Te Święta Wielkanocne zostaną zapamiętane przez Kościół jako wyjątkowo krwawe. Media na całym świecie informują bowiem od Niedzieli Wielkanocnej o serii makabrycznych ataków na Sri Lance, w których zginęło ponad 300 osób, a kolejne setki zostały ranne. Wiele osób zauważa, że pewne trudne do wytłumaczenia zdarzenie, do jakiego doszło na tej właśnie wyspie, mogło być ostrzeżeniem przed tym co nadeszło w Wielką Niedzielę.

 

Ataki zostały wymierzone głównie w kościoły oraz luksusowe hotele. W związku z przeprowadzonymi zamachami zatrzymano 42 podejrzanych. W trakcie zatrzymać doszło też do zabójstwa kilku funkcjonariuszy policji. Jeszcze w Poniedziałek Wielkanocny policja znalazła kolejny ładunek wybuchowy w jednym z samochodów. W trakcie jego rozbrajania doszło do eksplozji.

 

Jak twierdzą służby na Sri Lance, za atakami stać ma radykalna islamistyczna organizacja National Thowheeth Jama’ath (NTJ). Bardzo możliwe, że wsparcia udzielało tej grupie dżihadystów tzw. Państwo Islamskie. Póki co należy pamiętać jednak, że okoliczności zamachów są badane

 

W związku z zaistniałą sytuacją, na Sri Lance wprowadzono stan wyjątkowy oraz godzinę policyjną. Aby uniknąć wywoływania paniki, ludziom odcięto również dostęp do mediów społecznościowych. Pojawiają się informacje, że już wcześniej służby miały sygnały o planowanych zamachach. Wieści te miały nie docierać do premiera Sri Lanki, co było skutkiem konfliktu z urzędującym tam prezydentem.

 

W natłoku tych wszystkich informacji i ustaleń, pojawia się też wątek cudu, do jakiego dojść miało na Sri Lance w Wielki Piątek. Dla wielu osób był to znak zapowiadający lub ostrzegający tragiczne wydarzenia. Nadprzyrodzoną działalność widzą w tym internauci z różnych zakątków świata.

 

Co warte podkreślenia, informacja o cudownym zdarzeniu została opublikowana przez jednego z użytkowników Reddita w Wielką Sobotę, czyli dzień po sytuacji, którą wielu określa cudem, a dzień przed zamachami.

 

Opublikowane na tym portalu fotografie przedstawiają figurę Matki Boskiej w kościele św. Filipa Neriego znajdującego się w miejscowości Kalutara na Sri Lance. Właśnie w Wielki Piątek, posąg ten miał płakać krwawymi łzami.

 

 

Źródło: reddit.com/Adrianrj101

 

MB

Po pożarze w paryskiej Katedrze Notre Dame, którego okoliczności wciąż są wyjaśniane w ramach śledztwa, przypominano niejednokrotnie w internecie oraz mediach, że przez ostatnie lata bardzo często dochodziło we Francji do ataków na święte miejsca, w tym m.in. podpalania kościołów. Niestety nawet w taki dzień jak Wielki Piątek, kiedy katolicy przeżywają oraz kontemplują czas męki Syna Bożego, pojawiła się w mediach następna smutna wiadomość z Francji. Doszło tam do kolejnego zbezczeszczenia miejsca kultu.

 

Do zdarzenia doszło na terenie miejscowości Marlhes, leżącej nieopodal Saint-Étienne. Dopuszczono się tam zniszczenia posągu przedstawiającego Najświętszą Maryję Pannę. Dodatkowe oburzenie wywołuje fakt, że dokonano tego przez odcięcie figurze Matki Bożej głowy.

 

Najprawdopodobniej sprawca lub sprawcy wcześniej zaplanowali i dobrze przygotowali całą akcję. Posąg posiada bowiem metalowe zbrojenie, a sam wykonany jest z żeliwa. Osoby, które dopuścił się zbezczeszczenia posągu, złamały figurę na wysokości głowy i klatki piersiowej.

 

Jest to kolejna taka smutna sytuacja. Posąg Matki Bożej w Marlhes jest często odwiedzany przez okolicznych mieszkańców. Przykre jest więc, że w te Święta ludzie nie będą mogli podziwiać tego miejsca tak jak w jego normalnym stanie.

 

Prezes stowarzyszenia „Przyjaciele Marlhes” Roger Defours zapowiedział, że posąg zostanie zreperowany lub postawiona zostanie w tamtym miejscu nowa figura.

 

Co warte podkreślenia, nie jest to pierwszy raz, kiedy w Marlhes dochodzi do uszkodzenia tego właśnie pomnika Matki Boskiej. W 2018 roku doszło tam do pożaru, który zniszczył figurę. Do dzisiaj przyczyna pojawienia się tam wówczas ognia ma być oficjalnie nieznana.

 

 

 

Źródło: tvp.info ; Twitter/@Leprogresloire 

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

Wszystko rozegrało się na stałej trasie, którą wierni wracają do domów z Eucharystii w kościele Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Michalczowej niedaleko Nowego Sącza.

 

Trwająca Msza Święta w kościele niespodziewanie przedłużyła się, a kiedy ludzie pare minut po 11 byli jeszcze w świątyni, wówczas nieopodal na ulicy rozegrały się groźne sceny. Niebieskie Audi A6 wypadło z trasy, zniszczyło barierki i rozbijając się na chodniku zatrzymało się przed samą kapliczką, w której znajduje się figura Matki Bożej. Dla wielu osób miała tu swój udział Boża opatrzność.

 

Mimo tego, że zniszczeniu uległy barierki, trawnik przy kapliczce i sam roztrzaskany ekskluzywny samochód, to jednak kapliczka miała pozostać nienaruszona, choć Audi znalazło się na centymetry od niej.

 

Jak się okazało młody kierowca auta był w stanie nietrzeźwym. Znaleziono go 2 km dalej od miejsca zdarzenia. Wcześniej uszkodził on też zaparkowaną przy kościele Toyotę. Nie są jednak dokładnie znane informacje na temat tego ile promili alkoholu miał on we krwi w czasie wypadku.

 

– Auto przejechało chodnik, przewróciło się na dach i zatrzymało przy samej figurze Matki Boskiej. Ludzie mówią, że kierowca, młody człowiek, tak po trzydziestce, był pijany. Wydostał się z samochodu i zaczął uciekać. Ponoć gonili go ponad kilometr. A może w szoku był, czy to wiadomo… Potem przyjechało pogotowie i zabrali go do szpitala – powiedział jeden z mieszkańców tej małej miejscowości w rozmowie z portalem sadeczanin.info.

 

 

Sprawę skomentował również ksiądz.

 

– Msza dziś rzeczywiście była dłuższa. Mieliśmy chrzest dziecka i nieco dłuższe ogłoszenia parafialne. Naprawdę nie wiem, czy tak miało być – stwierdził kapłan.