Natalia Filewa, właścicielka linii lotniczych zginęła w lotniczej katastrofie. To była współwłaścicielka drugiej co do wielkości rosyjskiej linii lotniczej i jednocześnie jedna z najbogatszych Rosjanek.

 

Katastrofa miała miejsce w pobliżu Frankfurtu nad Menem, na południowym zachodzie Niemiec. Maszyna podczas schodzenia do lądowania runęła na pole pod miejscowością Erzhausen, po czym stanęła w płomieniach.

 

Filewa podróżowała niewielkim sześciomiejscowym samolotem typu Epic LT, lecącym z francuskiego Cannes. Na jego pokładzie znajdowały się trzy osoby, pilot i dwoje pasażerów. Wszyscy zginęli na miejscu. Drugim pasażerem miał być ojciec Filewej.

 

Filewa była współwłaścicielką rosyjskich linii lotniczych S7.

 

Linie potwierdziły jej śmierć, wyrażając współczucie: „To niepowetowana strata. Filewa była świetną menedżerką i wspaniałą kobietą”.

 

Majątek Filewej szacowano na 600 milionów dolarów.

 

 

Źródło: nczas.com, twitter,com
fot. twitter.com
LS

Jak podała prywatna stacja telewizyjna NTV: „Co najmniej jedna osoba zginęła, a cztery znajdują się pod gruzami ośmiopiętrowego budynku mieszkalnego, który zawalił się w środę w Stambule”.

 

Do zdarzenia doszło w dzielnicy Kartal w azjatyckiej części największego miasta Turcji. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną zawalenia się budynku.

 

Źródło: nczas.com
LS

W rejonie brazylijskiej miejscowości Brumadinho miała miejsce największa jak do tej pory katastrofa ekologiczna w tym kraju. 25 stycznia doszło tam do przerwania zapory mierzącej 85 metrów, co doprowadziło do lawiny szlamu, która zabiła kilkaset osób.

 

Zapora utrzymywała około 12 milionów metrów sześciennych odpadów górniczych pochodzących z kopalni rud żelaza. Wdzierające się tsunami przez uszkodzoną zaporę zalało znajdującą się obok miejscowość.  Fala błota, szlamu oraz upłynnionego gruntu przekraczała wysokość wieżowca liczącego dziesięć pięter.

 

Tego tragicznego dnia, kilkuset pracowników kopalni Córrego do Feijão, zebrało się akurat wczesnym popołudniem, aby spożyć posiłek przed dalszymi godzinami pracy. Niestety to był już ostatni ich posiłek w ziemskim życiu.

 

Nagrania z kamer przemysłowych, na których zarejestrowano dramat, który rozegrał się 25 stycznia mrozi krew w żyłach. W sieci pojawiają się kolejne filmy ukazujące rozmiary tej tragedii oraz ujęcia z akcji ratunkowej. Tragiczne dane mówią o ponad 300 ofiarach śmiertelnych tej katastrofy.

 

 

 

 

 

Źródło: twojapogoda.pl ; YouTube/Global News, ETVBharat English, Video Break

 

Fot.: Pixabay

 

MB

Niepokojące doniesienia zarówno dla fanów piłkarskich, jak i też ludzi zwyczajnie śledzących wydarzenia na świecie. Doszło bowiem do zaginięcia samolotu, na pokładzie którego znajdował się występujący w prestiżowych europejskich ligach piłkarz z Argentyny Emiliano Sala.

 

Samolot zaginął nad rejonem Kanału La Manche w poniedziałkowy wieczór, dokładniej około godz. 21:30 czasu środkowoeuropejskiego. Wtedy właśnie maszyna zniknęła z radarów. Od wczoraj trwa akcja ratunkowa, jednak nie ma póki co niestety informacji o zlokalizowaniu samolotu.

 

Niestety istnieje duże prawdopodobieństwo, że maszyna uległa katastrofie. W akcję poszukiwawczą zaangażowała się również brytyjska straż nabrzeżna. Brytyjczycy skierowali tam dwa ratunkowe helikoptery, chociaż tamten teren nie należy do Wielkiej Brytanii.

 

Jak podała stacja BBC powołując się na informacje straży wybrzeża, warunki pogodowe nie były co ciekawe trudne w poniedziałkowy wieczór. Ocenia się je jako poprawne, choć występowały wówczas opady deszczu, ale nie były intensywne. Nie było również zbyt wietrznie.

 

28-letni Emiliano Sala to 28-letni napastnik. Argentyńczyk jest wychowankiem francuskiego Bordeaux. W 2015 roku przeniósł się do Nantes. Sala trafił w tym sezonie francuskiej Ligue 1 do bramki 12 razy w 19 meczach i został kupiony przez Cardiff City za 17 milionów euro, stając się najdroższym piłkarzem pozyskanym przez ten grający w angielskiej Premier League klub. Kontrakt został podpisany przez zawodnika w ubiegłą sobotę na okres trzech lat.

 

Po dopełnieniu tej formalności wrócił on do Francji w celu zabrania swoich rzeczy i rozpoczęcie przenosin do Walii. Prywatny samolot Piper Malibu z piłkarzem na pokładzie wyleciał z Nantes w kierunku Cardiff, jednak jak pisaliśmy wyżej niestety maszyna zaginęła. Nie przybycie samolotu na miejsce potwierdził również rzecznik prasowy walijskiego lotniska.

 

Nie ma potwierdzonych informacji na temat tego do kogo należał samolot.

 

 

Źródło: przegladsportowy.pl

Fot.:Pxhere

 

MB

 

 

Zakończyła się akcja poszukiwawczo-ratownicza na terenie gdzie doszło do zawalenia budynku mieszkalnego w leżącym na Uralu Magnitogorsku. Niestety bilans ofiar jest tragiczny, spod gruzów wyciągnięto ciała aż 39 osób. Ministerstwo do Spraw Nadzwyczajnych Sytuacji poinformowało, że pod zawalonym budynkiem już nikogo nie ma. Zadziwienie wciąż wzbudza historia ocalałego około 10-miesięcznego chłopca, który przeżył katastrofę.

 

Do wybuchu doszło o 1 w nocy, kiedy dziecko spało w swoim łóżeczku. Jego bliskim nic poważnego się nie stało, ponieważ jego brat i rodzice spali po drugiej stronie mieszkania. Jednak, także i małego Igora, bo tak ma na imię chłopczyk, udało się uratować.

 

Dzień po katastrofie wielkim szokiem dla wielu był fakt, że niemowlę było żywe, kiedy dotarli do niego wśród gruzów budynku ratownicy. Dla wielu osób to po prostu cud. Jak tłumaczą eksperci w dziedzinie medycyny, organizm małego dziecka jest odporniejszy na trudne warunki, co z pewnością pomogło ok. 10-miesięcznemu Igorowi przetrwać po katastrofie.

 

W sieci pojawiło się nagranie, na którym zarejestrowano moment wyciągnięcia spod resztek zawalonej klatki schodowej dziecka.

 

 

Okoliczności katastrofy w 9-piętrowym budynku wciąż badane są przez rosyjskich śledczych. Chociaż władze zapewniają, że przyczyną wybuchu był gaz, to jednak wiele pytań zrodziła inna eksplozja,do której doszło wczoraj w centrum Magnitogorska. Eksplodował pojazd, powodując przy tym śmierć trzech osób. Pojawiły się informacje, że doszło do tego przy okazji akcji służb wymierzonej w terrorystów.

 

Więcej o tej sprawie pisaliśmy tutaj:

Kolejna eksplozja! Czy katastrofa budowlana to w rzeczywistości zamach terrorystyczny? [WIDEO]

 

Źródło: dorzeczy.pl ; TVP Info ; YouTube/Guardian News

 

MB

 

 

„Ten to ma szczęście…”- takimi słowami można śmiało skomentować przypadek kolei losu jakie spotkały pewnego 62-latka z Indii. Mężczyzna ten przeżył katastrofę samolotu, a kilka dni po tych ciężkich chwilach został milionerem. Jego historię opisał portal fly4free.pl.

 

Mohammad Basheer Abdul Khadar może pochwalić się dosłownie podwójnym szczęściem. Samolot Boeing 777 rozbił się na lotnisku w Dubaju. Na szczęście nasz główny bohater wyszedł cało z tej sytuacji, podobnie jak inni pasażerowie, ponieważ nikomu nic poważnego się wówczas nie stało. Maszyna po rozbiciu jednak stanęła w ogniu i spłonęła.

 

Kilka dni później okazało się jednak, że znów dopisało mu szczęście i to po raz kolejny na lotnisku w Dubaju, które organizowało loterię Dubai Duty Free Millennium Millionaire. Khadarowi udało się wygrać na niej nagrodę główną wynoszącą milion dolarów.

 

Hindus na co dzień mieszkał w Dubaju przez 37 lat. Ma on również dwójkę dzieci i pracował w salonie samochodowym. Po wygranej oznajmił jednak, że przejdzie na emeryturę i wróci na stałe do Indii, gdzie postara się znaleźć pracy, dzięki której będzie mógł nieść pomoc innym osobom.

 

Khadar opowiadał również mediom, że los na loterii zakupił, kiedy około miesiąc wcześniej postanowił wybrać się w swoje rodzinne strony, do stanu Kerala na terenie Indii.

 

Podczas tej loterii wygrywali też inni obcokrajowcy. Przykładowo pochodzący z Iranu Fathillah Nasrollah Shahyari zdobył w ramach wygranej luksusowe BMW 650i Gran Coupe, a obywatel Japonii Yoshiko Tsuge wygrał Porsche Cayenne S.

 

 

Źródło: fly4free.pl

Fot.: Flickr

 

MB

 

 

Niestety docierają kolejne smutne informacje na temat katastrofy, do której doszło w sobotni wieczór. Śmigłowiec właściciela angielskiego klubu piłkarskiego Leicester City, mistrza Premier League z 2016 roku, rozbił się nieopodal stadionu. 

 

– Z najgłębszym żalem i złamanym sercem potwierdzamy, że nasz prezes Vichai Srivaddhanaprabha był pośród tych, którzy w sobotni wieczór stracili życie, gdy helikopter z nim i czterema innymi osobami na pokładzie rozbił się w pobliżu King Power Stadium – napisano w treści komunikatu opublikowanego w imieniu Leicester City dzień po katastrofie, która wstrząsnęła lokalną społecznością oraz sympatykami klubu.

 

Choć formalna identyfikacja ofiar tej tragedii dopiero zostanie przeprowadzona, to jednak miejscowa policja oficjalnie potwierdziła już tożsamość osób, które zginęły w ten weekend w roztrzaskanym śmigłowcu.

 

Nagranie z miejsca katastrofy zamieściliśmy w poniższym artykule:

Helikopter władz klubu rozbił się obok stadionu! [WIDEO]

 

Oświadczenie policji hrabstwa Leicestershire zawierało informacje o tym, że oprócz prezesa Vichaia Srivaddhanaprabha, na pokładzie maszyny znajdowali się również jego dwaj współpracownicy: Nursara Suknamai oraz Kaveporn Punpare, a także pilot Eric Swaffer i pochodząca z Polski Izabela Lechowicz.

 

Polka była doświadczonym pilotem, jak również instruktorem lotnictwa, jednakże podczas tego feralnego lotu zajmowała miejsce pasażera. Znalazła się ona wśród osiemnastu kobiet, które znalazły się w gronie wyróżnionych przez polską ambasadę w Londynie Polek w ramach plebiscytu #Polka100.

 

Członkowie rodzin Izabeli Lechowicz oraz pilota Erica Swaffera poprosiły o zachowanie odpowiedniego szacunku do ich prywatności po tym jakiej tragedii doświadczyli. Rodziny zaapelowały do mediów, aby te nie podejmowały prób kontaktu z nimi.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

Według informacji podanych przez tvp.info oraz chińskiej agencji Xinhua, powołującej się na lokalne w władze, możemy się dowiedzieć, że w piątek doszło do wycieku tlenku węgla w elektrowni cieplnej w prowincji Gansu w północno-zachodnich Chinach. Pięć osób zapłaciło za to zdarzenie życiem, a 15 zostało rannych.

Jak informuje chińska agencja, wyciek miał miejsce w elektrowni należącej do spółki Jinchuan Group Co Ltd w czasie, gdy naprawiane były kotły.

Ranne osoby zostały już przetransportowane do szpitala. Władze prowincji rozpoczęły śledztwo w sprawie wypadku.


Źródło: tvp.info

fot. Wikipedia Commons

LS

Jak podaje pap.pl, liczba ofiar śmiertelnych, które od kilku dni występują na terenie południowej i zachodniej części Japonii wzrósł do co najmniej 62 osób, zaginionych jest 44 osoby, a nie 21 jak podano poprzednio. Według publicznej telewizji NHK bilans ofiar śmiertelnych może jeszcze wzrosnąć.

Agencja AFP podaje, że wciąż trwają akcje ratunkowe, dlatego szacunki liczby ofiar są prowizoryczne.

Najbardziej dotkniętymi prefekturami są Ehime, Hiroszima, Kioto, Kochi, Gifu i Okayama, gdzie miały miejsce liczne osunięcia ziemi, lawiny błotne i powodzie.

Premier Shinzo Abe ocenił „sytuacja jest wyjątkowo poważna”. Premier zarządził wykorzystanie wszelkich możliwych środków w celu niesienia pomocy zagrożonym.

Rząd stworzył biuro kontaktowe w ośrodku zarządzania kryzysowego w kancelarii premiera. Podczas sobotniego posiedzeniu rządu Abe postanowił przeprowadzić „priorytetowe traktowanie ratowania życia ludzkiego oraz bezzwłoczne wysyłanie zespołów ratunkowych”.

„Wciąż wiele osób jest zaginionych, inne potrzebują natychmiastowej pomocy. To jest wyścig z czasem” – mówił premier w telewizji.

Jak podaje pap.pl: „Z obszarów objętych ulewami ewakuowano już łącznie 2 mln osób. W akcjach ratowniczych uczestniczy 64 tys. strażaków oraz żołnierzy sił samoobrony terytorialnej. Ich głównym zadaniem jest ratowanie ludzi, którzy schronili się na dachach swych domów na terenach zalanych wodą.W sobotę japońska Agencja Meteorologiczna wydała specjalne ostrzeżenia pogodowe dla trzech prefektur na wyspie Honsiu – jednej z czterech głównych wysp – i zaapelowała o zachowanie ostrożności wobec możliwych osunięć ziemi, przybierających rzek i silnych wiatrów. Zalecono ewakuację 2,3 mln ludzi. Do poniedziałku ma tam spaść 300 mm opadów.”

Ulewy, rozpoczęły się w czwartek. Według prognoz mają potrwać do niedzieli, a w niektórych miejscach nawet do poniedziałku.

Ogromne deszcze występują w Japonii regularnie. W 2014 r. Hiroszimie zginęło 72 osoby, a w 2016 r. po przejściu tajfunu na północy Japonii odnotowano 15 ofiar śmiertelnych.