Podczas dziecięcej procesji wielkanocnej w Gombe w Nigerii, samochód z premedytacją wjechał w modlących się chrześcijan. Zginęło ośmioro dzieci i dwóch sprawców wypadku. Trzydzieści osób zostało rannych.

 

Jak relacjonują świadkowie zdarzenia, kierujący pojazdem najpierw wdał się w kłótnię z modlącymi, którzy blokowali ulicę, a następnie świadomie wjechał w uczestniczące w procesji dzieci. Mężczyzna był policjantem i nie był sam – w aucie znajdował się także członek formacji paramilitarnej. Obaj nie byli umundurowani.

 

Nigeryjscy biskupi podnoszą na duchu wiernych, mówiąc, aby nie poddawać się w momencie napotykania wszelkich trudności, a zaakceptować je i traktować jako etap drogi ku wieczności. Biskup Mamza z diecezji Yola podkreśla, że władze przymykają oko na mordy dokonywane na chrześcijanach w kraju.

 

Źródło: pch24.pl
Fot.: pixabay.com
EM

Jak wynika z raportu prof. Marka Regnerusa z Uniwersytetu w Teksasie, wychowywanie przez homoseksualistów wpływa na dzieci tragicznie, wręcz patologicznie. Co ciekawe, o wiele większe skutki nosi za sobą posiadanie matki-lesbijki, niż ojca-geja.

 

Z badań prof. Regnerusa wynika, że psychika dziecka wychowywanego przez parę homoseksualną podlega zniszczeniu. Takie osoby o wiele częściej mają myśli samobójcze, częstsze problemy z prawem i częściej zażywają narkotyki. Ponadto, zanotować można u nich o wiele większą trudność w nawiązaniu trwałych relacji z innymi ludźmi. Mają także trudności z wiernością partnerowi oraz znacznie częściej muszą sięgać po pomoc psychoterapeuty.

 

Mało tego – osób wychowywanych przez homoseksualistów trzykrotnie częściej dotyka bezrobocie i czterokrotnie częściej korzystają z pomocy społecznej.

 

Warto także przywołać statystyki dotyczące inicjacji seksualnej. 31 proc. wychowanków lesbijek i 25 proc. wychowanek gejów odbyło stosunek seksualny wbrew swojej woli. Aby lepiej zrozumieć ten problem, w rodzinach heteroseksualnych współczynnik ten wynosi 8 proc.

 

23 proc. dzieci wychowywanych przez homoseksualną matkę było molestowanych przez nią lub jej partnerkę. W przypadku ojca-homoseksualisty współczynnik ten wynosi 6 proc. W przypadku rodziny heteroseksualne wynik ten wynosi 2 proc.

 

Co do wierności, 13% wychowanków rodzin heteroseksualnych miało romans w trakcie małżeństwa lub wspólnego mieszkania z partnerem. W przypadku wychowywania przez ojca-homoseksualistę współczynnik ten rośnie prawie dwukrotnie i wynosi 25 proc, zaś w przypadku homoseksualnej matki aż 40 proc.

 

Źródło: nczas.com
Fot.: Wikimedia Commons
EM

Skandal na Wyspach Brytyjskich! Podczas gdy Polska żyje zmianami w edukacji seksualnej, kobiety w Wielkiej Brytanii poszły krok do przodu i zabłysnęły 12-minutowym filmikiem pornograficznym.

 

Matki były przerażone produkcjami, jakie ich dzieci oglądają w internecie i wzięły sprawy w swoje ręce. Film miał zadziałać jak terapia szokowa, aby rodzice rozmawiali z dziećmi o współżyciu seksualnym, by wpajali im całą prawdę na temat seksualności i nie pozostawiali tych kwestii administratorom stron pornograficznych.

 

„Mums Make Porn” („Mamuśki kręcą porno”) to nie tylko tytuł filmu pornograficznego, ale przede wszystkim tytuł trzy odcinkowej serii dokumentalnej prywatnej telewizji Channel 4, która ukazała kadry z przygotowań, kręcenia i montowania  produkcji pięciu mam w średnim wieku.

 

– Nakręcenie porno nigdy nie było w moich planach. Nawet nigdy się tym nie interesowałam, ani nie oglądałam – mówi w rozmowie z BBC Sarah Sadler, 40-letnia fotografka, która jest jedną z uczestniczek projektu. Kobieta ma dwie córki w wieku 12 i 16 lat. Podobnie jak pozostałe kobiety zdradziła, że nie rozmawiała wcześniej ze swoimi dziećmi na temat współżycia seksualnego, ponieważ uważała to za zbyt krępujące. Gdy kobieta poinformowała córki o swych zamiarach, te wyraziły zgodę i wsparcie. – Słyszałam od znajomych córek, że zetknęły się z oczekiwaniami swoich partnerów, by w seksie odwzorowywać sceny, jakie zobaczyli na filmach w internecie –kontynuuje Sadler.

 

Uczestniczki projektu same musiały napisać scenariusz, wyprodukować i nakręcić 12-minutowy film. Jedna z nich była odpowiedzialna za makijaż, włosy i kostiumy aktorek. Druga została dyrektorem artystycznym, zaś trzy pozostałe wzięły się za reżyserię, a jedna z nich – Sarah – dodatkowo zagrała w filmie, bez scen łóżkowych, gdzie zagrała fotografkę, którą jest w rzeczywistości. Sceny zawierają pocałunki, przytulanie i przede wszystkim stosunki płciowe z grą wstępną i z zabezpieczeniem. Wbrew pozorom, film ten nie skupia się wyłącznie na bliskości fizycznej, ale także na przeżyciach duchowych, które niesie ze sobą współżycie seksualne. – Pokazaliśmy kobiety pełne pożądania, które jednak nie muszą być uległe. Na pewno nie trafiliśmy w gusta wszystkich, a już na pewno nie tych, którzy pracują w branży pornograficznej. Jednak nasz film jest bliższy rzeczywistości, dlatego może być reprezentatywny dla większości ludzi – mówi Sarah Sadler, która nie ukrywa, że w czasie tworzenia filmu dowiedziała się o porno więcej, niż mogła się spodziewać.

 

 

– Najbardziej szokujące było to, że zdecydowana większość porno, którą zobaczyłyśmy w internecie zawierała sceny przemocy i gwałtu. A jeśli nie dochodziło do przemocy, to mężczyzna był zazwyczaj silnie dominującą stroną, robił z partnerką, co chciał. Sceny w ogóle nie zawierały scen uczuciowych, emocjonalnych, a przedstawiały jedynie prymitywne zaspokojenie instynktów – mówi oburzona matka. – Co mają z tego wynieść nastolatkowie? Że mężczyzna ma być męski i władczy, a dziewczęta posłuszne i uległe? Nie możemy zignorować tego efektu na rozwój naszych dzieci – dodaje.Jak twierdzi, filmy pornograficzne nie ukazują intymności między partnerami i w większości skupiają się na zaspokajaniu jedynie potrzeb mężczyzn. Kobiety chciały uświadomić swoje dzieci, że oglądane przez nich akty seksualne mają niewiele wspólnego z prawdziwym stosunkiem.

 

Projekt Channel 4 wzbudził sporo kontrowersji, jednak w wielu domach przełamał temat tabu. W sieci wielu nastolatków chwaliło się, że serię dokumentalną oglądają wraz z rodzicami.

 

Źródło: newsweek.pl
EM

Aborcja to nadal temat, który wywołuje wiele kontrowersji i skrajnych emocji. Taka sytuacja nie tylko ma miejsce w naszym kraju, ale niemal na całym świecie. Warto tutaj zaznaczyć, że prawo w Polsce chroni dzieci przed narodzinami zdecydowanie bardziej niż ma to miejsce u naszych europejskich sąsiadów. Wciąż jednak i u nas rocznie setki dzieci giną w wyniku aborcji. 

 

W związku z powyższym, organizacje zajmujące się obroną życia dzieci nienarodzonych nadal mają co robić w naszej ojczyźnie. My natomiast, postanowiliśmy poznać bliżej działalność pro-liferów. Porozmawialiśmy z kilkoma wolontariuszami działającymi w krakowskiej komórce Fundacji Pro-Prawo do Życia, w tym również z panią prezes lokalnych struktur Anną Trutowską. Nie uciekaliśmy od trudnych pytań dotyczących m.in. kontrowersyjnych banerów używanych przez ludzi z tej organizacji na ich akcjach w miejscach publicznych.

 

Zapytaliśmy także zwykłych przechodniów o opinie na temat zarówno samej aborcji, jak i również metod działania obrońców życia. Potwierdził się fakt, że zdania w społeczeństwie są w tych kwestiach podzielone.

 

Reportaż został przygotowany przez Izę Wyżgę oraz Michała Barnasia z redakcji ProstozMostu TV.

 

Zachęcamy do obejrzenia oraz podzielenia się ze znajomymi!

 

 

 

MB

Oto dramat, z jakim od wielu lat zmagała się 12-osobowa rodzina z Izdebki na Podkarpaciu. Molestowanie córek przez ojca, włóczenie się po lasach i jadanie z psich misek było czymś na porządku dziennym.

 

Trwający od lat horror dziesięciorga rodzeństwa przerwała ucieczka jednego z chłopców do lasu. Kiedy po dwóch dniach poszukiwań go odnaleziono, przerażeni funkcjonariusze dokonali szokującego odkrycia – znaleźli ubrudzoną krwią bieliznę jednej z małych dziewczynek.

 

– Nie muszę pracować – mam fabrykę w spodniach – mówił ojciec dzieci. Jak opowiada krewna rodziny w rozmowie z reporterami programu „Uwaga” TVN,  pieniędzy im nie brakowało – korzystali z 500+ i innych świadczeń z pomocy społecznej, z czego suma pieniędzy wynosiła ok. 10 tys. zł miesięcznie. Oczywiście dziecięce potrzeby były brane pod uwagę na samym końcu – w domu królował alkohol, ogromną ilość pieniędzy wydawano także na zabawę. a „matka taczką jeździła na zakupy”.

 

Jak twierdzi, 43-letnia kobieta ciężarną była jeszcze sześć razy, jednak doszło do poronienia. Ojciec każdego dnia bił swoje dzieci. Z zeznań matki wynika, że „spał razem z dziewczynkami”.

 

Ojciec – 37-letni Krzysztof S. – został zatrzymany przez policję i oskarżony o molestowanie osoby małoletniej do lat 15., a dzieci zaś zostały odebrane matce.

 

– Pies wychował te dzieci. Jak pies się najadł to dzieci szły i dojadały. Niektóre przecież warczą albo szczekają, bo wychowały się z tym psem. Wafelki z papierkiem jadły, żeby szybciej było i nikt im nie zabrał. W podartych spodniach chodziły i brudne. Inne buty miały – co dopadły to nakładały i wychodziły z domu – mówi krewna rodziny.

 

– Ojciec nadużywał alkoholu. – Krzyk, krzyk i jeszcze raz krzyk. Wieczorami niosło się po okolicy. Każde dziecko było chore, bo jako niemowlęta były tam nawet bite po głowie. Starsze, kilkuletnie kijem bił. Kiedy próbowaliśmy interweniować to tłumaczył, że chłopiec się przewrócił czy dziewczynka obiła o meble. Baliśmy się go – kontynuuje.

 

– Zdjęcia z wnętrza przerażają: wszędzie pleśń i brud. – Nawet dla psa to nie były warunki. Z matką był utrudniony kontakt, bo była zamknięta w sobie, zamyślona. Z biegiem lat tak się zmieniła i widać było, że jest bezsilna. Dzieci uciekały co jakiś czas do lasu, ale nie skarżyły się – były zastraszone – mówi rozmówczyni dziennikarzy TVN.

 

Kobieta twierdzi, że informowała gminnych urzędników o makabrycznych wydarzeniach w rodzinie – Wydaje mi się jednak, że oni też się go bali – odpowiada na pytanie o reakcję.

 

Tymczasem Anna Jarema, kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nozdrzcu tłumaczyła wcześniej Wirtualnej Polsce, że rodzina od kilku lat była pod okiem pomocy społecznej.

 

– Otrzymywała wiele form pomocy z naszej strony. Była objęta pomocą kuratora, asystenta rodzinnego – mówiła urzędniczka, jednak nie chciała udzielić odpowiedzi na pytanie, dlaczego wcześniej nikt nie zauważył dopuszczania się niedozwolonych czynności seksualnych w rodzinie.

 

37-letniego Krzysztofa S. aresztowano tymczasowo na okres trzech miesięcy i grozi mu kara nawet 12 lat pozbawienia wolności. Przed sądem stanie prawdopodobnie także jego 43-letnia żona.

 

Źródło, fot.: wiadomosci.wp.pl
EM

Komisja Etyki Reklamy zajmowała się donosem na sieć sklepów Biedronka i popularną akcję związaną z Gangiem Słodziaków. Jak twierdzi jeden z obywateli, sklep poprzez używanie słowa gang, „zapoznawał dzieci z nomenklaturą przestępczą”.

 

– Promocja Biedronki „Gang Słodziaków” łamie przyjęte zasady norm etycznych przez zachęcanie dzieci do przestępstw i zapoznawanie je z nomenklaturą przestępczą. Gang jak wiemy jest zorganizowaną grupą przestępczą, poprzez zbitkę słów „Gang Słodziaków” oswajamy dzieci z przestępczością oraz pokazujemy, że nie ma nic złego w grupach przestępczych – napisano w donosie, który trafił w ręce Komisji Etyki Reklamy.

 

Sprawę rozpatrzył składający się z trzech osób zespół orzekający, który zdecydował się na oddalenie skargi. Zespół argumentował swoją decyzję zaznaczając, że ów reklama nie rozpowszechnia treści, które stanowiłyby zagrożenie fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu rozwojowi dzieci lub młodzieży. Podkreślono również, że w reklamie popularnych maskotek dołożono wszelkich starań związanych z odpowiedzialnością społeczną. Reklama nie narusza także dobrych obyczajów.

 

– Akcja promocyjna przedstawia grupę zwierząt – przyjaciół, która przeżywa przygody oraz bawi się w swoim naturalnym środowisku, czyli w lesie. W żadnym przypadku nie można stwierdzić, że bohaterów akcji powinno utożsamiać się z członkami grup przestępczych lub innych zorganizowanych podmiotów, których celem jest działalność zarobkowa oparta na działaniach przestępczych. W żadnym również momencie akcji promocyjnej akcja nie odwołuje się do poczucia strachu lub niepokoju, jaki może towarzyszyć działaniu wspomnianych grup przestępczych – odpowiedziało portugalskie przedsiębiorstwo Jeronimo Martins, zarządzające siecią sklepów Biedronka.

Źródło: poranny.pl
Fot.: YouTube – SklepyBiedronka
EM

Do tragicznego zdarzenia doszło pod budynkiem szkoły podstawowej. Dzieci akurat przechodziły przez znajdującą się tam ulicę, kiedy wjechał w nie samochód. O sprawie poinformowała agencja AFP.

 

Wszystko rozegrało się w Liaoning, będącej jedną z chińskich prowincji. Było to około południa czasu lokalnego. Niestety, jak donosi AFP, życie straciło 5 osób, a 18 zostało rannych.

 

Chińska stacja telewizyjna CCTV przekazała, że policja zatrzymała człowieka, który kierował pojazdem. Funkcjonariusze zdecydowali się go przesłuchać w celu ustalenia przyczyn tragicznego zdarzenia.

 

W internecie pojawił się film pochodzący rzekomo z miejsca tragedii. Na zarejestrowanym materiale ma być widoczny samochód zjeżdżający na przeciwny pas ruchu, a następnie wjeżdżający w grupę dzieci. Nie została jednak potwierdzona autentyczność tego nagrania.

 

Agencja AFP zwraca uwagę na fakt, że na terenie Chin często dochodzi do wypadków drogowych. Głównym powodem mają być problemy władz z wprowadzeniem przepisów dotyczących bezpieczeństwa ruchu drogowego.

 

 

Źródło: rp.pl

Fot.: Pxhere

 

MB

 

Dzieci potrafią zaskakiwać. Tym razem to dziecko zostało zaskoczone. Przez własne odbicie 🙂

 

Zobaczcie zmagania młodego bobasa, którego najwyraźniej zaskoczyło własne odbicie. Bez wątpienia determinacja z jaką badał to nowe zjawisko zasługuje na podziw. Przede wszystkim jednak rozśmiesza do łez 😉

Como no amar la inocencia !!

Gepostet von Julián Andrés Castaño Duque am Samstag, 18. August 2018

 

/red./

 

Źródło: facebook.com

 

Wszystko rozegrało się w Tyrowie pod Ostródą, leżącym na terenie województwa warmińsko-mazurskiego. Na drodze krajowej nr 16 miał tam miejsce wypadek z udziałem pojazdu wiozącego dzieci.

 

Autobus szkolny zderzył się z tirem w tamtej okolicy. W sumie wewnątrz autobusu znajdować miało się 9 podróżujących. W tym przypadku gimnazjaliści z Tyrowa jechali do zespołu szkół w Samborowie.

 

W wyniku tego zdarzenia ucierpiały również dzieci Przetransportowano siedmioro z nich. Równocześnie jednak pojawiają się informacje, że tylko troje miało widoczne obrażenia, ale nie ma zagrożenia dla ich życia. Czworo trafiło do szpitala profilaktycznie po wypadku.

 

Niestety życie straciło w zderzeniu dwoje ludzi. Jest to kierowca autobusu oraz opiekunka pilnująca tego dnia dzieci. Kierowca ciężarówki był reanimowany. Kiedy udało się go uratować, został zabrany karetką.

 

Zderzenie miało miejsce na prostym odcinku drogi. Według wstępnych ustaleń, ciężarówka miała czołowo zderzyć się ze szkolnym autobusem, po tym jak zjechała na przeciwległy pas.

 

Źródło: rmf24.pl