Największe amerykańskie gazety, takie jak „New York Times”, „Washington Post” i Bloomberg opublikowały artykuły, w których omawiały nieistniejące wyniki badań. Miały one udowodnić dyskryminację kobiet przy zatrudnianiu.

 

Firma Speak With a Geek, zajmująca się rekrutacją do pracy opublikowała wyniki swoich rzekomych badań. Miały być przeprowadzone na podstawie ankiet oraz tysięcy podań o pracę. Z „badań” wynikało, że jeśli z nadesłanych podań i życiorysów usunąć wszelkie wzmianki pozwalające zidentyfikować płeć starających się o pracę, to 54 % kobiet przechodziło pierwszy etap rekrutacji i było zapraszanych na rozmowy. Kiedy jednak na podstawie nadesłanych dokumentów można było zidentyfikować płeć, to na spotkanie proszono zaledwie 5% kobiet.

 

Wyniki badań opublikowały największe amerykańskie gazety takie jak „New York Times”, „Washington Post” oraz agencja Bloomberg opublikowały artykuły na temat badań wskazując na wielką dyskryminację kobiet i uprzedzenia wobec nich u pracodawców.

Dociekliwa okazała się jednak dziennikarka Vox, u której wyniki badań wzbudziły podejrzenia. Jak napisała na Twitterze: „Te statystyki tak bardzo odbiegały od moich własnych doświadczeń, że z miejsca nabrałam wątpliwości”. Ostatecznie wyszło na jaw, że nie ma nigdzie informacji na temat metodologii badań, a sama strona internetowa, na których je opublikowano zniknęła z sieci!

 

Jak się okazało firma Speak With a Geek wszystko zmyśliła, wyniki badań miały zapewnić jej odpowiednią promocję w internecie!

 

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Monika Płatek, która wykłada prawo na Uniwersytecie Warszawskim lubi zaskakiwać swoimi refleksjami. Ostatnio bardzo popularne stało się nagranie, w którym Płatek tłumaczy jakie są związki pomiędzy puszczaniem gazów, a zachodzeniem w ciążę.

 

Jakiś czas temu feministka zasłynęła podczas konferencji poświęconej LGBT, w której udział brał m.in. Janusz-Korwin Mikke, kiedy stwierdziła, że w związkach jednopłciowych „rodzi się więcej dzieci niż w różnopłciowych”.

 

Najnowsze refleksje zostały wywołane przez opublikowanie przez Marka Migalskiego komentarza na Facebooku na temat publicznego karmienia piersią.

 

„Rozumiem racje matek, to jednak chciałbym, żeby one zrozumiały racje takich osób, jak ja, które nie życzą sobie, by kobiety wyciągały nad moim talerzem cycek (.). Karmienie jest czynnością naturalną (.) tak samo, jak dla innych puszczanie bąków, sikanie czy plucie. One też są naturalne i dobre dla organizmu. I w pewnych społecznościach można je publicznie uskuteczniać. Ale zostało to poprzedzone zgodą co do tego, że tak można i tak wypada. To właśnie konwencja przesądza o tym, czy, excusez-moi, pierdzenie, szczanie i charkanie jest akceptowalne, czy też nie”– napisał Migalski.

 

Jak stwierdziła Płatek w swoim nagraniu „Bąki puszczają zarówno kobiety jak i mężczyźni i zarówno kobiety jak i mężczyzn prosimy żeby bąków nie puszczali. To co jest dla nas wspólne, jak puszczanie bąków, możemy regulować wspólnie. To co jest dla nas specyficzne i wynika tylko z tego, że mężczyzna żeby nie wiem ile bąków puścił, nie urodzi, nie zajdzie w ciążę i nie będzie w warunkach, w których będzie mógł wykarmić swoją piersią swoje dziecko, bo musiałby dostać w tym celu raka, czego mu nie życzymy. To tutaj mamy zróżnicowanie, które wyklucza zdanie mężczyzn w kwestii regulowania wolności i swobody kobiet”.

 

O co tej kobiecie chodzi, to nie wiadomo. Ale też nie ma to akurat najmniejszego znaczenia.

 

 

 

Źródło: nczas.com, youtube.com, Twitter.com
fot. youtube.com,
LS

Pewna amerykańska feministka w swoim filmiku oznajmiła szokujący pomysł: „Mam dość bycia fabryką dzieci produkującą mężczyzn, którzy w przyszłości mnie zniewolą. Jedyne wyjście to zabicie wszystkich męskich noworodków. Trzeba zabić każdego mężczyznę spotkanego na ulicy”.

 

Oto cały filmik dokumentujący jej wypowiedź:

 

 

Źródło: magnapolonia.org, twitter.com
fot. twitter.com
LS

 

TVP. info ujawnia, że podczas demonstracji działaczy pro-life w Kanadzie, jeden z mężczyzn, nie chcąc słuchać argumentów kobiety manifestującej za życiem, uderzył ją i przewrócił na ziemię, po czym uciekł.

Wszystko działo się podczas corocznego wydarzenia, organizowanego przez działaczy pro-life, pod nazwą Łańcuch Życia w Kanadzie. Uczestnicy akcji demonstrują na ulicach miast przeciwko wolnego prawa do aborcji, głosząc hasła za zachowaniem i obroną życia. To spokojny protest, podczas którego niespotykane jest zagadywanie przechodniów czy agresywne zachowanie.

 W tym roku doszło jednak do nieprzyjemnej sytuacji. Młody mężczyzna zaczął niszczyć transparenty protestujących, zaczepiając ich słownie. Jego zachowanie spotkało się ze sprzeciwem uczestników akcji.

Dwie działaczki pro-life zaprotestowały, a jedna z nich zaczęła nagrywać całą sytuację. Wandal nie odpowiadał na prośby aktywistek i tłumaczenia, że zachowuje się nieodpowiednio.

W pewnym momencie kopnął kobietę. Aktywistka upadłą na ziemię. Nalegała, aby ktoś ze świadków wezwał policję. Wtedy mężczyzna zerwał dziewczynie wstążkę i uciekł.

Źródło: tvp.info
youtube.com
fot. Wikipedia Commons

LS

Jak poinformowali mieszkańcy Węgorzewa w rozmowie z portalem wsensie.pl, jedna z pracownic Urzędu Miejskiego w Węgorzewie przypuszczalnie w godzinach pracy promuje fanpage Dziewuchy Dziewuchom Węgorzewo. Jest to radykalna organizacja feministyczna i została zawiązana na Facebooku jako protest wobec modyfikacji w prawie aborcyjnym.

 

Z serwisu wsensie.pl wynika, że na fanpage’u Gmina Węgorzewo pojawił się post ze skierowanym do biskupa diecezji ełckiej Jerzego Mazura manifestem dotyczącym likwidacji wystawy przedstawiającej skutki aborcji dla dzieci nienarodzonych z obszaru, który jest częścią kościoła św. Apostołów Piotra i Pawła w Węgorzewie. Pod postem tym widoczne są dwa identyczne komentarze: jeden został opublikowany przez fanpage Gmina Węgorzewo, natomiast drugi – przez Dziewuchy Dziewuchom Węgorzewo.

 

W komentarzach zamieszczono link do posta fanpage radykalnej organizacji feministycznej:

– Poszłyście do księdza, poinformowałyście, że zdejmujecie wystawę, na którą węgorzewianie nie chcą patrzeć. My też byłyśmy u proboszcza, ale my tylko rozmawiałyśmy (potem zakleiłyśmy plansze papierem) – Wy poprosiłyście o nożyczki 🙂 Był pod takim wrażeniem, że osobiście Wam je wręczył. Na oczach policji – nie niszcząc mienia – zrobiłyście to, co zrobić należało. Organizator wystawy rad nierad będzie musiał wystawić plansze… u siebie w pokoju 🙂

– opublikowano.

 

– Ściągnęli nam wystawę. Księdza tak zmłotkowali (burmistrz, tvn uwaga [sic], biskup, sąsiedzi, przedszkole itd.), że wymiękł. Ale nic straconego, może uda się przenieść gdzie indziej

– wyjaśnił jeden z mieszkańców miasta.

 

Jak następnie dodał, nie jest to pierwszy przypadek promocji inicjatywy działaczek feministycznych przez pracownicę Urzędu Miejskiego.

 

– Pani, która kręci lokalnym DD to ta sama osoba, która zajmuje się promocją miasta i m.in. prowadzi miejski fanpage na fb. Przelogowała się, ale lenistwo kazało jej zrobić ctrl + c/ctrl + v. Czy taka zabawa w godzinach pracy jest legalna i godna miejskiego etatu? Pani szanowna nieraz w godzinach pracy relacjonowała wydarzenia DD, zasłaniając się »nienormowanym czasem pracy

– oświadczył mieszkaniec Węgorzewa.

 

Redakcja wsensie.pl skontaktowała się w tej sprawie z Urzędem Miejskim w Węgorzewie. Wypowiedział się zastępca burmistrza miasta Andrzej Lachowicz.

 

– Nie robi tego w godzinach pracy, tu od razu prostuję, i nie robi tego w ramach  obowiązków, bo to, co robi w godzinach pracy, ma robić w ramach obowiązków, które ma wpisane w zakresie swoich obowiązków i nie robi tego w godzinach pracy. Jeżeli coś takiego robi, to robi to w czasie wolnym prywatnym. Jeżeli wykazuje się swoją aktywnością, to wtedy bierze urlop, natomiast na pewno nie robi tego w godzinach pracy, takich informacji ja nie mam, żeby to robiła w godzinach pracy

– poinformował mężczyzna.

 

Jak twierdził, gmina nie popiera radykalnych organizacji feministycznych. Zapytany o post i komentarze przyznał, że musi je sprawdzić i się z nimi zapoznać.

 

Po interwencji redakcji wsensie.pl, post z Facebooka usunięto. Kiedy ponownie skontaktowano się z Andrzejem Lachowiczem, przyznał:

 

– Potwierdzam, miała pani rację, sprawdziłem, kazałem usunąć, jest usunięte w tej chwili, z instrukcją, żeby więcej takich rzeczy nie robić. Pracownica się zasugerowała tym, że jakiś mieszkaniec przyszedł z taką prośbą, no to tak poszło i dlatego tak się stało, natomiast ja tutaj potwierdziłem, przeprowadziliśmy jeszcze raz szkolenie w tym zakresie i zostało to usunięte

– mówił samorządowiec.

 

Zapytany, czy zostaną wyciągnięte z tego powodu jakieś konsekwencje, odparł:

 

– Spowodowałem usunięcie błędu popełnionego przez pracownika i tyle na dzisiaj mogę zrobić, natomiast na pewno nie kwalifikuje się to do jakichś ruchów większego kalibru, ponieważ to jest strona informacyjna, ma służyć różnym informacjom, więc zawsze gdzieś tam się ktoś zapędzi i próbując to gdzieś publikować, może popełnić jakiś krok do przodu za dużo. Problemem tej pani jest to, że ona w prywatnym czasie realizuje swoją pasję i ta pasja czasami się niestety nakłada na różne rzeczy. Cóż więcej mogę zrobić. To jest specyficzny przypadek, specyficzny temat, ja też nie mogę ingerować w życie prywatne pracowników, bo nie mam takich uprawnień po prostu. Tyle, co mogę, to mogę prosić, instruować, tłumaczyć, uczyć i szybko ewentualnie korygować popełnione błędy

– zakończył rozmowę Lachowicz.