Funkcjonariusze zatrzymali do kontroli forda focusa. W trakcie czynności zauważyli, że w pojeździe znajduje się woreczek z substancją przypominającą narkotyki. Kierowca przeczuwając kłopoty, zaczął uciekać ciągnąc ze sobą przez kilka metrów policjanta trzymającego się drzwi pojazdu!

W Chorzelowie policjanci podjęli interwencję wobec kierującego fordem focusem. Mężczyzna zatrzymał się do kontroli drogowej, jednak kiedy policjant zauważył w pojeździe woreczek z substancją przypominającą narkotyk, kierowca forda ruszył z impetem, ciągnąc przez kilka metrów policjanta trzymającego się drzwi pojazdu. Funkcjonariuszowi nic poważnego się nie stało.

Kierowca i pasażer forda zostali zabrani do szpitala, po tym jak trafili do rowu. Ich obrażenia nie były groźne, więc po opatrzeniu przekazano ich policjantom. Obaj mieszkańcy Mielca w wieku 27 i 33 lata zostali zatrzymani w policyjnym areszcie.

Samochód, którym kierował 27-latek został przeszukany i zabezpieczony. W pojeździe policjanci ujawnili narkotyki w postaci haszyszu i marihuany.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił przedstawić 27-letniemu podejrzanemu zarzut posiadania narkotyków oraz zmuszenia funkcjonariusza publicznego do zaniechania prawnej czynności służbowej. W sprawie prowadzone są dalsze czynności mające na celu udowodnienie kolejnych czynów przestępczych podejrzanemu.

Źródło: rzeszow.eska.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

Portal tvp.info podaje do publicznej wiadomości, że charakterystyką chińskiej rzeczywistości jest obecnie 200 milionów kamer w całym kraju, rozpoznawanie twarzy, geolokalizacja, śledzenie, punktacja za określone zakupy, a także opinia, jaką o władzy mają bliscy danej osoby. 

System „kredytu społecznego”, który będzie decydował o losach obywateli Chińskiej Republiki Ludowej, ma być w pełni gotowy do roku 2020. Jednak pilotażowe programy działają już w kilkunastu miastach.

Jak głosi partia, w ciągu najbliższych lat program ma „wiarygodnym pozwolić poruszać się swobodnie, podczas gdy skompromitowanym ciężko będzie wykonać choćby krok”. Kredyt społeczny to jakby swoista osobista „karta na punkty” dla każdego obywatela ChRL.

Australijski portal „ABC” przedstawia kilka osób, które objęte są pilotażowymi wersjami „kredytu społecznego”. Dandan Fan, specjalistka z zakresu marketingu i jej mąż Xiaojing Zhang, lojalny członek partii i urzędnik wymiaru sprawiedliwości są  w pełni zadowoleni z nowego rzadowego programu: „Chyba w każdym kraju ludzie pragną stabilizacji i bezpieczeństwa. Jeśli będzie tak, jak mówią władze, że kamery będą na każdym rogu, będę się czuła bezpieczna”  mówi cytowana przez „ABC” Dandan.

Jej mąż, Xiaojing, dodaje: „Potrzebujemy tego systemu. Chcemy się nawzajem wspierać, wzajemnie kochać i pracować na rzecz pomyślności wszystkich Chińczyków. Tak jak powiedział przewodniczący Xi: będziemy państwem bogatym, demokratycznym, o wysokiej kulturze, harmonijnym i pięknym”.

Kamer w kraju ma być aż 200 milionów. Wyposażone w funkcję rozpoznawania twarzy, skanowania ciała i geolokalizacji. Na ulicy, w sklepie. Za kupno zbyt dużej ilości alkoholu, grozi  obywatelom skwalifikowanie jako osoby z możliwościami uzależnienia, tym samym traci punkty. Do tego aplikacje śledzące na smartfonach zachowanie w sieci i „tradycyjne” źródła informacji, takie jak dzienniki szkolne, rejestry medyczne, raporty służb bezpieczeństwa oraz informacje finansowe.

W punktacji liczą się nie tylko działania danej osoby. Ważne jest także, z kim obywatel się spotyka czy żeni. Jeśli przyjaciel, małżonek czy rodzic wyrazi negatywną opinię na temat władzy, dwie osoby stracą punkty. Lojalność Xiaojinga dodaje punkty Dandan.

Jak podaje gazeta, punkty mają wymierną wartość. Odpowiednia ich liczba to oferty dla VIP-ów, tańsze kredyty, możliwość podjęcia dobrych studiów i szybkiego awansu, wynajmu domu czy samochodu bez kaucji.

Są także ofiary „kredytu społecznego”. Już w ramach programów pilotażowych system zdążył ukarać 10 milionów osób. Takich jak Liu Hu, dziennikarz śledczy, zajmujący się korupcją na szczytach władzy. Stracił punkty, ponieważ jeszcze przed wprowadzeniem systemu został oskarżony w związku z jednym ze swoich śledztw dziennikarskich. Wyraził publicznie żal i zapłacił grzywnę, jednak nadal żyje na marginesie społeczeństwa.

Źródło: tvp.info
fot. Wikipedia Commons

Nie chodzi już tylko o podatek od linkowania, ukryty nowe haracz zaprojektowany w Berlinie i realizowany w Brukseli, ale o kontrolę nad umysłami. Brzmi patetycznie?

 

Prostozmostu.pl informowało już, że Unia Europejska pracuje nad dyrektywą o prawach autorskich, gdzie jeden z artykułów (11) wprowadza opłaty od linków internetowych (prawo znane pod hasłem „podatku od linków”).

 

Konsekwencje tego haraczu wykroczą daleko poza wymiar czysto ekonomiczny, zwłaszcza, że wspiera go art. 13, który daje możliwość filtrowania każdego portalu internetowego, a nawet mediów społecznościowych pod kątem wykorzystania istotnych części treści autorskiej (a taką zawierają nawet linki, bowiem w nich znajduje się zazwyczaj autorski tytuł).

 

Kto na tym zarobi? Właściciele największej liczby cytowanego kontentu, czyli podmiotu takie jak niemiecki Axel Springer. Inni wydawcy, w jakiejś mierze, upadną. Zwłaszcza niszowi, także w Polsce, co daje możliwość przejęcia kontroli nad rzędem dusz.

 

„Interes Niemców w realizacji tego projektu jest jasny. To ich koncerny prasowe są największe i to do nich popłynie gros dochodów z opłat. Niezagrożona będzie zatem ani pozycja finansowa naszych zachodnich sąsiadów w branży, ani – co jeszcze ważniejsze – dominacja ich narracji w przekazie medialnym” – podsumowuje zagrożenie dr Marian Szołucha, ekonomista.

 

Do Parlamentu Europejskiego wysłali swój protest przedstawiciele branży cyfrowej z Polski, Czech, Słowacji i Węgier apelując o odrzucenie niektórych przepisów projektu dyrektywy dot. praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, a zwłaszcza podatku od linków i obowiązku filtrowania treści przez wydawców.

 

Policjant, który zatrzymał orszak weselny postanowił poddać się karze, którą sam sobie wymyślił. Miały być tylko przeprosiny, jednak dowiedziono uchybień, za które policjant powinien ponieść karę.

 

 

Zdarzenie miało miejsce pod koniec września. Przed weselnikami jechał brawurowy motocyklista. Policjanci zatrzymali cały orszak, gdyż chcieli dowiedzieć się, jak nazywa się jadący przed nimi wyczynowiec. Wszyscy próbowali wytłumaczyć, że nie znają mężczyzny, jednak policjanci postanowili skontrolować także kierowcę pierwszego z orszaku auta.

 

 

Do sieci trafiło nagranie ze zdarzenia, które oburzyło wielu internautów. Matka panny młodej złożyła nawet skargę na policjantów. Postępowanie wykazało, iż policjanci nie złamali prawa, jednak powinni złożyć młodej parze przeprosiny.

 

 

Jak donosi „Gazeta Krakowska”, postępowanie wykazało kilka drobnych uchybień. W ramach kary policjanci muszą odbyć rozmowę dyscyplinującą z wpisem do akt personalnych.

 

 

Portal rdn.pl poinformował, iż policjant, który zatrzymał orszak przyznał się do winy i zaproponował nałożenie na siebie grzywny w wysokości 50 zł.

 

Weselnicy są także w posiadaniu zdjęć, z których wynika, że radiowóz stał w miejscu, w którym jest zakaz wjazdu, a w tamtym momencie nie był pojazdem uprzywilejowanym.

 

– Kierujący radiowozem chce dobrowolnie poddać się karze. Policjant przyznał się do stawianego mu zarzutu. Złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Chce zapłacić 50 złotych grzywny – oznajmił Zbigniew Małysa, sędzia Sądu Rejonowego w Brzesku.

 

Poniżej nagranie z całego zajścia: