W Polsce znów rozgorzała dyskusja na tematy związane z historią. Przyczyniły się do tego niektóre z wypowiedzi, które padły przy okazji odbywającego się w ostatnich dniach w Warszawie szczytu bliskowschodniego, a które można uznać za skandaliczne. Mniej więcej w tym samym czasie, niemiecki super market Lidl wypuścił serię koszul. Również to przez wielu zostało uznane za co najmniej niesmaczne, a nawet skandaliczne.

 

Koszule, które w swej ofercie umieścił Lidl, mocno przywołują negatywne skojarzenia z czasów II wojny i odbywającej się wówczas w obozach koncentracyjnych zagłady. Odzież ta bowiem, do złudzenia przypomina „pasiaki”, które nosili więźniowie w niemieckich obozach śmierci. O sprawie i niefortunnej kolekcji w niemieckim markecie poinformował „Świat Rolnika”.

 

Choć koszule miały stać się „hitem cenowym”, to póki co można je określić negatywnym hitem internetu. Sprawa szybko stała się popularna wśród polskich internautów, którzy w komentarzach nie pozostawiają często suchej nitki na sieci sklepów Lidl.

 

Zdjęcia przedstawiające te odzieżowe produkty publikowane są na popularnych portalach w sieci.

 

 

Źródło: Świat Rolnika ; nczas.com ; Twitter/@Antysyst

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

TVP.Info podaje, że z badania „Patriotyzm i świadomość historyczna żołnierzy sił zbrojnych RP”, przeprowadzonego przez Wojskowe Biuro Badań Społecznych, wynika, że Żołnierze są dumni z tego, że są żołnierzami, są gotowi ponosić wyrzeczenia dla służby oraz deklarują, że jest ona przejawem ich patriotyzmu.

Wojskowe Biuro Badań Społecznych (WBBS) przeprowadziło badania wśród żołnierzy w marcu i kwietniu tego roku. Badacze WBBS napisali: „Sposób postrzegania własnego zawodu przez żołnierzy Wojska Polskiego odzwierciedla poziom ich patriotyzmu, zaangażowania społecznego i postawę obywatelską”.

3/4 pytanych żołnierzy stwierdziło, że bycie żołnierzem wiąże się nie tylko ze zwiększonym ryzykiem zawodowym i dyspozycyjnością, ale wymaga też postawy patriotycznej i obywatelskiej odpowiedzialności. Jedynie co dziesiąty żołnierz postrzega swój zawód jak każdy inny.

Ponadto żołnierze mają silne poczucie dumy z tego, że są żołnierzami (ponad 90 procent wskazań).

Z badania wynika, że żołnierze wykazują bardzo duże zainteresowanie historią Polski i Wojska Polskiego. Takie zainteresowanie podkreśla aż 4/5 badanych. Ponad 2/3 respondentów interesuje się też historią i tradycjami macierzystej jednostki wojskowej. Tylko 7 procent badanych przyznało, że ani trochę nie interesuje się historią Polski.

Najczęściej żołnierze przyznają, że bardzo interesuje ich okres II wojny światowej.

Po kolejnych pytaniach okazało się, że1/5 żołnierzy jest przeciwna sięganiu do tradycji Wojska Polskiego z lat 1943-1945 podległego władzom komunistycznym i Ludowego Wojska Polskiego z lat 1946-1990.

Większość żołnierzy – około 4/5 badanych, często odczuwa dumę z powodu swojej narodowości i bardzo rzadko się jej wstydzi. Podobnie jak większość nie wstydzi się też zawodu, który wykonuje – 4/5 respondentów ma poczucie dumy z tego, że są żołnierzami.

Badacze WBBS podsumowali, że „historyczne identyfikacje mają szczególne znaczenie w przypadku kształtowania postaw żołnierzy. Dostarczają wzorów osobowych, pełnią rolę integracyjną i wpływają na morale, stosunek do realizacji zadań służbowych oraz budowanie więzi w środowisku wojskowym”.

źródło: tvp.info
fot. Wikipedia Commons

Wrześniowe dni to czas kiedy wspominamy pierwsze chwile II Wojny Światowej. Jesteśmy pomiędzy 1 września (rocznica ataku Niemców na Polskę) a 17 września, kiedy to zaatakowali nas sowieci od wschodu.

 

W ostatnich miesiącach tematy, które rozgrzewały dyskusje dotyczące polityki historycznej, kręciły się w dużej mierze wokół kwestii reparacji wojennych, które Polska powinna otrzymać od Niemiec za dokonane podczas wojny zniszczenia oraz zakłamywania naszych dziejów i fałszywego przypisywania Polakom udziału w holokauście.

 

Aby odkłamywać historię i przypominać o tym, jak naprawdę wyglądały dzieje Polski podczas II wojny światowej, warto czasem sięgnąć do historycznych dokumentów czy spisanych lub też nagranych materiałów. Pozwala to również jasno pokazać kto był agresorem, a kto ofiarą czy bohaterem broniącym niewinnych ludzkich istnień.

 

Dlatego też warto wysłuchać komunikat o wybuchu II Wojny Światowej, który wygłoszono w dniu 1 września 1939 roku, kiedy to zostaliśmy zaatakowani przez naszego zachodniego sąsiada. Apeluje się w nim, aby cały naród swą siłę włożył w zwycięstwo podczas konfliktu z Niemcami. Padają również słowa o tym, że zarówno życie publiczne, jak i prywatne schodzi na inne tory.

 

Dobrze, że takie materiały przetrwały do dzisiaj i nawet młodzi ludzie mogą zapoznać się z nimi bez większego problemu, dzięki udogodnieniom internetu.

 

 

Źródło: YouTube/TWGrzegorz

Fot.: Wikimedia Commons

 

Historia naszej Ojczyzny bogata jest w wiele ważnych dat, zarówno tych smutnych, jak i pełnych chwały oraz postaci, które czasem się zbyt mocno gloryfikuje lub niestety zapomina o ich zasługach. Bohaterem, o którym z całą pewnością mówi się zbyt mało jest bez wątpienia m.in. Generał Tadeusz Jordan Rozwadowski.

 

15 sierpnia jest jednym z ważniejszych dni roku, w którym wspominamy zasługi wojskowych dla naszej wolności oraz niepodległości. Dlatego też warto poświęcić czas na poznanie historii Generała Rozwadowskiego. Ciekawą kwestią jest również fakt, że pochodził on z rodziny o tradycjach wojskowych, a jego przodek brał udział w bitwie pod Wiedniem.

 

Poniżej prezentujemy film dokumentalny przygotowany przez TVP Historia, który opowiada o losach tego ważnego dla naszej historii, a jednak w dużej mierze zapomnianego generała.

 

 

 

Źródło: TVP Historia ; YouTube/Witek Kozaczkiewicz

 

Kilka lat temu poznałam wspaniałego człowieka– pana Włodzimierza Pawełczyka (Prezes Stowarzyszenia Rodzina Katyńska Ziemi Piotrkowskiej). Szczegółowo opowiedział mi historię o swoim tacie– Marianie Pawełczyku, który zginął w Katyniu (przebywał w obozie specjalnym NKWD w Kozielsku) i o tym jaki wpływ na jego życie miał ten fakt. Był to nauczyciel, podporucznik rezerwy WP. 

 

Pan Włodzimierz powiedział mi podczas naszej rozmowy, że jego ojciec (tak jak i inni jeńcy znajdujący się wówczas w obozach sowieckich) był przekonany, że niebawem wróci do domu. Mój rozmówca opowiedział mi także o listach ojca, które otrzymała jego matka. W nich – jak mówił pan Włodzimierz – wyczuwało się smak nadziei. W jednym z listów ojciec pana Włodzimierza relacjonuje: „Nadszedł moment, kiedy mogę Cię zawiadomić, że z nieszczęśliwych chwil wyszedłem cało i zdrów”, a na koniec informuje żonę, że „w niedługim czasie złączą się znów w kraju”. Listy były pewną próbą ukrycia informacji o braku bezpieczeństwa oraz tego, jak naprawdę żyło się polskim oficerom w radzieckich obozach. Decyzja dotycząca mordu polskich jeńców zapadła w marcu 1940 r. Nie było więc szans dla polskich oficerów na powrót do domu, do najbliższych.

 

Zaintrygowało mnie to, co powiedział pan Włodzimierz o stosunku do dochodzenia do prawdy czy wyjaśniania spraw narodowych: „To wszystko zależy od aparatu państwowego, działania władzy. Rosjanie są zupełnie normalnymi ludźmi, oni nam współczują. Oczywiście, są pewne wyjątki. Na przykład byłem któregoś roku w Katyniu i był z nami dziennikarz- Zbigniew Lentowicz. On rozmawiał po rosyjsku z mieszkańcami. Pewien dziennikarz (rosyjski) powiedział tak: „My zazdrościmy wam, że dbacie o pamięć zmarłych. U nas jest tak:„Pagit to pagit. Lepiej się nie dopytywać gdzie i dlaczego.”. Historia pokazała, że władze radzieckie nie chciały, by prawda o ludobójstwie wyszła na jaw. Swoją winę chcieli udowodnić hitlerowskim Niemcom. Sowieci chcieli ukryć tę prawdę o losie polskich jeńców. Tę prawdę, która mieści w sobie nie tylko fakty, ale też ludzkie radości, smutki, rozpacz i gniew. Czy oni musieli zginąć? Czy cierpieli? Czy się bali – pytania bez odpowiedzi. Pół wieku oczekiwano na jakąkolwiek informację na temat tych bliskich, o których nie było wiadomo nic.

 

Niemcy przeprowadzali ekshumacje, następnie publikowali informacje na temat odkryć w gadzinówce (np. Informacja o tym, co znaleziono przy ofierze). Jednak, jest duże prawdopodobieństwo, że Sowieci większość dokumentów zniszczyli. Jako przykład może posłużyć fakt, iż w Katyniu Sowieci chcieli udowodnić ówcześnie żyjącym ludziom, że to III Rzesza była odpowiedzialna za tę zbrodnię. Władze radzieckie argumentowały wówczas, że strzelano do ofiar z niemieckiej amunicji. Ponadto wmawiali oni zagranicznym dziennikarzom, dyplomatom, że strzał w potylicę to typowa metoda uśmiercania stosowana przez SS-manów. Sowiecka propaganda, by zakłamać rzeczywistość najwyraźniej była wcześniej zaplanowana. Wydawało się również, że ludzie nie będą chcieli dojść do prawdy. Było jednak inaczej. Ludzie wciąż czekali na prawdę.

 

Mojego rozmówcę zapytałam także o to, kiedy można przebaczyć tę zbrodnię i czy w ogóle można? Według pana Pawełczyka przebaczenie możliwe będzie pod warunkiem, że Rosja przyzna się, iż to,co wydarzyło się w Katyniu było ludobójstwem. Do dziś jest to kwestia sporna, ponieważ Rosja (spadkobierczyni Związku Radzieckiego) nie chce uznać tego jako zbrodnię. Jestem pełna nadziei, że stanowisko Federacji Rosyjskiej się w tej sprawie zmieni.

 

Chciałabym zwrócić uwagę na to, że jedno spotkanie było dla mnie momentem przełomowym– a właściwie to, co się wtedy stało. Podczas jednej z rozmów, otrzymałam od pana Włodzimierza trzy kieszonkowe obrazki: z wizerunkiem Pana Jezusa, Matki zwycięskiej Królowej Różańca z Kozielska oraz Matki Bożej Katyńskiej. Katyń nabrał dla mnie innego znaczenia– ludzkiego. Dzięki tej rozmowie i danym mi darom zobaczyłam zbrodnię katyńską przez pryzmat losów ludzi. Ta historia nabrała dla mnie ludzkiego wymiaru, przestała być bezduszna. Ofiarowanie obrazków może wydawać się takie niedzisiejsze, staroświeckie. Jednak, te dary uświadomiły mi i dobitnie potwierdziły, że śmierć polskich oficerów wciąż woła o pamięć, o modlitwę. Co więcej, pogłębienie wiedzy na temat tego masowego mordu dokonanego na polskich oficerach jest i będzie ważnym elementem kształtowania mojego patriotyzmu i tożsamości narodowej. Dla wielu z nas to męczennicy, którzy niczym Chrystus poświęcili swoje życie dla wyższych celów. Razem z nimi, umarły ich marzenia, plany na przyszłość. Tym bardziej powinniśmy o tym mówić, pisać nie tylko na początku kwietnia – pamięć powinna być trwała. Powinniśmy pamiętać o tak istotnych z punktu widzenia tożsamości narodowej wydarzeniach nieustannie – nie tylko wtedy, gdy przypada rocznica danego wydarzenia. Jestem zdania, że należałoby wziąć do serca ponadczasowe porzekadło marszałka Ferdynanda Focha:„Narody, tracąc pamięć, tracą życie”.

 

Rozmowa z panem Włodzimierzem uświadomiła mi również, że w żadnych podręcznikach nie znajdę takiej historii jak ta, czyli tej żywej, autentycznej relacji. Przekaz osób bezpośrednio związany z wydarzeniami historycznymi jest skarbnicą wiedzy. Dlatego należy dotrzeć do tych osób, którym przekazywano tę prawdę o Katyniu, póki jeszcze żyją. Tą tematyką należy zainteresować szczególnie ludzi młodych, którzy będą pamiętać, że były takie wydarzenia, że żyli tacy ludzie, którym zawdzięczamy naszą ojczyznę. O tym trzeba mówić, o tym powinno się pamiętać. Przede wszystkim dlatego, że relacje takich ludzi to nie są suche fakty, to rzeczywistość.

 

Na rekolekcjach „JEZUS NA STADIONIE” w 2015 roku poznałam panią Ewę Załęską, która z wykształcenia jest historykiem. Jak się okazało miałyśmy te same zainteresowania historyczne. Pani Ewa podarowała mi płytę „Patriotyzm. Ballady – cz.2” Lecha Makowieckiego. Odtąd stałam się miłośniczką jego twórczości. W jednej z piosenek, śpiewa on następująco:

 

Dziwisz się, po co ten cały bagaż: Hymn… Sztandary… Historia…

I wiersze…

Jak objaśnić to komuś, kto czasem czyta tylko instrukcję playstation?…

 

Może jednak nie powinno się oceniać młodych ludzi tak surowo. Nawet, jeśli wśród tysiąca nastolatków znajdzie się tylko jeden zainteresowany „bagażem historycznym” to warto mu o tym mówić. Jakiś czas temu spotkałam się z określeniem Katynia jako nieludzkiej ziemi. Rzeczywiście stopień upodlenia człowieka był niewiarygodny. To ziemia uświęcona krwią kilkudziesięciu tysięcy ludzi, co jeszcze bardziej przemawia za tym, aby przekazywać tę prawdę pokoleniom. Ta historia to nie tylko szkiełko i oko – to coś znacznie więcej. To kwestia pamięci, duchowego spadku. Ludziom, którzy zostali zamordowani w Katyniu to się po prostu należy. Sprawa nie jest zamknięta. Kropla drąży skałę i jeśli będzie się powtarzano o tym, co wydarzyło się w Katyniu, Miednoje, Ostaszkowie, to nawet ci od playstation w końcu to usłyszą i zrozumieją. Dwudziesty pierwszy wiek to doba popularnych mediów społecznościowych takich jak Facebook czy Instagram. Moje pokolenie to pokolenie internetowych tubylców. Znacznie wyżej ceni się przekaz medialny, internetowy aniżeli ten bezpośredni kontakt ze świadkami historii, ludźmi, którzy przeżyli wydarzenie historyczne. Pytanie, co zrobić, aby zainteresować tematyką historyczną ludzi młodych? Trzeba odnaleźć złoty środek, który ułatwi dotarcie do młodzieży. Może właśnie wystarczy użyć nowych technologii, a może trzeba szukać pomysłów gdzieś indziej?

 

Ludzie tacy jak pan Włodzimierz Pawełczyk i pani Ewa Załęska, którzy godzą się na rozmowę, podczas której dzielą się swoją historią, swoimi wspomnieniami, są żywą skarbnicą wiedzy, stają się autorytetami dnia codziennego. Nie można zapominać o Katyniu, nie można zapomnieć o tych ludziach, którzy wtedy zginęli. Zainspirował mnie i przekonał świadek historii, że pamięć o Katyniu, Starobielsku, Ostaszkowie to nasze dziedzictwo, duchowy testament. Testament pamięci, który trzeba wypełnić Na pomnikach, tablicach upamiętniających zbrodnię na polskich oficerach z całą pewnością można wykuć słowa z piosenki Lecha Makowieckiego:

 

Jeszcze tylko westchnę jeden raz…

Jeszcze myśl ostatnia…KOCHAM WAS…

 

 

Marika Sońta- Wiceprezes Młodej Endecji

 

W ostatnich latach doczekaliśmy się czasów, kiedy w końcu zaczyna się mówić o przemilczanych wydarzeniach z kart naszej historii oraz przywraca się pamięć o tych, którzy oddali swoje życie za Polskę. Przy tym wszystkim bardzo ważne jest jednak, aby też samemu potrafić wyjść z roli komentatora i aktywnie zaangażować się w szeroko rozumianą patriotyczną działalnosć.

 

Troska o rzeczy, które pozwalają przypominać o polskiej historii oraz wychowywać kolejne pokolenia w duchu miłości do ojczyzny, jest czymś czego mocno powinniśmy wymagać od siebie oraz ludzi z naszych środowisk. Historia naszej ojczyzny jest bogata w chwile zwycięstw i chwały, ale też te przykre, a nawet tragiczne. Wszystkie one powinny jednak wywoływać u nas refleksje będące cenną lekcją na przyszłość dla kolejnych pokoleń mających kierować niegdyś polskim państwem.

 

Zachowanie pamięci o polskich bohaterach, historycznych wydarzeniach, jak również miejscowościach, które niegdyś stanowiły szczególną wartość na mapie Polski wymaga od nas włączania się w pomaganie kresowiakom oraz troski o miejsca, które mają szczególne znaczenie dla naszego narodu. Takim właśnie miejscem bez wątpienia jest Cmentarz Janowski we Lwowie. Bez poświęcania czasu i pieniędzy wielu ludzi dobrej woli w Polsce, zapewne nie dotrwałby on dzisiejszych czasów.

 

Wiosną tego roku w prace restauracyjne na tej nekropolii włączył się prezes stowarzyszenia Endecja poseł Sylwester Chruszcz (WiS), który już od kilkudziesięciu lat angażuje się w inicjatywy narodowe oraz organizacje działające na rzecz dobrego imienia Polski. Parlamentarzysta znany jest jako zdecydowany zwolennik narodowo-demokratycznego sposobu działania, którego nauczał niegdyś Roman Dmowski.

 

W działaniach na Cmentarzu Janowskim zaangażowani byli ludzie z Towarzystwa Miłośników Dziedzictwa Kultury Polskiej „ZABYTEK”, z którym skontaktował się wpierw poseł Sylwester Chruszcz pytając jakie działania można by zrealizować we Lwowie. Ustalono wówczas, że na cmentarzu znajduje się kapliczka z Matką Bożą, która ulega zniszczeniu od kilku lat, a sponsora w tej sprawie ciężko znaleźć. Prezes Endecji zdecydował się więc zaangażować inne osoby. Tak zebrała się grupa osób, która przyjechała do Lwowa i wzięła sprawy w swoje ręce.

 

Renowacja kapliczki, od której w grudniu odpadła już nawet cała boczna ściana, zakończona została zdecydowanym sukcesem. Prezentuje się ona znów pięknie, a jej odnowienie to kolejny ważny krok w celu zachowania polskości na Kresach Wschodnich.

 

Kapliczka zlokalizowana jest na grobowcu rodziny Rutkowskich i Mazurkiewiczów. Jej szczególne znaczenie podkreśla fakt, że znajduje się na początku głównej alei cmentarza. Określana jest jako pewna wizytówka tego tak ważnego dla Polek i Polaków miejsca.

 

Poseł Sylwester Chruszcz zaprezentował na Facebooku efekty tej właśnie renowacji. Serce każdego patrioty może się radować na taki widok. Nie można jednak spoczywać na laurach i zachęcać należy kolejne osoby dla robienia czegoś dobrego dla siebie, dla ludzi wokół, dla Polski…

 

 

Po wyjeździe osób zaangażowanych w wykonanie tej pracy oraz opublikowaniu efekty, w komentarzach pojawiły się komentarze pełne pochwał i radości z powodu tego co udaje się realizować. Wśród nich możemy znaleźć m.in. słowa wdzięczności osób, których członkowie rodziny spoczywają na cmentarzu we Lwowie.

 

Kilka dni temu lwowska rada obwodowa przyjęła uchwałę dotyczącą wykorzystywania flag banderowców.  Flagi Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii będą wisieć na urzędach we Lwowie podczas świąt państwowych oraz w czasie wydarzeń związanych z walkami narodowo-wyzwoleńczymi. 

 

 

Słysząc słowo banderowcy większość Polaków ma w głowie obraz rzezi wołyńskiej. Ukraińska Powstańcza Armia brała udział w ludobójstwie Polaków na Wołyniu w  okresie od lutego 1943 do lutego 1944.  Nazwa banderowcy pochodzi od nazwiska przywódcy organizacji Stepana Bandery. Stepan Bandera był jednym z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, od 1940 r.

 

 

Czerwono-czarna flaga jest symbolem śmierci prawie 60 tys. ludzi. Ofiarami mordów w większości byli Polacy, oraz w dużo mniejszej skali Rosjanie, Ukraińcy, Żydzi, jak również przedstawiciele innych narodowości zamieszkujących Wołyń.

Róża Thun posłanka do Parlamentu Europejskiego, słynąca z ostrej krytyki w stronę polskiego rządu, zabrała również głos w sprawie nowelizacji ustawy o IPN.

 

Jak wiemy,  nowelizacja ustawy wywołała spory konflikt w stosunkach pomiędzy Polską a Izraelem. Jednak nie możemy pod żadnym pozorem dopuszczać do fałszowania historii. Pamiętajmy obóz Auschwitz-Birkenau był niemieckim symbolem Holocaustu! Dlatego też, tak ważny jest aktywizm Polaków, będący odpowiedzią na błędne przekazy. Jak ocenia Róża Thun nowy przepis?

 

Po co tworzyć prawo, które nie zadziała, a tylko wywołuje spór? – to słowa Róży Thun, które padły w rozmowie z Interią. Posłanka twierdzi, że nowelizacja to myślenie bardzo PiS-owskie. Uważa również, że ustawa to poważny błąd PIS-u, który wynika z tego, iż nie potrafimy dyskutować o strasznych rozdziałach naszej historii. Co Wy na ten temat myślicie?