O sprawie pisze portal interia.pl. Osobom z patriotycznymi odczuciami ciężko jest tą sytuację określać inaczej jak po prostu skandal. Okazuje się, że część pojazdów wiozących dary dla Polaków na Ukrainie, jest zawracana na granicy. 

 

Interia opisała sytuację, kiedy bus z zebranymi w szkołach w małopolskich Krzeszowicach darami nie został wpuszczony na Ukrainę. Miały one trafić do ubogich Polaków zamieszkujących Lwów, jak również Samborze, gdzie po przekazaniu polskim siostrom zakonnym miały trafić do odpowiednich osób.

 

– Przez polską granicę w Krościenku i odprawę celną przejechałem bez problemu. W czasie kontroli celnej na Ukrainie zostaliśmy zatrzymani. Nie pomogły tłumaczenia, że to pomoc charytatywna. Nie wpuszczono nas – opowiedział cytowany przez Interię pan Wacław, który kierował busem.

 

Wiozący dary zaznacza, że spotkał się z czymś takim po raz pierwszy. Wcześniej nie miał tego typu problemów przy przejeździe przez polsko-ukraińską granicę.

 

– Byliśmy tam przed Wielkanocą tym samym busem i udało się przewieźć dary. W poprzednich latach także nie było z tym problemów – powiedział.

 

Czekając na przygotowanie przez ukraińskie służby wszystkich protokołów, pan Wacław spędził w urzędzie celnym około dwie godziny. Podjął się jeszcze próby przejechania przez przejście graniczne w Medyce. Okazało się, że również tam mu się to nie udało. Tam jednak, jak sam mówi, napisanie protokołu zajęło pół godziny.

 

Polscy celnicy mieli przekazać mu informację, że taki przypadek nie jest odosobniony. Inne auta wiozące dary dla Polaków mieszkających na Ukrainie również zostały zawrócone na granicy.

 

– Nie zostały dopełnione formalności. Jedna z tych przesyłek była z Senatu. Nie powiadomiono ukraińskiej służby celnej wcześniej, że taka przesyłka będzie. Po uzupełnieniu dokumentów samochód został szybko przepuszczony przez granicę. Nie ma więc w tym przypadku sytuacji, która wskazywałaby na opieszałość czy złośliwość ukraińskich służb – wyjaśnia Marta Szpakowska, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Lublinie przyznając, że rzeczywiście takie sytuacje miały miejsce.

 

Pan Wacław uważa jednak, że nie był miło potraktowany przez ukraińskie służby.

 

– Ukraińska celniczka krzyczała na mnie. Traktowała mnie jakbym coś ukradł – opowiedział.

 

Jak twierdzi nie mógł nawet uzyskać informacji na temat tego jakich dokumentów mu brakuje, w związku z czym nie jest wpuszczony. Celnik miał w odpowiedzi stwierdzić, że „za długo by opowiadać”.

 

Jak pisze Interia, Państwowa Służba Graniczna Ukrainy nie odpowiedziała na prośbę o komentarz do tej sprawy.

 

Źródło: Interia.pl

Fot.: Public Domain Pictures

 

MB

 

Lwowska rada obwodowa ogłosiła rok 2019 w obwodzie lwowskim Rokiem Stepana Bandery i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

O decyzji lwowskiej rady obwodowej, będącej odpowiednikiem polskiego sejmiku województwa poinformowano na ich stronie internetowej. Wspomniano również, że w przyszłym roku przypada 110. rocznica urodzin Stepana Bandery, a także 90. rocznica utworzenia Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

 

Zbrojnym ramieniem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów była Ukraińska Powstańcza Armia, która odpowiada za eliminację ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, które trwały od 1943 r. Wskutek rozpoczętej w 1943 roku na Wołyniu czystki etnicznej, śmierć poniosło od 30 do 60 tysięcy Polaków. Mieszkańcy Ukrainy mówią o 10-12, a nawet 20 tysiącach swoich ofiar. Celem akcji było zmuszenie do ucieczki naszych rodaków z Wołynia, gdy Ci odmówili opuszczenia tych terenów.

 

Dowódcą jednej z frakcji OUN był Stepan Bandera. Działacz ten był organizatorem akcji terrorystycznych przeciwko państwu polskiemu i ZSRR, m.in. zamachów w 1933 roku na konsulat radziecki we Lwowie oraz w 1934 roku na ministra spraw wewnętrznych II RP Bronisława Pierackiego.

 

Za zamach na Pierackiego został skazany na karę śmierci, którą później zamieniono na dożywocie. Po upadku II Rzeczypospolitej został jednak uwolniony, a 30 czerwca 1941 roku ogłosił we Lwowie powstanie niepodległego państwa ukraińskiego, za co w lipcu 1941 został aresztowany przez Niemców i trafił do obozu w Sachsenhausen, gdzie przebywał do września 1944 r. Po II wojnie światowej Bandera zamieszkał w Monachium pod przybranym nazwiskiem Stefan Popiel. Został zamordowany w październiku 1959 roku przez agenta KGB Bohdana Staszyńskiego.

 

Źródło: wprost.pl
Fot.: AFP
EM

Do zatrzymania młodych Polaków doszło we Lwowie. Są to studenci dziennikarstwa z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Odwiedzili oni historyczny dla naszej ojczyzny Cmentarz Orląt Lwowskich. Teraz może grozi im nawet pięć lat więzienia.

 

Jak wyjaśnia Radio Maryja, młodzi mężczyźni udali się do Lwowa z zamiarem nagrania etiudy filmowej z okazji setnej rocznicy polskiej obrony tego historycznego miasta. Będąc na polskiej nekropolii, w celu oddania hołdu poległym Bohaterom, odpalili oni tam race w barwach białych i czerwonych oraz wywiesili polską flagę. Brak pozwolenia na takie działanie stał się dla lokalnych służb powodem do zatrzymania młodych Polaków.

 

Filip H., Milan K. oraz Krzysztof P. zostali zatrzymani przez ochronę cmentarza, a następnie przekazani w ręce tamtejszej policji. Sprawą zajmuje się SBU (Służba Bezpieczeństwa Ukrainy).

 

Pochodzących z Polski studentów przesłuchano, a także postawiono zarzut prowokacji politycznej oraz czynu chuligańskiego.

 

Na jednym z ukraińskich portali udostępniono nagranie, na którym zarejestrowano naszych rodaków odpalających środki pirotechniczne na terenie Cmentarza Orląt Lwowskich. Film ten można obejrzeć poniżej.

 

 

Źródło: Zaxid.net ; nowosci.com.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

W ostatnich latach doczekaliśmy się czasów, kiedy w końcu zaczyna się mówić o przemilczanych wydarzeniach z kart naszej historii oraz przywraca się pamięć o tych, którzy oddali swoje życie za Polskę. Przy tym wszystkim bardzo ważne jest jednak, aby też samemu potrafić wyjść z roli komentatora i aktywnie zaangażować się w szeroko rozumianą patriotyczną działalnosć.

 

Troska o rzeczy, które pozwalają przypominać o polskiej historii oraz wychowywać kolejne pokolenia w duchu miłości do ojczyzny, jest czymś czego mocno powinniśmy wymagać od siebie oraz ludzi z naszych środowisk. Historia naszej ojczyzny jest bogata w chwile zwycięstw i chwały, ale też te przykre, a nawet tragiczne. Wszystkie one powinny jednak wywoływać u nas refleksje będące cenną lekcją na przyszłość dla kolejnych pokoleń mających kierować niegdyś polskim państwem.

 

Zachowanie pamięci o polskich bohaterach, historycznych wydarzeniach, jak również miejscowościach, które niegdyś stanowiły szczególną wartość na mapie Polski wymaga od nas włączania się w pomaganie kresowiakom oraz troski o miejsca, które mają szczególne znaczenie dla naszego narodu. Takim właśnie miejscem bez wątpienia jest Cmentarz Janowski we Lwowie. Bez poświęcania czasu i pieniędzy wielu ludzi dobrej woli w Polsce, zapewne nie dotrwałby on dzisiejszych czasów.

 

Wiosną tego roku w prace restauracyjne na tej nekropolii włączył się prezes stowarzyszenia Endecja poseł Sylwester Chruszcz (WiS), który już od kilkudziesięciu lat angażuje się w inicjatywy narodowe oraz organizacje działające na rzecz dobrego imienia Polski. Parlamentarzysta znany jest jako zdecydowany zwolennik narodowo-demokratycznego sposobu działania, którego nauczał niegdyś Roman Dmowski.

 

W działaniach na Cmentarzu Janowskim zaangażowani byli ludzie z Towarzystwa Miłośników Dziedzictwa Kultury Polskiej „ZABYTEK”, z którym skontaktował się wpierw poseł Sylwester Chruszcz pytając jakie działania można by zrealizować we Lwowie. Ustalono wówczas, że na cmentarzu znajduje się kapliczka z Matką Bożą, która ulega zniszczeniu od kilku lat, a sponsora w tej sprawie ciężko znaleźć. Prezes Endecji zdecydował się więc zaangażować inne osoby. Tak zebrała się grupa osób, która przyjechała do Lwowa i wzięła sprawy w swoje ręce.

 

Renowacja kapliczki, od której w grudniu odpadła już nawet cała boczna ściana, zakończona została zdecydowanym sukcesem. Prezentuje się ona znów pięknie, a jej odnowienie to kolejny ważny krok w celu zachowania polskości na Kresach Wschodnich.

 

Kapliczka zlokalizowana jest na grobowcu rodziny Rutkowskich i Mazurkiewiczów. Jej szczególne znaczenie podkreśla fakt, że znajduje się na początku głównej alei cmentarza. Określana jest jako pewna wizytówka tego tak ważnego dla Polek i Polaków miejsca.

 

Poseł Sylwester Chruszcz zaprezentował na Facebooku efekty tej właśnie renowacji. Serce każdego patrioty może się radować na taki widok. Nie można jednak spoczywać na laurach i zachęcać należy kolejne osoby dla robienia czegoś dobrego dla siebie, dla ludzi wokół, dla Polski…

 

 

Po wyjeździe osób zaangażowanych w wykonanie tej pracy oraz opublikowaniu efekty, w komentarzach pojawiły się komentarze pełne pochwał i radości z powodu tego co udaje się realizować. Wśród nich możemy znaleźć m.in. słowa wdzięczności osób, których członkowie rodziny spoczywają na cmentarzu we Lwowie.

 

Podczas czwartkowego głosowania rady miasta we Lwowie, podjęto decyzję o nadaniu jednemu ze skwerów imienia polskiego polityka. Teren ten znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie z polskim konsulatem.

 

Plac ten nosić ma imię Jacka Kuronia. W połowie listopada 2017 roku część ukraińskich intelektualistów wyszła z inicjatywą nadania imienia Jacka Kuronia jednej z lwowskich ulic. Pragnęli uhonorować go w ten sposób, jako orędownika pojednania Polaków i Ukraińców. Pomysł ten miał stanowić reakcję na ochłodzenie w relacjach na linii Warszawa-Kijów.

 

Andrij Sadowy, będący urzędującym obecnie merem Lwowa oświadczył w związku z nadaniem jednemu z placów imienia Jacka Kuronia:

 

„Trudno mi wymienić człowieka, który byłby większym lobbystą i obrońcą Ukrainy. (…) W obecnych trudnych czasach powinniśmy dać impuls działalności ludzi, którzy wspierają Ukrainę poza jej granicami. Polska była, jest i pozostanie naszym sąsiadem. Teraz przeżywa ona niełatwy okres. Dzisiejsze głosowanie w sprawie placu Kuronia jest poparciem dla tych, którzy twardo wspierają Ukrainę.”

 

 

 

 

 

Informowaliśmy dziś o zmianie decyzji polskiego rządu ws. remontu Cmentarza Orląt Lwowskich. To właśnie przy tej nekropolii doszło do detonacji ładunku wybuchowego. Informacje o tym zdarzeniu przekazał portal Lwowskiej Rady Miejskiej, powołując się na Michaiła Nagaja, dyrektora muzeum „Cmentarz Łyczakowski”.

 

Michaił Nagaj opowiedział o zaistniałej sytuacji przytaczając relację strażnika, który był świadkiem wybuchu przy polskim cmentarzu. Sprawca lub sprawcy prawdopodobnie rzucili materiał wybuchowy zza ogrodzenia nekropolii.

 

– Od wybuchu utworzył się 30-centymetrowy dołek. Nikt nie został ranny – powiedział Nagaj.

 

Według Igora Zinkiewicza, deputowanego Lwowskiej Rady Miejskiej. Jak napisał na Facebooku, wybuch spowodować miał „nieznany przedmiot” rzucony przez ogrodzenie ok. 20 m od Pomnika Polskich Orląt.

 

Na szczęście nikomu nic się nie stało, nie widać też uszkodzeń na pomnikach.

 

 

 

 

Choć na remont Cmentarza Orląt Lwowskich były zapewnione pieniądze w budżecie, a zatwierdzona koncepcja przebudowy polskiej nekropolii stanowiła jeden z planów rządu, na cmentarzu dojdzie tylko do remontu kosmetycznego.

 

Jak informuje RMF FM, powodem takiej zmiany ma być ostatnie ochłodzenie na linii Warszawa-Kijów. Polski rząd obawia się, że wystąpienie o zgodę na przebudowę lwowskiego cmentarza stanie się kolejnym pretekstem do konfliktu, dlatego też nie podejmie się tego, a skieruje jedynie wniosek o możliwość dokonania kosmetycznych prac na tej ważnej dla Polaków nekropolii.

 

Prace te polegać mają m.in. malowanie oraz uzupełnianie odpadających tynków. Pierwotnie przy założeniu, iż przeprowadzony zostanie większy remont, murowane elementy miały zostać wymienione na lity, a także jasny kamień.

 

W przypadku realizacji tych poważniejszych prac, wymagana jest zgoda międzyresortowego zespołu.

 

 

Jak donosi serwis zaxid.net, wczoraj we Lwowie w godzinach wieczornych odbyła się antypolska manifestacja. Osoby biorące udział w wydarzeniu zaznaczały, że Lwów jest miastem Stepana Bandery.

 

Demonstracja przeszła centralnymi ulicami miasta. Aktywiści z prawicowych organizacji szli z prowokacyjnymi antypolskimi hasłami i pochodniami. Jak twierdzą organizatorzy, w marszu brało udział ponad 1000 osób – informuje portal wprost.pl.

 

Manifestacja zorganizowana była z okazji 68. rocznicy śmierci dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii, Romana Szuchewycza. Tłum skandował: Lwów nie dla polskich panów czy pamiętaj cudzoziemcu, tutaj gospodarzem jest Ukraina!

 

 

Działacze biorący udział w marszu tłumaczyli, że wyszli na ulice w celu „pokazania, że Lwów jest miastem Stepana Bandery”. Powiedzieli także, że są przeciwko nowelizacji polskiej ustawy o IPN, zgodnie z którą grozi kara za zaprzeczanie zbrodniom, które popełnili ukraińscy nacjonaliści.

 

– W żaden sposób nie jesteśmy przeciwni Polakom, ale jesteśmy przeciwni populistycznemu rządowi Polski, który przyjął to skandaliczne prawo

– mówił jeden z uczestników manifestacji.

 

Zdarzenie miało miejsce na zachodzie Ukrainy, w Jaworowie położonym na terenie obwodu lwowskiego. Tablica upamiętniająca króla Jana III Sobieskiego, który powstrzymał najazd turecki oraz ekspansję islamu do Europy, informowała o planie budowy w tamtym miejscu pomnika ku czci polskiego monarchy.

 

– Do zdarzenia doszło w nocy z wtorku na środę. Została o nim poinformowana policja i konsulat RP we Lwowie – poinformowała Zofia Michniewicz pełniąca funkcję szefowej oddziału Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej w Jaworowie.

 

Co jeszcze oburzające, w miejscu tym zawieszono portret Stepana Bandery i napis świadczący o tym, że strona ukraińska nie zamierza przejmować się faktem, iż za bohaterów godnych czci na Ukrainie uznaje się zbrodniarzy odpowiedzialnych za mordy dokonywane na polskiej ludności w okrutny sposób.

 

– Tablica została rozbita, a na ścianie, przy której stoi baner, powieszono ogromny baner w czerwono-czarnych barwach, z portretem Stepana Bandery i napisem: „Na Ukrainie będziemy czcili własnych bohaterów” – przekazała Zofia Michniewicz.

 

Już w 2014 roku wmurowano i poświęcono kamień węgielny pod budowę pomnika. Jak zaznacza Zofia Michniewicz, na jego postawienie Polacy uzyskali zgodę lokalnych władz.

 

– U nas nigdy nie było konfliktów na tle narodowościowym – zaznacza.

 

Bardzo prawdopodobne jest, że ten akt wandalizmu jest kolejnym atakiem wymierzonym w Polaków po ochłodzeniu relacji na linii Warszawa-Kijów po uchwaleniu nowelizacji ustawy o IPN oraz sporze w sprawie ekshumacji szczątków polskich ofiar na Ukrainie.