Kierowany przez 27-letniego mężczyznę bus zjechał z drogi i uderzył w drzewo. Jeden z pasażerów zginął na miejscu. Trzy osoby zostały ranne, w tym dwie ciężko. Jak później wyszło na jaw,  kierowca pojazdu był bardzo pijany, miał ponad 2 promile alkoholu!

 

Do tragicznego wypadku doszło w piątek w okolicach południa na drodze pomiędzy Kozłowicami a Boroszowem. Kierujący fiatem ducato na prostym odcinku drogi stracił panowanie nad autem, zjechał do rowu i z impetem uderzył w drzewo. Według znanych wstępnie informacji w busie znajdowało się pięć osób.

 

W rozbitym busie zakleszczone były dwie osoby, które uwolnić można było jedynie przy użyciu sprzętu hydraulicznego. Jeden z pasażerów zginął na miejscu. Trzy osoby, które zostały poszkodowane przetransportowano do szpitala.

 

Jak później ujawniono, kierowca busa był pijany. Mężczyzna miał ponad 2 promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Z ustaleń lokalnych mediów wynika, że busem jechali pracownicy jednej z firm budowlanych.

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

25-letni kierowca Ubera z Nowego Jorku porwał klientkę oraz wykorzystał ją seksualnie. Teraz Harbirowi Parmarowi grozi nawet dożywocie. Został uznany przez amerykański sąd za winnego.

 

Wydarzenia miało miejsce w październiku 2018 roku. Wtedy kobieta, której nazwiska nie ujawniono, zamówiła kurs Uberem z Nowego Jorku do White Plains – części aglomeracji nowojorskiej.

 

Pasażerka, podczas jazdy, usnęła. Kiedy się ocknęła auto stało, a kierowca Ubera dotykał jej miejsca intymne. Kiedy mężczyzna zorientował się, że jego klientka się obudziła, natychmiast wrócił za kierownicę i ruszył. Kobieta prosiła, żeby ją wypuścił. Parmar wyrzucił pasażerkę z samochodu na poboczu autostrady międzystanowej nr 95 w Branford w stanie Connecticut             i czym uciekł.

 

Porzucona pasażerka zamówiła kolejną taksówkę, która sprawiedliwie dowiozła ją do celu.

 

Jak się później okazało, Parmar policzył kobiecie za kurs do Massachusetts tysiąc dolarów. Kiedy spała, kierowca zmienił w aplikacji Ubera miejsce docelowe z White Plains na Boston.Policja sprawnie namierzyła kierowcę Ubera. Mężczyzna trafił do aresztu. W czwartek sąd w Nowym Jorku orzekł, że jest winny porwania i oszustwa. Już za pierwszy z tych czynów grozi mu dożywocie.

 

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Do bardzo niebezpiecznego incydentu doszło w szczecińskiej komunikacji miejskiej. Cała sytuacja mogła zakończyć się poważną, a nawet tragiczną w skutkach kolizją. Na szczęście nikt z jadących autobusem nie ucierpiał. Wiele osób jest jednak oburzonych postawą ludzi, którzy nie reagowali na to co wówczas się wydarzyło.

 

Jak się okazało sprawca całego zajścia to 27-letni mieszkaniec Bydgoszczy. Chciał on wysiąść na jednym z  tzw. „przystanków na żądanie” i naciskał odpowiedni do tego guzik, aby poinformować o tym kierującego. Autobus ten był jednak pospieszny, w związku z czym nie zatrzymywał się na tego typu przystankach. Brak możliwości opuszczenia pojazdu przez 27-latka zbulwersował go jednak na tyle, że decydował się wtargnąć do kabiny kierowcy.

 

Agresywny mężczyzna zaczął szarpać się z kierującym tamtego dnia pracownikiem komunikacji i starał się przejąć kontrolę nad autobusem. Udało mu się nawet chwycić za kierownicę, jednak ze strony innych pasażerów zabrakło w tej sytuacji zdecydowanej reakcji. Autobus zjechał w kierunku barierek odpowiadających za ochronę samochodów przed wypadaniem z wysokiej estakady. Kierowca zdołał podczas szamotaniny wypchnąć 27-latka, który następnie miał próbować jeszcze wrócić do wnętrza pojazdu przez uderzanie drzwi pięściami i głową. Ostatecznie jednak, napastnik postanowił uciec.

 

Bydgoszczanin został zatrzymany przez policję w sobotę. Umożliwił to m.in. fakt, że uciekając porzucił w autobusie torbę, w której znajdowały się rękawice bokserskie, a także dokumenty.

 

Autobus, w którym doszło do całego zajścia jechał w kierunku Szczecin Zdroje oraz osiedla Słonecznego. Co ciekawe, zdarzenie miało miejsce w godzinach porannych.

 

Zaskoczony byłem maksymalnie. Zupełnie nie spodziewałem się takiej agresji – wspomina tamten dzień, kierowca autobusu w rozmowie z portalem tvn24.pl.

 

Nagranie z monitoringu, na którym uwieczniono niebezpieczną sytuację opublikował portal radioszczecin.pl.

 

 

 

Źródło: tvn24.pl ; radioszczecin.pl ; wp.pl

 

MB

W miejscowości Marynin (woj. lubelskie) kierowca samochodu marki Alfa Romeo 156 odmówił posłuszeństwa funkcjonariuszom, nie chcąc zatrzymać się do kontroli. Pomimo kolizji z radiowozem, udało mu się uciec policjantom. Jego brawurowa jazda zakończyła się bliskim spotkaniem ze słupem energetycznym i dachowaniem.
 

Policjanci z komisariatu w Rejowcu zauważyli, że na widok radiowozu przejeżdżający nieopodal kierowca znacznie przyspieszył. Funkcjonariusze usiłowali go zatrzymać, jednak mężczyzna nie reagował.

 

Mundurowi wyprzedzili uciekiniera i zajechali mu drogę. Prowadzący alfy uderzył w tył radiowozu i zatrzymał się. Służba policji wysiadła z auta, a kierowca ponownie ruszył – tym razem próbując przejechać jednego z funkcjonariuszy.

 

Policjant odskoczył i oddał kilka strzałów w kierunku auta. Kierowcy udało się zbiec, jednak nie pokonał zbyt długiego dystansu. Kilka kilometrów dalej po zderzeniu ze słupem energetycznym dachował.

 

Jak się okazało, w samochodzie znajdował się 27-letni mieszkaniec powiatu krasnostawskiego i 26-letnia mieszkanka powiatu świdnickiego. Warto wspomnieć, że za czynną napaść na funkcjonariuszy grozi kara pozbawienia wolności do lat 10.

 

„Policjanci ustalają okoliczności tego zdarzenia. Czynna napaść na funkcjonariuszy zagrożona jest karą pozbawienia wolności do lat 10” – przypominają policjanci z Rejowca.

 

Źródło: wiadomosci.wp.pl
Fot.: lubelska.policja.gov.pl
EM

Jak informuje „Focus”, niemieckie władze deportowały z kraju wspólnika terrorysty Anisa Amriego, aby zataić jego współudział w zamachu w Berlinie w grudniu 2016 roku. Wskutek ataku zginęło 12 osób, w tym polski kierowca ciężarówki.

 

Niemiecki tygodnik powołuje się na tajne dokumenty ze śledztwa. Radykalny islamista Bilel Ben Ammar jest najprawdopodobniej agentem marokańskich służb. Deportacja mężczyzny  miała ochronić przestępcę przed ściganiem w kraju.

 

Marokańskie służby niejednokrotnie ostrzegały władze niemieckie, w tym Federalny Urząd Kryminalny, przed radykalizacją Amriego i jego planami zamachu.

 

Bilel Ben Ammar wraz z Amrim spotkali się wieczorem przed zamachem. „Focus” pisze o istnieniu nagrania, które ukazuje Amriego wysiadającego po zamachu z szoferki ciężarówki i rzucającego się do ucieczki. Na filmie, który dotychczas nie był pokazywany, widać też, jak osoba przypominająca Ben Ammara blokuje drogę terroryście zadając mu cios kanciastym drzewcem. Ofiara ataku do dziś dnia znajduje się w śpiączce.

 

Jak pisze „Focus”, decyzja o deportacji pomocnika Amriego zapadła na szczeblu politycznym dziewięć dni po zamachu. „Władze bezpieczeństwa i ministerstwo spraw wewnętrznych są bardzo zainteresowane skutecznym wydaleniem” – czytamy w e-mailu wysłanym 28 grudnia 2016 roku do policji federalnej.

 

Źródło: wiadomosci.wp.pl
Fot.: Deutsche Welle, Fot: DPA/M. Kappeler
EM

W minioną niedzielę w południe miało miejsce niecodziennie zdarzenie. Jak ustaliła policja, 37-letni łodzianin jadący w kierunku miejscowości Grodzisko zauważył przed sobą poruszający się zygzakiem pojazd, który zajmował całą szerokość drogi. Mieszkaniec Łodzi wyprzedził samochód i dojechał do skrzyżowania, gdzie zatrzymał się na czerwonym świetle. Mężczyzna chciał zatrzymać kierującego fordem transitem.

 

Nagle z tyłu usłyszał głośny huk. Jak się okazało, że auto dostawcze z impetem uderzyło w zaparkowanego na chodniku mercedesa. Kierowca usiłował odjechać z miejsca wypadku, jednak dzięki szybkiej interwencji Łodzianina wraz z właścicielem uszkodzonego auta udało się ująć mężczyznę.

 

Jak się okazało, sprawcą wypadku był 44-letni obywatel Ukrainy. – Skierowani na miejsce policjanci poddali kierowcę badaniu na zawartość alkoholu. Mężczyzna miał w organizmie ponad 3,6 promila – opisuje Komenda Wojewódzka Policji w Łodzi.

 

Za prowadzenie auta w stanie nietrzeźwym 44-letniemu obywatelowi Ukrainy grozi utrata prawa jazdy i 2 lata więzienia.

 

Źródło, fot.: lodz.eska.pl
EM

Do tej niebezpiecznej sytuacji doszło w województwie małopolskim. Nie ostrożne zachowanie chłopca, a także po części kierowcy mogło doprowadzić do tragedii. Małopolska policja zdecydowała się upublicznić zarejestrowane nagranie ku przestrodze.

 

Na nagranym filmie widać jak chłopak wybiegł zza przeszkody na przejście dla pieszych nie zachowując ostrożności i nie rozglądając się czy przypadkiem nie nadjeżdża jakiś pojazd. Przewrócił się on tuż przed przejeżdżającym pojazdem i wyszedł z całego zdarzenia cało, jednak od tragedii dzieliło go naprawdę niewiele.

 

Film został zarejestrowany kamerą zamontowaną w jednym z samochodów stojących w korku przed przejściem dla pieszych. Nagranie zostało nadesłane na skrzynkę Stop Agresji Drogowej.

 

Policja zwraca jednak też uwagę na nieodpowiednie zachowanie osoby kierującej Fordem.

 

– Niezastosowanie się do znaku poziomego P-4 „linia podwójna ciągła” to naruszenie art. 92 par 1 kodeksu wykroczeń. Według taryfikatora jest za to przewidziany mandat karny w wys. 200 zł i 5 pkt karnych, chyba że sporządzony będzie wniosek o ukaranie do sądu – wówczas karą za wykroczenie może być grzywna do 5000 zł – tłumaczy cytowany przez portal fakt.pl rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń.

 

 

Źródło: YouTube/Limanowa.in ; Fakt.pl

 

MB

 

Do niecodziennej sytuacji na drodze doszło w Małopolsce. Pod koniec roku policjanci z Wolbromia zatrzymali do kontroli kierującego samochodem, który okazał się być niepełnosprawnym 41-latkiem.

 

Nietypowa interwencja miała miejsce na ul. Pod Lasem w Wolbromiu. Zatrzymany do kontroli niepełnosprawny mężczyzna prowadził auto marki BMW. Funkcjonariusze policji byli zapewne wyjątkowo zaskoczeni, kiedy zobaczyli jaką metodę stosuje on prowadzące pojazd.

 

Samochód ten nie był przystosowany dla osób z niepełnosprawnością. Kierowca jednak pomimo swojego niedowładu nóg, prowadził używając… kija. Trzymając go w ręce, naciskał na pedały. Takie operowanie sprzęgłem, gazem i hamulcem zdecydowanie utrudniało mu oczywiście precyzyjne oraz bezpieczne prowadzenie samochodu.

 

To jednak nie całość tej historii. Po sprawdzeniu zatrzymanego w policyjnych systemach, wyszło na jaw, że 41-latek jest poszukiwany do ustalenia miejsca pobytu. Dodatkowo, nie posiadał on uprawnienia do kierowania pojazdem mechanicznym, ponieważ dokument upoważniający do tego został zatrzymany przez policję w związku z licznymi przestępstwami, a także wykroczeniami, których niepełnosprawny miał dopuścić się w ruchu drogowym.

 

W pojeździe znajdował się również pasażer. Zarówno on, inni uczestnicy ruchu drogowego oraz sam kierujący narażeni byli na niebezpieczeństwo, ze względu na takie metody prowadzenia samochodu.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

Każdego kierowcę prędzej czy później spotykają różne niespodzianki w trasie. Tak było również w przypadku jednego z mieszkańców Węgorzewa, kiedy jego auto uległo awarii na drodze.

 

Żaden z kierowców nie zdecydował się mu pomóc. – Nikt z uczestników ruchu mi nie pomógł, tylko na mnie trąbili” – przyznał mężczyzna. Dopiero później pomocy udzielili mu przejeżdżający tamtędy funkcjonariusze.

 

W ramach wdzięczności kierowca napisał list do komendanta Policji Powiatowej w Węgorzewie, w którym między innymi opisał, co dokładnie spotkało go na skrzyżowaniu w mieście.

 

Kierowca – jak przyznaje w liście – kiedy zjawił się radiowóz, przestraszył się, że nie tylko nikt mu nie pomoże, ale zarobi jeszcze mandat. Tymczasem, ku jego zdziwieniu funkcjonariusze kazali mu wsiąść za kółko. „Jeden z nich zepchnął mój samochód na parking, a drugi włączył światła błyskowe i jechał za nami” – czytamy w liście.

 

Mężczyzna poprosił komendanta o nagrodzenie bohaterskich policjantów. „Dzięki takim policjantom buduje się zaufanie społeczne do Policji” – podsumował kierowca wybawiony z tarapatów.

 

Źródło: brd24.pl
Fot.: Wikipedia
EM