Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał na 15 lat pozbawienia wolności 60-letniego mężczyznę, oskarżonego o uduszenie żony poduszką w trakcie małżeńskiej kłótni. Takiej kary domagał się prokurator. Obrona chciała łagodniejszej argumentując, że była to zbrodnia w afekcie.

Wyrok nie jest prawomocny. Obrona zapowiedziała już, że przygotowuje wniosek o uzasadnienie na piśmie potrzebne do złożenia apelacji.

 

Prokuratura oskarżyła 60-latka o to, że w maju ubiegłego roku, działając z zamiarem bezpośrednim, dokonał zabójstwa swojej żony. Podczas kłótni, popchnął ją na wersalkę i tam udusił, przyciskając przez dłuższy czas do jej twarzy poduszkę. Zwłoki ukrył w dużej skrzyni stojącej w sąsiednim pomieszczeniu. Ciało matki odnalazł syn.

 

Wyrok uzasadniała sędzia Anna Hordyńska: „Biorąc pod uwagę warunki osobiste, stopień społecznej szkodliwości czynu i stopień zawinienia oskarżonego, kara 15 lat więzienia jest karą adekwatną i sprawiedliwą”.

 

Przyznała, że sąd wziął pod uwagę, iż między małżonkami był konflikt na tle spraw majątkowych, ale „Niemniej jednak nie może być zgody na to, że zabójstwo jest sposobem na rozwiązywanie jakichkolwiek konfliktów”.

Oskarżony podczas pierwszej rozprawy wyjaśnił całą sytuację – 60-latek mówił, że doszło do kłótni z żoną o to, kto ma płacić zaległe rachunki. Małżonkowie żyli w nieformalnej separacji na różnych piętrach domu. Mężczyzna twierdził wtedy, że żona nie chciała zapłacić przynajmniej części zobowiązań i wszczęła awanturę nie tyle o rachunki, a o zdarzenia z przeszłości.

 

Początkowo miał próbować ją uspokajać i prosić o to, by wyszła, jednak bezskutecznie. Jak mówił przed sądem: „Żona zachwiała się i usiadła na wersalce, wziąłem poduszkę i przysunąłem do jej twarzy. Nie pamiętam, jak długo to trwało, przestała krzyczeć”.

 

Źródło: tvp.info
fot. pxhere.com
LS

Koniec z pomiataniem Polakami! Kiedy niemiecki kontrahent chciał podstępnie ustawić jednego z polskich kierowców, ten stanowczo zaprotestował, wskutek czego wybuchła głośna awantura. Z wątkami historycznymi!

 

Całe zamieszanie zarejestrował najprawdopodobniej jeden z pracowników agresywnego Niemca. W czasie kłótni pojawiają się głównie niemieckie komendy i obelgi. Pada także polskie przekleństwo i angielskie wyrażenie „fuck you”. Polak nie daje sobie w kaszę dmuchać i postanawia zdenerwować kontrahenta wykonując gest nazistowskiego pozdrowienia.

 

 

Źródło: nczas.com; twitter.com – @PrawyPopulista
Fot.: Twitter
EM

Europoseł Adam Szejnfeld (Platforma Obywatelska) wyszedł ze studia podczas programu „Minęła 20” na antenie TVP Info. Polityk wyraził w ten sposób protest przeciwko nazwaniu działań opozycji mianem donosów przez prowadzącego, Michała Rachonia.

 

Prowadzący program za przykład donosów podał zdarzenie sprzed dwóch lat, kiedy Parlament Europejski przyjął rezolucję, która wyrażała zaniepokojenie wobec sytuacji w Polsce. Dotyczyło to sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Media prześcigały się wówczas w podawaniu komunikatu, że jednym z autorów był Rafał Trzaskowski, obecny kandydat PO i Nowoczesnej na prezydenta Warszawy.

– Jakim prawem wystąpienia eurodeputowanych określa Pan pojęciem donosów?

– rozzłościł się europoseł Platformy Obywatelskiej.

 

Jak powiedział polityk, takie zachowanie prowadzącego to „partyjna propaganda”. Następnie podziękował za udział w programie „Minęła 20” i wyszedł ze studia. Michał Rachoń powiedział z kolei, że zdanie publicystów może się różnić od poglądów posłów Platformy Obywatelskiej – czytamy na portalu dorzeczy.pl.

 

Nagranie z incydentu można obejrzeć poniżej.

Nastolatek pochodził z australijskiego Sydney. Po konflikcie ze swoją mamą postanowił na własną rękę zorganizować sobie wakacje w dość egzotycznym miejscu.

 

12-letni chłopak ukradł swoim rodzicom kartę kredytową przed ucieczką. Udało mu się również namówić swoją babcię, aby dała mu paszport. W ten sposób umożliwił sobie podróż naprawdę daleko, poza granice swojego kontynentu.

 

Sama kłótnia dotyczyć miała właśnie wczasów. Matka bowiem nie zgodziła się na podróż syna na wyspę Bali. To jednak było jego wielkie marzenie. Po domowej kłótni, chłopak zdecydował się działać samemu, a pomimo opinii rodziców dopiąć swego i udać się na wczasy na wyspie Bali.

 

Chłopak zarezerwował sobie miejsce w hotelu oraz lot. W dzień kiedy rozpoczął podróż powiedział w domu, że po prostu idzie do szkoły. Skierował się jednak na stację kolejową, aby stamtąd pojechać na jedno z australijskich lotnisk. Najpierw udał się samolotem do Perth, gdzie jedyny raz został sprawdzony. Przedstawiciele służb mieli zapytać tam młodego podróżnika czy posiada dokument potwierdzający ukończenie 12 roku życia. Stamtąd już dalej udało mu się przedostać za granicę, a dokładniej do Indonezji.

 

– Poprosili mnie tylko o moją legitymację uczniowską i paszport, który potwierdziłby, że mam ukończone 12 lat, i że chodzę do szkoły – powiedział nastolatek w rozmowie z mediami, komentując sytuację w Perth.

 

Kiedy nieletni był już na wyspie Bali, zameldował się tam w hotelu All Seasons. Oznajmić miał obsłudze, że dołączy do niego jeszcze starsza siostra. Chłopak zdaje się nie żałować tego co zrobił.

 

– To było świetnie, bardzo chciałem przeżyć taką przygodę – powiedział.

 

Poszukiwania dziecka rozpoczęły się po tym, jak szkoła poinformowała rodziców, iż ich pociecha nie dotarła na lekcje. Kiedy zorientowano się, że przebywa on na terytorium Indonezji, matka zdecydowała się po niego polecieć. Kobieta zdradziła w rozmowie z mediami, ze chłopak nie toleruje słowa „NIE”.

 

– Byliśmy zszokowani, nie ma słów, które by opisały, co czuliśmy, kiedy odkryliśmy, że poleciał za morze – opowiedziała po wszystkim matka.