W każdym społeczeństwie naturalnie występują, jesli chodzi o zaangażowanie w działalność społeczną czy polityczną, upraszczając, dwie grupy ludzi. Oczywiście są to: zaangażowani oraz niezaangażowani. Część ludzi, czy to ze względu na odpowiednie cechy swego charakteru, czy ze względu na poczucie misji, czy wreszcie czasem ze względu na własne korzyści angażuje się w różnorakie projekty polityczne, organizacje społeczne, ruchy, stowarzyszenia i tak dalej. Jednak chyba w każdym, w tym na pewno w polskim, społeczeństwie ludzie ci stanowią mniejszość. Ba, może maksymalnie kilka procent ogółu. Większość stanowią (i absolutnie nie stawiam tego jako jakiś zarzut) ludzie, którzy po prostu nie czują potrzeby takiego zaangażowania. Ich udział w polityce ogranicza się do oddania raz na kilka lat głosu na wybraną partię czy kandydata oraz, ewentualnie, do wzięcia raz na kilka miesięcy udziału w jakimś marszu czy demonstracji. Obszar zainteresowań takich osób omija zazwyczaj politykę, a jeśli już, to tylko delikatnie o nią zahacza.

 

Jednak – jak się już rzekło – to ci ludzie (choć też niestety nie wszyscy) raz na kilka lat wybierają swoją reprezentację, która w ich imieniu sprawuje w kraju władzę. I tu nasuwa się główne pytanie: co my, jako endecy, czy szerzej, ludzie o poglądach prawicowych i patriotycznych, powinniśmy robić, by te wybory były słuszne. By rządzący dbali o interesy państwa oraz, przede wszystkim, czuli na sobie baczny wzrok świadomego społeczeństwa.

 

Tytułowe pytanie brzmi: racjonalna argumentacja czy marketingowe sztuczki? Od razu pragnę zaznaczyć, że nie wprowadzam tym pytaniem tezy, że jedno całkowicie wyklucza drugie. Chodzi mi bardziej o pewne podejście, które powinniśmy przyjąć, mając do wyboru dwie skrajne koncepcje, które poniżej opiszę.

 

W pierwszej przyjmujemy, że społeczeństwo jest zbiorem racjonalnie rozumujących i patrzących „chłodnym okiem” obywateli. Przy takim założeniu problemem jest tylko niedoinformowanie społeczeństwa. Jeśli jasno wyartykułujemy nasze postulaty i poglądy oraz sensownie je wyjaśnimy, to każdy człowiek dobrej woli w mig uświadomi sobie, że tak naprawdę jest endekiem, prawicowcem czy patriotą.

 

W drugiej zakładamy, że przede wszystkim powinniśmy oddziaływać na emocje, gdyż to one w najwiekszej mierze decydują o wyborach niezaangażowanej politycznie większości społeczeństwa. Taką taktykę, z oczywistych względów, przyjęła lewica. I trzeba przyznać, że całkiem skutecznie im to wyszło, zwłaszcza w zachodniej Europie. „Lewicowa wrażliwość” stała się bardzo wyraźna w filmie, muzyce, promowanym stylu życia. Lewicowe hasła, choć często kompletnie bezsensowne, niosą duży ładunek emocjonalny, który jak się okazuje, dobrze „się sprzedaje”.

 

A więc jaki z tego wszystkiego powinniśmy wyciągnąć wniosek? Jaką taktykę zastosować? Co robić? Te pytania pozostawiam otwartymi, jednak pewne jest to, że z jednej strony jako endecy czy prawicowcy nie możemy odejść od racjonalnej argumentacji jako fundamentu szerzenia naszego światopoglądu, z drugiej zaś jeśli całkiem zapomnimy o tym jak działa marketing, że poglądy, tak samo jak towary na rynku, też czasem trzeba „umieć sprzedać”, to nasza praca nad budowaniem społeczeństwa świadomego i, co ważniejsze, troszczącego się o losy swego państwa, najpewniej nie przyniesie odczuwalnych rezultatów.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Pixabay

 

Rzeczywistość XXI wieku, w jakiej żyjemy, pod wieloma względami różni się od tej, jaką znali twórcy myśli endeckiej przeszło sto lat wcześniej. XX wiek, a zwłaszcza jego druga połowa, przyniósł wiele zmian społecznych i kulturowych. Obecnie żyjemy w epoce stawiającej nam – endekom nowe, czasem zupełnie inne wyzwania. W dobie odwrotu cywilizacji zachodniej od swych kulturowych i duchowych korzeni, Endecja musi przyjąć postawę zgodną z prymatami endeckiego myślenia także w tych kwestiach.

 

W tym temacie głównym, wydaje się, sporem jest ten dotyczący prawnej ochrony ludzkiego życia na jego prenatalnym etapie. Krótko mówiąc – spór o aborcję. Warto uzasadnić dlaczego postawa pro-life, czyli najogólniej mówiąc sprzeciwiająca się legalności aborcji, jest zgodna z prymatami endeckimi i to ona powinna cechować osoby z Endecją się utożsamiające.

 

Pierwszym z prymatów endeckich jest prymat narodu. Powszechność stosowania aborcji w negatywny, choć być może na pierwszy rzut oka niezauważalny, sposób wpływa więzi społeczne. Święta Matka Teresa z Kalkuty powiedziała kiedyś następujące słowa: „Jeśli możemy zaakceptować to, że matka zabija swoje dziecko, to jak możemy mówić innym ludziom, by nie zabijali drugiego człowieka?”. Społeczne przyzwolenie na aborcję, świadomie lub nie, podkopuje nasz szacunek do drugiego człowieka. Uzależnia go od tego czy dana osoba jest nam potrzebna, czy być może tylko nam przeszkadza. Prowadzi to na dłuższą metę do zaniku więzi międzyludzkich w narodzie, w oczywisty sposób szkodząc tej wspólnocie.

 

Drugi prymat – realizmu nad romantyzmem. Choć ciężko konkretnie temat aborcji odnieść do tego prymatu, warto zauważyć pewne fakty. Sprzeciw wobec aborcji siłą rzeczy wiąże się z dbałością o sytuację demograficzną narodu. Budowa rozwijającego się społeczeństwa, opierającego swe życie na szlachetnych wartościach, przywiązaniu do swej kultury jak najbardziej zalicza się do celów realistycznych. Jest to także pewien rodzaj pracy u podstaw, budującej silne społeczeństwo.

 

Trzeci prymat dotyczy polityki zagranicznej, więc tu tym bardziej niewiele w temacie aborcji da się powiedzieć, choć i tu można zauważyć pewną zależność. Mniej aborcji to lepsza demografia. Im lepsza demografia, tym silniejsze państwo na arenie międzynarodowej.

 

Prymat czwarty – obowiązków nad prawami. Ten prymat trafia niemal dokładnie w temat aborcyjny. Powszechna akceptacja aborcji, jaka pojawiła się w zachodnich społeczeństwach w XX wieku, wiąże się przede wszystkim z konsumpcyjnym, nastawionym tylko lub przede wszystkim na własną korzyść, stylem życia. Ów egoizm objął także i ten aspekt – „jeśli dziecko ma być dla mnie problemem, chcę móc się go pozbyć”. Endek musi rozumieć, że to co stanowi imperatyw moralny – czy to w życiu społecznym, czy osobistym – jest istotniejsze niż jego prywatne korzyści i przyjemności. Dlatego zgody na przerywanie ciąży być po prostu nie może.

 

Piąty prymat – polityki nad gospodarką. Polityka to także polityka prorodzinna, którą jako endecy wspieramy, choć różnimy się w podejściu do tego jak powinna wyglądać. Niemniej trudno kłócić się ze stwierdzeniem, że brak aborcji w jakiś sposób pogorszy ową gałąź polityki.

 

I wreszcie prymat szósty – moralności nad polityką. Jako Endecja rozumiemy, że nasze kulturowe korzenie wyrastają także z Chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo to w dużej mierze chrześcijańska moralność, która indywidualistycznie podchodzi do wartości ludzkiego życia. Życie ludzkie jest wartością samą w sobie, niezależną od tego ile dana osoba może wytworzyć PKB i tak dalej. Szacunek dla wartości ludzkiego życia od jego biologicznego początku, czyli momentu zapłodnienia, jest częścią naszej cywilizacyjnej tożsamości, której jako Endecja musimy w dzisiejszych czasach szczególnie mocno strzec.

 

W ramach zakończenia należy podkreślić, że nie ma jakiegoś konkretnej formy działania, która jest w tej kwestii jedynie słuszną. Każdy endek powinien w tym obszarze działać zgodnie z własnymi predyspozycjami i możliwościami, jednak nie ulega wątpliwości, że to postawa pro-life jest tą zgodną z endecką szkołą myślenia.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.