31 marca środowiska polonijne z USA zorganizują demonstrację przeciwko prawu 115-171 (Act S.447) oraz bierności polskiego rządu w sprawie roszczeń żydowskich.

 

Ustawa 447 ma na celu sprawdzenie, czy i na jakiej podstawie obywatele USA pochodzenia żydowskiego mogą domagać się odszkodowania za Holokaust. Weryfikacji tej podlegać będzie także Polska.

 

Wśród organizatorów protestów znaleźli się: Komitet Ochrony Pomnika Katyńskiego i Obiektów Historycznych (New Jersey), Polish American Strategic Initiative, Narodowe Siły Zbrojne Nowe Pokolenie (Chicago, Illinois), Polish Heritage Council of North America, Inc. (New York), a także Polish American Congress of Southern California (California).

 

Jak poinformowano na stronie isakowicz.pl, ustawa 447 oraz brak działania rządu to nie jedyne powody do protestów. Demonstranci walczyć będą także przeciw napaściom słownym na Polskę. Mowa tu przede wszystkim o politykach Izraela i Stanów Zjednoczonych, którzy zakłamują prawdę historyczną i oskarżają nasz kraj o współudział w Holocauście.

 

– Tymczasem, polskie władze wydają się lekceważyć fakt istnienia prawa 115-171 (Act S.447) i zamilczają jego znaczenie, przekonując opinię publiczną, że nie będzie ono miało żadnych praktycznych konsekwencji dla Polski i Polaków. Stojąc wobec tego monumentalnego wyzwania, apelujemy do patriotycznych środowisk polskich i polonijnych w Stanach Zjednoczonych i na świecie do podjęcia z nami akcji protestacyjnej w tym zakresie, a media do rzetelnego przekazu informacji – podkreślili organizatorzy.

 

Już wcześniej, tuż po uchwaleniu amerykańskiej ustawy JUST,  przed całym zajściem ostrzegał Stanisław Michalkiewicz. Jak mówił, ustawa 447 może doprowadzić do żydowskiej okupacji w Polsce. Roszczenia żydowskie wobec Polski zostały oszacowane przez Światową Organizację Restytucji Mienia Żydowskiego w liście do Ministerstwa Sprawiedliwości na kwotę w wysokości biliona złotych, co w przeliczeniu daje około 300 miliardów dolarów. Jak podkreślał publicysta „Najwyższego Czasu!”, jest to trzykrotna wartość naszego budżetu.

 

– Jeżeli te roszczenia mają być zrealizowane, to oczywiście nie w gotówce, bo nie jesteśmy w stanie wygenerować takiej kwoty, nawet w transzach, bez spowodowania natychmiastowej katastrofy ekonomicznej. Skoro nie w gotówce to w naturze – nieruchomościach. I pytanie… czy zasoby Własności Agencji Rolnej Skarbu Państwa i Lasów Państwowych wystarczą? Nie – mówił w programie „W podwójnym nelsonie” na antenie wSensie.

 

– Trzeba będzie sięgnąć po nieruchomości w miastach i miasteczkach. To oznacza, że środowisko żydowskie, obdarowane majątkiem takiej wielkości, z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, zbuduje dominującą pozycję ekonomiczną, która natychmiast przełoży się na dominującą pozycję polityczną. To się nazywa okupacja. Będziemy mieli szlachtę jerozolimską – kontynuował.

 

 

Źródło: nczas.com; natemat.pl; Twitter – @IsakowiczZalesk
Fot.: Twitter – @IsakowiczZalesk
EM

Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak, odnosząc się na Twitterze do artykułu serwisu wpolityce.pl, manipuluje w sprawie przyjmowania uchodźców przez Polskę. Światło dzienne ujrzały jednak oficjalne dane Urzędu do spraw Cudzoziemców.

 

– Nonsens! Gdybyśmy przyjęli uchodźców to czy Bruksela ciągałaby Polskę razem z Węgrami i Czechami przed trybunał? Czy mnie, jako ministra SWiA, krytykowaliby: totalna opozycja, RPO i lewicowo – liberalne media?

– pisał szef MON Mariusz Błaszczak na Twitterze, komentując przy tym artykuł na portalu wpolityce.pl, który broni Czaputowicza ws. jego słów dla „Le Figaro”.

 

 

We wpisie tym można zaobserwować, jak polityk dopuścił się manipulacji – nasz kraj przyjmuje uchodźców, a artykuł, o którym pisze Błaszczak, dotyczy imigrantów, a nie uchodźców. Niestety, minister obrony narodowej nie rozróżnia tych dwóch pojęć.

 

Według komunikatu z portalu ndie.pl, lider Urzędu ds. Cudzoziemców przyznał w ubiegłym roku status uchodźcy 150 cudzoziemcom: 7 Syryjczykom, 56 Ukraińcom, 14 obywatelom Federacji Rosyjskiej (Czeczenom) i 13 Irańczykom. W 2016 roku natomiast było to 108 osób: 40 Syryjczyków, 16 Ukraińców, 10 Rosjan, 20 osób z Turkmenistanu, a także 6 z Tadżykistanu. Wobec tego nietrudno jest zauważyć, że nastąpił znaczny wzrost liczby osób, którym nadano status uchodźcy. Wszystkie dane zaczerpnięte są z raportów Urzędu do spraw Cudzoziemców.

 

Jeśli chodzi o imigrantów, od początku bieżącego roku Polska przyjęła ich 3009. Najczęściej były to osoby z takich krajów jak: Afganistan, Algieria, Irak, Iran, Maroko, Tunezja, Turcja, Egipt, Bangladesz, Syria, Libia. Większość z przybyłych otrzymała pozwolenie jedynie na pobyt czasowy, choć 163 imigrantów dostało pobyt stały w Polsce informuje portal migracje.gov.pl.

 

Między reporterką Newsweeka Pauliną Grochal, a wicepremier Beatą Szydło doszło do ostrej dyskusji. Dziennikarka w artykule napisała m.in., że Beata Szydło jest przybita i rozgoryczona, na co pani polityk odpowiedziała wpisem na Twitterze.

 

Według informacji przekazanych przez wprost.pl, dziennikarka Paulina Grochal wyruszyła w rodzinne strony wicepremier Beaty Szydło w celu sprawdzenia, jak sobie radzi po rekonstrukcji rządu. – Nie pogodziła się z tym, że przestała być premierem. Ani z tym, że jej szefem został podwładny, z którym rywalizowała – opublikowała w swoim artykule, po czym udostępniła go na Twitterze.

 

W najnowszym Newsweeku polecam mój tekst o tym, jak próbuje podnieść się z politycznej porażki – napisała dziennikarka na Twitterze. Ponadto dodała, że pisze również o tym, co zdarzyło się w domu rodzinnym Beaty Szydło. – Edward Szydło nie chce rozmawiać z »Newsweekiem«. Gdy uznaje, że jestem zbyt namolna i zadaję za dużo pytań, otwiera bramę i wypuszcza owczarka niemieckiego – czytamy.

 

Wicepremier na wpis zareagowała bardzo szybko. – Pani Redaktor Szanowna, dziękuję za troskę o mnie i moją rodzinę. To doprawdy wzruszające. To, co Pani pisze pozostawiam bez komentarza, bo na komentarz nie zasługuje. Pozdrawiam i życzę dobrej niedzieli. A nasz pies swobodnie biega sobie po naszym podwórku, bo kochamy zwierzęta – zripostowała na Twitterze Beata Szydło.

 

 

Dziennikarka odpowiedziała równie szybko. – Szanowna Pani Premier, dziękuję za szybką reakcję na zajawkę tekstu. Ja się nie troszczę tylko opisuję sytuację. Prosiłam zresztą Panią o rozmowę o tym, co zamierza Pani robić na stanowisku opłacanym z pieniędzy podatników. Także miłej niedzieli. I pozdrowienia dla Małżonka! – napisała. Postanowiła również zadać Beacie Szydło pytanie: – A przy okazji, skoro już się Pani odezwała po dwóch tygodniach próśb, to zapytam czy szczucie dziennikarza psem jest jakimś nowym zwyczajem w PiS? – opublikowała reporterka.

 

Znana pani polityk nie pozostawiła tego wpisu bez riposty: – Hm, jakby tu Pani jasno odpowiedzieć? Rozgoryczona i przybita, chyba nie jestem w stanie. KSRM działa, ja mam się świetnie i nawet takie rewelacje, które Pani o mnie pisze nie są w stanie mnie przybić i traktuję je jako całkiem zabawne. Pozdrawiam ciepło jeszcze raz – napisała Beata Szydło.