Nie tak dawno doszło do agresywnego ataku na Magdalenę Ogórek pod budynkiem TVP, kiedy grupa zwolenników tzw. totalnej opozycji pluła na jej samochód oraz oklejała go naklejkami. Na temat znanej prezenterki telewizyjnej oraz historyczki wypowiedział się ostatnio też Leszek Miller.

 

W 2015 roku, Magdalena Ogórek zaangażowała się w politykę, kandydując na urząd prezydenta Polski z ramienia SLD. Ostatecznie zajęła wówczas piąte miejsce zdobywając 2,38 % ważnych głosów. Obecnie nie może ona liczyć na zbytnią sympatię czy przychylność swoich dawnych kolegów z lewicy.

 

Ówczesny szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej Leszek Miller wspominając tamten czas stwierdził niedawno w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”, że w pewnym momencie „miał tak dosyć Ogórek, że chciał ogłosić, że nie jest kandydatką„.

 

Według relacji byłego premiera z tamtej kampanii, Magdalena Ogórek miała powiedzieć mu w pewnym momencie, że wyjdzie do dziennikarzy i wyjawi co sądzi na jego temat. Miller uważa, że jej od tego nie odżegnywał, ale ostrzegał kandydatkę na prezydenta, że kiedy ta skończy, wówczas i on zejdzie do dziennikarzy i przedstawi swoją wersją, na czym zdaniem Millera obecna prezenterka TVP straciłaby.

 

Miller mówił też, że poparcie Magdaleny Ogórek wynikało wówczas z potrzeby wystawienia kandydata spoza ugrupowania. Stwierdził też, że od odwołania tej kandydatury odwiedli go inni koledzy.

 

W udzielonym wywiadzie, były premier zwrócił też uwagę na fakt, że ówczesna kandydatka na prezydenta była swego czasu asystentką Grzegorza Napieralskiego.

 

– Opiekowała się nawet jego dziećmi. Kilka razy ją widziałem – powiedział Miller. Wyraził też opinię, że „popełniają błąd wszyscy, którzy jej nie doceniają. Jest bardzo inteligenta, dysponuje rozległą wiedzą na różne tematy i liczy na to, że zrobi wielką karierę polityczną przy pomocy prawej strony”.

 

Wypowiadając się dla „Dziennika Gazety Prawnej”, Leszek Miller ocenił iż Magdalena Ogórek „robiła wrażenie”. Powiedział też o „maślanych oczach i nadskakiwaniu” polityków wobec kandydatki, co miało być w opinii Millera reakcją na jej „trzepotanie rzęsami i poprawianie włosów”.

 

Były szef SLD przyznał, że był zapraszany przez Magdalenę Ogórek do jej programu na antenie TVP. Miał jednak odmówić odpowiadając: „Pani Magdo, może jeszcze za wcześnie„.

 

 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna ; wp.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

„Kłamczucha, precz, wstyd i hańba!” – takie słowa usłyszała od demonstrujących Magdalena Ogórek, opuszczając siedzibę TVP Info po emisji programów „Minęła 20” i „Studio Polska”. Protestanci nie mieli litości. Zagrodzili jej wyjazd!

 

Magdalena Ogórek w sobotę późnym wieczorem opuściła studio TVP Info przy placu Powstańców. Kiedy pojawiła się na zewnątrz, czekała na nią grupa demonstrantów. Prezenterka zdołała wsiąść do samochodu, ale protestujący zagradzali jej drogę przejazdu, krzycząc: „Zatrudnijcie dziennikarzy!”, „Wstyd i hańba!”, „Kłamczucha, precz!”.  Kobiecie udało się opuścić parking dopiero po interwencji policji.

 

Padły także mocniejsze, niecenzuralne słowa. –Sp..j kłamliwa babo obrzydliwa – krzyczała jedna z protestujących. Demonstranci siadali przed maską samochodu Ogórek i przykładali do przedniej szyby auta kartki z wypisanymi sloganami.

 

Te skandaliczne zachowanie potępił między innymi szef MSWiA Joachim Brudziński, który zapewnił, że sprawa zostanie wyjaśniona. Sytuacji nie omieszkało skomentować także wielu dziennikarzy.

 

 

„Nie ma żadnego znaczenia, czy i jak bardzo macie rację. Używając przemocy fizycznej wykluczacie się z debaty publicznej, a jednym miejscem nadającym się do wygłaszania waszych opinii staje się ława oskarżonych w sądzie” – napisał red. naczelny Onetu Bartosz Węglarczyk.

 

 

Sprawę skomentował także przewodniczący Rady Mediów Narodowych.

 

 

Sprowokowanie tego ataku, szef „Wiadomości” TVP zarzucił politykom.

 

 

Tomasz Siemoniak, jeden z liderów Platformy Obywatelskiej wyraził wsparcie zaatakowanej.

 

 

Źródło: fakt.pl; Twitter
Fot.: Zdrowa Polska/Facebook
EM

Śledczy badają sprawę finansów Magdaleny Adamowicz, wdowy po zamordowanym prezydencie Gdańska. Na kobiecie ciąży zarzut zatajenia prawdy w zeznaniach podatkowych.

 

Jak podaje Wirtualna Polska, żonie zmarłego już Pawła Adamowicza, podobnie jak i jemu samemu zostały postawione zarzuty podania nieprawdy w zeznaniach podatkowych za 2011 i 2012 rok. Jak wynika z ustaleń śledczych, zataili oni informacje na temat wysokości swoich dochodów i zysków z wynajmu mieszkań. Tym sposobem zmniejszyli należny Skarbowi Państwa podatek o ponad 131 tysięcy złotych!

 

To efekt śledztwa, które rozpoczęło się po zawiadomieniu Pawła Wojtunika, ówczesnego szefa CBA. W 2012 r. gdańskie CBA przeprowadziło kontrolę oświadczeń majątkowych z lat 2007-2012. Po kontroli do prokuratury trafiło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

 

Były prezydent miasta bronił się wtedy, że zarzuty są bezpodstawne. – Prokuratura stwierdziła, że „przestępstwo polegało na ukryciu środków pieniężnych poprzez zatajenie ich na rachunkach bankowych”. Czy można coś zataić na rachunku bankowym? Wydaje się, że w obecnej sytuacji politycznej decydentom tzw. „dobrej zmiany” zależy na mnożeniu wątków i przeciąganiu całej sprawy. Mówiąc językiem potocznym: na „grillowaniu” mnie – mówił Paweł Adamowicz.

 

Źródło: fakt.pl
Fot.: Mateusz Ochocki / KFP
EM