Knabit.

 

Benedyktyn staje w ten sposób w obronie praw uczniów, którym tak naprawdę powinna być poświęcona praca nauczycieli z powołania. Tymczasem dzieci nie są pewne nawet końcowej klasyfikacji poprzez sygnały jakie się pojawiają ze strony protestujących.

 

Stop! Tak nie można! KONSTYTUCJA! KONSTYTUCJA! – Napisał o. Knabit nawiązując do haseł wykrzykiwanych na antyrządowych manifestacjach w ostatnich latach.

 

 

Źródło: doRzeczy.pl ; Facebook/@leonknabit

 

 

MB

 

Z rosnącym rozbawieniem obserwuję spadek poparcia dla planowanego strajku nauczycieli. Nie jestem nim zresztą zaskoczony. W końcu rodzice, których z definicji jest znacznie więcej niż nauczycieli, zorientowali się, że konsekwencje strajku odczują na własnej skórze. I to dość silnie.

 

Dyrekcja szkoły, do której uczęszczają moje pociechy poinformowała wczoraj (2.04) nas – rodziców, iż w oparciu o takie i owakie przepisy szkoła od dnia 8.04 będzie nieczynna do odwołania. W tym czasie pociechami musimy zająć się sami, gdyż szkoła ze względu na strajk nie jest w stanie zapewnić im opieki. Jak by tego było mało co bardziej zaradni nauczyciele już przekazali uczniom materiał, który w razie strajku będą musieli opanować samodzielnie w domach – czyli de facto także przy pomocy rodziców.

 

Reasumując: nie dość, że my – rodzice musimy „wygospodarować czas”, co dla większości z nas będzie oznaczało wykorzystanie urlopów bądź zwalanie pracy, to jeszcze będziemy musieli pracować za nauczycieli. Tylko, że w przeciwieństwie do nich mamy to zrobić zupełnie za darmo. Nic więc dziwnego, że nerwowość rośnie.
Zresztą, przyznam, że od początku nie popierałem strajku nauczycieli. Choćby dlatego, że wraz z żądaniami wzrostu wynagrodzeń nie nastąpiły propozycje naprawy mocno kulejącego systemu oświaty. Czyli klasycznie: „Dajcie, nam się należy!”
Otóż wcale się nie należy. Jeśli ktoś decydował się kilka czy kilkanaście (lub nieco więcej) lat temu zostać nauczycielem wiedział jakie warunki pracy i płacy go czekają. Zawód nauczyciela wiąże się bowiem całym szeregiem korzyści i ograniczeń.

 

Tych pierwszych jest wbrew pozorom sporo. Nauczyciele mają znacznie więcej „wolnego” niż inni pracownicy, natomiast ich tygodniowy wymiar pracy wynosi 18 godzin (tzw. pensum). Otrzymują wypłatę z góry, co jest rzadkością w skali całego rynku pracy. Od stopnia nauczyciela kontraktowego cieszą się najczęściej umowami na czas niekreślony a ich ścieżka kariery jest ściśle określona. Mogą korzystać z urlopu dla poratowania zdrowia, co jest znaczącym przywilejem. Są funkcjonariuszami publicznymi z całą należną im z tego tytułu ochroną. Itp., itd.

 

Minusów pracy nauczyciela jest nieco mniej, ale mają one dość ciężki kaliber. Podstawowym i najczęściej podnoszonym jest dość słabe wynagrodzenie. Pamiętajmy jednak też, że praca nauczyciela jest niezwykle stresogenna. Wiąże się także z dużą odpowiedzialnością za uczniów.
Reasumując: młody człowiek wybierający swoją ścieżkę kariery powinien położyć na szale plusy i minusy tej pracy. Ale także np swoje pasje, marzenia i… potrzeby materialne. Ja dokonałem wyboru. Pomimo, że z wykształcenia jestem historykiem nie zostałem nauczycielem. I nie żałuję.

 

Inni wybrali inaczej. Choć tak samo jak ja znali reguły, dzisiaj po latach protestują. Lecz nie mówią do nas: „dajcie nam więcej a my damy z siebie więcej. Zrobimy coś inaczej, lepiej, mądrzej.” Taki przekaz budziłby u mnie zrozumienie, może nawet gotów byłbym przymknąć oko na osobiste niedogodności. W końcu inwestycja w edukację naszych dzieci to inwestycja w naszą wspólną przyszłość.

 

 

Przemysław Piasta

 

Związek Nauczycielstwa Polskiego nie chce już rozmowy z minister edukacji – teraz domagają się spotkania z premierem. Pojawiły się także groźby, że zostaną podjęte kolejne kroki.

 

– Możemy zablokować promocję uczniów do kolejnych klas, to spowoduje kataklizm w edukacji – grozi szef ZNP, Sławomir Broniarz. Działacz sugeruje, że władze mają ostatnią szansę, aby porozumieć się z nauczycielami. To już przekracza wszelkie granice!

 

Broniarz w udzielonym wywiadzie dla Radia Zet zaznaczył, że nie chce kolejnych rozmów z Anną Zalewską, a spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim. Oznajmił także, że manifest zaplanowany na 8 kwietnia to jedynie początek – nauczyciele mają jeszcze jednego asa w rękawie. Jak mówi, jeśli rząd nie zdecyduje się na udzielenie podwyżek, nauczyciele będą zmuszeni do nieprzepuszczania uczniów do następnych klas.

 

Za promocję uczniów do wyższych klas i szkół odpowiedzialne są Rady Pedagogiczne. Gdyby protestujący zdecydowali się na podjęcie tak radykalnych kroków, wszyscy polscy uczniowie otrzymaliby negatywny wynik na świadectwie. Zostałaby również wstrzymana rekrutacja na studia, co stanowiłoby całkowite zacofanie w systemie edukacji. Jak podkreśla ZNP, takie rozwiązanie to ostateczność, jednak nie można go całkowicie wykluczyć. – Chcielibyśmy, by rząd miał tego świadomość – informuje Broniarz. Dodał także, że w strajku wzięło udział ponad 90% szkół w całej Polsce, a w większości placówek uczestniczyć chce w nim aż 100% nauczycieli.

 

– Jesteśmy przekonani, że strajk, który zacznie się 8 kwietnia będzie się toczył także w trakcie egzaminów, które zaczynają się 10 kwietnia, jeśli nic się nie zmieni, to tak samo będzie podczas kolejnych egzaminów gimnazjalnych 15 kwietnia – grzmiał szef ZNP. Do sporu zbiorowego, jak mówi prezes, pragną dołączyć nawet szkoły o profilu katolickim czy te pod opieką innych organizacji.

 

Nauczyciele żądają podwyżek płac o 1000 złotych (mowa tu o podstawie). Przez wiele miesięcy ZNP usiłował rozmawiać na ten temat z minister edukacji Anną Zalewską, jednak na próżno – szefowa resortu twierdzi, iż spełniła prośby nauczycieli. Ci jednak oskarżają kobietę o kłamstwo i żądają rozmów z szefem rządu.

 

Żródło: dorzeczy.pl

Fot.: wikipedia.org

EM

41 proc. badanych w panelu Ariadna uważa, że polscy nauczyciele zarabiają za mało. Ale aż 39 proc., że zarabiają w sam raz. 51 proc. badanych przez WP nie popiera planów strajku nauczycieli. A już o tym, że miałby być w czasie egzaminów, większość Polaków nie chce słyszeć.

 

Tylko 9 proc. badanych uważa, że nauczyciele zarabiają za dużo, a 11 proc. nie ma na ten temat zdania, to grupa, która uznaje zarobki nauczycieli za wystarczające, zaskakuje.

 

39 proc. badanych uznało, że pedagogom nie należą się podwyżki. Mniejszość – 41 proc., jest przekonana, że wynagrodzenia nauczycieli są zbyt niskie.

 

O planach strajku nauczycieli wie aż 72 proc. badanych. O przyczynie złych nastrojów w branży – braku zgody rządu na podwyżkę wynagrodzeń o 1000 zł miesięcznie – też. Ale na pytanie: „czy popierasz pomysł strajku nauczycieli w Polsce” aż 51 proc. badanych odpowiedziało „nie”. „Za” jest tylko 33 proc., a 16 proc. nie ma w tej sprawie zdania.

Głosy rozkładają się wyraźnie przeciwstawnie, gdy sprawdzimy preferencje polityczne wypowiadających się w sprawie strajku. Aż 60 proc. zwolenników PiS jest przeciw protestom. Z kolei 56 proc. badanych deklarujących się jako zwolennicy PO strajk by poparło. Ale nie jego termin.

 

Polacy nie chcą, by nauczyciele strajkowali w czasie egzaminów ich dzieci. Przeciwnym organizacji strajku w dzień egzaminu ósmoklasistów jest aż 73 proc. badanych-zwolenników PiS i ponad 60 proc. ankietowanych zwolenników PO.

 

Inny termin? Nadal większość – 43 proc. – strajku nie chce, a tylko 37 proc. go poprze. Sprawa wygląda inaczej, kiedy sprawdzimy wyniki dla zwolenników rządu i zwolenników opozycji. Ci pierwsi (55%) będą przeciw strajkowi nawet, gdyby odbył się w innym terminie niż egzaminy. W takim przypadku 63 proc. popierających opozycję poparłoby też strajk.

 

Wyniki badania wskazują, że społeczeństwo wcale generalnie nie popiera walki nauczycieli o wyższe pensje. Za tym, żeby płace rosły, jest mniejszość. Za strajkiem – również.

 

Źródło: opinie.wp.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

Jak donosi portal dorzeczy.pl, Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego przyznał, że zarabia 12 tysięcy złotych brutto miesięcznie. I jak przekonuje „robienie z tego powodu zarzutu jest niefortunne”.

Jak mówił Broniarz podczas dzisiejszego programu w Radiu Zet: „Każdy nauczyciel i pracownik zarządu głównego, każdy członek kierownictwa jest opłacany ze składek członków Związku Nauczycielstwa Polskiego. Nikt nam w tym nie pomaga, wręcz przeciwnie. Jak każdy związek i każdy obywatel musimy płacić podatki. Robienie z tego powodu zarzutu jest niefortunne. To jest próba szukania innego obszaru do dyskusji na zasadzie „przepraszam, a w Ameryce biją murzynów””,

 

Szef ZNP zaznaczył fakt, że to nie on wyznaczył wysokość swojej pensji. Za wysokość jego zarobków odpowiadają ciała kolegialne związku nauczycielstwa polskiego, a te pieniądze pochodzą ze składek członków związku.

 

„Nie kradniemy tych pieniędzy, nie uszczuplamy budżetu. Odprowadzamy jak każdy obywatel pieniądze. Nikt nie postawił nam jakiegokolwiek zarzutu niegospodarności” – bronił.

 

Źródło: dorzeczy.pl
fot. Wikipedia Commons
LS