Tego strasznego odkrycia dokonano w środę, późnym popołudniem. Tragiczne wydarzenia rozegrały się w województwie dolnośląskim, w znajdującej się nieopodal Świdnicy miejscowości Lutomia Górna. Doniesienia na ten temat przekazał portal rmf24.pl.

 

Na terenie jednego z gospodarstw w Lutomi Górnej znaleziono wczoraj ciała trójki ludzi. Na dziś planowane jest przeprowadzenie sekcji zwłok. Wiele wskazuje na to, że doszło tutaj do rodzinnej tragedii.

 

Jedną z ofiar w tym przypadku jest 56-letnia kobieta, będąca właścicielką tego gospodarstwa. Na jego terenie znaleziono również ciało jej 21-letniego syna. Trzecią nieżyjącą osobą jest kobieta, która według informacji przekazanych przez portal rmf24.pl była w wieku około 40 lat. Jej tożsamość nie została jednak ujawniona.

 

Na ciałach kobiet odkryto sporą ilość ran kłutych oraz tłuczonych. Śledczy wyjaśniają tę sprawę pod kątem zbrodni ze szczególnym okrucieństwem. Możliwa jest jednak zmiana kwalifikacji na tzw. samobójstwo rozszerzone. Wiele wskazuje bowiem na to, że to 21-latek mógł najpierw odebrać w brutalny sposób życie swojej matce i drugiej z zamordowanych kobiet, a następnie popełnić samobójstwo.

 

Makabryczne odkrycie może być więc efektem rodzinnych nieporozumień. Ciała na gospodarstwie odnalazł wnuk zabitej 56-latki.

 

 

Źródło: rm24.pl

Fot.: Flickr

 

MB

 

Do niebezpiecznego zdarzenia doszło w województwie dolnośląskim, a dokładniej na terenie miejscowości Obiszów. Jedna osoba została ranna po oddaniu strzału z broni palnej przez agresora.

 

Sytuacja miała miejsce kilka minut przed godziną 17:00, kiedy grupa napastników zaatakować miała dwoje innych osób idących jedną z ulic. Jeden z agresorów oddał strzał. Jak przekazał portal NewsLubuski.pl, według relacji świadków zdarzenia, napastników było łącznie troje. Po ataku mieli oni uciec z miejsca zdarzenia w nieznanym kierunku.

 

Pojazd, którym podejrzani oddalili się z miejsca zdarzenia to zdaniem świadków bus na ukraińskich numerach rejestracyjnych. Osoba, która została ranna to 30-latek. Został on przewieziony z raną postrzałową głowy do szpitala. Jego życiu ma na szczęście nie zagrażać niebezpieczeństwo.

 

– Policjanci nieustannie wyjaśniają wszystkie okoliczności tego zdarzenia. Ustalają oni napastników oraz działają w kierunku ich zatrzymania – powiedział dla portalu NewsLubuski.pl asp. szt. Paweł Petrykowski, Rzecznik Prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu.

 

Źródło: NewsLubuski.pl ; wp.pl

Fot.: Flickr

Sytuacja miała miejsce pod Wrocławiem. Dziecko szukając pomocy mogło nawet stracić życie, ponieważ zdesperowane i zapłakane wbiegło na drogę krajową, wpadając przy tym prawie pod koła nadjeżdżającego samochodu. O sprawie poinformowała Wirtualna Polska.

 

Dramatyczne dla dziecka zdarzenie, rozegrało się 19 sierpnia, przy drodze krajowej nr 8. Są to okolice wsi Kuklice, położonej w województwie dolnośląskim. Mężczyzna postanowił ukarać swoje dziecko w wyjątkowo bezmyślny sposób. Swojego 4-letniego syna, wywiózł on 17 km od domu i porzucił w polu. Matka chłopca miała być w tym czasie w kościele.

 

Jak nieoficjalnie dowiedział się portal wp.pl, chłopca odnaleźć miał pan Robert. Złożył też miał już zeznania w tej sprawie.

 

– Znalazłem to dziecko – powiedział miał mężczyzna, który znalazł 4-latka. Przejeżdżając tamtędy, postanowił zatrzymać się i odwieźć chłopca do dziadka.

 

Sprawą zajmują się policjanci z Wrocławia.

 

– Trafiło do nas takie zgłoszenie. Chłopiec został porzucony na polu kukurydzy. Wyjaśniamy sprawę – powiedział st. sierż Dariusz Rajski z Komendy Miejskiej we Wrocławiu w rozmowie z Wirtualną Polską.

 

W sprawę postanowił zaangażować się również Krzysztof Dymkowski, określany jako „łowca pedofilów”.

 

 Całą noc byłem w kontakcie z policją we Wrocławiu, która zajmuje się sprawą. Ojciec chłopca musi odpowiedzieć za to, co zrobił dziecku. Naraził je na utratę zdrowia i życia – stwierdził w rozmowie z Wirtualną Polską Krzysztof Dymkowski.

 

 

Źródło: wp.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

Do dramatycznego zdarzenia doszło na terenie województwa dolnośląskiego dziś wczesnym rankiem, przed godz. 7. 

 

Nożownik zaatakował w centrum miejscowości Wiązów.  Jak się okazało sprawca ma 22 lata. Rzucił się on uzbrojony w ostre narzędzie na 20-letnią kobietę w środku miasta. Ofiara została kilkukrotnie dźgnięta nożem.

 

Na szczęście jak wynika z dotychczasowych informacji, rany odniesione przez młodą kobietę nie zagrażają jej życiu. Napastnik został zatrzymany przez funkcjonariuszy policji i ma zostać dzisiaj przesłuchany w związku z krwawym atakiem jakiego się dopuścił.

 

Nie są znane motywy 22-latka oraz nie ma również informacji na temat tego czy sprawca i ofiara znali się wcześniej.

 

Źródło: rmf24.pl ; wp.pl

Fot.: Flickr

 

W dolnośląskiej miejscowości doszło dziś do nerwowej sytuacji. Wszystko w związku z alarmem bombowym w dolnośląskim mieście Głogów. W ostatnim czasie o miejscowości tej było dość głośno w związku z kilkoma lokalnymi aferami oraz tragiczną śmiercią radnego Pawła Chruszcza.

 

Bomba miała być rzekomo podłożona w miejscowym Sądzie Rejonowym. Przed południem, około godz. 11 otrzymano anonimowy telefon, w którym niezidentyfikowana osoba poinformowała, że w sądzie został podłożony ładunek wybuchowy. Nie bagatelizowano tego zawiadomienie i podjęto decyzję o ewakuacji.

 

Z budynku sądu ewakuowano kilkudziesięciu pracowników, a także interesantów docierających na rozprawy, które zaplanowane były na dzisiaj. Działania na miejscu podjęli funkcjonariusze ze specjalnej grupy pirotechnicznej.

 

– Policjanci z grupy pirotechnicznej przeszukują każde pomieszczenie sądu w poszukiwaniu podejrzanych elementów – przekazywał w trakcie akcji podinspektor Bogdan Kaleta, oficer prasowy KPP Głogów.

 

Alarm okazał się być fałszywy. Rozprawy, które w Sądzie Rejonowym w Głogowie zostały zaplanowane na późniejsze popołudniowe godziny zostały odroczone. Nie są znane dokładne motywy osoby, która poinformowała o podłożeniu bomby, jednak nie jest wykluczone, że ktoś chciał uniknąć swojej obecności na którejś z wtorkowych rozpraw lub nie chciał by odbywała się już teraz.

 

 

W ostatnich dniach lokalne media informowały o sporze pomiędzy częścią radnych a lokalną panią wiceprezydent, której odwołania oni się domagają. Ma to związek ze znajdującym się w Głogowie Zielonym Przedszkolem, w którym dochodziło do znęcania się nad podopiecznym. Dodatkowo są poważne podejrzenia co do korupcji przy okazji funkcjonowania placówki.

 

Wiceprezydent Bożena Kowalczykowska, zarzuca samorządowcom manipulację odpierając ich zarzuty i twierdzi, że w sprawie Zielonego Przedszkola kontaktowała się jedynie ze ŚP. Pawłem Chruszczem, przy czym jej zdaniem nie otrzymywała sygnałów, iż dzieje się tam coś złego. Grupa radnych zarzuca jej jednak, że miała wiedzę na temat incydentów do jakich tam dochodzi,  a na dowód tego mają mieć nagraną jednej z jej rozmów.

 

Zielone Przedszkole i związane z nim problemy to jedna z afer, którą zajmował się endecki działacz- radny Paweł Chruszcz, który prywatnie jest bratem posła Sylwestra Chruszcza (WiS/Endecja). Miał on przekazać w Sejmie byłemu wiceszefowi CBA dokumenty dotyczące zapewne korupcji dotyczącej sprawy Zielonego Przedszkola. Radny Chruszcz zajmował się też lokalnym problemem stężenia arsenu powietrzu oraz problemami narosłymi wokół działania spółki KGHM Polska Miedź. Niestety ciało zaangażowanego samorządowca zostało znalezione w tegoroczne święto Bożego Ciała powieszone na słupie energetycznym w gminie Pęcław, nieopodal Głogowa. Sprawa nadal jest badana i rodzi wiele pytań.

 

Jak informują lokalne media, do zbiorowego gwałtu doszło we wsi Biedrzychowa pod Polkowicami. To okrutne zdarzenie miało mieć miejsce w nocy z 10 na 11 marca.

 

Okoliczne portale podają informacje o śledztwie prowadzonym przez lubińską prokuraturę oraz zatrzymaniu szóstki mężczyzn w związku z tą sprawą. Według lubin.naszemiasto.pl zbiorowego gwałtu dopuszczono się w prywatnym mieszkaniu na terenie miejscowości Biedrzychowa.

 

Sześciu mężczyzn miało zostać zatrzymanych przez funkcjonariuszy już kilkadziesiąt minut po otrzymaniu zgłoszenia przez policję.

 

– W przeciągu kilkudziesięciu minut nasi policjanci zatrzymali sześciu mężczyzn. Zebrany przez policjantów materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie tym osobom zarzutów oraz dał podstawy dla sądu do zastosowania wobec nich środków zapobiegawczych – powiedział w rozmowie z portalem lubin.naszemiasto.pl st. sierż. Przemysław Rybikowski pełniący obowiązki oficera prasowego policji w Polkowicach.

 

Środkami zapobiegawczymi są w tym przypadku trzymiesięczny areszt tymczasowy dla dwóch zatrzymanych, którzy podejrzani są o dokonanie gwałtu, a także dozór policyjny połączony z zakazem jakiegokolwiek kontaktu z ofiarą oraz zakaz opuszczenia Polski połączony z zatrzymanie paszportów wobec czterech innych mężczyzn, którym stawia się zarzut nieudzielenia pomocy poszkodowanej, w sytuacji gdy znajdowała się ona w bezpośrednim niebezpieczeństwie utraty życia lub uszczerbku na zdrowiu.

 

Jak informuje prokuratura, oskarżona o gwałt dwójka mężczyzn ma być narodowości Polskiej. Pozostali zatrzymani to Ukraińcy i Polacy.

 

 

Dramatyczne sceny rozegrały się w okolicach Biedrzychowa, położonego na terenie powiatu polkowickiego. Do akcji oprócz 12 zastępów straży pożarnej skierowano śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

 

Według wstępnych informacji, dwa przewożące pasażerów busy na drodze krajowej nr 3 uderzyły w przyczepę stojącego tam busa towarowego.

 

W wypadku zginęły 2 osoby, a 18 zostało rannych, jednak ich obrażenia mają nie stanowić zagrożenia dla życia.