Tragedia rozegrała się w styczniu 2017 roku w woj. dolnośląskim. 24-letnia Natalia była wówczas w 22. tygodniu ciąży. Kiedy przyszła mama zauważyła u siebie niepokojące plamienia, natychmiast udała się do ginekologa, który skierował ją do szpitala. Nie wiedziała jeszcze jak tragiczny będzie finał tej historii…

 

Wybór padł na szpital w Świebodzicach, gdzie trzy lata wcześniej kobieta urodziła synka.
To tam przyszła mama małej Nadii usłyszała diagnozę: kobiecie grozi poronienie. Jak mówi jeden z lekarzy, Krzysztof S., który ocenił sytuację i odebrał 24-latce poród, proponował on przetransportowanie kobiety do innej placówki. Pokrzywdzona zaprzecza jednak mówiąc, że taka sytuacja nie miała miejsca.

 

– Byłam przygotowana na wcześniejszy poród. Dziś już wiem, że on od razu skazał moje dziecko na straty. Nie podjął walki. Czekał – mówi rozżalona Natalia w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

 

O tragicznych wydarzeniach z sali porodowej opowiedziała położna Anna. – Po chwili zobaczyłam, że rodzi się dziecko, najpierw wychodziły nóżki. Lekarz trzymał te nóżki. Ja widząc, że zaraz urodzi się dziecko, przygotowałam narzędzia do odpępniania. Wtedy zobaczyłam, jak lekarz położył na chustę zestawu porodowego dziecko. Nie miało głowy… – relacjonuje.

 

– Przepraszam – powiedział lekarz, stojąc nade mną. Nie wiedziałam, co miał na myśli, ale wiedziałam, że dzieje się coś złego. Coś próbował ze mnie wydobyć, bardzo bolało, kazałam mu przestać – wspomina Natalia.

 

Gdy tylko 24-latka dowiedziała się co się wydarzyło, zawiadomiła policję, zarzucając lekarzowi morderstwo. Zdaniem prof. Suchockiego, gdy tylko dojdzie do odejścia wód płodowych, należy jak najszybciej wykonać badanie wewnętrzne oraz zbadać czynności serca płodu. – Nie wolno rozpoczynać parcia przed całkowitym rozwarciem szyjki macicy i nie dopuszczać do rodzenia się płodu przed całkowitym rozwarciem, pozwalając rodzić się samoistnie główce lub z pomocą chwytu Veita-Smelliego, ale ten rękoczyn wykonujemy przy pełnym rozwarciu szyjki macicy – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.

 

– Metoda Veita-Smelliego nie była wykonana prawidłowo, gdyż zastosowano ją przed rozwarciem zupełnym i była wykonana z użyciem dużej siły, która spowodowała oderwanie główki. W tej bardzo niekorzystnej sytuacji położniczej, która powstała na skutek nieprawidłowo przeprowadzonej pomocy, należało zamiast użycia siły fizycznej spróbować natychmiast nacisnąć ujście szyjki macicy i w ten sposób spowodować większe rozwarcie ujścia, pozwalając urodzić główkę płodu bez jej tragicznej dekapitacji – kontynuuje ekspert.

 

Pomimo upływu 2 lat, sprawa wciąż jest badana przez prokuraturę. Według Collegium Medium Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Krzysztof S. nie popełnił żadnego błędu lekarskiego i nie powinien być uznany za winnego.

 

Mecenas Małgorzata Hudziak z kancelarii Lazer & Hudziak zapowiada jednak walkę o dobro pacjentki i pozwanie szpitala. Lekarz odbierający poród nie przyznaje się do winy, nie chce także komentować sprawy. Ponadto oddział ginekologiczno-położniczy, na którym doszło do tragedii został zamknięty kilka miesięcy po wydarzeniu. Jako oficjalny powód podano przyczyny ekonomiczne.

 

Źródło: dorzeczy.pl
Fot.: pixabay.com
EM