Sytuacja ta ma miejsce w Lublinie. Około godz. 12 służby otrzymały informację o ładunku wybuchowym, który ma być rzekomo podłożony na terenie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. 

 

Zdecydowano się na ewakuowanie ludzi ze wszystkich znajdujących się tam budynków podlegających pod KUL. Na miejsce zdarzenia przybyła policja, a także straż pożarna. Studenci wyczekują na zewnątrz dalszego rozwoju sytuacji.

 

Kilka dni temu podobna sytuacja miała miejsce w Toruniu, kiedy alarm bombowy ogłoszony był na terenie Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Jest to szkoła należąca do o. Tadeusza Rydzyka.

 

 

Źródło: kurierlubelski.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

Nczas.com informuje, że „Głupie Polaki, pozap*****am” i „ubiję, jak na Wołyniu” to tylko niektóre z obelg, które wykrzykiwał awanturnik z Ukrainy. Nazari K., obywatel Ukrainy, próbował pobić ochroniarzy i zaatakował sprzedawcę. Teraz usłyszał zarzuty napaści oraz znieważenia.

 

 

Od zajścia minął rok, jednak dopiero teraz prokuratura mogła postawić zarzuty oskarżonemu   30-latkowi.

 

 

Według naocznych świadków, Ukrainiec chciał wejść do jednego z klubów w Lublinie. Powstrzymali go ochroniarze, po tym jak uznali, że jest zbyt pijany. Niestety, to wytłumaczenie nie trafiło do K. który natychmiast przeszedł do ataku.

 

 

Najpierw zaczęło się od wyzwisk, później rozpoczęła się szarpanina. Zdaniem śledczych, mężczyzna miał zdjąć koszulkę i ruszyć do ataku na ochroniarzy, którzy na szczęście wzorowo nie dopuścili do bijatyki.

 

 

Swoją frustrację Nazari K. postanowił wyładować jednak na pobliskim sprzedawcy gorących kiełbasek. Najpierw wdał się w sprzeczkę z mężczyzną, a później zaczął niszczyć jego mienie. Gdy sprzedawca kazał mu zapłacić, usłyszał, że jest „jeb… Polakiem”.

 

 

W momencie zatrzymania przez policję Ukrainiec miał blisko 1,6 promila alkoholu we krwi. Nie przyznał się do winy, twierdząc, że awantura została wywołana z winyochroniarzy.

 

 

Sąd Okręgowy w Lublinie zajmie się sprawą, jak sam siebie określał „żołnierza-banderowca”, w najbliższych tygodniach. 30-latkowi z Ukrainy grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Mieszkańcy osiedla Czechów w Lublinie nie mogą otrząsnąć się po tragedii, jaka rozegrała się w jednym z mieszkań. Wczoraj, w godzinach wieczornych policjanci okryli tam ciała trzech osób z ranami postrzałowymi głowy.

 

Policjanci pojawili się w mieszkaniu po zawiadomieniu od członka rodziny, który od kilku dni nie mógł się skontaktować z nikim z rodziny. Mimo wizyt, nikt też nie otwierał mieszkania. Zaalarmowani policjanci weszli do środka. Na miejscu znaleziono ciała trzech osób: 38-latki, 70-latki oraz 72-latka. Najprawdopodobniej doszło do samobójstwa rozszerzonego, strzelając najpierw do członków rodziny, a później do siebie.

 

Na miejscu pracował już Prokurator oraz policyjni technicy kryminalistyki. Teraz sprawa trafi pod nadzór Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ w Lublinie. 72-letni mężczyzna do masakry użył broni myśliwskiej.

Jak podaje tvp.info, w jednym z mieszkań w Lublinie znalezione zostały ciała trzech osób. Każde z nich ma ranę postrzałową głowy. Ustalono, że ofiarami byli 72-letni Wojciech B., jego 70-letnia żona oraz 38-letnia córka.

 

Obok ciał znaleziona została dubeltówka, na którą Wojciech B. posiadał zezwolenie. Zdaniem policji, mogło to być samobójstwo rozszerzone. Prawdopodobnie mężczyzna najpierw zabił nią żonę i córkę, a na końcu strzelił w siebie samego.

 

Ciała odnaleziono w piątek wieczorem w jednym z mieszkań w Lublinie. Jak poinformował PAP Andrzej Fijołek (zespół prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie), policja została wezwana przez osoby spokrewnione, które dokonały makabrycznego odkrycia. Przyjechały z innego miasta, ponieważ od kilku dni nie udało im się dodzwonić do nikogo z tej rodziny.

 

Lubelska policja w wywiadzie dla tvp.info potwierdziła, że było to samobójstwo rozszerzone z broni myśliwskiej. Wiadomo też, że 72-letni sprawca był z zawodu lekarzem.

 

Portal tvp.info ustalił w rozmowie z funkcjonariuszami, że tragedia wydarzyła się w ciągu kilku ostatnich dni. Obecnie trwa ustalanie szczegółów w tej sprawie przez policję, gdyż nikt nie zgłosił zawiadomienia o strzałach z broni. Nie wiadomo jednak jeszcze, co było motywem zbrodni.

 

 

Obóz Narodowo-Radykalny zorganizował Lubelski Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych, który już siódmy raz przeszedł ulicami Lublina. Niestety, nie obyło się bez przepychanek pomiędzy Obywatelami RP, a narodowcami.

 

– Marsz ma na celu upamiętnienie żołnierzy podziemna antykomunistycznego. Nie zaprzestali oni walki z kolejny okupantem Polski i w naszej świadomości nie są oni wyklęci, tylko niezłomni

– powiedziała rzecznik prasowy ONR w Lublinie Patrycja Rowińska.

 

Ulicami Lublina przeszło około tysiąca osób. Podczas uroczystości skandowano: „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę” czy „Bóg, honor, ojczyzna”.

 

Jak informuje portal wiadomosci.onet.pl, organizatorzy marszu zmuszeni byli zmienić początkowo planowaną trasę, gdyż przed Bramą Krakowską zebrała się niewielka grupa Obywateli RP. Trzymali transparenty z napisami: „Nie każdy wyklęty był bohaterem” i „Nacjonalizm – to się leczy”. To ostatnie hasło skandowano przez megafon w stronę narodowców, którym się to nie spodobało.

 

Po chwili doszło do zamieszek. Początkowo, jeden z narodowców próbował wyrwać flagę Obywateli RP, po czym zaczął uciekać przez Bramę Krakowską, gdzie natknął się na funkcjonariuszy. W mgnieniu oka doszło do kolejnej przepychanki z jednym z uczestniczących w marszu mężczyzn. Został on obezwładniony przez policjantów i odprawiony do radiowozu. Ten incydent przyczynił się do odgrodzenia kontrmanifestacji od marszu ONR – donosi portal wiadomosci.onet.pl.

 

 

O wielkim szczęściu w nieszczęściu mogą mówić mieszkańcy domu w Dorohuczy. W nocy rozpędzony tir wbił się w ścianę ich mieszkania zatrzymując się metr od śpiących dzieci.

 

W wyniku zdarzenia jedno z dzieci doznało niewielkich otarć naskórka. Kierowca tira z obrażeniami ciała trafił do szpitala. Policjanci badają okoliczności zdarzenia. Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący zasnął za kierownicą. Do zdarzenia doszło o godzinie 1.30 w Dorohuczy na drodze krajowej nr 12. Kierujący tirem 47-letni obywatel Ukrainy zjechał z drogi staranował ogrodzenie i wjechał w dom. Rozpędzony tir przebił ścianę i zatrzymał się w pokoju w którym spała trójka dzieci.

 

Na szczęście żadne z nich nie odniosło obrażeń ciała. Dzieci w wieku 1, 4 i 11 lat trafiły do dalszej rodziny. Ich rodzicom również nic się nie stało. Kierujący tirem był trzeźwy. Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że 47-latek zasnął za kierownicą. Mężczyzna trafił do szpitala jak się jednak okazało nie posiada on poważnych obrażeń ciała. Z uzyskanych informacji wynika, że dom nie nadaje się do zamieszkania.

Do policyjnego aresztu trafił 48-letni mieszkaniec gm. Garbów, który zaatakował wczoraj policjantów. Mężczyzna, na którego prokuratura wystawiła nakaz zatrzymania, podczas interwencji rzucił się na funkcjonariuszy z nożem, poszczuł psami, a następnie oddał w ich kierunku strzał z broni.

 

Napastnik został obezwładniony i zatrzymany. Policjanci zabezpieczyli pistolet oraz amunicję, która zostanie przekazana do laboratorium kryminalistycznego KWP w Lublinie. Za czynną napaść na funkcjonariusza grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Do zdarzenia doszło wczoraj wieczorem w jednej z miejscowości w gm. Garbów. Policjanci z komisariatu w Niemcach realizując postanowienie Prokuratury Rejonowej w Puławach pojechali na teren jednej z posesji, by zatrzymać 48-letniego mężczyznę. W trakcie interwencji mężczyzna chcąc uniknąć zatrzymania, rzucił się na nich z nożem, próbując ugodzić jednego z funkcjonariuszy. Na szczęście szybka reakcja policjanta uchroniła go przed otrzymaniem ciosu. Podczas próby zatrzymania agresora, ten próbował jeszcze poszczuć ich psami. Następnie mężczyzna uciekając w kierunku posesji oddał z broni strzał w kierunku policjantów. Chwilę później napastnik został zatrzymany i obezwładniony.

 

48-latek został osadzony w policyjnym areszcie. Podczas przeszukania miejsca jego zamieszkania policjanci znaleźli i zabezpieczyli kilka sztuk amunicji oraz broń, które zostaną przekazane do Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Lublinie. Zabezpieczony został także nóż z kilkunastocentymetrowym ostrzem, którym 48-latek usiłował ranić policjantów. Dziś mężczyzna zostanie doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Puławach. Za przestępstwo czynnej napaści na funkcjonariuszy kodeks karny przewiduje karę do 10 lat pozbawienia wolności.

 

Ten przykład pokazuje, jak trudna i nieprzewidywalna bywa służba w Policji, pełna stresu i niebezpieczeństw, służba, w której nie ma miejsca na schematy. Każdego dnia funkcjonariusze podejmują przeróżne interwencje związane z zapewnieniem bezpieczeństwa. Często z pozoru prosta interwencja w jednej chwili może przerodzić się w walkę o zdrowie i życie, zarówno policjantów jak i innych osób. Wtedy tylko szybka reakcja, zimna krew oraz wyszkolenie decydują o skuteczności podjętych działań.