Portal tvp.info podaje do publicznej wiadomości, że charakterystyką chińskiej rzeczywistości jest obecnie 200 milionów kamer w całym kraju, rozpoznawanie twarzy, geolokalizacja, śledzenie, punktacja za określone zakupy, a także opinia, jaką o władzy mają bliscy danej osoby. 

System „kredytu społecznego”, który będzie decydował o losach obywateli Chińskiej Republiki Ludowej, ma być w pełni gotowy do roku 2020. Jednak pilotażowe programy działają już w kilkunastu miastach.

Jak głosi partia, w ciągu najbliższych lat program ma „wiarygodnym pozwolić poruszać się swobodnie, podczas gdy skompromitowanym ciężko będzie wykonać choćby krok”. Kredyt społeczny to jakby swoista osobista „karta na punkty” dla każdego obywatela ChRL.

Australijski portal „ABC” przedstawia kilka osób, które objęte są pilotażowymi wersjami „kredytu społecznego”. Dandan Fan, specjalistka z zakresu marketingu i jej mąż Xiaojing Zhang, lojalny członek partii i urzędnik wymiaru sprawiedliwości są  w pełni zadowoleni z nowego rzadowego programu: „Chyba w każdym kraju ludzie pragną stabilizacji i bezpieczeństwa. Jeśli będzie tak, jak mówią władze, że kamery będą na każdym rogu, będę się czuła bezpieczna”  mówi cytowana przez „ABC” Dandan.

Jej mąż, Xiaojing, dodaje: „Potrzebujemy tego systemu. Chcemy się nawzajem wspierać, wzajemnie kochać i pracować na rzecz pomyślności wszystkich Chińczyków. Tak jak powiedział przewodniczący Xi: będziemy państwem bogatym, demokratycznym, o wysokiej kulturze, harmonijnym i pięknym”.

Kamer w kraju ma być aż 200 milionów. Wyposażone w funkcję rozpoznawania twarzy, skanowania ciała i geolokalizacji. Na ulicy, w sklepie. Za kupno zbyt dużej ilości alkoholu, grozi  obywatelom skwalifikowanie jako osoby z możliwościami uzależnienia, tym samym traci punkty. Do tego aplikacje śledzące na smartfonach zachowanie w sieci i „tradycyjne” źródła informacji, takie jak dzienniki szkolne, rejestry medyczne, raporty służb bezpieczeństwa oraz informacje finansowe.

W punktacji liczą się nie tylko działania danej osoby. Ważne jest także, z kim obywatel się spotyka czy żeni. Jeśli przyjaciel, małżonek czy rodzic wyrazi negatywną opinię na temat władzy, dwie osoby stracą punkty. Lojalność Xiaojinga dodaje punkty Dandan.

Jak podaje gazeta, punkty mają wymierną wartość. Odpowiednia ich liczba to oferty dla VIP-ów, tańsze kredyty, możliwość podjęcia dobrych studiów i szybkiego awansu, wynajmu domu czy samochodu bez kaucji.

Są także ofiary „kredytu społecznego”. Już w ramach programów pilotażowych system zdążył ukarać 10 milionów osób. Takich jak Liu Hu, dziennikarz śledczy, zajmujący się korupcją na szczytach władzy. Stracił punkty, ponieważ jeszcze przed wprowadzeniem systemu został oskarżony w związku z jednym ze swoich śledztw dziennikarskich. Wyraził publicznie żal i zapłacił grzywnę, jednak nadal żyje na marginesie społeczeństwa.

Źródło: tvp.info
fot. Wikipedia Commons

Czeski premier Andrej Babisz został oskarżony przez słowacki Instytut Pamięci Narodowej (UPN) o współpracę ze służbą bezpieczeństwa. Słowacki Sąd Najwyższy odrzucił skargę czeskiego premiera w sporze z instytutem.

Pisemne uzasadnienie wyroku zostanie opublikowane wkrótce, dlatego też narazie kancelaria adwokacka broniąca Andreja Babisza powstrzymuje się od publicznych komentarzy i opinii.

Informacje o rzekomym orzeczeniu słowackiego sądu z dnia 31 maja zostały opublikowane przez portal Dennik N, powołujący się na samą rzeczniczkę sądu – Aleksandrę Vożanovą.

Andrej Babisz studiował na Słowacji, a w latach osiemdziesiątych podjął się tam także pracy w przedsiębiorstwie handlu zagranicznego.

Nazwisko obecnego premiera Czech znajduje się w spisie tajnych współpracowników komunistycznych służb (StB) opublikowanych przez UPN. Babisz twierdzi, że jego kontakty ze służbą bezpieczeństwa ograniczały się jedynie do pola zawodowego – pracy w przedsiębiorstwie i złożył skargę do Słowackiego Sądu Najwyższego.

W ubiegłym roku Trybunał Konstytucyjny podważył wiarygodność świadków zeznających na rzecz Babisza. Wcześniej, sądy zajmujące się tą sprawą już od 2012 roku uznawały, że polityk został wpisany do rejestru niezgodnie z prawem, jednak aktualnie zajmują przeciwne stanowisko.

Andriej Babisz, który w środę został mianowany na stanowisko czeskiego premiera przez prezydenta Milosza Zemana, zdecydował złożyć skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Jean-Claude Juncker pełni funkcję szefa Komisji Europejskiej. Swoje kontrowersyjne przemówienie wygłosił on w 200. rocznicę urodzin komunistycznego ideologa Karola Marksa. Juncker zabrał głos w Bazylice Konstantyna, znajdującej się w Trewirze w zachodniej części Niemiec. To właśnie tam urodził się 5 maja 1818 roku Karol Marks.

 

 

 

– Jeśli nie ma wspomnień, nie ma przyszłości – przytacza słowa Junckera agencja EFE.

 

Zdaniem Junckera należy umieścić ideologa komunizmu w kontekście, bez zrzucania na niego winy za zbrodnie komunistów.

 

– Pamiętanie polega na „refleksji nad kontekstem” tego, co jest przywoływane – stwierdził Juncker.

 

Jak ocenił, autor „Manifestu komunistycznego” oraz „Kapitału” nie powinno to oznaczać zrzucania winy za zbrodnie dokonane w imię głoszonej przez niego ideologii, a zrozumienie tych dzieł.

 

– Marks nie ponosi odpowiedzialności za wszelkie zbrodnie, za które odpowiedzieć powinni jego rzekomi dziedzice – powiedział szef KE, a jego słowa przytacza agencja AP.

 

Jean-Claude Juncker był jednym z głównych osób przemawiających na uroczystościach z okazji 200. urodzin Karola Marksa w Trewirze. Marks został swego czasu ogłoszony honorowym obywatelem tego miasta.

 

– Bycie honorowym obywatelem wiąże się z wieloma przywilejami, ale oznacza także obowiązki – stwierdził Juncker.

 

 

– Przejawy wielu naruszeń praw człowieka, które były związane z wydarzeniami w marcu 1968 r., możemy obserwować także obecnie – oznajmił rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar podczas debaty „Rok 1968. Obywatelstwo: łaska władzy czy prawo?”.

 

– Każda z rocznic polskich przełomów i zrywów wolnościowych ma dla nas wielką wagę. Jednak pamięć o tym, co się działo w 1968 r. niesie w sobie szczególną traumę – dodał.

 

Bodnar stwierdził, że mimo braku bezpośrednich ofiar śmiertelnych, wiele osób doznawało cierpienia fizycznego, jak i psychicznego czy ekonomicznego na wielką skalę.

 

– I to wszystko działo się w czasach pokoju – wystarczyło stworzenie mechanizmów nienawiści, ksenofobii, wykluczenia i szykanowania, zaprzęgniętych w państwową machinę – powiedział Bodnar.

 

Co więcej, zauważył, że współcześnie żyjemy w bardzo podobnej rzeczywistości:

 

– Jednocześnie, jeśli śledzimy obecne życie publiczne, to dostrzeżemy bez trudu, że przejawy wielu z tych naruszeń możemy zaobserwować także obecnie. Tym bardziej powinniśmy się ich obawiać i im się sprzeciwiać. A jeśli sprzeciw nic nie daje, powinniśmy je przynajmniej dokumentować – skwitował rzecznik praw obywatelskich.

O odkryciu poinformował portal wpolityce.pl. W miejscu tym stracono generała Emila Fieldorfa „Nila”. Nie był on jednak jedyną osobą, która poniosła tam śmierć.

 

Wszystko znaleziono przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. W podziemiach tamtejszego aresztu, znajdowała się rozłożona na części konstrukcja miejsca straceń więźniów. Precyzując, szubiennica znajdowała się pod podłogą… siłowni dla strażników więziennych. Miejsce wielu zbrodni było tam przez lata.

 

Do dołu, do którego wpadały zwłoki straconych więźniów, wrzucono metalowe elementy konstrukcji. Zamurowano natomaist deski zapadni. O sprawie przekazał informacje portal wpolityce.pl, publikując przy tym fotografie.

 

– Mówimy o relikwiach. To przecież dokładnie w tym miejscu straciło życie wielu wybitnych Polaków – stwierdził w rozmowie z wpolityce.pl dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL Jacek Pawłowicz.

 

Przy ul. Rakowieckiej 37, na terenie znajdujących się tam kazamatów w czasach PRL-u torturowano oraz mordowano żołnierzy wyklętych oraz ówczesnych opozycjonistów. Zabójstw dokonywano najczęściej przez strzał w tył głowy.

 

Komunistyczne władze postanowiły Generała Emila Fieldorfa „Nila” stracić przez „niehonorową” egzekucję. Ten polski Bohater został powieszony jak pospolici zbrodniarze. Tragedia ta miała miejsce 24 lutego 1953 roku.

 

Wiele wskazuje na to, że ciało generała Fieldorfa przetransportowano na powiązkowską „Łączkę”. Portal wpolityce.pl zwraca jednak uwagę na fakt, że zwłok generała nadal nie odnaleziono.