Niestety tegoroczna Wielkanoc to kolejne Święta, podczas których służby muszą zachowywać szczególną czujność. W wielu krajach istnieje bowiem ryzyko, że terroryści zechcą zepsuć ten ważny dla chrześcijan czas. Niestety obawy takie tyczą się też państw europejskich. Potwierdza to fakt, że zostały udaremnione dwa zamachy, do których miało dojść na południu naszego kontynentu.

 

W Hiszpanii udało się udaremnić zamach przygotowywana przez pochodzącego z Maroka 23-latka, który od 2016 roku mieszka w Sewilli, gdzie uczęszczał na uniwersytet. To w tym właśnie mieście miał on zamiar podpalić się, a następnie wysadzić się na świątecznej środowej procesji, która gromadzi tysiące osób.

 

Do ataku nie doszło dzięki działaniom hiszpańskich, a także marokańskich służb. Przeprowadzona przez hiszpańską policję rewizja w domu Marokańczyka wykazała, że przygotowywał on domowymi sposobami ładunek wybuchowy przy wykorzystaniu TATP (nadtlenku azotu). Ustalono, że 23-latek powiązany był z tzw. Państwem Islamskim.

 

Nie jest to jednak ostatnia wiadomość z ostatnich dni dotycząca zatrzymania potencjalnych terrorystów na terenie Europy. W środę włoska policja aresztowała dwóch mężczyzn, którzy mieli przejść szkolenie przeznaczone dla dżihadystów, które przygotowywać ma do przeprowadzenia ataku terrorystycznego. Są to pochodzący z Maroka, a mieszkający w Novarze 18-latek oraz zradykalizowany przez niego 25-letni Włoch z Palermo. Jak przekazały włoskie media powołując się na źródła u tamtejszych śledczych, islamiści szkolili się za pośrednictwem internetu na temat tego jak dokonać zamachu.

 

Zdaniem prokuratury, mężczyźni poznali się w sieci, a następnie przygotowywali do atakowani przy użyciu broni. Trenowali też w celu dołączenia do członków ISIS w Syrii.

 

Wykryto też, że 25-latek z Sycylii, miał przy tym kontaktować się też z radykalną muzułmanką mieszkającą w Stanach Zjednoczonych. Ona przekazywać miała mu poufne informacje na temat walk toczonych na Bliskim Wschodzie przez Państwo Islamskie. Trwają czynności mające dać odpowiedź na temat tego kim dokładniej jest ta kobieta.

 

Według prokuratury, zatrzymani to tzw. „samotne wilki”, które zostali dżihadystami bez przynależności do konkretnej terrorystycznej organizacji. Swoje działania mieli jednak motywować nienawiścią do ludzi, którzy nie wyznają islamu. Prokurator określił mężczyzn również „wirtualnymi mudżahedinami”.

 

Włocha, który był też kierowcą tira zdradzić miało wykonane przez niego zdjęcie. Sfotografował on się z nożem w ręku. Nawoływał też w sieci do dokonania zemsty za śmierć dżihadystów, którzy zginęli podczas stoczonych bitew. Wzywał on do zabicia „wszystkich mieszkańców zachodu”. Podczas swej działalności zgromadził sporą ilość materiałów związanych z dżihadystyczną ideologią i propagandą jej wyznawców. Włoskie służby miały już od pewnego czasu monitorować jego poczynania w internecie.

 

Policja do walki z terroryzmem posiada również zapis wypowiedzi 18-letniego dżihadysty, który przekonywał włoskiego kompana, iż „prawo Allaha wprowadza się szpadą”.

 

To następne potwierdzenie tego, że skoro mamy już u siebie potencjalnych terrorystów, nie można pozwolić na to, aby następni przybyli przez morze – skomentował zaistniałą sytuację wicepremier, a zarazem minister spraw wewnętrznych Włoch Matteo Salvini.

 

W sporej części europejskich państw służby nadal trzymają rękę na pulsie w związku z ostrzeżeniami jakie pojawiają się względem potencjalnej aktywności terrorystów w okresie wielkanocnym. Wierni udający się w dużych europejskich miastach na świąteczne uroczystości muszą liczyć się po raz kolejny z ewentualnymi wzmożonymi kontrolami i zabezpieczeniami.

 

 

Źródło: tvp.info ; wgospodarce.pl

Fot.: maxpixel.net

 

 

MB

W czasie czwartkowego spotkania z dziennikarzami Władimir Putin zarzucił Stanom Zjednoczonym doprowadzenie do braku kontroli nad światowym arsenałem atomowym.

 

– Niebezpieczeństwo eskalacji sytuacji jest bagatelizowane. Jeśli coś takiego miałoby się wydarzyć, może to doprowadzić do upadku cywilizacji i naszej planety – powiedział.

 

Temat arsenału nuklearnego zaproponował reporter z jednej ze stacji finansowanych przez Kreml. Zapytał, w jaki sposób ma uspokoić swojego syna, który boi się wybuchu wojny jądrowej. – Niestety, istnieje tendencja do niedoszacowania obecnej sytuacji, a są przecież konkretne, współczesne zagrożenia – oznajmił Putin, który zdawało się, że tylko czekał na rozmowę w tej sprawie.

 

Jak podaje „Newsweek”, Władca Rosji nakreślił scenariusze wybuchu wojny atomowej. Jak twierdzi, są one bardzo prawdopodobne. Najpierw wskazał Europę jako miejsce, gdzie może dojść do zaostrzenia sytuacji, jeżeli na kontynencie pojawią się rakiety krótkiego i średniego zasięgu z głowicami jądrowymi. Według niego może do tego dojść w momencie, gdy Amerykanie wycofają się traktatu z 1987 roku o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej średniego zasięgu (INF), co zapowiedział prezydent Stanów Donald Trump.

 

Oczywiście, musielibyśmy w jakiś sposób zagwarantować nasze bezpieczeństwo, a oni lepiej niech nie oskarżają nas, że próbujemy uzyskać przewagę. Nie szukamy korzyści, staramy się utrzymać równowagę i zachować nasze bezpieczeństwo – mówił Putin.

 

Prezydent Rosji przedstawił także nieco inny scenariusz wybuchu konfliktu jądrowego. Jak mówi, powodem może być niewłaściwe rozpoznanie wystrzelonej broni. Wojna atomowa, jak twierdzi, może rozpocząć się w wyniku reakcji z użyciem rakiet uzbrojonych w głowice nuklearne na nadlatujący pocisk balistyczny, który nuklearny nie będzie.

 

– Wyobraźmy sobie okręt podwodny wystrzeliwujący pocisk balistyczny, skądś tam w oceanie. Licho wie, czy to atak nuklearny czy nie – dodawał.

 

Źródło: o2.pl

Fot.: Wikimedia Commons
EM

W wojnie, którą toczy islam z cywilizacją zachodnią zamachy terrorystyczne są akcjami dywersyjnymi, które odwracają uwagę od znacznie poważniejszego zagrożenia: systematycznego zasiedlania Europy przez muzułmanów. Zamachy tak absorbują uwagę nie tylko publiczności, ale też mediów, że proces zasiedlania odbywa się bez poważniejszych sprzeciwów. Islamskie ośrodki w krajach arabskich nie ukrywają, że ich celem jest podbój Europy. Osiedlanie się na naszym, kontynencie milionów muzułmanów ma doprowadzić do ustanowienia tu ich władzy oraz prawa szariatu. Europa ogłosiła wojnę z terroryzmem. W wojnie tej wróg został błędnie zdefiniowany. To nie terroryzm, ale arabski islam w wersji wahabickiej i salafickiej toczy wojnę z Europą. Terroryzm to tylko dywersja.

 

Serce wędruje z miasta do miasta

Zamach terrorystyczny jest spektaklem. Po każdym aktywizują się media. Świadkowie demonstrują emocje, a zaraz potem kto tylko zdoła się dopchać przed kamery lub na  łamy komentuje wydarzenie z wielkim zapałem. Publicyści, specjaliści od terroryzmu, polityczni propagandyści oraz politycy mają kolejną okazję lansowania się. Spece od terroryzmu powtarzają ze smakiem wciąż te same prawdy: celem terrorystów jest zastraszenie, a my się zastraszyć nie damy. Mistrzowie surwiwalu radzą jak się zachowywać podczas ataku: schować się, wycisnąć trochę krwi z leżących w pobliżu zwłok lub z rannego i usmarowawszy się nią udawać trupa. Telewizyjni mędrcy powtarzają zwyczajem mędrców swoje mądrości:  należy walczyć z terroryzmem, a nie z islamem bla bla bla bla, musimy przywyknąć do zamachów bla bla bla, należy oddzielić terrorystów od pokojowo nastawionych muzułmanów bla bla bla, wygramy wojnę z terroryzmem, jeżeli bla bla bla. Donald Tusk powtarza na Twitterze „Moje serce jest w (tu następuje nazwa miasta, w którym odbył się zamach)”. Ostatnio zdobył się na oryginalność i napisał „Cała Europa stoi razem z Barceloną”. Podobnie skonwencjonalizowane i równie oryginalne slogany wygłaszają europejscy politycy i wysocy urzędnicy z Brukseli. Im osobiście ten cały ten terroryzm nie zagraża, bo żyją w bezpiecznych enklawach otoczeni bandami ochroniarzy. Terroryści też dziwnie nie kwapią się do ataków na komisarzy czy ministrów. Przez dwa lub trzy dni media mają używanie, w czwartym dniu publiczność czuje się już znudzona, lans się kończy, media wracają do zwykłej codzienności opowiadając o zawodach sportowych, drogowych wypadkach, życiu uczuciowym i płciowym celebrytów, a co ambitniejszym o tym, co powiedział jeden polityk o drugim polityku, a drugi o trzecim…Aż do następnego zamachu.

 

A do Europy wciąż płyną muzułmanie

Tymczasem bez przerwy, dzień po dniu do Europy wlewają się muzułmanie. Młodzi mężczyźni bez dokumentów, bez wykształcenia i bez chęci do pracy. Nikt na to nie zwraca już uwagi, bo nie ma w tym napływie nic spektakularnego.  Jeszcze parę lat temu ich przybywanie na nasz kontynent było dramatyczne, bo płynęli przez Morze Śródziemne na tandetnych łódkach i pontonach, niekiedy tonących. Ich nieszczęście budziło współczucie. Publika witała ich z otwartymi ramionami, podobnie jak kanclerz Angela Merkel.

Od kiedy jednak arabscy przemytnicy ludzi podzielili się pieniędzmi z europejskimi organizacjami pozarządowymi, muzułmańscy przybysze podróżują wygodnie i bezpiecznie. Publiczność przestała się nimi interesować, politycy też, bo już nic na imigrantach ugrać się nie da.  Przybysze z afrykańskich i azjatyckich krajów muzułmańskich przedzierają się do Europy spontanicznie. Ale jest to spontaniczność organizowana i sterowana przez dwie sunnickie sekty: wahabitów i salafitów.  Wahabici – w krajach arabskich żyje ich około 20 milionów – wyznają proste zasady: obowiązkiem muzułmanina jest nawracanie odstępców, zabijanie niewiernych, szerzenie islamu oraz podporządkowywanie całego świata prawu szariatu. W Arabii Saudyjskiej wahabizm jest religią państwową, a w Katarze wyznawcy stanowią około 47 proc. mieszkańców. Podobne zasady wyznaje odłam muzułmanów zwących się salafitami. Jest ich około 50 milionów. Według ekspertów na uzbrojenie i szkolenie członków islamskich organizacji terrorystycznych oraz na propagandę wyjazdów muzułmanów do Europy wahabici i salafici wydali dotąd około 100 miliardów dolarów.  W meczetach Azji i Afryki mułłowie finansowani przez wahabitów z Arabii Saudyjskiej albo z Kataru, Kuwejtu czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich namawiają młodych ludzi do wędrówki ku Europie, zapewniając, że każdemu przybyszowi niewierni dadzą mieszkanie, samochód i pieniądze na życie. Każdy też będzie mógł po osiedleniu się w Europie sprowadzić rodzinę. Rodzina, która tam obejmuje nie tylko bliskich, ale i dalekich krewnych, składa się więc na koszta i wysyła w podróż najbystrzejszego i najenergiczniejszego młodego człowieka, żeby dotarł do Europy, sprowadził krewnych i żeby potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

 

Ani domu nie dali, ani auta

W Europie okazuje się, że niewierni samochodów nie dają, zamiast mieszkań przydzielają łóżka w kilkuosobowych pokojach, a zasiłki – nawet w Niemczech – ledwo wystarczają na życie. Przybysze czują się oszukani. Nie przez mułłów ze swych wiosek oczywiście, bo mułłowie – jak wiadomo – mówią wyłącznie prawdę, ale przez niewiernych. Dodatkowo muzułmańscy osadnicy widzą wokół bogactwo: piękne domy, samochody, kobiety z obnażonymi włosami i nogami, restauracje i sklepy, na które ich nie stać. To pogłębia poczucie krzywdy, bo przecież to bogactwo należy się muzułmanom, a nie niewiernym. Kiedy rozgoryczeni idą do europejskiego meczetu, żeby poskarżyć się Allachowi na tak jawną niesprawiedliwość, europejscy mułłowie – też finansowani przez Arabię Saudyjską albo Katar, Kuwejt czy Zjednoczone Emiraty Arabskie – mówią im, żeby czekali, bo już niebawem islam zwycięży, a wtedy muzułmanie zabiorą niewiernym domy i samochody, a ich kobiety uczynią niewolnicami. I tym właśnie – czekaniem na zwycięstwo islamu – zajmują się muzułmańscy przybysze. Chcą spokojnie i wygodnie żyć w Europie, jak twierdzi lewicowa propaganda. Ale są też przekonani – to lewicowa propaganda przemilcza – że spokojne i wygodne życie zapewni im tylko szariat. Wysłannicy muzułmańskich rodzin nie są żołnierzami w wojnie, którą islam toczy z zachodem. Są ofiarami tej wojny i zarazem bronią wycelowaną przez mułłów w Europę. Są świadomi swej roli w najeździe na Europę mniej więcej tak samo jak były świadome swojej roli słonie bojowe w armii Hannibala. Wahabicki plan podboju Europy polega na wykorzystaniu europejskiej demokracji: kiedy muzułmanów będzie wystarczająco wielu, opanują rządy i obejmą władzę. Z planu tego nie zdaje sobie sprawy przytłaczająca większość Europejczyków. Znakomicie go za to rozumieją lewicowi politycy, a oni właśnie rządzą Europą, poza Polską, Węgrami i Wielką Brytanią.

 

Wahabici, salafici i piąta kolumna

W wojnie islamu z Europą aktywną rolę pełni europejska piąta kolumna. Lewicowe partie rządzące krajami Europy i lewicowi politycy wspierają podbój, bo ich zdaniem muzułmańscy osadnicy przybliżają realizację socjalistycznej utopii: nowej Europy bez państw, religii, tradycji, kultury i tradycyjnie rozumianego prawa.

Przybyszów z krajów arabskich, z Afryki i z Azji lewicowi politycy i propagandyści nazywają uchodźcami, żeby z góry spacyfikować ewentualny opór przeciw ich przyjmowaniu. Opór jest zresztą niewielki, bo umysły europejczyków sparaliżowane są polityczna poprawnością. Zamachy terrorystyczne lewica wykorzystuje zgodnie z zamiarem ich organizatorów: do odwracania uwagi od najazdu. Inspirowane przez nią jałowe dyskusje o terroryzmie, demonstracje przeciw terrorystom, malowanie kredkami na chodnikach antyterrorystycznych kwiatków oraz tweety o wędrującym sercu – mają zająć i zajmują uwagę Europejczyków. A najważniejsze, że im bardziej Europejczycy boją się radykalnych islamistów, tym łatwiej pokochają pokojowo nastawionych muzułmanów z wdzięczności za to, że ci drudzy nie mordują, choć przecież mogliby. Ten społeczny wariant syndromu sztokholmskiego działa!

 

Kadrowe struktury islamu powstają też w Polsce. Rząd Rzeczpospolitej blokuje najazd muzułmanów argumentując, że wśród nich są zakamuflowani terroryści. To jednak nie zapewnia bezpieczeństwa Polsce i Polakom.  Wahabici nie zrezygnowali z podboju Rzeczypospolitej tylko dlatego, że aktualna władza zablokowała napływ osadników. Władza przecież w końcu się zmieni i osadnicy zaczną napływać. W naszym kraju poza oficjalnie budowanym meczetami, w domach albo mieszkaniach wykupywanych przez prywatne osoby powstają tajne muzułmańskie świątynie, w których nie tylko spotykają się muzułmanie, ale też trwa indoktrynacja Polaków. Według niektórych badaczy islamu w Polsce jest już tych meczetów prawie 600, ale liczba ta nie jest pewna.  Żadne wiarygodne statystyki nie podają liczby muzułmanów mieszkających w Polsce. Jeśli pominąć całkowicie zasymilowanych polskich Tatarów, żyje tu około 30 tysięcy napływowych muzułmanów. Nie można pominąć od 2 do 5 tysięcy Polek, które przeszły na islam pod wpływem arabskich mężczyzn, z którymi się formalnie lub nieformalnie związały. Znacznie mniej jest etnicznych polskich mężczyzn którzy stali się muzułmanami. Obecnie nie napływają wprawdzie masowo osadnicy, ale płyną wahabickie pieniądze. Część tych pieniędzy wypłacana jest jako żołd ludziom, którzy werbują kandydatów na muzułmanów, w tym Polakom, którzy przeszli na islam.  Mułłowie oficjalnie w Polsce działający głośno potępiają terroryzm, ale w ich meczetach zbierają się kadrowe organizacyjne struktury gotowe do wchłonięcia muzułmańskich osadników, kiedy zmieni się koniunktura polityczna i do władzy wróci lewica. Islamscy najeźdźcy ani na chwilę nie zrezygnowali z podboju Polski. Czekają cierpliwie, gotowi na masowy napływ muzułmańskich migrantów, a w rezultacie na objęcie władzy nad Polską.

 

Tekst pochodzi z 38. numeru kwartalnika „Myśl.pl”.

 

Wojciech Jankowskidziennikarz, wolny strzelec. W przeszłości związany z tygodnikiem NSZZ „Solidarność” „Odrodzenie”.  Przez niemal dekadę dziennikarz „Gazety Wyborczej”, a po odejściu z jej redakcji współpracownik regionalnych dzienników i tygodników na Dolnym Śląsku oraz m.in. „Najwyższego Czasu” i „Opcji na Prawo”.

 

 

Fot.: Wikimedia Commons

 

Umowa społeczna ma sens wtedy i tylko wtedy, gdy obejmuje również przyszłe pokolenia, a jej celem jest ustanowienie trwałego społeczeństwa. W tej perspektywie tworzy się bowiem sieć powiązań obejmujących zarówno pokolenia przeszłe, obecne, jak i te, które dopiero nadejdą. Wskazana relacja, zwana „doświadczeniem przynależności” gwarantuje, że jeszcze nienarodzeni nie zostaną pozbawieni przyszłości.

 

Można wskazać, że ta idea, która powinna być fundamentem każdej partii konserwatywnej i chadeckiej, w przypadku Niemiec i rządzącej partii CDU odchodzi do lamusa. Zdaje się, że obecna w zapleczu politycznym obecnej kanclerz jest myśl, że przyjmując obcych kulturowo uchodźców może ostatecznie skończyć z mroczną stroną historii swojej ojczyzny, która nasycona jest nienawiścią do „obcego”. Niemniej, Merkel popełniła katastrofalny błąd, który będzie miał równie katastrofalne konsekwencje dla Niemiec, jak i dla całego świata zachodniego. Kiedy bowiem drżą Niemcy, drżenie odczuwalne jest w całej Europie. Dzieje się tak, gdyż kraj ten jest europejskim liderem  w sferze gospodarki, polityki i kultury. Dlatego więc program kanclerz Merkel, podjęty następnie przez elity brukselskie, polegający na zastępowaniu spadającego rodzimego potencjału demograficznego coraz większą liczbą muzułmanów jest niezwykle groźny dla wspólnoty europejskiej.

 

Jednym z największych kłamstw rozpowszechnianych przez europejską lewicę jest to, że masowa imigracja na Zachód jest niezbędnym warunkiem wstępnym dobrego stanu życia przyszłych osób starszych i obecnego państwa opiekuńczego. Nie jest to jednak prawda. Wielu lewicowych ideologów uważa, że słabo wykształceni migranci będą rewolucyjnymi pionkami, które mają być wykorzystane w tworzeniu niepokojów społecznych, a także rozbiciu więzi i instytucji politycznych oraz społecznych w krajach wprowadzających demokratyczne, konserwatywne, chrześcijańskie czy wolnorynkowe idee. W tak zarysowanej perspektywie zbudowany zostałby żelazny elektorat lewicy, która przejęłaby rządy na długie lata. Aczkolwiek, imigranci przybywający na Zachód są wrogo nastawieni nie tylko do cywilizacji europejskiej, zbudowanej na fundamencie judeo-chrześcijańskiej religii, prawa rzymskiego oraz kultury łacińsko-greckiej, ale również do środowisk spod akronimu LGTB. Ponadto nie przynoszą obecnie Zachodowi korzyści gospodarczych i społecznych.

 

Polityk Partii Zielonych Dr Stefanie von Berg w jednym z wystąpień dumnie zadeklarowała, że społeczeństwo niemieckie ulega zmianie i jak wskazują naukowcy w ciągu dwudziestu lub trzydziestu lat Niemcy w miastach nie będą już większością etniczną. Ludzie natomiast będą rozwijać się w wielu różnych grupach etnicznych w superkulturowym społeczeństwie. Taka jest wizja przyszłości Niemiec, która została wzmocniona jasnym wskazaniem, że jest to właściwy kierunek. W tak zarysowanej perspektywie wielu polityków i konserwatywnie czy narodowo nastawionych Niemców wskazuje, że wkrótce staną się mniejszością we własnym kraju. Oczywiście ich głos w debacie jest traktowany jako rasistowski, a każde wspomnienie o narodzie czy nacjonalizmie nazywane jest wprost nazizmem na zasadzie homogeniczności całej grupy: myśl narodowa = nazizm.

 

Tym czasem dane mogą wskazywać na słuszność stwierdzenia, że Niemcy staną się mniejszością we własnym kraju. Otóż w 2015 roku do Niemiec trafiło około miliona migrantów. W 2016 roku blisko pół miliona. Do roku 2020 władze niemieckie spodziewają się, że liczba ta wzrośnie w granicach od trzech do czterech milionów, które w połączeniu z obecną pięcio-milionową ludnością muzułmańską spowodują, że ludność wyznania islamskiego w Niemczech osiągnie demograficzny poziom około 10 procent.

 

Zdaje się nie brzmieć to tragicznie (wciąż 90% to Niemcy), ale nie oddaje to prawdziwego obrazu demograficznego, który jako struktura społeczna ulega ciągłej zmianie. Otóż bardzo często podnoszona jest kwestia, że rodzimi Niemcy są społeczeństwem starym. Natomiast większość imigrantów muzułmańskich jest młodych, a 75 procent osób wjeżdżających do Niemiec w latach 2015 i 2016 to mężczyźni w wieku od osiemnastego do trzydziestego-piątego roku życia. Łączna liczba rodzimych niemieckich mężczyzn w tej grupie wiekowej wynosi zaledwie sześć milionów, a ich statystyki demograficzne pogarszają się, ponieważ wiele Niemek poświęca zakładanie rodziny na rzecz kariery. Ponadto 30 procent młodych kobiet jest bezdzietnych, a próg ten wzrasta do 40 procent wśród osób wykształconych. Według danych za rok 2016 przeciętna kobieta niemieckiego pochodzenia urodzi 1,43 dziecka. Natomiast bardziej płodne są kobiety z obywatelstwem innym niż niemieckie, gdyż współczynnik dla nich wynosi aż 1,95. Wśród dzieci poniżej piątego roku życia, aż 40 procent Niemców ma już nieeuropejskie pochodzenie.

 

Szacuje się, że do 2020-2025 liczba młodych muzułmanów może dogonić liczbę młodych rodzimych Niemców. Wskaźnik urodzeń w islamskich rodzinach zapewne zacznie rosnąć, gdy do rodzin imigrantów dołączą ich rodziny, żony i dzieci. Rodzime zasoby demograficzne maleją o około 30 procent na pokolenie, podczas gdy muzułmańskie podwajają się. Około 2030 roku młodzi Niemcy będą zatem w mniejszości, a jeszcze mniejszą mniejszość będą stanowili do 2050 roku. Jest to więc wizja zaledwie trzydziestu lat, gdy Niemcy zostaną mniejszością we własnym kraju.

 

Tak zarysowany problem będzie niósł za sobą ogromne komplikacje w odniesieniu do stabilności społecznej. Z ekonomicznego punktu widzenia przyjmowanie milionów ludzi, bez wykształcenia, umiejętności czy znajomości języka to wielki błąd, a ich utrzymywanie na koszt państwa wydaje się skrajną nieodpowiedzialnością.

 

Według niemieckiej Federalnej Agencji Pracy (BA) aż 81 procent imigrantów w 2015 roku nie posiadało żadnych kwalifikacji zawodowych i tylko 8 procent było w posiadaniu wykształcenia na poziomie szkoły średniej. Natomiast aż około pół miliona imigrantów stało się odbiorcami świadczeń socjalnych. Agencja Reuters podała, że niemiecki rząd przeznaczy 94 miliardy euro na imigrantów do 2020 roku. Wskazana kwota jest większa niż dług publiczny Niemiec, wynoszący na rok 2016 68,3 miliardy euro. Właściwie można pokusić się o stwierdzenie, że niemieccy podatnicy sami zapłacą za skolonizowanie swojego kraju. Obecnie u naszych zachodnich sąsiadów możliwe jest, aby imigrancka rodzina z pięcioma dziećmi otrzymywała w różnych świadczeniach 7 000 euro miesięcznie. Pewien syryjski imigrant Ghazia A. otrzymuje od rządu 360 000 euro zasiłku na swoją rodzinę, którą tworzą jego cztery żony i dwudziestka dwójka dzieci. Dla porównania w roku 2015 przeciętna płaca brutto w Niemczech wynosiła 3 612 euro, a w 2017 roku 18,7 procent pracowników zarabiało miesięcznie poniżej 2 000 euro.

 

Obserwując działania Niemiec i Unii Europejskiej podejmowane względem islamskich imigrantów można dojść do wniosku, że znaczna część polityków zapomniała o umowie społecznej i o tym, że odpowiadają za losy przyszłych, nienarodzonych jeszcze pokoleń. Dziedzictwo, które po sobie pozostawią nie jest godne pozazdroszczenia. Jeśli bowiem Niemcy dalej będą trwały w takiej polityce otwartości to niewątpliwie nastąpi ich upadek ekonomiczny. I stanie się tak w perspektywie najbliższych 10 czy raczej 20 lat, gdy następne pokolenie pójdzie na emeryturę i przestanie płacić podatki. W tak zarysowanej optyce nasi zachodni sąsiedzi znajdą się w stanie upadłości, a tak chwalony powojenny cud ekonomiczny rozbije się o skały rzeczywistości gospodarczej. Do tego dojdą napięcia społeczne między rodzimymi Niemcami a przybyszami, które są nie do uniknięcia w obliczu kryzysu gospodarczego, a także wszelkiego doświadczania „obcego”. W myśl tzw. socjologicznego prawa Simmla-Cosera samoidentyfikacja grupy zostaje podkreślona w sytuacjach konfliktu z inną zbiorowością, przyczyniając się do zacieśnienia więzi wewnątrzgrupowych w oparciu o bipolarną opozycję „swój” – „obcy”. W tej perspektywie, gdy Niemcy staną w obliczu wyboru pomiędzy świętowaniem multikulturalizmu, a bezpieczeństwem osobistym i zaspokojeniem potrzeb alimentacyjnych zwycięzca będzie jeden i nie będą nim liberałowie i socjaliści.

 

Tekst pochodzi z 38. numeru kwartalnika „Myśl.pl”.

 

Tomasz Pełech doktorant historii na Uniwersytecie Wrocławskim oraz Université Clermont-Auvergne. Zainteresowania badawcze to dzieje wypraw krzyżowych i Bizancjum, historia historiografii oraz literatura średniowiecza. Obecnie przygotowuje pracę doktorską pt. Shaping of the Image of Enemy-Infidel in the Relations of Eyewitnesses and Participants of the First Crusade: The Case of Muslims.

 

Dokładnie 99 lat temu  uchwalono Traktat Wersalki. Jej najważniejszym rezultatem jest powrót Polski na mapy świata po 123 latach zaborów. W imieniu odrodzonego państwa sygnował ją Roman Dmowski – architekt polskiej niepodległości. 

 

Konferencja pokojowa w Paryżu porządkująca Europę i świat po pierwszej Wojnie Światowej trwała rok czasu o 18 stycznia 1919 roku do 21 stycznia 1920 roku. Wzięło w niej udział 27 zwycięskich państw. Owocem konferencji jest uchwalenie Traktatu Wersalskiego ratyfikowanego również przez przegrane i Wielkiej Wojnie kraje. Polska reprezentowana była przez przedstawicieli Komitetu Narodowego Polskiego z Romanem Dmowskim i Ignacym Paderewskim na czele.

 

Traktat zakładał m. in. rozbrojenie Niemiec i wysokie reparacje wojenne, rozdział Austro-Węgier na mniejsze byty państwowe i powrót niepodległej Polski na mapy świata. Efektem zmyślnej dyplomacji Romana Dmowskiego, opinia międzynarodowa zrozumiała dziejową potrzebę istnienia polskiej państwowości.

 

Dmowski poświęcił sprawie polskiej całe swoje życie i działalność społeczno-polityczną. Jego największe sukcesy to ustanowienie Komitetu Narodowego Polskiego w 1917 roku, w oparciu o który zachodnia Ententa porozumiewała się z przedstawicielami narodu polskiego, zainicjowanie powstania tzw. Błękitnej Armii i dogłębne opracowanie istoty polskiej tożsamości narodowej, które pomogło w samookreśleniu Polaków w nowej rzeczywistości. Clou swoich przemyśleń Dmowski zawarł w literackim dziele „Myśli Nowoczesnego Polaka”.

 

Traktat Wersalski przypieczętował ład europejski jedynie na dwie dekady do wybuchu II Wojny Światowej.

Do niecodziennego wydarzenia doszło we Francji. Wydawać by się mogło, że Francuzi są pogodzeni z rozprzestrzeniającym się w ich kraju islamem. Jak się okazuje, postanowili walczyć jeszcze o swoją ojczyznę.

 

Wydarzenie miało miejsce na jednej z francuskich ulic w centrum miasta. W modlący się tłum muzułmanów weszli Francuzi i zakłócili zgromadzenie. Zaczęli śpiewać hymn Francji, Marsyliankę. Mieli ze sobą również transparent z napisem „Stop aux prières de rue illegales!”, czyli w wolnym tłumaczeniu „Stop nielegalnym modlitwom ulicznym”.

 

Czy to zwiastun protestów obywateli Francji, którzy nie chcą w swoim kraju islamu?

 

Poseł Adam Andruszkiewicz (WiS/Endecja) był gościem programu na antenie Polsat News, gdzie z Krzysztofem Gawkowskim (SLD) dyskutował m.in. na temat przyjmowania do Polski islamskich imigrantów oraz o sytuacji w dzisiejszej Europie.

 

W studiu prezes stow. Endecja, poseł Adam Andruszkiewicz opowiadał na temat apelów z jakimi zwracają się do niego rodacy mieszkający w miastach zachodniej Europy. Telefonując do młodego posła, opowiadają oni o tym, że boją się po zmroku wychodzić z domu, a ich dzieci muszą uważać w szkołach na agresję ze strony dzieci muzułmanów.

 

Polacy z troską mają przestrzegać przed tym, aby Polska nie popełniała tego błędu co przykładowo Niemcy czy Francja i nie przyjmowała masowo islamskich imigrantów.

 

Fragment programu poseł Adam Andruszkiewicz opublikował na swoim facebookowym profilu i napisał:

 

„Polacy, którzy mieszkają za granicą dzwonią lub piszą do mnie i mówią, abyśmy nie przyjmowali islamskich imigrantów do nas. Bo w UK czy RFN stanowią oni już duże zagrożenie. I wierzę naszym Rodakom. Ale chciałem Wam obiecać: nie przyjmiemy żadnych niebezpiecznych imigrantów do naszej kochanej Polski! Polska będzie kiedyś wzorem dla całej Europy!”

 

Zobaczcie sami!

 

 

 

 

 

George Friedman, założyciel i były dyrektor agencji Stratfor uważa, że Polska będzie najpotężniejszym państwem Europy środkowo-wschodniej. „Jednym ze znaków rozpoznawczych wschodzącej potęgi jest to, że schodzące potęgi wytaczają przeciwko niej najcięższe działa” – mówi w wywiadzie dla tygodnika Sieci. 

 

Zdaniem Friedmana Polska stała się celem ataków Unii Europejskiej, ponieważ chce sterować polityką wewnętrzną państw członkowskich. Polska, jako lider wśród państw będących przeciwko polityce UE może stanowić dla niej zagrożenie.

 

W wywiadzie dla „Sieci” mówi również o rozwijającym się w Europie nacjonalizmie. Wśród Europejczyków coraz częściej pojawiają się głosy troski o własny naród. Pojawiać się będzie więcej nacjonalistycznych partii, czego przykładem jest partia AfD, trzecia siła polityczna Niemiec.

 

Autor wspomina również o całkowitym niezrozumieniu natury Polaków przez eurokratów. Im bardziej Polska jest naciskana, tym mocniej rośnie w Polakach poczucie suwerenności.

Mrożące krew w żyłach sceny widzieli dziś mieszkańcy południowej Hiszpanii. Przez ulicę jednego z miast przebiegło setki niekontrolowanych imigrantów z Afryki. Większość z nich na stałe przedostała się do wnętrza Europejskiej wspólnoty. Takie osoby na przyjmować Polska?

 

Według informacji hiszpańskich władz w szturmie wzięło udział nawet 300 nielegalnych imigrantów. Ponad dwustu z nim udało się przedostać w głąb kraju, przez co mogą przeniknąć w głąb państw Wspólnoty. Ok. setkę czarnoskórych najeźdźców udało się ująć lokalnej policji.

 

Jak poinformowała stacja „tvn24”, kilku z nich zostało rannych, a poważnie ucierpiał także jeden z funkcjonariuszy policji, na którego rzucił się imigrant i omal nie urwał mu ucha.

 

Biegnącej hordzie imigrantów towarzyszył okrzyk „BOSA”, czyli zwycięstwo. Europejskie liberalne elity wmawiają jak ważne jest otwarcie na przybyszy z Afryki i ich dorobek kulturowy. Jaka jest potencjalna wartość ubogacenia kulturowego takiej bandy nielegalnych imigrantów? Z pewnością Europejczycy wiele mogliby się od nich nauczyć…