Kacper Płażyński zwołał konferencję prasową, wyjaśniając, że ma ona związek z nieprawidłowościami w spółce Gdańskie Nieruchomości. Stacja TVN24 w tym momencie przerwała transmisję, tłumacząc widzom, że jednak „nie na to liczyła”.

 

 

W czwartek radni z ramienia PiS złożyli wniosek o odwołanie Piotra Grzelaka z funkcji pełniącego obowiązki zastępcy prezydenta ds. zrównoważonego rozwoju i mieszkalnictwa, zarzucając mu brak nadzoru nad spółką Gdańskie Nieruchomości. Ujawniliśmy ostatnio wewnętrzny dokument, który wskazuje, że mogło dochodzić tam do ustawiania przetargów. „Brak jest dokumentacji przetargowej, zapłacone faktury są wyższe, niż wynikałoby z zawieranych umów, a same umowy zawierane są ustnie” – mówił na konferencji prasowej Kacper Płażyński.

 

https://twitter.com/KacperPlazynski/status/1103604954365861888

 

Tematyka poruszona na konferencji nie przypadła do gustu dziennikarzom prowadzącym poranny serwis informacyjny stacji TVN24. Jak sami przyznali, liczyli, że Płażyński odniesie się do publikacji „Gazety Wyborczej” o dofinansowaniu, z którego skorzystał jako bezrobotny.

VIDEO poniżej:

 

Źródło: prawdaobiektywna.pl, Twitter.com
fot. Twitter.com
LS

 

 

Nie ustają komentarze wokół afery jaka wywiązała się wokół znanego polityka opozycji, jakim jest Stefan Niesiołowski. Jak podał „Super Express”, dawny członek Platformy Obywatelskiej, a obecnie poseł klubu PSL-UED miał załatwiać biznesmenom w Spółkach Skarbu Państwa kontrakty warte wiele milionów złotych. W zamian oni opłacać mieli mu usługi seksualne. Na światło dzienne, media wyciągają kolejne zeznania osób zamieszanych w tę sprawę.

 

W związku z całą sytuacją, prokuratora planuje postawić Stefanowi Niesiołowskiemu zarzuty. Do Marszałka Sejmu trafił już wniosek ze strony Prokuratora Generalnego o zgodę na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej posła.

 

Wcześniej łódzcy funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego zatrzymali kilku biznesmenów, którzy mieli być zamieszani w ten korupcyjny proceder, w tle którego pojawia się prostytucja. Są to: Krzysztof K., Bogdan W., a także Wojciech K. To właśnie oni wręczać mieli łapówki Stefanowi Niesiołowskiemu.

 

Niedawno, „Super Express” opublikował treść rozmów pomiędzy dwoma z biznesmenów, którzy wówczas narzekali na to jak roszczeniowo zachowuje się polityk.

 

– Terroryzuje mnie tym, kur*** Przesadza, kur*** Bez przesady, ja pierd*** On to kur*** by non stop to robił jakby mógł – komentować miał w niewybredny sposób postawę posła, cytowany przez „Super Express” jeden z biznesmenów.

 

Media w ostatnim czasie informowały również, że usługi seksualne świadczyć posłowi miały także kelnerki pracujące u korumpujących go biznesmenów. Kiedy one nie chciały się na to zdecydować, wówczas angażowane w proceder miały być kobiety zajmujące się prostytucją.

 

Dziennikarze SE zdecydowali się ujawnić również treść zeznań prostytutek. Wynika z nich, że Stefan Niesiołowski nie należał według ich opinii do najhojniejszych klientów.

 

– Przyjeżdżał jak do haremu. Nie miał nawet odruchu, żeby zostawić jakieś pieniądze ekstra – cytuje zeznania jednej z kobiet SE. Wśród zeznań innej pojawić się miała również relacja z sytuacji, w której poseł pisał w wiadomościach do niej, aby oglądał go w telewizji.

 

Według informacji mających pochodzić od informatora „Super Expressu”, Stefan Niesiołowski miał skarżyć się do jednego z biznesmenów, gdy jedna z prostytutek chciała otrzymać od posła dodatkowe pieniądze.

 

 

Źródło: Super Express ; doRzeczy.pl 

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

Jak informuje portal Wirtualna Polska, już niebawem Prokuratura Krajowa złoży do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu Stefanowi Niesiołowskiemu. Ma to związek z zarzutami o przyjmowanie korzyści majątkowych.

 

Jak informuje wp.pl Niesiołowski miał w zamian za załatwianie intratnych zleceń  otrzymywać od biznesmenów łapówki w postaci usług seksualnych. Jak podaje portal miało to trwać około 2 lat,a do podobnych „schadzek” doszło 29 razy.

 

Jak wynika z informacji CBA zdobytych przez portal:

 

Takich usług seksualnych, z których skorzystał Niesiołowski, miało być 29. Proceder odbywał się w mieszkaniu w Łodzi, należącym do biznesmenów. Do spotkań z kobietami dochodziło od stycznia 2013 roku do końca 2015 r.

Niesiołowski w nagraniach występuje pod pseudonimem „jurny Stefan”, a usługi seksualne miały na jego rzecz świadczyć  prostytutki i jedna z pracownic restauracji. Za wszystko płącili biznesmeni.

 

/red./

Za: wirtualnapolska.pl

 

Portal niezalezna.pl ujawnia, że z kasy zapomogowo-pożyczkowej Sądu Okręgowego w Koszalinie zniknęło około 285 tysięcy złotych. Do lokalnej prokuratury trafiło już zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przywłaszczenia i fałszowania dokumentacji. Dyscyplinarnie została zwolniona już zastępczynia głównej księgowej sądu.

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa zostało podpisane przez dyrektor Sądu Okręgowego i od razu trafiło do Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

Jak poinformował rzecznik prokuratury Ryszard Gąsiorowski, z kasy zapomogowo-pożyczkowej sądu zniknęło co najmniej 285 tys. zł. Taka kwota została ustalona w wyniku kontroli przeprowadzonej przez prezesa i dyrektor sądu.

Gąsiorowski dodał, że w zawiadomieniu, do którego dołączono wielostronicowy protokół pokontrolny, wskazuje się na możliwość popełnienia przestępstwa polegającego na przywłaszczeniu powierzonych pieniędzy, a także fałszowaniu dokumentacji.

Jak poinformował rzecznik Sądu Okręgowego Sławomir Przykucki kasą zapomogowo-pożyczkową zajmowała się zastępca głównej księgowej, pracownica z ponad 20-letnim stażem. W sierpniu, gdy ujawniono brak pieniędzy, została dyscyplinarnie zwolniona.

Rzecznik Sądu Okręgowego podsumował, że w przypadku kasy zapomogowo-pożyczkowej „zakład pracy nawet nie ma możliwości kontrolnych. Powinni ją (osobę odpowiadającą za księgowość) kontrolować pracownicy należący do kasy, powinien być zarząd, który powinien zlecać kontrole. (…) Nikt specjalnie o to nie dbał. Kontrole przez wiele lat nie były zlecane”.

Sprawa wydała się w sierpniu 2018 r., jednak ze wstępnych ustaleń pokontrolnych wynika, że proceder trwał jednak co najmniej kilka lat, a pokrzywdzonych jest co najmniej kilkadziesiąt osób – pracowników i sędziów, którzy wpłacali składki, by móc korzystać z nieoprocentowanych pożyczek.

Źródło: niezalezna.pl
fot. Wikipedia Commons

Jak podaje portal tvp.info, Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało dwie osoby, prowadzące działalność szkoleniową dla Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Golądkowie k. Pułtuska (Mazowieckie). Miały one przyjąć milion złotych z unijnych dotacji za niewykonane szkolenia.

Piotr Kaczorek z wydziału komunikacji społecznej CBA potwierdził, że agenci z warszawskiej delegatury Biura zatrzymali dwie osoby – mężczyznę i kobietę.

Kaczorek poinformował, że „Według ustaleń funkcjonariuszy CBA, mieli oni prowadzić dofinansowane ze środków unijnych kursy w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego im. Jadwigi Dziubińskiej w Golądkowie k. Pułtuska. Kursy nie były realizowane, a mimo to zapłacono za nie ponad milion zł”.

W styczniu,  tym samym śledztwie, CBA zatrzymało osiem osób, w tym burmistrza oraz wiceburmistrz Pułtuska. Burmistrz wcześniej pełnił funkcję dyrektora Zespołu Szkół w Golądkowie. Burmistrz i dwaj przedsiębiorcy trafili do aresztu.

Nadzorowane przez prokuraturę śledztwo dotyczy między innymi przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych w latach 2009-2016.

Burmistrzowi jak i pozostałym zatrzymanym w styczniu osobom zarzucono podejmowanie decyzji finansowych ze szkodą najpierw dla zespołu szkół, a później dla miasta.

Prace budowlane miały być realizowane wadliwie lub w ogóle nie były wykonywane, a działania burmistrza miały spowodować straty w mieniu miasta.

W sierpniu 2016 roku ówczesny minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel złożył zawiadomienie dotyczące możliwej niegospodarności w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego im. Jadwigi Dziubińskiej w Golądkowie k. Pułtuska w latach 2008-2014.

Źródło: tvp.info
fot, Wikipedia Commons

Jak podaje Polska Agencja Prasowa, Prokuratura Krajowa powiadomiła we wtorek o przesłaniu do sądu akt oskarżenia ws. Józefa Piniora, oskarżonego o popełnienie przestępstw o charakterze korupcyjnym. Wraz z byłym senatorem oskarżeni zostali jego asystent oraz trzy inne osoby.

Pinior uznawany jest za jednego z najważniejszych opozycji w latach PRL na Dolnym Śląsku. Od początku procesu były senator nie przyznaje się do postawionych mu zarzutów. Grozi mu osiem lat pozbawienia wolności.

Jak pisze pap.pl: „Pinior został oskarżony o przyjęcie korzyści majątkowej w kwocie co najmniej 40 tys. zł w zamian za załatwienie w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju oraz w Komendzie Głównej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie korzystnego rozstrzygnięcia sprawy Tomasza G., biznesmena inwestującego na Dolnym Śląsku. Do popełnienia tego przestępstwa miało dojść w 2015 roku. O współudział został oskarżony asystent senatora Jarosław Wardęga.”

Natomiast Prokuratura Krajowa podaje: „”W toku postępowania administracyjnego podejrzany Józef P. podjął się załatwienia upoważnienia dla Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju do wyrażenia zgody na prawnie dopuszczalne odstąpienie od przepisów techniczno–budowlanych dla projektowanego budynku Galerii Handlowo–Usługowo–Rozrywkowej +Nowy Rynek+ w Jeleniej Górze, po uprzednim uzyskaniu pozytywnej opinii Państwowej Straży Pożarnej. Przyjęta przez b. senatora korzyść majątkowa została wpłacona na należący do niego rachunek bankowy”.

Józef Pinior i jego asystent zostali także oskarżeni o przyjęcie w 2015 roku obietnicy korzyści majątkowej o wysokości 20 tysięcy zł oraz przyjęcie korzyści majątkowej w kwocie odpowiednio 6 tysięcy zł oraz 5 tysięcy zł od podejrzanych Albina M. i Krystiana S. Jak podała Prokuratura Krajowa, w zamian za pieniądze oskarżeni podjęli się załatwienia koncesji na wydobywanie kopalin oraz powoływali się na wpływy w instytucjach państwowych.

Jak podaje pap.pl, Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało we wtorek w Piasecznie, na parkingu jednej z sieci restauracji typu fast food, osobę, która miała posiadać znaczne wpływy w wymiarze sprawiedliwości.

Jest to już 13 zatrzymana osoba w związku z śledztwem w sprawie wpływów w wymiarze sprawiedliwości.

Polska Agencja Prasowa podaje: „Piotr Kaczorek z wydziału komunikacji społecznej Biura potwierdził PAP, że agenci katowickiej delegatury CBA zatrzymali mężczyznę, który miał deklarować, że za milion złotych doprowadzi do zwolnienia osób zatrzymanych w jednej ze spraw w Wielkopolsce.”

Piotr Kaczorek potwierdził także, że to trzynasty zatrzymany w śledztwie dotyczącym zorganizowanej grupy przestępczej powołującej się na wpływy w wymiarze sprawiedliwości.

Wśród zatrzymanych znajduje się między innymi były minister sprawiedliwości Andrzeja K.

„Zatrzymany, to warszawski przedsiębiorca, który miał powoływać się na wpływy i podjąć się pośrednictwa w sprawie prowadzonej przez prokuraturę z Wielkopolski. Za milion złotych miał podjąć się doprowadzenia do zwolnienia z aresztu kilku podejrzanych o przestępstwa kryminalne, m.in. pobicie i porwania” – powiedział PAP.

Śledztwo w tej sprawie nadzoruje prokuratura w Katowicach. Kaczorek podkreślił, że po zakończeniu wszelkich czynności i przeszukań przeprowadzanych przez CBA zatrzymany trafi do Katowic, gdzie zostaną mu przedstawione zarzuty.

Cytując pap.pl, „W styczniu CBA zatrzymało osiem osób podejrzanych o podszywanie się pod funkcjonariuszy służb specjalnych, płatną protekcję oraz udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Grupa miała powoływać się na wpływy w służbach specjalnych SKW, ABW, CBA, w instytucjach państwowych, policji, ministerstwach, urzędach celno-skarbowych i oferować pośrednictwo w załatwieniu spraw w zamian za korzyści majątkowe.
Według ustaleń Biura, zatrzymani uwiarygadniali swoje wpływy w celu wyłudzenia kilkuset tysięcy złotych, m.in. ze spółek skarbu państwa. Według CBA, grupa działała od 2015 r. do końca 2017 r.”

 

Żona posła Platformy Obywatelskiej z zarzutami. O sprawie poinformowało radio RMF FM, informując iż Renata Gawłowska w poniedziałek przybyła do szczecińskiej delegatury prokuratury krajowej, po wezwaniu w charakterze podejrzanej.

 

O sprawie dowiedziała się reporterka RMF FM Aneta Łuczkowska. Żona zatrzymanego wcześniej posła i sekretarza partii Platforma Obywatelska usłyszała już zarzuty. Dotyczą one prania brudnych pieniędzy. W związku z tym, Renacie Gawłowskiej grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Ma ona odpowiadać z wolnej stopy, po wpłacie sumy stu tysięcy złotych.

 

Jej mąż- poseł Stanisław Gawłowski przebywa w areszcie od kwietnia. Został on zatrzymany w związku z aferami korupcyjnymi, w jakie miał być zamieszany. Sekretarz Platformy Obywatelskiej postawione ma pięć zarzutów przez przez szczecińskich prokuratorów Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej. Trzy zarzuty dotyczą tzw. afery melioracyjnej. Nieprawidłowości mające mieć miejsce w jej ramach, związane były z realizacją przynajmniej 105 inwestycji o wartości na poziomie kilkuset milionów złotych. Realizacje te prowadzone były przez Zachodniopomorski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie.

 

Problemy Stanisława Gawłowskiego mogą się jednak na tym nie skończyć. Grozi mu usłyszenie dwóch kolejnych zarzutów. W poniedziałek, Prokuratura Krajowa przekazała, że do Marszałka Sejmu wystąpił Prokurator Generalny z kolejnym już wnioskiem o uchylenie immunitetowi politykowi Platformy Obywatelskiej. Te kolejne dwa zarzuty dotyczyć mają prania brudnych pieniędzy, jak również przestępstw o charakterze korupcyjnym.

 

Według tego co czytamy w treści komunikatu, do marszałka Sejmu, Prokurator Generalny zwrócił się o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania wobec Stanisława Gawłowskiego, również w ramach konsekwencji postawienia mu dwóch kolejnych zarzutów.

 

Sekretarz PO podtrzymuje jednak, że nie poczuwa się do winy, a całą sytuację jaka wokół jego osoby nabrała rozgłosu uważa za akcję polityczną wymierzoną w niego przez ludzi Prawa i Sprawiedliwości.

 

 

 

Jak podaje Rzeczpospolita funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego na polecenie warszawskiej Prokuratury Regionalnej zatrzymali byłego prezesa spółki GetBack S.A. – Konrada K.

Portal utrzymuje, że prokuratura chce przedstawić pojmanemu zarzuty m.in. „popełnienia przestępstwa usiłowania oszustwa na szkodę  Polskiego Funduszu Rozwoju S.A., wyrządzenia szkody w wielkich rozmiarach w obrocie gospodarczym na szkodę spółki Getback S.A. oraz przestępstw dotyczących manipulacji instrumentami finansowymi i podawania nieprawdy do publicznej wiadomości o działaniach spółki”.

Zatrzymanie ma związek z prowadzonym przez prokuraturę śledztwem w sprawie nieprawidłowości działania grupy kapitałowej GetBack S.A.

Jeszcze niedawno GetBack był silnym graczem na rynku firm windykacyjnych. Debiut spółki miał miejsce w Warszawie na Giełdzie Papierów Wartościowych w roku 2017. Według rp.pl „W kwietniu 2018 GPW zawiesiła – na wniosek Komisji Nadzoru Finansowego – obrót akcjami GetBack SA po tym, gdy  spółka podała, że prowadzi negocjacje z PKO BP oraz Polskim Funduszem Rozwoju w sprawie finansowania w wysokości do 250 mln zł, a PKO BP i PFR zdementowały tę informację”. Obecnie spółka winna jest inwestorem ok. 2,5 mld złotych.

Do prokuratury wpłynął wniosek KNF o podejrzenie popełnienia przestępstwa przez Konrada K. byłego prezesa GetBack. oraz Annę P. – byłą wiceprezes. Wniosek zawiera oskarżenia o wyrządzenie szkód majątkowych o wielkich rozmiarach i działaniu wbrew prawu.