W środę wieczorem podlaska policja odnalazła zakopane ciało noworodka. Jak wynika z ustaleń, chłopca urodziła 14-letnia dziewczyna!

 

We wtorek, 23 kwietnia do szpitala w Suwałkach zgłosiła się 14-letnia Zuzanna, skarżąc się na ból brzucha. Po wstępnych badaniach na jaw wyszło, że nastolatka była po porodzie! Lekarze szybko zawiadomili policję o popełnionym przestępstwie, a ci następnego dnia odnaleźli ciało małego dziecka w lesie.

 

Wiadomo, że partner 14-latki również jest nieletni. Jak wykazała przeprowadzona w czwartek sekcja zwłok, dziecko urodziło się żywe, a po porodzie ważyło 2,5 kg. Na świat przyszło 22 kwietnia, w drugi dzień świąt. Sytuacją zajął się już Rzecznik Praw Dziecka, który zażądał od dyrektora MOPR-u aktu sprawy. Dziewczyną bowiem opiekowała się rodzina zastępcza, nad którą czuwał koordynator ośrodka.

 

Jak poinformował w rozmowie z Radiem 5 Ryszard Tomkiewicz z Prokuratury Okręgowej w Suwałkach, w przypadku zakopania przez nieletnią żywego dziecka, dziewczyna odpowie za dzieciobójstwo. Jeśli było ono jednak martwe, 14-latka odpowie za zbezczeszczenie zwłok. Podobny los przypisuje się rzekomemu, 16-letniemu ojcu dziecka.

 

Źródło: poranny.pl; b1.pl
Fot.: YouTube – SILESIA FLESZ TVS
EM

„Super Express” zapowiada publikację materiałów dowodzących znęcaniu się Roberta Biedronia nad swoją matką i jego młodszym bratem. Czy to koniec kariery lidera Wiosny?

 

Wszystko działo się 19 lat temu, kiedy to matka polityka, Helena pozwała swojego wówczas 24-letniego syna do sądu. Pogłoski na temat b. prezydenta Słupska krążą już od kilku dni i rzekomo inspirował je mecenas związany z Koalicją Europejską i PO.

 

Jak udało się ustalić „SE”, około 20 lat temu do sądu rejonowego w Krośnie wpłynął akt oskarżenia przeciwko Robertowi Biedroniowi – później politykowi postawiono zarzuty z art. 157 i art. 207 kodeksu karnego obejmujące spowodowanie uszczerbku na zdrowiu i znęcanie się. Warto wiedzieć, że są to przestępstwa, za które grozi kara nawet 10 lat pozbawienia wolności.

 

Jak donosi dziennik, teraz Helena Biedroń broni swojego syna tłumacząc, że zdarzenie miało miejsce dawno temu i nie chce wracać do przeszłości. – Nie chcę do tego wracać, to był straszny czas… nasz dom przypominał wtedy piekło. Robiłam wtedy co musiałam, żeby chronić siebie, Roberta i resztę naszej rodziny przed mężem – mówi mama polityka w rozmowie z gazetą.

 

Lider wiosny zaprzecza jednak wszystkim doniesieniom.
–  Zawsze kochałem i kocham moja mamę i nigdy bym jej nie skrzywdził. To najważniejsza osoba w moim życiu – wyznaje Biedroń. – Przykro mi, że razem z mamą musimy teraz publicznie rozgrzebywać najtrudniejsze wspomnienia, o tym kiedy żyliśmy w wiecznym strachu przed ojcem. – dodaje.

 

Warto zwrócić uwagę na fakt, że Wiosna ma duże szanse na zwycięstwo z KE w wyborach do PE. Czy to z tego powodu mecenas przyszykował specjalną, aby pozbyć się konkurencji?

 

Źródło: nczas.com
Fot.: YouTube – tvn24.pl
EM

Dramaturgii całej sytuacji dodaje fakt, że sytuacja miała miejsce na terenie stadionu. Młody zawodnik Ruchu Chorzów Bartłomiej Kulejewski rozgrywał tam przegrany z Zagłębiem Sosnowiec mecz, który przesądził o spadku Ruchu do II ligi i awansie rywali do Ekstraklasy.

 

Na trybunach podczas tego spotkania zasiadła również mama 18-letniego Kulejewskiego. Kiedy zakończyło się spotkanie kobieta zasłabła. Cieszący się z powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej zawodnicy z Sosnowca nawet nie byli świadomi tego jaka dramatyczna walka o życie matki obrońców rywali rozgrywa się praktycznie obok.

 

W sytuacji, kiedy matka Bartłomieja Kulejewskiego zasłabła, medycy podjęli natychmiast działania. Piłkarze „Niebieskich”, wśród których był też Bartłomiej, szybko udali się w miejsce, gdzie wszystko się działo na trybunie. Mogli jednak jedynie przyglądać się walce o jej życie.

 

Akcja reanimacyjna trwałą prawie 40 minut i zapowiadało się na poprawę sytuacji. Kobietę przetransportowano do szpitala, niestety jednak pomimo całego wysiłku służb medycznych, kobieta zmarła.

 

– To wielka tragedia, nieporównywalna z niczym innym. Wie pan, klub w niedzielę spadł do II ligi, zaraz może awansuje, ale życia nic nie przywróci – stwierdził Janusz Paterman, prezes chorzowskiego klubu.

 

W związku z rodzinną tragedią, wrócił do kraju ojciec Kulejewskiego, który przy okazji całego dramatu przebywał akurat poza Polską.