Dokładnie 17 lat temu- 11 września 2001 roku doszło do największego w historii ataku terrorystycznego wymierzonego w Stany Zjednoczone. Terroryści uderzyli uprowadzonymi samolotami w wieże World Trade Center oraz budynek Pentagonu. Czwarta porwana maszyna rozbiła się na polach Pensylwanii dzięki bohaterskiemu zachowaniu pasażerów. Życie straciło wówczas ok. 3000 ludzi, a ponad 6000 zostało rannych.

 

Po upływie tak wielu lat nadal pojawia się wiele pytań i tajemnic związanych z tamtymi wydarzeniami. Spora część amerykańskiego społeczeństwa nie wierzy w oficjalną wersję wydarzeń z 2001 roku. Intrygujący jest dla ludzi m.in. sposób w jaki zawaliły się wieże oraz to jak przebiegała identyfikacja ofiar.

 

Poniżej publikujemy film, w którym zebrane są spostrzeżenia, jakimi autor stara się podważyć wersję dotyczącą tamtej olbrzymiej tragedii.

 

 

Źródło: Wikipedia ; YouTube/andrzej kowalski

Fot.:Wikimedia Commons

 

Osama bin Laden to najsłynniejszy z terrorystów ostatnich dziesięcioleci. Był on za życie przywódcą Al Kaidy- organizacji terrorystycznej, której do dziś się przypisuje przeprowadzenie niektórych z największych ataków terrorystycznych. Bin Laden został zabity w 2011 roku na terytorium Pakistanu. Teraz po latach zarówno od jego śmierci, a tym bardziej ataku na WTC, głos zabrała matka ówczesnego lidera dżihadystów Alia Ghanem.

 

Kobieta udzieliła wywiadu brytyjskiemu „The Guardian”. Matka Osamy bin Ladena nadal wspomina syna jako dobre dziecko. O sprowadzanie go na złą drogę, co miało doprowadzić do ataków z 11 września 2001 roku, obwinia ona ludzi ze znajdującego się w mieście Jeddah uniwersytetu im. Króla Abdulaziza. Znajduje się to miejsce w Arabii Saudyjskiej, czyli kraju z którego pochodzi cały bogaty ród bin Ladenów.

 

Na uczelni tej, młody Osama studiował co ciekawe ekonomię. Jak twierdzi Alia Ghanem, w tamtych czasach nie przyszłoby jej do głowy, że jej syn zradykalizuje się i zostanie terrorystą. Uważa, że na uniwersytecie zrobiono jej dziecku pewnego rodzaju „pranie mózgu”. Nasuwa się więc pytanie o poziom indoktrynacji na niektórych uczelniach w muzułmańskich krajach.

 

– Wszyscy, którzy go wtedy znali, szanowali go. My byliśmy z niego bardzo dumni. I wtedy pojawił się Osama – mudżahedin. Ludzie na uniwersytecie go zmienili. Był dobrym dzieckiem zanim ich poznał, a oni wyprali mu mózg – twierdzi i tłumaczy swego syna Alia Ghanem.

 

Jak uważa matka dawnego lidera Al Kaidy, bliscy Osamy martwili się widząc co się z nim dzieje. W domu, w którym „The Guardian” przeprowadził rozmowę do dzisiaj widać fotografie słynnego terrorysty z czasów kiedy był w różnym wieku. Wypowiedzieć zdecydowali się również inni członkowie rodziny Osamy bin Ladena.

 

– Winni wszystkich z jego otoczenia, ale nie jego. Nadal widzi w nim dobrego chłopca, jakim był, kiedy był mały. Nie widzi w nim dżihadysty – powiedział przyrodni brat Osamy Ahmad, wyjaśniając iż matka do dzisiaj nie potrafi winić go za przeprowadzane zamachy oraz kocha swojego syna, który stał się z czasem tak znaną postacią w świecie globalnego terroryzmu.

 

Hassan, drugi brat dawnego szefa Al Kaidy stwierdził, że bliscy od razu wiedzieli, kto jest odpowiedzialny za przeprowadzenie zamachu na WTC.

 

– Od najmłodszego do najstarszego – wszyscy się go wstydziliśmy. Wiedzieliśmy, że poniesiemy straszne konsekwencje – opowiedział Hassan.

 

Zdaniem bliskich Osamy, po raz ostatni widzieli się z nim w bazie w Afganistanie. Miało to miejsce w 1999 roku, czyli dwa lata przed atakami na Stany Zjednoczone Ameryki.

 

Obecnie najmłodszy syn słynnego terrorysty Hamza ma 29 lat. Uważa się go za następcę Egipcjanina Aymana al-Zawahiriego (widocznego na zdjęciu wyżej), który przejął władzę w organizacji po Osamie. Służby USA utrzymują, że Hamza to obecnie światowy terrorysta, który może stać się porównywalnie niebezpieczny jak jego ojciec. On sam również deklarował w ostatnich latach, że pomści śmierć swojego ojca oraz sprawi, że działania Al Kaidy przyćmią inne islamistyczne ugrupowanie- Państwo Islamskie. Takie treści Hamza bin Laden przekazywał w komunikatach skierowanych do muzułmanów.

 

Brat Osamy Hassan, będący wujkiem dla 29-latka stwierdził, że gdyby miał okazję przestrzegłby Hamzę przed naśladowaniem ojca.

 

– Gdyby dziś przede mną stanął, powiedziałbym mu, żeby się nie mścił, że nie chcemy znowu przez to przechodzić. Powiedziałbym mu: Zaufaj Bogu, On cię poprowadzi. Dwa razy pomyśl, zanim coś zrobisz. Nie idź w ślady swojego ojca – mówił w wywiadzie Hassan.

 

Ostatnim głośnym atakiem przeprowadzonym w krajach zachodnich przez członków Al Kaidy był ten przeprowadzony w Paryżu na początku 2015 roku, którego celem stała się redakcję Charlie Hebdo- francuskiego tygodnika kpiącego z ważnych dla wyznawców różnych religii wartości. Napastnikami okazali się wówczas bracia Said i Cherif Kouachi. Utrzymywali oni wówczas kontakty z terrorystą o nazwisku Amedy Coulibaly, który deklarował przynależność i sympatię wobec ISIS.

 

Przywódcy Państwa Islamskiego oraz Al Kaidy nadal mają jednak ze sobą wrogie relacje co doprowadza do walk pomiędzy ich bojownikami. Ewentualny sojusz tych motywowanych radykalnym islamem organizacji terrorystycznych skutkować mógłby sporym zagrożeniem dla bezpieczeństwa w skali globalnej.

 

Źródło: The Guardian ; rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

W Afganistanie w ostatnich dniach jest wyjątkowo niebezpiecznie. W kraju tym doszło w ostatni wtorek do kolejnych ataków terrorystycznych. Celem zamachu przeprowadzonego w Dżalalabadzie był budynek lokalnych władz. Najpierw zamachowiec-samobójca wysadził się przy bramie wejściowej, a następnie uzbrojeni napastnicy wzięli wewnątrz budynku kilkunastu zakładników.

 

Doszło do wymiany ognia oraz eksplozji przy okazji interwencji służb. Po kilku godzinach Attaullah Chogiani, rzecznik prasowy władz prowincji Nangarhar, przekazał informacje o zakończeniu ataku oraz wyeliminowania sprawców zamachu. Budynek został zniszczony. Do zamachu miało dojść w czasie, kiedy w budynku odbywało się spotkanie z przedstawicielami pozarządowych organizacji, a temat były temat uchodźców.

 

Chogiani stwierdził też, że terroryści zabili w sumie 15 osób. Taka sama ilość osób została ranna. Liczba ofiar mogła wzrosnąć po przeszukaniu przez odpowiedzialne za to służby gruzów budynku, w którym miała miejsce cała dramatyczna sytuacja.

 

Inne dane przekazał członek Rady prowincji Nangarhar Sohrab Kaderi. Według jego słów, życie straciło przy okazji ataku 8 osób, a co najmniej 30 zostało rannych.

 

Od ataku w Dżalalabadzie zdystansowali się talibowie. Tamten rejon stanowi bastion konkurencyjnego wobec nich Państwa Islamskiego, którego członkowie już wcześniej przeprowadzali ataki terrorystyczne w ostatnich tygodniach. Jeden z nich miał miejsce jeszcze w sobotę, kiedy zaatakowano szkołę dla położnych. Odpowiedzialność za te zamachy wzięli na siebie właśnie dżihadyści z IS (Państwa Islamskiego). Zapewne atak na budynek władz, który przeprowadzono w sobotę również zorganizowała ta znana zbrodnicza organizacja.

 

Talibowie odpowiadać mogą za to za zdarzenie do jakiego doszło również we wtorek, ale w prowincji Farah na zachodzie Afganistanu. Na podłożoną minę wjechał autobus. W ataku zginęli cywile, głównie kobiety oraz dzieci.

 

– Była to mina podłożona przez talibów, którzy chcieli uderzyć w siły bezpieczeństwa. Ale trafiło na autobus z pasażerami – objaśnił Muhibullah Muhib, rzecznik lokalnej policji w rozmowie z agencją informacyjną AFP.

 

Co najmniej 11 osób straciło życie, a 31 odniosło obrażenia w wyniku wybuchu miny.

 

Obecnie w Afganistanie nasilił się konflikt pomiędzy dwoma islamistycznymi ugrupowaniami terrorystów. Wspieranymi przez Al Kaidę Talibami a Państwem Islamskim, którego członkowie rosną w siłę po porażkach na terytorium Syrii. Działania zbrojne pomiędzy dżihadystami nasiliły się w lipcu. Walki pomiędzy Talibami a IS toczyły się w ostatnich tygodniach w prowincjach Laghman, Dżauzdżan, Kunar oraz Sar-e Pol.

 

Zmagania pomiędzy tymi ugrupowaniami odbywają się również na płaszczyźnie propagandowej. Talibowie mają przewagę liczebną i są obecni w Afganistanie od wielu lat. Państwo Islamskie zaś stara się przekonać do siebie radykalnych muzułmanów w tamtym kraju ideą globalnego zbrojnego dżihadu oraz budowaniu wielkiego kalifatu, a nie jak głoszą przedstawiciele Talibów i Al Kaidy skupieniu się na tworzeniu emiratów na bardziej ograniczonych terytoriach.

 

W ostatnim czasie w Afganistanie, przy okazji tego konfliktu życie straciło ponad 100 osób.

 

Źródło: pl.sputniknews.com ; tvn24.pl

 

Mężczyzna walczący na wojnie w Syrii opowiedział o swojej historii w rozmowie z BBC przy realizacji dokumentu „Syria: The World’s War”. Niektóre opisy zdarzeń, które opowiadział Syryjczyk są wyjątkowo drastyczne.

 

Khaled został wpierw wyszkolony przez pewnego Francuza, a następnie wstąpił w szeregi jednej z grup rebeliantów na wojnie w Syrii, którą było Ahrar al-Sham. Następnie przeszedł do będącego syryjską filią Al-Kaidy Frontu Al-Nusra. Jak powiedział Khaled, w tamtym okresie jeszcze nie traktowano Państwa Islamskiego zbyt poważnie. Do działalności ISIS, inni syryjscy dżihadyści oraz rebelianci podchodzili nawet kpiąco. Państwo Islamskie zyskiwało jednak na sile, tworzyło swój samozwańczy kalifat, a nawet uczyniło Rakkę swoją stolicą. Wprowadziło też własną walutę i kontrolowało wyjątkowo dużym terenem jak na organizację terrorystyczną.

 

Sam bojownik Al-Kaidy opowiedział o tym, że członkowie ISIS terroryzowali mieszkańców stosując wyjątkowo brutalne tortury oraz mordy. Wśród metod stosowane było m.in. ukrzyżowanie.

 

– Jeśli powiedziało się: „Mahomet”, zabijali za bluźnierstwo. Robienie zdjęć, używanie telefonów, za wszystko to była kara. Palenie skutkowało więzieniem. Zabijali, kradli i gwałcili – mówił Khaled o sytuacji, która panowała w Rakkce.

 

– Oskarżyliby niewinną kobietę o zdradę i ukamienowali na oczach dzieci. Ja nie zabiłbym nawet kurczaka w obecności mojego rodzeństwa – stwierdził bojownik Frontu Al-Nusra.

 

Khaled w rozmowie mówił również o tym jak ISIS przekupywało dowódców grup rebeliantów walczących z prezydentem Assadem w Syrii. Również Khaledowi zaproponowano stanowisko „szefa ochrony”. Pełniąc to funkcję miał mieć władzę nad podległymi bojownikami oraz własne biuro. Mając na uwadze, że w przypadku odmowy, członkowie ISIS zabiją go, Khaled przyjął tą ofertę. Jak zaznacza zrobił to jednak za wiedzą przywódcy Al-Nusry- Abu al-Abbasa. W związku z tym, jako człowiek Al-Kaidy przyjął ofertę przejścia w szeregi Państwa Islamskiego i wniknął w ich szeregi.

 

– Pokazywałem IS przyjazną twarz, a w ukryciu porywałem i przesłuchiwałem jego członków, a potem ich zabijałem. Pierwszą osobą, którą porwałem, był Syryjczyk, dowódca obozu treningowego tzw. Państwa Islamskiego – opowiedział Khaled, przyznając iż za pieniądze zabijał zarówno członków ISIS, jak i też tych, których Państwo Islamskie kazało mu mordować.

 

Dla kalifatu ISIS wykonać miał łącznie 16 egzekucji. Khaled, żył w stresie i obawie o to, że jego agenturalność i podwójna gra wyjdą na jaw, dlatego ostatecznie uciekł z Państwa Islamskiego. Wpierw przedostał się samochodem do miasta Deir al-Zour, a następnie do Turcji.

 

Zdaniem Syryjczyka, to czego się dopuścił nie można określać zbrodniami. Pytana o to czy żałuje tego co zrobił tłumaczy, że myślał wówczas „tylko o tym, by uciec i przeżyć”.

 

–  Gdy widzisz kogoś, kto mierzy z broni i bije twojego ojca, zabija twojego brata albo krewnych, to nie możesz siedzieć cicho i żadna siła cię nie powstrzyma. To, co robiłem, to była obrona konieczna. Zabiłem ponad sto osób w walkach przeciwko reżimowi i Państwu Islamskiemu i nie żałuję tego. Jeden Bóg wie, że nie zabiłem nigdy cywila ani niewinnego człowieka – powiedział syryjski dżihadysta.

 

Jak poinformowała somalijska policja, islamistyczna organizacja Asz-Szabab, mająca powiązania z Al-Kaidą napadła wczoraj nad ranem na bazę sił pokojowych Unii Afrykańskiej w Bulomarer (południowa Somalia).

 

Portal telewizjarepublika.pl donosi, że na początku dżihadyści zdetonowali bomby w dwóch pojazdach-pułapkach przed drzwiami frontowymi do bazy UA. Następnie usiłowali oni wtargnąć na jej teren.

 

Asz-Szabab przyznało się do ataku. Jak oświadczył rzecznik tego ugrupowania, bojownicy zabili 59 osób, będących członkami misji pokojowej Unii Afrykańskiej (AMISOM). Stracili przy tym 14 dżihadystów.

 

Według agencji Reutera, telefon komórkowy rzecznika UA w Mogadiszu był wyłączony, przez co nie udało się uzyskać żadnego komentarza od AMISOM.

 

Asz-Szabab jest organizacją powiązaną z Al-Kaidą. Stawia sobie za cel narzucenie w Somalii radykalnej i surowej odmiany islamu. Mimo wielu strat w liczbie dżihadystów, wciąż odpowiedzialni są za ataki w tym kraju.

 

W Somalii od 1991 roku ma miejsce krwawa wojna domowa.