Rok 100-lecia odzyskania niepodległości zobowiązuje, stąd VII Konkurs wiedzy patriotycznej o Romanie Dmowskim postawił ambitne zadanie napisania eseju nt  SUWERENNOŚĆ TO WOLNOŚĆ SAMODECYDOWANIA. Młodzież ze szkół średnich a także podstawówek miała za zadanie odnieść się do myśli Pana Romana „Miarą słuszności, moralności naszych czynów nie może być dla nas opinia obcych, ale nasz własny zmysł moralny i nasz zdrowy instynkt narodowy, poczucie własnych potrzeb i własnych zadań dziejowych”.

 

Jak się okazało zadanie nie było łatwe i jak powiedział przewodniczący Kapituły Konkursu dr Tomasz Madras, konkurs wyzwolił duże zaangażowanie i było widać różnicę poziomów.

 

Dariusz Wasilewski, prezes Fundacji Obowiązek Polski, która we współpracy z Katolickim Stowarzyszeniem Civitas Christiana, była organizatorem konkursu przypomniał, że celem konkursu jest promocja postaw patriotycznych wśród młodzieży, a przede wszystkim pokazywania aktualnego wzorca myślenia o Polsce, jaki stworzył Dmowski. Był on człowiekiem sukcesu i światowcem, który znalazł świat właśnie w Polsce i idąc pod prąd ówczesnym gubiącym Polskę kierunkom pokazał, że poprzez silę intelektu, wiedzy i rozumowego podejścia do polityki, można odnieść sukces. Tym sukcesem było odzyskanie niepodległości i objęcie rządu dusz wśród młodego pokolenia II RP.

Prezes FOP opisując dokonania Dmowskiego zachęcał by był odniesieniem dla tych wszystkich, którym zależy na dobru młodego pokolenia, na tym byśmy mieli prowadzoną politykę w sposób wyważony, zgodny z naszą racją stanu. Wasilewski postulował by konsekwentnie realizować cele rozwoju Polski poprzez rozwój własny ,na każdym odcinku własnego zaangażowania i nie dawać się unosić egzaltacjom chwil i wzruszeń. Polska potrzebuje młodych, którzy twardo i „myśląco” będą wykuwali pomyślność Ojczyzny.

 

80 rocznica śmierci Nauczyciela Narodu daje szansę by poprzez studiowanie Jego dzieł wyrobić w sobie takie odważne, kreatywne i niezależne podejście do potencjału Polski, do jej roli w UE, do wyzwań stojących w związku z atakiem na naród, na wartości, na których powstała Europa. Dmowski jako wielki znawca literatury, kultury helleńsko-łacińskiej powinien być patronem naszych ambicji w Europie i na świecie.

 

Pięknie o idei Dmowskiego, o konieczności czerpania z Jego skarbnicy mówił we wprowadzającym wykładzie historyk z IPN w Białymstoku pan Waldemar Tyszuk.

Obecni byli przedstawiciele Kuratorium, samorządu, organizacji społecznych a przede wszystkim sama młodzież i jej opiekunowie, rodzice. Na zakończenie niezwykle piękne i mądre słowa wypowiedział Metropolita Białostocki ks. abp dr Tadeusz Wojda, gratulując determinacji i aktywnego korzystania  ze skarbnicy Idei Dmowskiego.

Duże wrażenie wywarła inscenizacja „Pogrzeb Wielkiego Kanclerza Narodu” w wykonaniu młodzieży na podstawie tekstów i relacji z 1939 r. w tym słynnego i przepięknego kazania prałata Nowakowskiego w czasie pogrzebu Dmowskiego w Warszawie.

Recytacja wierszy, wspomnień, relacji którą młodzież pięknie przekazała wprowadziła wszystkich w styczniową atmosferę 1939 roku, gdzie ponad 200 tys tłum żegnał Dmowskiego.

Słowa wdzięczności należą się tym co wspierali organizację Konkursu czyli Młodzieży Wszechpolskiej, oraz darczyńcom, dzięki którym laureaci zostali obdarowani nowoczesnym sprzętem elektronicznym oraz ciekawymi książkami. Od kilku lat stale wspierają Konkurs dwaj białostoccy wybitni przedsiębiorcy i patrioci pan inż. Antoni Stolarski z firmy Samasz oraz pan Wojciech Strzałkowski, szef RN Jagielloni i firmy Biaform.

 

LAUREACI

 

I miejsce w kategorii szkół podstawowych – Ewa Balcerzak, Szkoła Podstawowa w Michałowie

 

I miejsce – Bartosz Florek, Szkoła Podstawowa nr 1 w Rawie Mazowieckiej

 

II miejsce – Krystian Kruszyński, VIII LO w Białymstoku im. Kazimierza Wielkiego

 

III miejsce – Mateusz Gronostajski, Zespół Szkół Mechanicznych w Łomży

 

Wyróżnienie

Natalia Bogucka – Zespół Szkół Weterynaryjnych i Ogólnokształcących nr 7 w Łomży

Kamil  Raciborski – Gimnazjum nr 1 w Łapach

 

Organizatorzy Konkursu: Fundacja Obowiązek Polski i Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana”.

 

Patroni Konkursu: JE Abp Tadeusz Wojda Metropolita Białostocki, Instytut Pamięci Narodowej, Wojewoda Podlaski, Podlaski Kurator Oświaty.

 

Konkurs wiedzy patriotycznej o Romanie Dmowskim odbywa się już po raz siódmy. Organizatorzy ogłosili temat, termin i nagrody tegorocznej edycji. Co ciekawe, zmieniła się jego formuła i swoim zasięgiem obejmuje teraz całą Polskę. Zobacz kto i jak może wziąć w nim udział.

 

„Suwerenność to wolność samodecydowania”- oto temat przewodni tegorocznej edycji. Białostocka Fundacja Obowiązek Polski we współpracy z Civitas Christiana i Młodzieżą Wszechpolską już od siedmiu lat organizuje konkurs wiedzy patriotycznej o Romanie Dmowskim, który – jak czytamy na jego wydarzeniu na portalu społecznościowym – „ma promować patriotyzm wśród młodzieży, popularyzować historię Polski, a w szczególności przypominać o wielkim dorobku intelektualnym jednego z najwybitniejszych polskich mężów stanu – Romana Dmowskiego.”. Zbiorowa świadomość społeczna o zasługach dla niepodległości Polski ojca Idei Narodowej jest wciąż niedostateczna, dlatego konkurs i rozwój jego formuły jest szczególnie ważny. Nieprzypadkowo jego odbiorcy to młodzież w wieku szkolnym, która rywalizując o atrakcyjne nagrody, poszerza swoją wiedzę na temat Dmowskiego i jego wciąż aktualnej myśli.

 

Jak wspomniano powyżej, konkurs jest skierowany do uczniów szkół średnich i podstawowych. Polega na napisaniu eseju na wskazany temat na podstawie dzieł Dmowskiego i własnych przemyśleń. To zdaniem organizatorów ma poszerzać horyzonty intelektualne młodzieży oraz promować wiedzę i postawy patriotyczne. Dotychczasowe prace potwierdzają, że mimo młodego wieku, uczestnicy potrafią napisać eseje na wysokim poziomie. Konkurs zostanie rozstrzygnięty na uroczystej gali, zaś termin nadsyłania wypracowań mija 10 grudnia. Tegoroczne nagrody to m. in. laptopy, tablety i literatura. Wydarzenie można śledzić tutaj: Ogólnopolski konkurs wiedzy patriotycznej o Romanie Dmowskim.

 

W tym roku konkurs nawiązuje do setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Roman Dmowski w swoich działach dogłębnie opisywał przyczyny upadku Rzeczypospolitej u krańca XVIII wieku oraz późniejsze zmagania Polaków o wywalczenie z powrotem suwerennej ojczyzny. Po 1918 roku Dmowski wciąż aktywnie uczestniczył w życiu społeczno-politycznym, a nawet zajmował ważne stanowiska publiczne, jak urząd ministra spraw zagranicznych w rządzie Władysława Grabskiego. Po niesławnym Zamachu Majowym poświęcił się oddolnej pracy i budowania obozu narodowego. Miał kluczowy udział przy powoływaniu m. in. Stronnictwa Narodowego czy Młodzieży Wszechpolskiej – wiodących organizacji II RP. Konkurs wpisuje się w styl działania Romana Dmowskiego, który podkreślał wagę wychowania ideowego młodzieży. Patronat nad wydarzeniem objęli: JE Abp ks. Tadeusz Wojda Metropolita Białostocki, Podlaski Kurator Oświaty, Instytut Pamięci Narodowej oraz Wojewoda Podlaski.

 

Bartosz Sokołowski

 

Coraz bardziej zauważyć można manipulację słowem, czy to w prasie, telewizji czy w internecie. Manipulacja ta nie jest przypadkowa, ponieważ żyjemy w czasach, w których łatwo szufladkować ludzi po tym jak się ubierają, co jedzą, w co wierzą lub co mówią. W tym artykule chcę skupić się na tym ostatnim. Słowa często świadczą o człowieku, to co mówimy i jak mówimy mocno wpływa na postrzeganie nas wśród innych.  Słowo jest potężne, ma ogromną moc, ma duży wpływa na ludzkie życie i może zrobić wiele dobrego lub złego.

 

Wystarczy rzucić jakieś hasło czy tytuł, aby ludzie wyrobili sobie opinię bez przeczytania całości tekstu lub sprawdzenia jego prawdziwości. Zauważyłem, że wystarczy zrobić mema, w którym ktoś napisze nawet zmyślone słowa, doda zdjęcie rzekomo je wypowiadającego i ludzie w to wierzą, nawet patrioci, którzy powinni znać historię bohaterów nieraz łapią się na takiej manipulacji. To bardzo zła oznaka nieumiejętności segregowania wiedzy i sprawdzania jej prawdziwości, co pomaga manipulatorom w ich zadaniach.

 

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ chciałbym, aby ludzie, moi rodacy przestali wierzyć we wszystko co im się przedstawi i zaczęli analizować oraz sprawdzać, wtedy ludziom czy grupom chcącym sterować myśleniem będzie trudniej osiągnąć swój cel.
Telewizja ma ogromną moc ogłupiania ludzi, a jej możliwości do kłamstwa poprzez nie tylko tekst, ale przede wszystkim obraz są ogromne.  Jednak wszędzie, zarówno w prasie, radiu czy telewizji podstawą jest słowo.

 

Za przykład, nieprzypadkowy, podam FASZYZM. Ideologia ta jest jasno określona i aby o niej mówić/pisać trzeba wypełnić kilka czynników. Określenie to jest szczególnie modne, a także często używane, zwłaszcza w polskiej opinii publicznej.  Używa  go głównie lewa strona polityczna, wypaczając to słowo. Jest ono nasiąknięte negatywnymi skojarzeniami i słusznie, ale manipulacja polega na tym, że używa się go przy byle okazji w każdym momencie, gdzie poglądy nie zgadzają się z lewicowym schematem. Tak samo wypaczono pojęcie nacjonalizmu[1] , które według  „elit” znaczy tyle samo co faszyzm, co oczywiście jest bzdurą.

 

Przejdę tu do konkretnych przykładów myśli nacjonalistycznej. Otóż, nacjonalizm w swoim założeniu  nie jest zły. Nadkłada interes narodu nad inne, ale to jest rzeczą od wieków normalną. Każdy dba o swoją społeczność; grupę, rodzinę etc. i chce by mieli jak najlepiej. Nacjonalizm to nic innego jak troska o „swoich”. Przykładem niech będzie DOM, każdy ma swój, ma swoją rodzinę i dla nikogo nie jest dziwne, że każdy z domowników chce dla drugiego jak najlepiej. Wspiera swoją rodzinę, robi wszystko by osiągała sukcesy, dba o jej finanse, dba o zdrowie i bezpieczeństwo, dba o zasady, które w danym domu obowiązują. Tak samo Polska jest takim domem, w którym każdy Polak dba by ten dom był wewnętrznie i zewnętrznie bezpieczny.

 

Jeżeli ktoś atakuje nasz dom to go bronimy i nie ma w  tym nic dziwnego, tak samo jest z Polską. Jeśli nasi współdomownicy mogą osiągnąć sukces wśród sąsiadów to także ich wspieramy.

 

Wyobraźmy sobie, że zapraszamy gości do naszego domu, każdy  nas chce by byli zadowoleni i czuli się dobrze, ale chcemy by szanowali zasady panujące w naszym domu. Kultura wymaga by tak czynić, jesteśmy u kogoś to dostosowujemy się do gospodarza i szanujemy zasady jakie panują np. ściągamy buty, wyrażamy się kulturalnie, nie wchodzimy i nie otwieramy szafek, nie krzyczymy, nie próbujemy wprowadzić swoich zasad. Tak samo jest z Polską, my Polacy słyniemy z gościnności, ale chcemy aby goście w naszym kraju szanowali  zasady tu panujące: religię, kulturę, historię, prawo.

 

Oczywiście musimy w innych krajach robić to samo (a z tym też różnie bywa).
Dlatego hasło Marszu Niepodległości  z 2015 roku o treści : „Polska dla Polaków. Polacy dla Polski ” nie jest hasłem faszystowskim, a nacjonalistycznym w dobrym tego słowa znaczeniu. Jesteśmy gospodarzami w swoim kraju i jedyne na co liczymy to na dostosowanie się do naszych zasad, tak jak my powinniśmy dostosować się będąc u kogoś. Nikt tutaj nie atakuje cudzoziemców dopóki szanują nasze zasady. Mówić o tym głośno to wcale, wbrew opinii niektórych mediów, nie faszyzm, to zdrowy, polski nacjonalizm.

 

Wszystkie skrajne odłamy nacjonalizmu są w Polsce ZAKAZANE i słusznie. Nazizm spowodował wiele zła i każda próba jego manifestacji musi być gaszona w zarodku, w tym również banderyzm, który przecież, również jest nacjonalizmem, ale tym skrajnym szownistycznym, przez który doszło do ludobójstwa naszych rodaków na Wołyniu i nie tylko. Dlatego nie dajcie się nabrać na hasła o faszystowskiej Polsce, bo Polska pierwsza walczyła z nazizmem i faszyzmem oraz stała się ich ofiarą. Pamiętajcie, że znak Polski Walczącej to nie znak faszystowski, a znak sprzeciwu wobec nazizmu!! Prawdziwy polski patriota nigdy nie będzie faszystą, nazistą ani komunistą.

 

„Polska dla Polaków” to przypomnienie, że jesteśmy narodem mającym swój kraj, swoją tradycję, kulturę, naukę, religię, swoje prawo, jak również zasady i chcemy by każdy je szanował, wtedy my będziemy szanować każdego. Endecja wychodzi naprzeciw i ukazuje prawdziwe oblicze polskiego nacjonalizmu, stwierdza za Romanem Dmowskim, że Polakiem może być każdy kto w sposób rzeczywisty dba o interes polskiego narodu, kto dba o Polskę bez względu na kolor skóry. Ten obraz jest dla lewicy prawdziwym problemem bo zaburza ich narrację o „faszyźmie” w Polsce.

 

Emil Osławski- członek krakowskiej Młodej Endecji, absolwent Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

 

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Nacjonalizm

 

Fot.: Wikimedia Commons

Jeżeli nowa inicjatywa ma być czymś więcej, niż kolejnym komitetem wyborczym, nie wystarczy zebrać i ogłosić jakiś  zbiór słusznych  haseł. W rzeczywistości wybranych przypadkowo, intuicyjnie uważanych za bardziej właściwe od innych. Taka rzecz jest mała i niegodna, ale jest przejawem typowego skundlenia moralnego składająca hołd tradycji naszego warcholstwa.  Ograniczenie własnej aktywności jedynie do public relations jest zwyczajnym oszukiwaniem siebie, własnego środowiska politycznego, a co gorsza przykładaniem ręki do oszukiwania sympatyków, do trwonienia polskiej  wiary i nadziei, do zabijania instynktu moralnego naszej wspólnoty. Jest to zdrada najgorszego gatunku, jeżeli jedynie dobro własne oraz osobista kariera i umysłowe lenistwo jest zasadniczym kryterium udziału we wspólnym dziele, w kreacji przyszłości.

 

Zamiast retrospekcji historycznej.      

Jeśli ktoś pod tym tytułem spodziewa się typowego manifestu politycznego, to się zawiedzie. Czasy pisania takowych dawno już odeszły do lamusa, a czytanie deklaracji ideowych i programowych nie należy do czynności oczywistych, nawet dla aktywnych uczestników życia politycznego. Jednak,  aby dana organizacja mogła celowo przetwarzać zastaną rzeczywistość powinna umieć  zrozumieć własny moment dziejowy, a z tym jak ukazują ostatnie dziesięciolecia polityki polskiej, nie jest najlepiej.  Nie jest, bo wchodzące na rynek polityczny nowe organizacje również, te wyprowadzające swój rodowód od ruchu narodowego – endecji, nie potrafią  w pełni zaistnieć w polityce polskiej. Dobrym przykładem jest historia kilku ostatnich lat RN-u, który od Marszu Niepodległości – zajęcia pierwszego miejsca pomiędzy środowiskami i organizacjami nazywanymi antysystemowymi przegrywa rywalizację z Pawłem Kukizem, nie wyciągając  z tej i innych porażek właściwych wniosków, poza jednym „więcej tego samego”.  W takim razie co czynić, aby po raz n-ty nie przeżywać  tego samego?

Należy zastanowić się nad celem tworzenia i angażowania się w Narodową Demokrację 2.0, trzeba  uświadomić sobie obecny moment dziejowy – jakie zjawiska i procesy: polityczne, kulturowe, społeczne i ekonomiczne tworzą obecny krajobraz – naszą bardzo niedoskonałą rzeczywistość i czy jest jeszcze miejsce w przyszłości dla Wielkiej Polski, co jest rzeczywistym, a nie jedynie emocjonalnie urojonym celem?

 

Pomiędzy końcem historii a teraźniejszością.

Podmiotem myślenia i pracy większości narodowych demokratów od początków  zdefiniowania się tego nurtu na kartach historii, była republika – Rzeczpospolita. Sama nazwa Narodowa Demokracja wprost do tego nawiązuje, łącząc fundament tożsamości z podmiotowym rozumieniem  dla kogo ma być endecja, a w przyszłości państwo polskie. Dzięki tej kotwicy nie udało się wepchnąć endecji  – ruchu narodowego  i jej następców do polityki totalnej w latach trzydziestych i w PRL-u.[1] Po prostu republika pojmowana jako organizacja narodu wypełniała wszystkie zasadnicze treści i wartości polityki polskiej. Polityka ta w zasadzie była przeciwna kierunkom ustrojowym jakie wówczas ukształtowały ostatecznie II Republikę Polską i powojenną totalitarną Republikę Ludową[2]. III Republika Polska jest tą rzeczywistością z jaką przychodzi się nam zmagać.  Od jej narodzin po współczesną dekadę zmiany jakie zaszły w Polsce oraz w świecie zmuszają do ponownego odnalezienia treści i drogi  w świecie polityki wielkich obszarów. W świecie, w którym jednoznacznie utożsamia się liberalną demokrację z republiką, jako jednym sposobem rozumienia systemu władzy, jaki może w niej istnieć, nadawać jej sens, jest wyjątkowym wyzwaniem. Pogląd ten pomimo tego, że z każdą kolejną kadencją liberalna demokracja, zmienia demokrację w cyrk, a republikę w coraz bardziej teoretyczną formą organizacji państwowej, wciąż wydaje się być żywa. Od niepodległości  1989 roku naszą Polską Republikę trawią  typowo polskie wiekowe zaszłości historyczne, choć walka o ich przełamanie trwa od 1918 roku i nadal  jest ona częścią naszej codziennej udręki, naszych dysfunkcji i zacofania, w dodatku opłaconego milionami ofiar cudzych wojen i emigracji[3]. Dodać do tego rachunku należy żywy spadek państwa postkomunistycznego neokolonialnego, a obecnie mentalnie podbitego przez obce bandery i znaki handlowe. Niestety na tym nie dość, musimy się też  mierzyć w coraz większym stopniu z narastającymi współczesnymi procesami rozkładu świata zachodniego i zjawiskami globalnymi takimi jak np.: postępująca depopulacja nardów na wszystkich kontynentach. Nasz naród zajmuje w tej dziedzinie niechlubną 213 pozycję na 220 badanych  wspólnot na świecie.  Promocja przez część wiodących sił świata zachodniego polityki półprawdy, w tym promocji  polityki przeludnienia i społeczeństwa otwartego ciągle wśród oświeconych znajduje poparcie. Zachodzące procesy  ekonomiczne rodzą  społeczne konsekwencje, między innymi poprzez stosowanie  na masową skalę nowych technologii komunikacyjnych przetwarzających niekorzystnie ludzkie relacje, a badania socjologiczne  dość jednoznacznie wskazują, że koniec naszego świata następuje w szalonym tempie i wywołuje wrażenie, że jest nieuchronny. Przegląd wszystkich podstawowych wskaźników  wskazuje, że od ponad trzech dekad proces ten przyspiesza. Nie dotyczy to jeszcze rynków finansowych, które doświadczyły na miarę dziejów wyjątkowego rozkwitu.   Mamy więc nasz koniec historii, choć inny niż wielu się spodziewało. Zachód umiera, a my z nim, choć jeszcze żyje jego siła ekonomiczna, ale jego  przemysł,  przewaga technologiczna i konkurencyjna  systematycznie znika we wszystkich globalnych procesach. Republikańska kultura polityczna będąca jednym z zasadniczych napędów rozwoju i siły nowożytnych narodów europejskich w coraz większym stopniu staje się bardziej miałka i cudaczna. Zaczyna sama z siebie tworzyć prawa i regulacje antyrepublikańskie. Obecnie przeważająca część liderów świata zachodniego poważnie dyskutuje i przeprowadza projekty społeczne i kulturowe, które jeszcze piętnaście – dwadzieścia lat temu byłyby  zbywane puknięciem się w czoło, a obecnie z całą powagą,  autorytetem instytucji państwa  i „nauki”, wbrew opinii większości są podstępnie przepychane i z całą konsekwencją wprowadzane w życie.  Ustawy o poprawności politycznej są narzędziem cenzury instytucjonalnej i autocenzury społecznej. Dotyczy to zwłaszcza elity i znacznej części klasy średniej. Natomiast dominująca propaganda konsumeryzmu ze strony biznesu i państwa jest owocem powszechnej tyranii polityki wzrostu gospodarczego. Ta pogoń za fałszywym bożkiem wzrostu PKB, zmieniło politykę w postpolitykę, nie skupiając się na rozwiązywaniu realnych problemów, a  jednocześnie uniemożliwia zauważanie  nowych zjawisk gospodarczych i społecznych. Zjawisk nieznanych jeszcze dwie dekady temu, które już przewróciły dotychczas rozpoznawaną ekonomię. Nie powinno więc dziwić, że popularyzacja nauki sprowadza się do „sprzedaży” nowinek, przeważnie zwyczajnych bredni i zabobonów, a wtórny analfabetyzm jest plagą na skalę społeczną, rodząc infantylizm światopoglądowy. Zdziecinnienie stało się  powszechnym zjawiskiem społecznym wykorzeniającym całe pokolenia z kultury narodowej i europejskiej, nie tylko tej przez duże K, ale i tej osobistej: dobre maniery przy stole, umiejętność zachowania się w miejscu publicznym, cmentarzu lub w parlamencie. Trzeba było ponad dziesięciu tysięcy lat rozwoju naszej kultury, aby pięć wieków temu chrześcijański Zachód wytyczył drogę rozwoju Ziemi, zbudował cywilizację, światową kulturę ducha. To również ta sama kultura w imię „wolności” podniosła patologie moralne do normy społecznej, odkrywając otchłań piekła zamierzchłych czasów ludzi pierwotnych w rewolucji francuskiej, a w swej konsekwencji  stworzyła politykę totalną poprzez zwycięstwo rewolucji bolszewickiej i faszystowskiej.  Przy czym nie chodzi zasadniczo o stosy pomordowanych, takich zdarzeń w historii niestety nie brakuje, ale o odrzucenie Boga, tradycji i kontrolę umysłu poprzez promocję „wolności” do antywartości[4], aż do dobrowolnego zaakceptowania zniewolenia jako normy. To wówczas narodziła się antyrepublika.

Obecnie nasza kultura europejska zarówno ta popularna i wysoka jest  wpychana  na powrót  w czasy wydawałby się już dawno przezwyciężone – człowieka cielesnego: zjeść, pochędożyć, wydalić, w nagrodę poleniuchować. Ten stan antykultury w imię praw człowieka reaktywuje kulturę zemsty, prawa siły i  humanistycznego terroru. Moda na tatuaże, talizmany i astrologię, która szerzy się niczym zaraza jest jak najbardziej widocznym znakiem – znakiem biblijnym o powrocie do korzeni, do jaskiń i na drzewa, do lęku przed istnieniem i przed sensem istnienia.  Nie wszyscy się jednak temu procesowi poddają.

 

Ostatnie wybory w USA z całą mocą ukazały skalę zmiany, jaka zaszła w państwie wzorcowej demokracji, w najpotężniejszej i najlepiej postrzeganej  republice świata zachodniego. Obecna  amerykańska praktyka wyborcza to między innymi: pieniądze od obcych państw, zewnętrzna i wewnętrzna agentura wpływu, oszustwa i kłamstwa wyborcze, niespotykana dotąd nagonka na niesłusznego kandydata i polaryzacja postaw wyborców „wszystko albo nic”, ukazuje nam jak rozkłada się amerykański związek republik i jak każda z nich, z osobna ulega entropi[5]. Agonia republiki, jej prawa, obyczaju i kultury politycznej jest wynikiem zmian zachodzących w jej strukturze społecznej, będącą konsekwencją procesów, jakie od dziesięcioleci zachodzą w gospodarce.  Jednym z najbardziej żywych fundamentów, organizacji wspólnoty i kultury  republikańskiej obok wiary, tradycji i zwyczaju,  jest to co socjologowie definiują jako klasę średnią, kastę wojowników, kapłanów i mędrców we wszystkich czasach historycznych, ludzie którzy stanowią republikę nawet w czasach monarchii absolutnych. Do niedawana klasę średnią Zachodu stanowili w przeważającej większości właściciele firm i farm rodzinnych, obecnie są nimi dobrze opłacani najemnicy, menedżerowie korporacji, biurokracji państwowej i samorządowej. Dziś, aby należeć do grona imperatorów, nie trzeba już mieć własnej gigantycznej fortuny, własnej fabryki snów, wojsk najemnych, jak w przypadku Rockefelera, wystarczy zasiadać w radach dyrektorów, zarządach wielkich korporacji, banków i koncernów medialnych, aby mieć wpływ na sprawy krajowe, a zarazem  globalne.  A zatem oligarchia, władza wybranych musi rosnąć w siłę. Dodatkowo  system ten wspiera  profesjonalizacja i komercjalizacja  kampanii medialnych, a zarazem polityki aktu wyborczego. Stosowanie metod nauk społecznych do kampanii politycznych sprowadzają wybory, a tym samym system polityczny do wizerunkowych plebiscytów, jednocześnie wykluczając debatę, fakty i rozsądek,  zastępując je „śledczym komentarzem postprawdy” podążającym za wskazanym celem, aby go skutecznie ochlapać łajnem.

 

Polityka polska i nasza republika jest częścią tego światowego zjawiska. Od dekady w naszym kraju obserwujemy jak karłowata republika jeszcze nie zdążyła dojrzeć, a już zmienia się w postrepublikę, współczesną republikę rzymską, w której jak dobrze wiemy obywatele wymienili swoje realne prawa  i zrezygnowali z wolności na rzecz igrzysk, żyjąc w przekonaniu, że taka transakcja nie miała miejsca. Już w PRL-u tego zjawiska w dużej mierze doświadczyliśmy. Jednak w historii nic dwa razy się nie zdarza. Dziś obserwujemy w Polsce, na Węgrzech w innych krajach europejskich przebudzenie, które wielu prawicowych polityków i ekspertów określa mianem kontrrewolucji. Sadzę, że w tradycyjnym rozumieniu tego słowa nie zachodzi taka zmiana tym bardziej, gdy bliżej przyjrzymy się „nowej” lewicy i prawicy. Należy zauważyć  narastającą polaryzację i coraz częstsze nawoływania do odrzucenia wyników wyborów, jeżeli werdykt jest niesłuszny.  Dzieje się tak poprzez wzbudzanie histerii przez „obiektywne” media i wpływowe ośrodki opiniotwórcze. Organizuje się wręcz działania  dążące do złamania obowiązującego  porządku ustrojowego, zarówno w USA, wcześniej na Węgrzech i u nas w Polsce. W 2017 roku jesteśmy światkami takiej gry o umysły i wolę Francuzów. Co takiego się dzieje, że samozwańczy obrońcy demokracji, odrzucają jej rezultat i prą do politycznej konfrontacji bez oglądania się na konsekwencje? Nawet starzy i doświadczeni politycy muszą nadążać za infantylnymi zwolennikami, aby mieć poczucie wpływu na bieg spraw. Tak właśnie rozpoczyna się również w Polsce agonia III Republiki. Należy uwypuklić zasadniczy wniosek, miałaby ona swoje miejsce, nawet wówczas gdyby III Republika  nie była obarczona grzechem Okrągłego Stołu, a raczej zdradą Lecha Wałęsy, a to oznacza, że nieustanne odwoływanie się do tego wydarzania zasłania nam teraźniejszość i nadchodzącą przyszłość.

 

Republika  upomina się o swoje prawa.

Jednym z kolejnych i ważkich objawów agonii republiki jest stopień agresji politycznej, przemocy medialnej, a w konsekwencji pauperyzacji kultury społecznej  i prawnej – instytucjonalnej,  w wyniku tzw. tyranii praw mniejszość. Tyrania prawa mniejszości czerpie swoją bieżącą siłę z mediów, które w pogoni za sensacją i w wyścigu o przyciąganie uwagi widzów koncentrują się na nieszczęściach jednostek, jednocześnie podsuwając proste recepty na rozwiązywanie ukazywanych patologii lub niesprawiedliwości. Dodatkowo idąc za głosem swoich sponsorów lansują obraz prześladowanych kobiet, dzieci, homoseksualistów, ostatnio ofiar wojen i migracji ekonomicznej, tak jakby nic więcej na świecie się nie działo. Jednocześnie uniemożliwiając podejmowanie racjonalnych decyzji władzom politycznym, aby zapanować nad rozrastającym się nieszczęściem.

Z drugiej strony pozyskiwanie głosów wyborczych wytwarza system tworzenia polityk systemowych mających chronić całe grupy społeczne wobec niewydolności rynku, instytucji prawa i administracji    w zamian za głosy wyborcze na określone komitety. Narastające kryzysy społeczne wywoływane przez rewolucyjną przemianę dotychczasowej industrializacji są skutkiem nieustannego poszukiwania przewagi konkurencyjnej, a więc nieustannej rotacji miejsc pracy i zamieszkania. Wówczas naturalnie pojawia się presja na politykę komplementarności mającą zabezpieczać potrzeby obywateli (gdyż rodzina pokoleniowa się dyslokuje), zwłaszcza kiedy rośnie świadomość, że jesteśmy ofiarami obowiązującego modelu gospodarczego, działającego od wielu dekad zgodnie zasadą „zyski prywatyzujemy, straty nacjonalizujemy”.[6]  Zmiany jakie do tej pory zachodziły w gospodarce  wyrzucały całe rodziny, wsie i miasta poza główny nurt życia. W ostatniej dekadzie w całym zachodnim świecie doczekaliśmy się pokolenia, dla którego „szklany sufit” pojawił się już po skończeniu szkoły, przy jednoczesnej utracie pracy przez osoby 50+ i braku możliwość  podjęcia innej pracy dającej utrzymanie. Prócz presji ekonomicznej – presja światopoglądowa mediów głównego nurtu oraz kampanii marketingowych ukazujących idealnych ludzi w bardzo atrakcyjnych okolicznościach, wsparta wizją dobrobytu bez hamulców moralnych w otoczeniu popkultury propagując tezę, że oczekiwany dobrobyt jest nagrodą w zamian za odrzucenie własnej tożsamości, staje się w istocie  deprawacją  osobistego rozwoju w opozycji do urojonego w rzeczywistości awansu społecznego i materialnego (transformacja ludzi w lemingi). Przeciwstawienie się tej presji przy pomocy tradycyjnych republikańskich środków komunikacji i kontroli, czyli za pomocą wolnych mediów czy kartki wyborczej, w praktyce staje się w coraz większym stopniu fikcją. Doprowadza to do sytuacji, w której agresja jest jedyną czytelną i zauważalną reakcją na tle „tolerancyjnego” bajdurzenia o dostępnym dla większości dobrobycie. Tymczasem kryzys rynków finansowych, ratowanie banksterów i ich banków kosztem podatników – budżetu państwa i ich klientów, obnaża komu służy liberalna demokracja – państwo, a najazd imigrantów ukazuje nie tylko teoretyczność i brak sprawczości republiki, ale w dodatku represjonuje tych, którzy wiedzeni zdrowym instynktem samozachowawczym protestują. W nagrodę za demokratyczny sprzeciw i republikańską postawę są wykluczani z przestrzeni publicznej.

 

Oba te zjawiska zostały wydobyte na powierzchnię przez stadionowe walki  kiboli. Stadionowe burdy, uliczne starcia z policją w wielu krajach Europy od dawna wskazywały na to, że jest inaczej niż saga     o prawdziwym życiu snuta w mediach głównego nurtu. Nie przypadkiem kibole, w miarę upływu czasu swoje zainteresowania przerzucili z klubów na poszukiwanie swej godności i tożsamości wyrażającej się również w formach cywilizowanych i altruistycznych. To kibole, jak pokazała ostatnia dekada, przebili się do mediów i ujawnili  dwa związane ze sobą zjawiska. Walkę o własną tożsamość  i agresję jako odpowiedź na obowiązującą tolerancję, na brak ekonomicznej przestrzeni.  Niestety dopiero  wybuch wojny ukraińsko – rosyjskiej zakwestionował postpolitykę w Zachodnim świecie. Polityka musiała więc wywrócić „politykę ciepłej wody w kranie” i  sukcesu europejskich wartości dobrobytu.

W Polsce pierwszym bardzo widocznym objawem narastającej walki o tożsamość był rosnący od około 2010 roku kult rotmistrza Pileckiego i Żołnierzy Wyklętych (Niezłomnych).  Marsz Niepodległości, który rząd Tuska od pierwszych masowych obchodów usiłował uśmiercić przy pomocy mediów, prowokacji policji i aresztu prewencyjnego nie przyniósł oczekiwanych rezultatów.  Ten „faszystowski” Marsz  zaczął realnie przemieniać świadomość i ponownie odkrywać polską wspólnotę w przestrzeni politycznej. Ostatecznie prezydent Komorowski, w swoim stylu, podjął się  kontrakcji na rzecz ucywilizowania i przechwycenia kultu Żołnierzy Wyklętych i obchodów święta niepodległości, używając do tego celu czekoladowego orła, z którego do dziś śmieje się cała  patriotyczna Polska. Reakcją na tę postrepublikę podobnie jak na Węgrzech, były niejako przypadkiem wygrane wybory prezydenckie Andrzeja Dudy z Prawa i Sprawiedliwości.  O zwycięstwie Zjednoczonej Prawicy w 2015 prowadzonej przez Jarosława Kaczyńskiego, zdecydował narastający sprzeciw wobec abdykacji państwa, szerzącego się dyletantyzmu ośrodków władzy i obojętność elit politycznych wobec narastających problemów w polityce krajowej. Istotnym czynnikiem była również zasadnicza treść kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości, która w głównym swym nurcie była endecka.

 

Równocześnie  zwycięstwo wyborcze Prawa i Sprawiedliwości w 2015 roku stało się katalizatorem mobilizującym środowiska polityczne, społeczne i celebryckie reprezentujące tzw. stronnictwo „białej flagi”. Przyjęło ono strategię wywrócenia nowego  rządu i zatrzymanie realizacji jego programu pod hasłami konieczności naprawy błędu wyborczego – swoistej pomyłki, która może zniweczyć osiągnięcia obozu demokracji i postępu – obozu nihilizmu moralnego i państwowego. Momentem najbardziej krytycznym jak do pory był „ciamajdan”, powiązany za międzynarodową akcją w unijnych strukturach realizowany od 16 grudnia 2016 roku w naszym parlamencie. Celem było wyłącznie Sejmu z systemu władzy, aby doprowadzić do przedterminowych  wyborów. Na szczęście, ta żałosna kampania okazała się nieudana. Jednak uświadomiła wszystkim uczestnikom życia politycznego, że okupacja Sejmu przez jakąś mniejszość przy poparciu zagranicy i relatywnie wysokim poparciu  w kraju, może być skuteczną drogą do zakwestionowania wyniku wyborczego, ale też może prowadzić do przejęcia władzy bez procedury wyborczej. Jest tylko kwestią czasu i okoliczności, kiedy ten scenariusz ponownie  zostanie uruchomiony.  

 

W wyniku wymiany pokoleniowej i narastających konsekwencji budowy społeczeństwa otwartego, powoli zanika podział, postkomuniści kontra Solidarność. Rodzi się nowy: między Europejczykami – czyli oświeconą, wykształconą, demokratyczną i tolerancyjną opinią publiczną z dużych miast a typowym ciemnym tubylczym ludem, niewykształconym, ksenofobicznym, leniwym i katolickim zaściankiem. Ten kwantyfikator jest tak długo prawdziwy jak długo lemingi są poddane dominującemu ciśnieniu medialnemu. W tym miejscu dotykamy kwestii procesu rodzenia się nowego  podziału ideowego.  Nie powstaje on w wyniku świadomego wyboru dokonywanego przez  tzw. słoiki, w wyniku przekonania ich  do nowych  idei,  ale dokonuje się poprzez odcięcie się  przyszłych lemingów od swych korzeni, od rodzinnych domów i tradycji, z których pochodzą. Wystarczy przekonać młodych, aby zrezygnowali z niedzielnych Mszy św. To wystarczy, aby w większości wsiedli do pociągu Owsiaka, aby uwierzyli, że należą do nowego lepszego świata i od zawsze są z miasta, z korpo, że są lepsi. Chcąc nie chcąc, tym sposobem  sami stają się ofiarami, a zarazem zwolennikami antyrepubliki i gejfaszyzmu.

 

Jedną z zasadniczych konsekwencji tej przemiany jest objawiająca się w coraz większym stopniu  dezintegracja wspólnego kodu kulturowego, która jest konsekwencją odrzucenia Boga jako centralnego punktu odniesienia i patriotyzmu jako nieuzasadnionego ograniczenia, kiedy Europa ofiaruje dobrobyt i status. W ten sposób rodzi się wiara, że „polskość da się oderwać od katolicyzmu..”[7] i nic się nie stanie, bo w ich subiektywnym odczuciu tak właśnie jest. Czym zatem ma być Polska bez katolicyzmu, bez patriotyzmu, a zarazem bez komunizmu?

 

W coraz mniejszym stopniu umiemy się komunikować między sobą. Więzi między pokoleniami nie umiała do końca zerwać komuna, choć prowadziła przez całe dziesięciolecia  konsekwentną politykę wynaradawiania. Niestety wbrew wielu opiniom poczyniła wielkie postępy. Dlatego nowe idee, zwłaszcza liberalizm przyniesiony zza oceanu wraz z powiewem wolności,  tak szybko mógł się rozwinąć do roli idei wiodącej. Najjaskrawszym publicznym przykładem obcości polskiego kodu kulturowego są publiczne wypowiedzi polityków Nowoczesnej, często PO. Symptomatyczne jest dla nich powoływanie się na bycie w Europie, w  Unii i traktowanie instytucji międzynarodowych jak własnych, krajowych, wyrażające się między innymi w nawoływaniu rządu RP do przyjmowania międzynarodowych deklaracji przez aklamację[8]. Innym przykładem co jakiś czas są wypowiedzi, na tematy dotyczące historii Polski lub funkcjonowania państwa. Okazuje się, że znajomość elementarnych faktów z  historii i kultury polskiej na poziomie szkoły podstawowej jest dla wielu zbyt trudna. Również  niewiele mają do powiedzenia na konkretne tematy, szczególnie w dziedzinach, w których należy podjąć się obrony istotnych interesów państwa, czy postawienia się wobec zakusów państw naszej bliskiej zagranicy. Negatywne skutki społeczne, kulturowe i ekonomiczne globalizacji są przez nich traktowane jako uzasadnione koszty rozwoju i postępu. Na kontrargumenty odpowiadają epitetami, emocjami i agresją przy jednoczesnym opowiadaniu piramidalnych bzdur powołując się na tzw. prawa rynku.[9] Emocja zamiast merytorycznego argumentu.                                        Zamyka to drogę do rzeczowej debaty, nikt nikogo nie słucha, nawet prywatnie. Rodzi to agresję i histerię napędzaną przez media i Internet. W ten sposób spór polityczny przeradza się w nieustającą burdę uliczną. Walczą ze sobą już nie obozy polityczne, a dwa „plemiona”. Jedno mówiące językiem polskim, drugie raczej  narzeczem polskim. Tym samym sens wspólnoty narodowej i państwowej jest poddany procesowi erozji i rozmyciu. Walka o umiędzynarodowienie Polaków (w Europie dotyczy to wszystkich nacji) ma również krytyczny wpływ na reinterpretowanie systemu republikańskiego, nie chodzi tylko o to, że obóz europejski przegrał wybory przez pomyłkę, w wyniku błędu, ale przede wszystkim o to, że nie ma zgody na rzeczowy język, na konkurencyjny program, na inną wizję Polski, niż ta, która jest w rzeczywistości surogatem samej siebie. Jest państwem teoretycznym, jest antyrepubliką, a na to zgody być nie może.

 

Suwerenność, a republikańska  podmiotowość.

Niewątpliwie III RP jest państwem niepodległym z własnym rządem, pochodzącym z wewnętrznego procesu politycznego. Natomiast architektura finansowa – gospodarcza nie jest w pełni polska. W praktyce oznacza to działanie systemu, który nie można zgodnie z tradycyjną miarą dziewiętnastowieczną określić jako w pełni suwerenny. Poprzez ustrój ekonomiczny władza publiczna – rząd, parlament i sądy podlegają rozlicznym ograniczeniom i koniecznościom mających swe źródła poza granicami republiki. Drugim elementem wywierającym stały wpływ na bieg spraw ma obecnie obowiązujący ustrój republiki zbudowany na zasadzie autonomiczności instytucji organizacji państwowej. Pierwszym i najbardziej dobitnym przykładem jest zasada organizacji działania rządu, który składa się z niezależnych ministerstw, na ogół realizujących samodzielne polityki sektorowe.  Głośnym przykładem z ostatnich lat są zagraniczne zakupy technologii i systemów militarnych czy informatycznych, kosztem krajowej gospodarki i nauki. Przy czym bardzo wielu ekspertów i polityków uważa taki stan rzeczy za pożądany, choć nie wszyscy są gotowi przyznać to publicznie. Dzieje się tak za sprawą najsilniejszych grup interesów – niekoniecznie zagranicznych. W dużej mierze odpowiedzialność za ten stan jest wynikiem przyjętej dość powszechnie filozofii rządzenia – pojmowania sensu sprawczości polityki państwa, tzw. państwa minimum. Każda jednostka organizacyjna państwa realizuje własną politykę skupioną na zabezpieczeniu swojego budżetu i zakresu władzy, względem innych instytucji bez oglądania się na ważny interes publiczny.          Dynamiczna rzeczywistość polegająca na permanentnej zmianie domaga się polityk specjalistycznych – sektorowych, ale pojmowanych w sposób komplementarny w ścisłym powiązaniu z innymi politykami sektorowymi oraz elastycznego podejścia. Inaczej instytucje nie mogą działać dla dobra wspólnego, a państwo jako organizacja zatraca własny sens.  Przyjęte rozwiązania ustrojowe, jak i szczegółowe, są wynikiem przestarzałego systemu myślenia. Są konsekwencją braku naturalnej strategii rozwoju i projekcji siły sprawczej. Naturalna rynkowa  strategia rozwoju czerpie swój napęd  i kierunek z sumy decyzji biznesowych, które między innymi pochodzą z ograniczeń historycznych, kapitałowych, technologicznych, prawnych, społecznych, a przede wszystkim warunków konkurencji na rodzimym, międzynarodowym rynku i państwowej polityki wsparcia – kierunku rozwoju. Te ograniczenia wyznaczają tempo i bieżący horyzont zmiany. Aby polityka państwa stała się komplementarną wyznaczającą świadomy kierunek  rozwoju, system polityki wewnętrznej musi wynikać z procesu ucierania się decyzji pomiędzy wszystkimi grupami interesu republiki. Ten proces, jeżeli ma w naszych warunkach doprowadzać do efektu synergii, potrzebuje kompetentnej i spójnej polityki gospodarczej rządu, świadomości celu. Podmiotem prawa gospodarczego w Polsce są firmy krajowe i zagraniczne zarejestrowane w Polsce oraz rezydenci. W związku z tym w zależności od łańcucha powiązań biznesowych, np. kupujący – sprzedający oraz konkurencji pomiędzy branżami artykułowane są rozmaite interesy. Część z nich służy zagranicznym inwestorom, część rodzimemu kapitałowi. Zatem, jeżeli istotna część polskiego biznesu jest uzależniona od obcego kapitału, technologii, zbytu lub zakupu inaczej postrzega suwerenną politykę państwa, od tych firm, których biznes jest wyłącznie krajowy. Uwzględniając dodatkowo konieczności finansowe budżetu państwa, gwarancje bezpieczeństwa finansowego gospodarki, wojskowego i energetycznego, dostępu do zagranicznych rynków zbytu, oczywistym staje się przymus respektowania obcych interesów w wewnętrznym systemie republiki. Unia Europejska jest jedną z tych instytucji międzynarodowych regulacji, bez których nie może funkcjonować polityka polska, ani tym bardziej jej organizacja – państwo na obecnym poziomie, gdyż około 55% środków koniecznych do utrzymania płynności finansowej pochodzi od kapitałów transgranicznych.  Oznacza to, że o ile państwo mamy niepodległe, to już polityka wewnętrzna ani zagraniczna, nie mogą być w pełni suwerenne w starym sensie tego słowa. Ten paradygmat jest obecnie typowy również dla państw od nas silniejszych i większych. Bez wątpienia jest to konsekwencja amerykańskiej polityki wielkich obszarów, bardzo dobrze to widać w Republice Francuskiej, Republice Federalnej, Federacji Rosyjskiej, a nawet w Stanach Zjednoczonych czy Chinach. W związku z tym jesteśmy postawieni wobec wyzwania, jak w państwie  o ograniczonej suwerenności  ma się realizować  podmiotowa polityka,  jak odzyskać republikę?

 

Jeżeli instytucje państwa, jego system prawny podlegają rozlicznym ograniczeniom, a niepodległość jest między innymi kwestią międzynarodowego konsensusu i rozwój gospodarczy w dużej mierze oparty jest na zagranicznych inwestycjach oraz technologiach, to polityka polska jest pozbawiona swoich naturalnych sił napędowych i podmiotowych źródeł decyzji. Wykorzystując jednak w sposób świadomy swoje zasoby i dotychczasowe osiągnięcia należy wyodrębnić te miejsca i obszary, w których istnieje naturalna suwerenność i należy ją rozwinąć – przekształcić w silę poprzez zmianę przede wszystkim jakościową. Podstawą żywotności każdej zakorzenionej wspólnoty jest chęć  poszukiwania lepszego życia. Przy czym nie należy tej kategorii utożsamiać jedynie z ekonomią i materialnym dobrobytem, bo ekonomiczny sukces można indywidualnie osiągnąć i pod obcą banderą. Siła tkwi w duchowym dziedzictwie pokoleń[10] , w nieustanym dojrzałym odnajdywaniu swej tożsamości osobistej i zbiorowej. W poczuciu sensu życia i bezpieczeństwa.  Identyfikacja jest jedyną drogą do budzenia potrzeb duchowych, które wyprowadzają nas poza bieżące konieczności egzystencji, poza sferę osobistego egoizmu i konformizmu na rzecz pełnego życia[11]. U ludzi i środowisk, które tego doświadczają widać wyraźnie, że nasze „ja” bardzo szybko przeradza się w nasze „my”. Jednym z dobrych przykładów w ostatnich latach jest ilość nowych lokalnych i krajowych stowarzyszeń, których liczba i żywotność  wciąż rośnie, a ich wpływ na sprawy społeczne i państwowe jest coraz większy. Wystarczy przypomnieć takie inicjatywy jak wywalczenie krajowych obchodów święta Trzech Króli, Marsz Niepodległości, słynne sześciolatki, frankowicze itd. Ilość stowarzyszeń lokalnych o różnym charakterze rośnie równie dynamicznie i w dużej mierze są one autonomiczne. Najmniej korzystnie te zjawiska przedstawiają się w środowisku krajowych przedsiębiorców, które w zdecydowanej większości jeszcze nie potrafi dostrzec dla siebie korzyści w tych formach działania, a przecież jest wiele przykładów wskazujących na sukcesy takich inicjatyw. O ile nie przezwyciężmy egoistycznego lęku, nie podejmiemy się współdziałania, o tyle polska polityka wielkich obszarów zostanie jedynie iluzją.

 

Aby upodmiotowić republikę należałoby tak zmienić system polityczny – ustrojowy, który umiałby wykorzystać tę energię i zapał do pracy dla dobra wspólnego na poziomie samorządu i polityki krajowej. Państwo potrzebuje w sferze ekonomicznej większego zaangażowania przedsiębiorców do łączenia zasobów i kompetencji w spółki prawa handlowego, niż pracy opartej na  egoizmie i strachu przed oszustwem. Słabość tego paradygmatu ma istotny wpływ na wydajność, która jest zdecydowanie niższa w przeliczeniu na jednego mieszkańca w porównaniu nawet do naszych mniejszych sąsiadów[12]. Podniesienie wydajności biznesu nie jest możliwe bez poprawy w tej dziedzinie na wszystkich poziomach organizacji państwa. Jeżeli interes firmy, branży – organizacji, będzie stał powyżej naturalnej kooperacji z innymi, a obywatel, menedżer, przedsiębiorca i polityk będą petentami zgodnie ze wschodnim i pruskim modelem kultury urzędniczej, która obecnie  bardzo dobrze przeniknęła do lewicowo-liberalnej mentalności, to wciąż będziemy rozwiązywać abstrakcyjne problemy. Obecnie państwo polskie posiada wszystkie typowe agendy istniejące i działające w państwach nowoczesnych. Jednak gdy zaczniemy analizować, która z dziedzin jest sprawna i efektywna w swej misji, okazuje się, że w większości  mamy do czynienia ze standardowym lub pozorowanym działaniem z jednej strony, a mnożeniem przeszkód z drugiej.  Zmiana ustroju liberalnej republiki na rzecz republiki narodowo-demokratycznej rozumianej, jako republika rzeczywista, a nie teoretyczna jest warunkiem koniecznym, aby rozwój był dostępny dla wszystkich obywateli. Do tego konieczne jest przełamanie monopolu w mediach i ośrodkach opiniotwórczych. Bez wygrania wojny ideowej w mediach, wyparcia antywartości z głównego przekazu, każda zmiana będzie powierzchowna i przejściowa. Patologia zachowań społecznych rodzi się z grzechu, a więc naturalnie i nieustanie odradza się, gdy tylko presja znika.

 

Media eksplorują grzech jako swój podstawowy zasób, a zarazem atut w walce o uwagę odbiorców. Są z natury rzeczy zainteresowane pokazywaniem, a przez to tworzeniem takiej rzeczywistości, w której relatywizm norm jest jedyną normą. Do niedawna dyktatura czwartej władzy miała przemożny wpływ na tłumaczenie, że zjawiska patologiczne są standardem bogatego i postępowego świata, że są naturalne i oczekiwane. Dlatego  jednym z najważniejszych  zadań jakie ma przed sobą Narodowa Demokracja 2.0, jest dążenie do wytworzenia własnego ogólnokrajowego  ośrodka opinii.

 

Demografia i rewolucja 4.0 rzuca wyzwanie republice.   

Najważniejszym dziś wyzwaniem przed jakim stoi od tysiąca lat Rzeczpospolita jest jej demografia. Współczynnik zastępowalności pokoleń na poziomie 1,3 skazuje nas na wymarcie jeszcze w tym stuleciu. Opisywanie  trendów  w demografii nie podlega twórczej ewaluacji. Tu fakty są twarde. Jeżeli w ciągu obecnej i następnej dekady nie uda się tego odwrócić, realizacja reszty zadań jest bezcelowa. W latach 2013-2015 ONZ przeprowadziła kolejne badania i symulacje zmian demograficznych jakie dokonają się na świecie do końca obecnego stulecia. Przeprowadzono 600 tys. symulacji przy zmiennych założeniach, aby uzyskać miarodajny wynik. Dla Polski i jej regionu ujętego wraz z Rosją, Niemcami oraz Rumunią i Bułgarią wyniki są mało optymistyczne. „Projekcja dla Europy Wschodniej pokazuje najbardziej dramatyczne spadki. O ile Rosja do 2100 roku straci jedynie 18,1% mieszkańców, o tyle Ukraina 41,1%, a Polska 42,3%. Mimo tych trudnych do wyobrażenia sobie wskaźników, Ukraina i Polska nie będą liderami spadków, gdyż największą część populacji stracą Mołdawia(-54,4%),Bułgaria(-52,4%) i Rumunia(-45,2%). Żaden kraj nie ma odnotować wzrostu ludności a jedynie w przypadku Czech spadek będzie mniejszy niż w Rosji (-16,6%).”[13] Natomiast zmniejszenie populacji w Republice Federalnej osiągnie 21,6%. Wioski nasuwają się same szczególnie kiedy uwzględnimy zmiany wśród populacji w wieku produkcyjnym, a tu nasz ubytek jest najbardziej dramatyczny na tle regionu sięgający 56,5%.[14] Jeżeli taki san rzeczy się utrzyma nasze państwo będzie tak słabe, że może nie być już mowy o suwerenności, a jedynie o  szerszej lub węższej autonomii. Przedstawione badania dotyczące naszego kraju nie uwzględniły nowej polityki prorodzinnej, a potraktowanie tego wyzwania ze śmiertelną powagą daje szansę na odwrócenie się trendu, choć potrwa to dość długo. Niestety wśród wielu środowisk endecko – narodowych, za wyjątkiem Prawicy Rzeczypospolitej, zagadnienie to wciąż jest marginalne, a komentarze na różnych forach dyskusyjnych są bardzo podobne do tych w środowiskach lewackich i liberalnych. Bredzenie, że jakaś polityka podatkowa jest w stanie zmienić dotychczasowy trend demograficzny jest wyrazem ignorancji i zwykłej głupoty wynikającej miedzy innymi z powszechnego zjawiska infantylizacji życia publicznego oraz zamykania oczu na niechcianą rzeczywistość. Polityka demograficzna – prorodzinna wymaga szerszego, a zarazem głębszego rozpoznania zjawisk jakie je tworzą, tym bardziej kiedy uświadomimy sobie wzajemne związki pomiędzy innymi politykami. Aby szukać rozwiązań mogących wesprzeć obecny program rządu 500+, należy wyjaśnić jaki wpływ na dzietność i stabilność rodziny ma polityka senioralna, w tym system emerytalny. Jak na te polityki wpływa polityka podatkowa, socjalna, model rozwoju gospodarczego, czy presja międzynarodowych regulatorów w polityce wielkich obszarów. Jeżeli na tym wyzwaniu nie skupimy energii i zasobów, skutki tej katastrofy dotkną już obecnych dwudziestolatków.

 

Zagadnienie demografii ukazuje nam jeszcze jedno zjawisko. Dynamikę zmian społecznych, która przetwarza wartości i dotychczasowy ład życia zbiorowego, w tempie do tej pory w historii zauważalnym tylko w przypadku katastrof – znikania cywilizacji z mapy historii. Wystarczyły trzy pokolenia, aby populacja narodu zaczęła dosłownie znikać, jednocześnie zmieniając własną strukturę na coraz słabszą społecznie. My na co dzień żyjemy tak, jakby ta sprawa nas nie dotyczyła, jej w naszej świadomości trudno szukać.[15]  Dlatego inne wyzwania przed jakimi stoi nasza wspólnota i państwo muszą być podporządkowane pod rozwiązanie tego dziejowego zagadnienia. Rozwój gospodarczy może być realizowany różnymi metodami i dla różnych celów. Od czasu trzeciej niepodległości gospodarkę pod przemożnym wpływem liberalnej dogmatyki tzw. praw rynku przedstawia się  jako zjawisko apolityczne z mocną tezą, że czym mniej państwa, tym lepiej. W tym samym czasie najważniejsi kreatorzy ekonomiczni na świecie realizowali z pełną determinacją ekonomię polityczną przy aktywnym wsparciu rządów. Każda polityka ekonomiczna,  a zwłaszcza ta określana mianem wolnego rynku zawsze była polityką interwencjonizmu państwa, była – jest ekonomią polityczną. Obecna reakcja Donalda Trumpa na obowiązujący model polityki wielkich obszarów, model stworzony przez Stany Zjednoczone  jest wynikiem oceny efektów drugiego etapu globalizacji. Stąd już decyzje nowej administracji o nieratyfikowaniu wszystkich nowych umów o wolnym handlu, gdyż w ocenie wielu ekspertów i biznesmenów amerykańska gospodarka nieustanie słabnie[16], a jednym ze skutków globalizacji jest spostrzeżenie, że amerykańska  republika się chwieje w swych fundamentach.[17]  Tym razem wybór dalszej ścieżki rozwoju  Ameryki nie będzie wynikiem diagnoz  ekonomicznych szarlatanów z tytułami naukowymi i nagrodami Nobla, opłacanymi przez rynki finansowe, ale politycznej kalkulacji wynikającej z dotychczasowych osiągnieć np. w wymianie handlowej z Chinami lub Republiką Federalną. Zmiana jakiej chce dokonać nowa administracja, aby nabrała trwałego charakteru, potrzebuje zasadniczo rewolty w kulturze.

 

Podobnie jest w Europie i u nas. Jeżeli jesteśmy zainteresowani zwrotem w kierunku endeckim – podmiotowym,  potrzebujemy kontrrewolucji idei. Bez polskiej polityki kulturalnej, która wydobywa najbardziej wartościowe jej pierwiastki, bez jej świadomego skomercjalizowania, polski biznes wciąż będzie walczył o uznanie polskiej marki, jako marki zaufanej,  a anglosaska popkultura, bez przeszkód będzie szerzyć spustoszenia w naszych głowach, jednocześnie nieustanie pozyskując dla idei społeczeństwa otwartego nowe rzesze zwolenników. Ta dziedzina jest drugim obok demografii polem, na którym rozstrzygnie  się czy wygrają Polacy czy polactwo. Bez świadomej komercjalizacji polskiej kultury popularnej  i wysokiej w kraju i poza granicami Polska polityka wielkich obszarów nie będzie możliwa na skalę naszego potencjału. Bez niej nie ma silnego państwa.

 

Trzecim zagadnieniem, które ma bardzo istotny wpływ na stworzenie fundamentów podmiotowości państwa polskiego jest polityka bezpieczeństwa. Zwłaszcza energetycznego i szeroko rozumianego wojskowego[18]. Uzyskanie w tych dziedzinach realnej samodzielności zmieni pozycję naszego państwa z przedmiotu gry międzynarodowej na jeden z ważnych podmiotów,  pod warunkiem, że w kraju nastąpi zmiana trendu demograficznego na rosnący. Jeżeli w ciągu nadchodzącej dekady  większość zapowiadanych zmian zostanie wdrożona, to staniemy się państwem odpornym na większość szantaży i nacisków naszych dużych sąsiadów lub międzynarodowych ośrodków regulacyjnych. Te polityki bezpieczeństwa są również warunkiem udziału w nadchodzącym skoku technologicznym świata. Naszą  ukrytą szansą w tych dziedzinach jest wprowadzenie krajowej nauki i gospodarki do rewolucji 4.0. Nastąpi ona bez względu na to czy nasze państwo, jego elity będą miały w tym względzie poglądy dojrzałe czy niedorzeczne. Rewolucja 4.0 niesie ze sobą wiele nowych możliwości i nie nastąpi ona w dalekiej przyszłości, gdyż już się rozpoczęła.  Laser zamiast fal radiowych, drukarki 3 D, cyfryzacja organizacji państwa, czy autonomiczne roboty i inteligentne sieci informacji. Te i bardzo wiele innych dziedzin ulegnie przeobrażeniu teraz, a nie za dwie trzy dekady, o ile w gospodarkę światową nie uderzy ekonomiczne tsunami. Zjawisko zastępowania ludzi przez elektronikę i automatykę nawet w usługach na masową skalę będzie redukowało miejsca pracy i jednocześnie bazę podatkową.  Skutki tych zmian dla struktury społecznej porażonej  w coraz większym stopniu patologiami GLTB, depopulacją  oraz atomizacją społeczną, nałożą się na siebie, tworząc masę rewolucyjną lub nihilistyczną, której ewentualny wybuch byłby porównywalny do rewolucji jakobińskiej. Obojętnie, który ze scenariuszy będzie miał miejsce, republika i wspólnota narodowa są zagrożone, choć dziś podobnie jak w przypadku demografii trudno uznać to za konkretne, a także rzeczywiste zagrożenie, gdyż na co dzień towarzyszy nam złudzenie ładu i wolności. Nie mniej jednak, bez względu na naszą osobistą opinię, te procesy dzieją się wokół nas. Powstrzymanie – ograniczenie lub wyzyskanie skutków społecznych i politycznych nadchodzącej Rewolucji 4.0 jest domeną polityki i organizacji państwowej. Jeżeli tak, jak do niedawna, elita polityczna i uniwersytecka, nie będzie zainteresowana tym, aby państwo w sposób świadomy przyjęło na siebie skutki niekorzystnych zmian społecznych, a zarazem zmusiło zwłaszcza duży transgraniczny  biznes do „prywatyzacji” części skutków swojej działalności, to Polska w dłuższej perspektywie może tej zmiany nie przetrwać. Zostanie zmajoryzowana przez Niemcy i Francję.  Wszystkie tu wymienione zasadnicze wyzwania jakie stoją przed Republiką Polską stanowią dla niej śmiertelne zagrożenie, ale jednocześnie szansę na miarę jej dziejów.  Gdyby kontrrewolucja idei rozwinięta przez ND miała stać się jedną z głównych alternatyw w przyszłości, to już dziś musi pozyskać szerokie kręgi zwolenników, zwłaszcza wśród tych, którzy chcą aspirować do elity państwa.

 

Obecny moment dziejowy narzuca nam konieczność widzenia polityki dalej, niż następne kampanie wyborcze. Trzeba podobnie jak: Stanisław Piasecki, Adam Doboszyński, Wiesław Chrzanowski, Wojciech Wasiutyński, Stefan Wyszyński i Jan Paweł II dostrzec najgłębszy wymiar toczącej się walki. Nie możemy stracić z oczu perspektywy z jakiej Roman Dmowski widział politykę w „Myślach nowoczesnego Polska” oraz w „Kościele, Nardzie i Państwie”. Kardynał Hlond jako pierwszy zdefiniował ją jako wojnę ludzi cywilizowanych z cywilizacją śmierci. W miarę oddalania się od czasów PRL-u, ucieka nam dostrzeganie właśnie tego podłoża dokonujących się zmian. Prawie już zapomnieliśmy czym jest polityka totalna, a w nadchodzącym czasie ku temu właśnie zmierza nowa rewolucja lewacko-liberalna, do fasadowej i kosmopolitycznej republiki realizującej totalną politykę w praktyce.  Podmiotowość republiki jako ustroju nie jest możliwa bez podmiotowości narodu. Ona jest możliwa jedynie wówczas, kiedy tradycyjne struktury społeczne, a więc rodzina oraz wartości Bóg –Honor – Ojczyzna są żywą treścią życia zdecydowanej większości. Utracenie tego co jeszcze dziś nie do końca zatracone, lecz żywe poprzez porzucenie tego w imię osobistych interesów i wąskiego zakompleksionego horyzontu myśli politycznej, jest zbrodnią równą zdradzie stanu. Dlatego  upatrywanie swej szansy jedynie w pracy nad wygraniem w kolejnych wyborach mandatu politycznego, będzie zamykać endecji drogi do wpływania na bieg spraw publicznych i państwowych innymi środkami.  Najnowsza historia daje nam dowody, że nawet nie mając decydującego wpływu na bieg spraw politycznych można w istotny sposób wpływać na kształt polityki polskiej. Za sprawą LND (1957-60) myśl endecka wchodzi z cienia pomimo sprzeciwu aparatu politycznego PRL-u i sekowania jej przez twz. lewicę laicką i katolicką oraz tzw. liberałów, a do publicznej debaty drugiego obiegu za sprawą Wiesława Chrzanowskiego i Ruchu Młodej Polski[19]. Konsekwencją tego jest między innymi statut Solidarności i pozbycie się doradców z KOR, z pierwszego jej zarządu.[20]  Ustawa o Ochronie życia nienarodzonych – choć niedoskonała, zniszczyła podstawy cywilizacji śmierci, wyrwała zęby lewicy i w konsekwencji rozpoczęła proces przesuwania się kolejnych pokoleń na prawo.[21]  Ustanowienie ministerstwa ds. polityki morskiej przez LPR wydobyło naszą gospodarkę morską z niebytu, Stowarzyszanie Marsz Niepodległości bezpośrednio wpłynęło na odradzanie się tożsamości i wspólnoty narodowej w znacznej mierze przyczyniając się do obecnego zwrotu na prawo i powstrzymaniu marszu LGBT i lewactwa. Podane tu przykłady świadczą jednoznacznie, że można wywierać realny wpływ na politykę polską, być jej współgospodarzem.

 

Nie wskazałem tu innych ważnych wątków, które miały pośredni lub bezpośredni wpływ na bieg zasadniczych spraw publicznych, to jednak bez tych działań, choć czas za każdym razem był niewłaściwy i brak było sprawczej większości, można było uzyskać imponujące rezultaty.  Dobrym tego przykładem jest historia obowiązującej (w obecnej konstytucji) definicji rodziny, ten zapis jest kolejną osobistą zasługą Wiesława Chrzanowskiego, choć w tym czasie nie pełnił on wpływowych funkcji państwowych. Gdyby nie jego determinacja już od dawna bylibyśmy kolejnym państwem gejowskim. Czekanie na idealne warunki jest zwyczajną głupotą, jest zdradą endeckiej drogi. Zmianę wykuwa się tu i teraz.

 

Tekst pochodzi z 38. numeru kwartalnika „Myśl.pl”.

 

Piotr Zych- zastępca redaktora naczelnego „Myśl.pl”, przedsiębiorca. Od 1979r. w środowisku ILO Ruchu Młodej Polski. Założyciel  Ruchu Harcerzy Polskich 1981, w latach 1985-89 współtwórca  poznańskiego środowiska Młodzieży Wszechpolskiej, represjonowany w stanie wojennym, członek założyciel ZCHN, obecnie w  Stowarzyszeniu  Nowoczesnego Patriotyzmu i stowarzyszeniu Endecja.           

 

 

[1] Oczywiście istniała endokomuna – PAX, jednak wiodące środowiska endeckie – katolicko – narodowe były jednoznacznie antykomunistyczne.  

[2] Wiesław Chrzanowski Historia-Polityka-Idee” Piotr Miercki „Kilka uwag o postrzeganiu najnowszej historii Polski …..” s87

[3] Jest to nieustanne źródło naszej słabości, wciąż dalekie do przezwyciężenia, ale przez większą część elity politycznej i intelektualnej  już zapomniane. 

[4] Benito Mussolini. „Doktryna faszyzmu”. 1935

[5] Myśl.pl nr 37(1/2017) „Kontrrewolucja” Trumpa- amerykańskie wybory 2016”

[6] Jest to oczywiście uproszczenie, gdyż nieodpowiedzialność biznesu jest konsekwencją tego, że polityka  i państwo nie nadążają za tempem zmian,  jest to skutkiem perspektywy kadencyjnej polityki – te państwa, w których jakiś obóz polityczny rządzący więcej niż dwie kadencje ma szansę realizować politykę z większym sensem i zmieniającymi się potrzebami – RFN, USA są najlepszym tego przykładem, choć niedoskonałym. 

[7] Odwrócenie znanego cytatu Romana Dmowskiego z „Kościół Naród Państwo” 1926

[8] Wystąpienie posła Schetyny w radiu TOK FM w przeddzień Sześćdziesięciolecia obchodów utworzenia UE

[9] Sztandarowym przykładem jest np. pan Żakowski, ale i paru telewizyjnych profesorów.  

[10] Np. „Czwarte Pokolenie” Wojciech Wasiutyński

[11] Kościół, Naród, Państwo R. Dmowski 1926 

[12] Nie jest to jedyny powód niskiej wydajności, ale w nim tkwi niskie tempo rozwoju organizacyjnego i technologicznego. 

[13] Mateusz Łakomy Polityka Polska nr 1-2(21-22) Styczeń- Luty 2017 „Bezpieczeństwo demograficzne Europy w XXI wieku”.s.59

[14] ibidem

[15] Gdyby nie program 500+ medialni eksperci i komentatorzy nie poruszaliby tego zagadnienia tak jak miało to miejsce do rozpoczęcia kampanii wyborczej 2015 roku. 

[16] „Polityka wielkich obszarów, czy nastąpi trzecia globalizacja.” Polityka Polska nr 7-8(15-16)2016 s. 48

[17] „Kontrrewolucja” Trumpa-amerykańskie wybory 2016 Myśl.pl nr 37(1/2017)s.28

[18] Polityka obronna i bezpieczeństwa wymaga szerszego i oddzielnego omówienia ze względu na jej specjalistyczny charakter – Myśl.pl nr34(2/2015) s.22

[19] T. Sikorski „O kształt polityki polskiej. Oblicze ideowo-polityczne i działalność Ruchu Młodej Polski (1979-1989)”   

[20] „Wiesław Chrzanowski Historia – Polityka- Idee”. Henryk Klata „Autorytet ponad podziałami” s. 77

[21] Jak wiemy w Europie Zachodniej prawica już raczej nie jest prawicowa a jedynie kapitulancka bądź libertyńska np. FN itp.

 

 

Przez ostatni czas, w strukturach stowarzyszenia Endecji doszło do zmian personalnych. Dotychczasowego prezesa posła Adama Andruszkiewicza zastąpił inny poseł Wolnych i Solidarnych- Sylwester Chruszcz. Zmiany nastąpiły nie tylko w zarządzie głównym, ale również w Młodej Endecji. W ostatnich tygodniach młodzieżowa część środowiska Narodowej Demokracji wystartowała z ambitnym planem rozbudowy struktur oraz działań opartych na angażowaniu się w sprawy dotykające Polek i Polaków w różnych częściach kraju.

 

Młoda Endecja ma już z założenia stanowić swoistą „kuźnię elit”. Niestety totalitaryzmy, jakie ciemiężyły naszą Ojczyznę doprowadziły do utraty przedstawicieli elit polskich takich, na jakich zasługuje nasz naród, kiedy spojrzymy na karty historii. Aby podłożyć fundamenty pod wykształcenie zdolnych młodych Polek i Polaków, mogących kiedyś stanowić takową elitę narodu na różnych płaszczyznach oraz w różnorakich dziedzinach, powołano projekt o nazwie „Akademia Młodej Endecji”. W ramach niego dziewczęta oraz chłopcy mogą spotykać się na organizowanych przez stowarzyszenie Endecja zjazdach, podczas których pozyskują praktyczną przydatną wiedzę.

 

 

Ważne zmiany jakie zaszły w Endecji spowodowały kilkumiesięczną przerwę od takowych zjazdów endeckiej młodzieży, poświęconą na uporządkowanie spraw formalnych. Finalnie ogłoszono decyzją zarządu głównego pod przewodnictwem posła Chruszcza, powołanie do życia nowego zarządu Młodej Endecji.

 

Nowym prezesem ME został sekretarz małopolskich struktur Endecji- Michał Barnaś. Funkcję wiceprezesa pełnić natomiast będzie Marika Sońta, która sama aktwynie angażowała się przez ostatni rok w zajęcia odbywające się w ramach Akademii Młodej Endecji. W skład powołanego w czerwcu zarządu weszli również: Bartosz Fluder, Konrad Podolski oraz Laura Szamota.

 

 

Nowe władze Młodej Endecji postanowiły wystrzegać się błędu odkładania realnego działania na później. Pomimo rozpoczętych wakacji, w ostatnią sobotę 30 czerwca grupa młodych ludzi chętnych zaangażować się w rozbudowę organizacji spotkała się w Krakowie. Zebranie poprowadził Michał Barnaś, który objaśnił ostatnie zmiany w strukturach, jak również funkcjonowaniu stowarzyszenia Endecja oraz omówił z przybyłymi dziewczętami i chłopakami plany na najbliższe miesiące. Młodzi ludzie pragnący wspomóc działania Narodowej Demokracji wspólnie wymienili się poglądami na temat priorytetów jakimi powinny się zająć koła ME. Ustalono przy tym jakie cele oraz metody ich osiągania musi przyjąć od kolejnego roku akademickiego Młoda Endecja

 

Efektem dyskusji, w której aktywny udział brali wszyscy uczestnicy spotkania było również sporządzenie listy problemów, z którymi spotykają się mieszkańcy naszych „małych ojczyzn”. Fakt, że w Krakowie spotkali się młodzi przedstawiciele endeckiego środowiska z różnych części Polski, pozwolił znaleźć dużą ilość tematów, które dotyczą lokalnych społeczności i takich, którymi właśnie młode patriotki oraz patrioci powinni się zainteresować.

 

Młoda Endecja postawiła sobie za cel nagłaśnianie tych właśnie spraw z różnych regionów oraz zaangażowanie w ich pomyślne załatwianie. Jak twierdzą działacze ME, niedawna tragiczna śmierć radnego Pawła Chruszcza, który koordynował dolnośląską Endecję, ukazała jak sporo jest problemów w powiatach i poszczególnych miejscowościach, gdzie często ludzie uwikłani w nie są pozostawieni sami sobie.

 

 

Prezes Młodej Endecji zapowiedział, że uda się do tych miejscowości, gdzie tylko pojawi się potencjał i szansa na powołanie kolejnych regionalnych kół. Proces takowej rozbudowy struktur ruszyć ma już tego lata, a jego początek stanowi właśnie ostatni sobotni zjazd w Krakowie.

 

– Jestem zbudowany rozmowami oraz wymianą poglądów podczas zebrania. Możliwość spotkania z takimi ludźmi uświadamia jak dużo jest młodych osób mogących wiele dobrego zrobić dla naszych bliskich, dla Polski. Droga wykuwania elit oraz rozwoju Młodej Endecji zdecydowanie nie będzie drogą na skróty. Liczę jednak, że podejmowane przez nas działania przynosić będą z roku na rok kolejne owoce ciężkiej pracy oraz poświęcenia dla pomyślnej przyszłości następnych pokoleń. Może kiedyś nasze dzieci lub wnuki będą każdego dnia wpływać na rozwój gospodarki i państwa jako endecka elita? Tu potrzeba wielu lat nieustępliwości i cierpliwości, aby endek, narodowiec kojarzył się większości Polek i Polaków z osobą odpowiedzialną oraz gotową do mądrego kierowania państwem – twierdzi Michał Barnaś, nie ukrywający zadowolenia z otwarcia nowego rozdziału w funkcjonowaniu Młodej Endecji i sobotnich wydarzeń.

 

Młoda Endecja nadal chce jednak stawiać też na rozwój umiejętności oraz pozyskiwanie wiedzy z różnych dziedzin przez młodych ludzi. W związku z tym, już omawiane są konkretne plany co do organizacji kolejnych zjazdów w ramach Akademii Młodej Endecji. Działaczki i działacze endeckiej młodzieżówki jeszcze mocniej chcą położyć również nacisk na działalność publicystyczną oraz aktywność w mediach. Dlatego też, w sobotę po spotkaniu oraz owocnej dyskusji, ich liczna reprezentacja udała się do studia TVP, aby wziąć udział w programie Młodzież Kontra. Ze strony Młodej Endecji padły w tym odcinku dwa pytania skierowane do wiceministra Jarosława Gowina (Porozumienie). Zadali je Adrianna Lipiec oraz Michał Barnaś.

 

 

 

Zarząd Młodej Endecji wiąże duże nadzieje z planami oraz pomysłami na działania przynoszące realne, widoczne efekty pracy młodych patriotycznie oraz rozsądnie podchodzących do działalności ludzi w Polsce. Dlatego też liczą, że w organizowane przez nich akcje i kolejne przedsięwzięcia zaangażują się kolejne osoby.

 

 

Znany z ciętego języka poseł Dominik Tarczyński z Prawa i Sprawiedliwości był gościem sobotniego wydania programu Młodzież Kontra na antenie TVP Info.

 

Przez większość programu, dyskusja opierała się raczej na kłótni z przedstawicielami opozycji i złośliwościach. Jednakże po pytaniu przedstawiciela stowarzyszenia Endecja, poseł Tarczyński przyznał, że jest to dla niego inspiracja.

 

Michał Barnaś z krakowskiej Endecji zapytał posła czy przy obecnej władzy istnieje realna szansa na większe kultywowanie pamięci o zasługach Narodowej Demokracji i Romana Dmowskiego, o którym wciąż mówi się zbyt mało na tle Marszałka Józefa Piłsudskiego.

 

Dominik Tarczyński wyraził chęć zajęcia się uchwałą, która przypomniała by o zasługach Romana Dmowskiego i Narodowej Demokracji. Podobną uchwałę przyjęto swego czasu w temacie Żołnierzy Wyklętych.

 

 

Kilka dni temu, 2 stycznia upamiętniano w wielu miejscowościach 79. rocznicę śmierci wielkiego Polaka i ojca myśli narodowo-demokratycznej Romana Dmowskiego. Również prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński postanowił oddać hołd Romanowi Dmowskiemu oraz osobom o wywodzącym się z endeckiej idei.

 

Prezes Kaczyński przesłał specjalny list do uczestników obchodów rocznicy śmierci Romana Dmowskiego w Drozdowie. Były one organizowane przez ZZ NSZ.

 

Lider partii rządzącej zwrócił uwagę na fakt, że bez endeków trudno byłoby sobie wyobrazić istnienie Niepodległej Polski.

 

”   Bez Romana Dmowskiego, bez obozu narodowego, bez Jego ideowych spadkobierców, którzy – zrzeszeni w Narodowych Siłach Zbrojnych oraz innych formacjach o zbliżonym obliczu ideowym – walczyli w latach II wojny światowej a później w Antykomunistycznym Podziemiu o wolność naszej Ojczyzny, nie sposób wyobrazić sobie Niepodległej Polski.”

 

Takie słowa zawarte były na początku listu od Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS nie kryje tego, jak dużym szacunkiem darzy ludzi związanych z Endecją oraz samego Romana Dmowskiego.

 

„Cześć Pamięci Romana Dmowskiego i innych działaczy obozu narodowego!”

 

Napisał również w liście lider Prawa i Sprawiedliwości.

 

Przekazał również życzenia uczestnikom obchodów oraz ich rodzinom, życzenia obfitości Łask Bożych oraz dobrego roku i obrotu spraw dla nich, a także całej naszej Ojczyzny.