W czwartek wieczorem na Alexanderplatz w Berlinie doszło do ogromnej bójki między zwolennikami dwóch zwaśnionych youtuberów! Brało w niej udział ponad 50 osób. Używano pięści, kopniaków oraz gazu pieprzowego. Policja zatrzymała dziewięć osób.

 

Wczesnym wieczorem na Alexanderplatz w centrum niemieckiej stolicy zebrało się około 400 osób – zwolenników skonfliktowanych ze sobą youtuberów. „Pochodzącego ze Stuttgartu” „Bekira” oraz „Berlińczyka” – „Bahara Al Almooda”.

 

Pierwszego, 20-latka o tureckich korzeniach, „śledzi” na youtubie ponad 260 tysięcy osób, drugiego – związanego z jednym z arabskich klanów przestępczych w Berlinie 17-latka – 14 tysięcy.

 

Powodem zbiegowiska była wizyta „Bekira” w niemieckiej stolicy oraz „ustawka” dwóch rywali. Na licznych amatorskich nagraniach z telefonów komórkowych opublikowanych przez media widać jak „Bahar Al Amood” uderza kilkakrotnie „Bekira” w twarz.

 

W konsekwencji sytuacja eskaluje i około 50 młodych mężczyzn o południowym typie urody rusza na siebie wznosząc wrogie okrzyki, okładając się pięściami i wymierzając kopniaki.

 

Według informacji policji w akcji rozdzielania walczących wzięło udział 100 funkcjonariuszy. Dwóch z nich zostało rannych. Po tym jak sytuacja na Alexanderplatz została opanowana około 20 osób kontynuowało bitwę na pobliskiej stacji metra obrzucając się kamieniami w kanale, po którym poruszają się pociągi.

 

 

Po zajściu policja alarmuje, że internetowe „autorytety” coraz częściej zapominają, jaki mają wpływ na młodych ludzi i nie potrafią się z nim odpowiedzialnie obchodzić. Jak mówił cytowany przez media szef związku zawodowego berlińskich policjantów Norbert Cioma: „Widzimy wśród raperów, ale też u innych influencerów skłonność do podpalania beczek z prochem. Wszystko po to, żeby przykuć uwagę, następnie zdobyć więcej abonentów i generować więcej klików”.

 

 

 

 

Źródło: nczas.com, Twitter.com
fot. Twitter.com
LS

Chociaż ze strony Berlina i Brukseli niejednokrotnie słyszymy słowa pouczenia oraz uwag dotyczących rzekomego łamania demokracji czy nieprzestrzegania praworządności. Tymczasem po raz kolejny nasi rodacy doświadczyli krzywdy z rąk imigrantów na terenie niemieckiej stolicy.

 

Do zdarzenia doszło w noc z soboty na niedzielę. Ofiarą brutalnego ataku padło trzech bezdomnych Polaków w Berlinie. Mają oni 26, 32 i 34 lata. Napastnikami okazali się być natomiast czterej przybysze z Afryki Północnej. Są to młodzi migranci w wieku 18, 19, 20 oraz 21 lat.

 

Co ciekawe, sytuacja rozegrała się na Warschauer Brücke (Most Warszawski) o godzinie 3 w nocy. Jak poinformowała miejscowa policja, to 19-latek miał być bezpośrednim sprawcą napaści.

 

Początek całemu niebezpiecznemu zdarzeniu miał dać atak 19-letniego agresora na jednego z bezdomnych. Imigrant uderzył go w głowę butelką. Inny Polak chciał wówczas zareagować i pomóc napadniętemu, ale wtedy sam padł ofiarą brutalnego pobicia.

 

Jeden z naszych rodaków doznał przy całej awanturze poważnych obrażeń głowy, w związku z czym został przetransportowany do jednego ze szpitali.

 

19-letni Afrykanin uciekł z miejsca zdarzenia. Funkcjonariuszom policji udało się go jednak szybko ująć. Choć zostało przeciw niemu wszczęte śledztwo, to jednak nie trafił on do aresztu, a przed sądem odpowiadał będzie z „wolnej stopy”. Został on wypuszczony na wolność po złożeniu wyjaśnień. Pozostali trzej ciemnoskórzy mężczyźni, zostali zwolnieni do domu od razu.

 

Jeden z berlińskich portali informacyjnych (bz-berlin.de) opublikował zdjęcia z zatrzymania młodego napastnika.

 

Niedawno informowaliśmy o podobnym incydencie do jakiego doszło u naszych zachodnich sąsiadów. Wówczas również bezdomny Polak padł ofiarą brutalnego ataku migrantów. Sprawcy dodatkowo nagrali wtedy całe zajście śmiejąc się przy tym. O sprawie pisaliśmy tutaj:

Polak skatowany przez imigrantów! Drastyczne nagranie [WIDEO]

 

 

Źródło: bz-berlin.de ; prawdaobiektywna.pl

Fot.: goodfreephotos.com

 

MB

 

Akcja o nazwie „Marsz dla Życia” kojarzy się głównie z radosną rodzinną atmosferą, troską o bezbronnych oraz manifestowaniem tego, że każde życie jest ważne od poczęcia do śmierci. Agresywne ataki na tę inicjatywę ze strony przedstawicieli lewicy pokazują, jak dużo jest w tym środowisku hipokryzji.

 

Marsz promujący tradycyjny model rodziny i sprzeciwiający się zabijaniu dzieci nienarodzonych został zakłócony przez aktywistów środowiska LGBT i skrajnej lewicy w Berlinie. W tegorocznym pochodzie idącym przez stolicę Niemiec, udział wzięło ok. 6 tysięcy osób. Uczestniczyli w nim również tacy duchowni jak m.in. arcybiskup Berlina Matthias Heinrich czy też abp Heiner Koch.

 

Próby blokowania marszu oprócz środowisk LGBT i anarchistycznych ugrupowań, organizowali również przedstawiciele takich partii politycznych jak Zieloni i SPD. Zarzucają oni bowiem przeciwnikom aborcji… bycie „przeciwnikami praw człowieka”.

 

Zakłócanie „Marszu dla Życia” przerodziło się w pewnym momencie w zamieszki. W związku z tym interwencję podjęli funkcjonariusze służb. Z nimi wówczas starli kontrmanifestanci. Niemiecka policja aresztowała kilkoro z nich.

 

 

Źródło: doRzeczy.pl ; YouTube/Ruptly

Fot.: Pxhere

 

Problemy Niemców związane z masowym napływem imigrantów do kraju nadal trwają. W ostatnim czasie nasz zachodni sąsiad obawia się kolejnej fali przybyszów z krajów muzułmańskich, a równocześnie tamtejsze służby są świadome, że setki osób w kraju to potencjalni „uśpieni” terroryści. Teraz niemiecki kontrwywiad ostrzega również przed zagrożeniem jakie nieść mogą niektóre… dzieci.

 

W dzieciach pochodzących z części muzułmańskich rodzin, osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo w Niemczech widzą „potencjał zagrożenia, którego nie wolno zlekceważyć„. Frakcja parlamentarna CDU/CSU zaangażowały się w tą sprawę i w związku z ostrzeżeniami służb chcą obniżyć do 14 lat granicę wieku osób, które mogą zostać poddane inwigilacji.

 

Jak twierdzi Hans-Georg Maaßen, socjalizacja dzieci w islamistycznym środowisku „budzi zaniepokojenie i z tego względu w nadchodzących latach będzie stanowić wyzwanie także dla Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji„. Tak swoją opinię szef niemieckiego kontrwywiadu sformułował wypowiadając się dla grupy medialnej Funke.

 

Maaßen już wcześniej przestrzegał przed osobami wychowywanymi przez radykalnych muzułmanów. W grudniu 2017 roku mówił o tym jak spore zagrożenie dla bezpieczeństwa niemieckich obywateli stanowić mogą żony oraz dzieci bojowników Państwa Islamskiego, któe odsyłane są przez nich właśnie do Niemiec.

 

Tego typu sytuacje rodzą niepokoje, a także sprzeciw nie tylko sporej części społeczeństwa ale także niektórych ugrupowań politycznych. W stronę niezależnej w temacie migracji polityki idą w ostatnim czasie bardziej zdecydowanie władze Bawarii.

 

Źródło: ndie.pl

Fot.: Max Pixel 

 

Umowa społeczna ma sens wtedy i tylko wtedy, gdy obejmuje również przyszłe pokolenia, a jej celem jest ustanowienie trwałego społeczeństwa. W tej perspektywie tworzy się bowiem sieć powiązań obejmujących zarówno pokolenia przeszłe, obecne, jak i te, które dopiero nadejdą. Wskazana relacja, zwana „doświadczeniem przynależności” gwarantuje, że jeszcze nienarodzeni nie zostaną pozbawieni przyszłości.

 

Można wskazać, że ta idea, która powinna być fundamentem każdej partii konserwatywnej i chadeckiej, w przypadku Niemiec i rządzącej partii CDU odchodzi do lamusa. Zdaje się, że obecna w zapleczu politycznym obecnej kanclerz jest myśl, że przyjmując obcych kulturowo uchodźców może ostatecznie skończyć z mroczną stroną historii swojej ojczyzny, która nasycona jest nienawiścią do „obcego”. Niemniej, Merkel popełniła katastrofalny błąd, który będzie miał równie katastrofalne konsekwencje dla Niemiec, jak i dla całego świata zachodniego. Kiedy bowiem drżą Niemcy, drżenie odczuwalne jest w całej Europie. Dzieje się tak, gdyż kraj ten jest europejskim liderem  w sferze gospodarki, polityki i kultury. Dlatego więc program kanclerz Merkel, podjęty następnie przez elity brukselskie, polegający na zastępowaniu spadającego rodzimego potencjału demograficznego coraz większą liczbą muzułmanów jest niezwykle groźny dla wspólnoty europejskiej.

 

Jednym z największych kłamstw rozpowszechnianych przez europejską lewicę jest to, że masowa imigracja na Zachód jest niezbędnym warunkiem wstępnym dobrego stanu życia przyszłych osób starszych i obecnego państwa opiekuńczego. Nie jest to jednak prawda. Wielu lewicowych ideologów uważa, że słabo wykształceni migranci będą rewolucyjnymi pionkami, które mają być wykorzystane w tworzeniu niepokojów społecznych, a także rozbiciu więzi i instytucji politycznych oraz społecznych w krajach wprowadzających demokratyczne, konserwatywne, chrześcijańskie czy wolnorynkowe idee. W tak zarysowanej perspektywie zbudowany zostałby żelazny elektorat lewicy, która przejęłaby rządy na długie lata. Aczkolwiek, imigranci przybywający na Zachód są wrogo nastawieni nie tylko do cywilizacji europejskiej, zbudowanej na fundamencie judeo-chrześcijańskiej religii, prawa rzymskiego oraz kultury łacińsko-greckiej, ale również do środowisk spod akronimu LGTB. Ponadto nie przynoszą obecnie Zachodowi korzyści gospodarczych i społecznych.

 

Polityk Partii Zielonych Dr Stefanie von Berg w jednym z wystąpień dumnie zadeklarowała, że społeczeństwo niemieckie ulega zmianie i jak wskazują naukowcy w ciągu dwudziestu lub trzydziestu lat Niemcy w miastach nie będą już większością etniczną. Ludzie natomiast będą rozwijać się w wielu różnych grupach etnicznych w superkulturowym społeczeństwie. Taka jest wizja przyszłości Niemiec, która została wzmocniona jasnym wskazaniem, że jest to właściwy kierunek. W tak zarysowanej perspektywie wielu polityków i konserwatywnie czy narodowo nastawionych Niemców wskazuje, że wkrótce staną się mniejszością we własnym kraju. Oczywiście ich głos w debacie jest traktowany jako rasistowski, a każde wspomnienie o narodzie czy nacjonalizmie nazywane jest wprost nazizmem na zasadzie homogeniczności całej grupy: myśl narodowa = nazizm.

 

Tym czasem dane mogą wskazywać na słuszność stwierdzenia, że Niemcy staną się mniejszością we własnym kraju. Otóż w 2015 roku do Niemiec trafiło około miliona migrantów. W 2016 roku blisko pół miliona. Do roku 2020 władze niemieckie spodziewają się, że liczba ta wzrośnie w granicach od trzech do czterech milionów, które w połączeniu z obecną pięcio-milionową ludnością muzułmańską spowodują, że ludność wyznania islamskiego w Niemczech osiągnie demograficzny poziom około 10 procent.

 

Zdaje się nie brzmieć to tragicznie (wciąż 90% to Niemcy), ale nie oddaje to prawdziwego obrazu demograficznego, który jako struktura społeczna ulega ciągłej zmianie. Otóż bardzo często podnoszona jest kwestia, że rodzimi Niemcy są społeczeństwem starym. Natomiast większość imigrantów muzułmańskich jest młodych, a 75 procent osób wjeżdżających do Niemiec w latach 2015 i 2016 to mężczyźni w wieku od osiemnastego do trzydziestego-piątego roku życia. Łączna liczba rodzimych niemieckich mężczyzn w tej grupie wiekowej wynosi zaledwie sześć milionów, a ich statystyki demograficzne pogarszają się, ponieważ wiele Niemek poświęca zakładanie rodziny na rzecz kariery. Ponadto 30 procent młodych kobiet jest bezdzietnych, a próg ten wzrasta do 40 procent wśród osób wykształconych. Według danych za rok 2016 przeciętna kobieta niemieckiego pochodzenia urodzi 1,43 dziecka. Natomiast bardziej płodne są kobiety z obywatelstwem innym niż niemieckie, gdyż współczynnik dla nich wynosi aż 1,95. Wśród dzieci poniżej piątego roku życia, aż 40 procent Niemców ma już nieeuropejskie pochodzenie.

 

Szacuje się, że do 2020-2025 liczba młodych muzułmanów może dogonić liczbę młodych rodzimych Niemców. Wskaźnik urodzeń w islamskich rodzinach zapewne zacznie rosnąć, gdy do rodzin imigrantów dołączą ich rodziny, żony i dzieci. Rodzime zasoby demograficzne maleją o około 30 procent na pokolenie, podczas gdy muzułmańskie podwajają się. Około 2030 roku młodzi Niemcy będą zatem w mniejszości, a jeszcze mniejszą mniejszość będą stanowili do 2050 roku. Jest to więc wizja zaledwie trzydziestu lat, gdy Niemcy zostaną mniejszością we własnym kraju.

 

Tak zarysowany problem będzie niósł za sobą ogromne komplikacje w odniesieniu do stabilności społecznej. Z ekonomicznego punktu widzenia przyjmowanie milionów ludzi, bez wykształcenia, umiejętności czy znajomości języka to wielki błąd, a ich utrzymywanie na koszt państwa wydaje się skrajną nieodpowiedzialnością.

 

Według niemieckiej Federalnej Agencji Pracy (BA) aż 81 procent imigrantów w 2015 roku nie posiadało żadnych kwalifikacji zawodowych i tylko 8 procent było w posiadaniu wykształcenia na poziomie szkoły średniej. Natomiast aż około pół miliona imigrantów stało się odbiorcami świadczeń socjalnych. Agencja Reuters podała, że niemiecki rząd przeznaczy 94 miliardy euro na imigrantów do 2020 roku. Wskazana kwota jest większa niż dług publiczny Niemiec, wynoszący na rok 2016 68,3 miliardy euro. Właściwie można pokusić się o stwierdzenie, że niemieccy podatnicy sami zapłacą za skolonizowanie swojego kraju. Obecnie u naszych zachodnich sąsiadów możliwe jest, aby imigrancka rodzina z pięcioma dziećmi otrzymywała w różnych świadczeniach 7 000 euro miesięcznie. Pewien syryjski imigrant Ghazia A. otrzymuje od rządu 360 000 euro zasiłku na swoją rodzinę, którą tworzą jego cztery żony i dwudziestka dwójka dzieci. Dla porównania w roku 2015 przeciętna płaca brutto w Niemczech wynosiła 3 612 euro, a w 2017 roku 18,7 procent pracowników zarabiało miesięcznie poniżej 2 000 euro.

 

Obserwując działania Niemiec i Unii Europejskiej podejmowane względem islamskich imigrantów można dojść do wniosku, że znaczna część polityków zapomniała o umowie społecznej i o tym, że odpowiadają za losy przyszłych, nienarodzonych jeszcze pokoleń. Dziedzictwo, które po sobie pozostawią nie jest godne pozazdroszczenia. Jeśli bowiem Niemcy dalej będą trwały w takiej polityce otwartości to niewątpliwie nastąpi ich upadek ekonomiczny. I stanie się tak w perspektywie najbliższych 10 czy raczej 20 lat, gdy następne pokolenie pójdzie na emeryturę i przestanie płacić podatki. W tak zarysowanej optyce nasi zachodni sąsiedzi znajdą się w stanie upadłości, a tak chwalony powojenny cud ekonomiczny rozbije się o skały rzeczywistości gospodarczej. Do tego dojdą napięcia społeczne między rodzimymi Niemcami a przybyszami, które są nie do uniknięcia w obliczu kryzysu gospodarczego, a także wszelkiego doświadczania „obcego”. W myśl tzw. socjologicznego prawa Simmla-Cosera samoidentyfikacja grupy zostaje podkreślona w sytuacjach konfliktu z inną zbiorowością, przyczyniając się do zacieśnienia więzi wewnątrzgrupowych w oparciu o bipolarną opozycję „swój” – „obcy”. W tej perspektywie, gdy Niemcy staną w obliczu wyboru pomiędzy świętowaniem multikulturalizmu, a bezpieczeństwem osobistym i zaspokojeniem potrzeb alimentacyjnych zwycięzca będzie jeden i nie będą nim liberałowie i socjaliści.

 

Tekst pochodzi z 38. numeru kwartalnika „Myśl.pl”.

 

Tomasz Pełech doktorant historii na Uniwersytecie Wrocławskim oraz Université Clermont-Auvergne. Zainteresowania badawcze to dzieje wypraw krzyżowych i Bizancjum, historia historiografii oraz literatura średniowiecza. Obecnie przygotowuje pracę doktorską pt. Shaping of the Image of Enemy-Infidel in the Relations of Eyewitnesses and Participants of the First Crusade: The Case of Muslims.

 

Posłowie opozycji zapowiedzieli bojkot Zgromadzenia Narodowego na Zamku Królewskim w Warszawie, ponieważ – ich zdaniem – w Polsce łamana jest praworządność więc takie spotkania nie powinny mieć miejsca.

 

Jak przyznają posłowie opozycji, świętowanie 550 rocznicy polskiego parlamentaryzmu jest niezasadne podczas gdy łamana jest konstytucja i praworządność. Podnoszą też argument o błędnym określeniu daty. Według źródeł centrum kancelarii Sejmu właśnie w tym roku przypada okrągła, 550 rocznica pierwszych obrad polskiego parlamentu, jednak opozycja powołuje się na inne źródła, według których 500 rocznica była obchodzona w 1993 roku, a więc za rządów koalicji Unii Demokratycznej.

 

Bojkot Zgromadzania Narodowego może w dużym stopniu podważyć autorytet państwa i zaplanowane przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy. Za pośrednictwem Twittera głos zabrał Adam Andruszkiewicz, poseł Wolnych i Solidarnych. W swoim stylu sprawnie wyjaśnił opozycję totalną, sugerując, że to po prostu nie ich zgromadzenie, bo nie odbywa się w Niemczech.

 

„Najlepiej w ogóle zbojkotujcie Polskę i wyjedźcie do Berlina. Będziecie mogli pracować w swej ulubionej roli unijnego lokaja” – ironizuje Andruszkiewicz.

 

 

Adam Andruszkiewicz gościł w programie „Woronicza 17” w TVP Info. Tematem poruszanym przez gości Michała Rachonia była budowa CPK i polityka zagraniczna. 

 

Poseł Andruszkiewicz udzielił kompleksowej wypowiedzi w oparciu o podstawowe prawidła geopolityki, odnosząc się do budowy CKP. Jak zauważa, historia pokazuje nam, iż największe ośrodki generujące duże ilości kapitału ludzkiego, technologicznego, naukowego czy finansowego powstają w oparciu o najlepiej skomunikowane miasta stanowiące centra logistyczne. Wobec tego sugestie kandydata PO Rafała Trzaskowskiego na prezydenta miasta Warszawy, sugerujące, iż Centralny Port Komunikacyjny jest zbędny wobec lotniska w Berlinie, dają do zrozumienia, że nie jest zainteresowany wzmacnianiem pozycji Polski.

 

Andruszkiewicz chwalił także decyzję premiera Morawieckiego o powołaniu komisji śledczej ws. zatruwania środowiska w Gdańsku, w co zamieszany jest prezydent Paweł Adamowicz. Członek koła Wolni i Solidarni podkreśla, że jest to działanie tym bardziej groźne, ponieważ wylewanie ścieków jest niewidoczne na co dzień i prowadzi do przewlekłych w czasie skutków.

 

Poniżej wideo:

Jak informuje portal rmf24.pl, w Berlinie doszło do pobicia 11-letniego Polaka przez grupę nastolatków. Powodem ataku było pochodzenie chłopca, wcześniej miał być wyzywany. Policja pracuje nad sprawą i określa ją jako akt ksenofobiczny.

 

Chłopiec bawił się z kolegą na wzgórzu kiedy podeszła do nich grupa nastolatków. Czterech chłopców i jedna dziewczyna zaczęli wyśmiewać i obrażać 11-latka zwracając uwagę na to, że jest z Polski. Chłopak nie reagował. Wtedy doszło do eskalacji. Napastnicy rzucili się na Polaka i bili go. Sprawcy uciekli z miejsca zdarzenia zanim pojawiła się policja. 11-latek wymagał interwencji lekarzy więc trafił do szpitala. Policja prowadzi czynności wyjaśniające w tej sprawie.

 

Niemcy zaczynają mieć z tym duży problem. Niedawno informowaliśmy, że dwóch Żydów, 21-letni obywatel Izraela i 24-letni Niemiec, zostało zaatakowanych przez młodego mężczyznę, który krzyczał do nich w języku arabskim. Sytuacji miała miejsce w ciągu dnia, na jednej z berlińskich ulic. We Francji odnotowano już kilka przypadków morderstw, popełnianych na członkach społeczności żydowskiej przez muzułmanów. Josef Schuster, lider niemieckich Żydów, przestrzega przed noszeniem jarmułek.

Jak informuje „The Times of Israel”, Josef Schuster, lider Centralnej Rady Żydów w Niemczech apeluje, by Żydzi odwiedzający duże miasta, unikali noszenia jarmułek. W zamian za to poleca się im noszenie innych nakryć głowy. Wszystko przez ostatni atak.

 

Całe zdarzenie zostało nagrane telefonem komórkowym przez ofiarę ataku. Film został opublikowany przez Forum na rzecz Demokracji i Przeciwko Antysemityzmowi (JFDA). W podpisie filmu czytamy, że napastnik najpierw obrażał młodych Żydów, a następnie zaczął bić ich paskiem od spodni. Zwracał się do nich w języku arabskim krzycząc „Yahudi”, czyli „Żyd”. Teraz sprawą zajmie się Policja.

Dwóch Żydów, 21-letni obywatel Izraela i 24-letni Niemiec, zostało zaatakowanych przez młodego mężczyznę, który krzyczał do nich w języku arabskim. Sytuacji miała miejsce w ciągu dnia, na jednej z berlińskich ulic. We Francji odnotowano już kilka przypadków morderstw, popełnianych na członkach społeczności żydowskiej przez muzułmanów. Josef Schuster, lider niemieckich Żydów, przestrzega przed noszeniem jarmułek.

Jak informuje „The Times of Israel”, Josef Schuster, lider Centralnej Rady Żydów w Niemczech apeluje, by Żydzi odwiedzający duże miasta, unikali noszenia jarmułek. W zamian za to poleca się im noszenie innych nakryć głowy. Wszystko przez ostatni atak.

 

Całe zdarzenie zostało nagrane telefonem komórkowym przez ofiarę ataku. Film został opublikowany przez Forum na rzecz Demokracji i Przeciwko Antysemityzmowi (JFDA). W podpisie filmu czytamy, że napastnik najpierw obrażał młodych Żydów, a następnie zaczął bić ich paskiem od spodni. Zwracał się do nich w języku arabskim krzycząc „Yahudi”, czyli „Żyd”. Teraz sprawą zajmie się Policja.

 

Nie tak dawno bardzo głośno było o sprawie Mireilli Knoll, która podczas II wojny światowej uniknęła wywózki do niemieckiego obozu koncentracyjnego. Została kilkakrotnie dźgnięta nożem, a jej zwęglone zwłoki odkryto w mieszkaniu w Paryżu. Według śledczych motywem zbrodni był antysemityzm. Francuska policja zatrzymała w tej sprawie dwóch podejrzanych w wieku 22 i 29 lat. Później okazało się, że jeden z nich był już wcześniej skazany za molestowanie 12-latki, która przez pewien czas mieszkała razem z ofiarą zabójstwa. Dziewczynka alarmowała policję, że sąsiad groził podpaleniem domu.

 

 

Warto też wspomnieć przypadek zabójstwa Sary Halimi, ortodoksyjnej Żydówki, zamordowanej we własnym domu w kwietniu 2017 roku. Morderca z okrzykiem „Allah Akbar” i przekleństwami na ustach najpierw brutalnie pobił kobietę a następnie wyrzucił przez okno.